Zagłada [z dala] od oblicza Pańskiego (II List do Tesaloniczan 1:9)

bible
Jeżeli znasz choć kilka artykułów z tego bloga wiesz, że z jednej strony uważam, iż Biblia jest praktycznie doskonale  zachowana i z każdej jej strony możemy wynieść tony pożytecznej nauki, z drugiej jednak – jej pierwotnymi adresatami nie jesteśmy my, przez co zrozumienie jej treści najczęściej nie jest absolutnie prostym zdaniem. Oprócz oczywistych przeszkód – jak chociażby przepaści kulturowej lub języka – istnieje jeszcze bardzo istotna kwestia teologiczna.

Teologowie wymyślili termin „dyspensacjonalizm”. Ma on różne odmiany, z grubsza jednak chodzi w nim o to, że historia ludzkości podzielona jest na różne „dyspensacje” – okresy czasu w których Bóg miał inne przesłanie dla ludzi i obowiązywały inne zasady „podobania się Bogu”. Wyznawcy dyspensacjonalizmu zapewne oburzyliby się na taką definicję, niemniej myślę, że trafnie go ona podsumowuje.

Dyspenascjonalizm jest bardzo logiczny. Stosujemy go przykładowo przy wychowywaniu dzieci. Nikt nie weźmie 2-latka na piwo, nie skoczy na bungee w noworodkiem ani też nie będzie z 5-latkiem dyskutował o wyższosci lewicowej opcji politycznej. Na podobnych przesłankach opiera się dyspensacjonalizm – stopniowo Bóg objawiał ludziom coraz więcej, i coraz innych rzeczy od nich wymagał. Np. podczas dyspensacji Prawa Mojżeszowego od ludzi przede wszystkim wymagane było posłuszeństwo,  a podczas obecnej dyspensacji łaski – wymagana jest wiara.

No tak, ale gdzie zatem w Biblii szukać „szczytu” objawienia? Gdzie możemy znaleźć przesłanie skierowane głównie dla nas?

W Nowym Testamencie! – pada odpowiedź, zarówno bardzo powszechna, jak i bardzo błędna.

Mało znanym jest faktem, iż Jezus głosił Królestwo Boże wyłącznie Żydom, i tak samo czynili apostołowie przez kilka lat od Jego wniebowstąpienia. Więcej na te tematy piszę tutaj. Dopiero Apostoł Paweł rozpoczął misję głoszenia Dobrej Nowiny nie-Żydom, ale nie była to ta sama Dobra Nowina, którą otrzymali wcześniej Żydzi. Sam Paweł napisał tak:

(…) zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną (…) (Rz 16 25b-26a)

W Listach apostoła Pawła nie znajdziemy nigdy przesłania „Nawracajcie się, bo przybliżyło się Królestwo Boże”.

Paweł przędsiębrał liczne podróże w trakcie których głosił narodom Chrystusa. Narody te  najczęściej nigdy nie słyszały o Chrystusie. Podczas trwającej dzisiaj ery informacji, gdy zdarzało mi się denerwować, bo wiadomość tekstowa z jednego kraju do drugiego szła aż 30 sekund, trudno nam to zrozumieć, ale wieści z miasta do miasta podróżowały wtedy tygodniami, czasem miesiącami, a ukrzyżywowanie i śmierć żydowskiego nauczyciela nie była bynajmniej wiadomością priorytetową.

A Biblia?

Stary Testament, owszem, był spisany i zakończony od stuleci, ale znany był wyłącznie Żydom. Ewangelie były dopiero podczas pisania i redagowania, a przypomnijmy, druku wówczas też nie było. Kopiowali teksty Biblijne najczęściej mnisi, ale bynajmniej nie kserokopiarkami – przepisanie jednej księgi trwało nierzadko miesiące i kosztowało krocie.

Ten przydługi (choć arcyciekawy, musicie przyznać 🙂 )  wstęp ma tylko jeden cel: wykazanie, iż całość niezbędnej ludziom nauki o Bogu musi znajdować się w Listach Pawła. I chociaż większość z Jego Listów jest odpowiedziami na konkretne problemy, niektóre z nich zawierają skrót całości jego nauk, jakby „przypomnienie”, czym jest Ewangelia – Dobra Nowina – w takiej formie, jaką otrzymał bezpośrednio od Jezusa Chrystusa; czym jest nauka koronująca historię zbawienia ludzkości.

Ciekawa sprawa – jeżeli porównamy teologię różnych Kościołów do tematyki Listów Pawła (podkreślam – do Listów Pawła, nie zaś ich kościelnych, często całkowicie sprzecznych z logiką i resztą Biblii, interpretacji), ze zdumieniem zauważymy, iż mnóstwo rzeczy, które dzisiaj są numerem jeden podczas wielu kazań… w Listach zupełnie nie występują. I odwrotnie, tematy poruszane przez Pawła wielokrotnie są przez religię zupełnie pomijane.

Jednym z tematów, obecnych w wielu kościołach co niedziela, a w Listach Pawła nigdy, jest… piekło. Jest to zresztą jednym z najczęściej używanych przez przeciwników idei istnienia piekła argumentów – apostoł Paweł nigdy nie używa żadnego ze słów tłumaczonych w popularnych Bibliach jako „piekło”.

To, że nie używa tego słowa, odpowiadają nieugięcie zwolennicy wiecznej smażalni ryb – nie znaczy, że o piekle w ogóle nie mówi!

I każda rozmowa tego typu zawsze zawiera odwołanie do wersetu z Drugiego Listu Apostoła Pawła do Tesaloniczan, rozdział pierwszy, werset 9. Przeczytajmy go bardzo uważnie, wraz z poprzedzającym kontekstem:

Bo przecież jest rzeczą słuszną u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają, a wam, uciśnionym, dać ulgę wraz z nami, gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swojej potęgi w płomienistym ogniu, wymierzając karę tym, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa. Jako karę poniosą oni wieczną zagładę [z dala] od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego  (2 Tes 1:6b-9)

Jeżeli nie widzicie w nim piekła, to bardzo szczerze, i najzupełniej poważnie, gratuluję! Wiele lat mi zeszło aż sam przestałem go tam widywać, albowiem indoktrynacja kościelna siedzi w umyśle bardzo głęboko.

Biblia jednak, na całe szczęście, pozostaje spójna. Byłoby nadzwyczaj dziwne gdyby Paweł w tym jednym, jedynym fragmencie głosił ideę strasznej, wiecznej męki, w dodatku traktując to jako… pociechę dla słuchaczy.

„Nie przejmujcie się tym, że ludzie was uciskają i nastają na wasze życie”, mówi – zdaniem religii – Paweł – „kiedy Pan Jezus się objawi, wrzuci ich do piekła gdzie będą się wiecznie smażyć”.

Niestety, nie wyobrażam sobie zbrodni, którą ktoś mógłby popełnić, aby mu życzyć wiecznych tortur! Jakoś zupełnie nie pasuje mi to do „nadstawiania drugiego policzka”, „zwycieżania zła dobrem” lub – przede wszystkim – przykazania miłości.
Ale mniejsza o moje przekonania i logiczne myślenie, wszak mamy patrzeć na to, co jest napisane w Biblii. No więc spójrzmy.

Uprzedzam, nie jest to łatwy werset. Byłby łatwiejszy, gdybyśmy nie mieli w głowie automatycznie skojarzenia „wieczna zagłada” = „smażenie dusz w piekle”. A przeważająca większość z nas takie skojarzenie ma, przecież zarówno Kościoły katolickie jak i protestanckie tego nauczają. Co gorsza jednak w wersecie tym spotykamy liczne problemy tłumaczeniowe. Celem tego artykułu nie jest jednak ostateczne wyjaśnienie znaczenia każdego słowa, a jedynie wykazanie, iż tradycyjne tłumaczenie obarczone jest wieloma problemami – zbyt wieloma, aby je móc zaakceptować.

Całość mojej analizy oparta jest na dwóch arcyciekawych faktach. Pięc tysięcy ton na milimetr kwadratowy – może to zobrazuje nacisk, jaki chciałbym na tych dwóch faktach położyć.
ball squeezed under pressure
UWAGA!

FAKT 1

Słowa „z dala” są dodane. Tłumacze i redaktorzy Biblii Tysiąclecia byli na tyle mili, iż dali nam znać o tym fakcie używając nawiasów kwadratowych, ale niemal wszystkie inne tłumaczenia (a sprawdziłem pokaźną ich liczbę, polsko- i angielskojęzycznych) je dodają nie informując czytelnika o tym.
Dlaczego wszystkie tłumaczenia czują się zmuszone dodać te słowa? Czy naprawdę nie ma ani w języku polskim, ani w angielskim, wyrażenia tłumaczącego w sposób zrozumiały grekę w tym wersecie?

FAKT 2

Identyczne greckie słowa, przetłumaczone w 2 Tes 1:9 jako „z dala od oblicza Pańskiego”, znajdujemy w następującym fragmencie Dziejów Apotolskich:

Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, (Dz 3:19-20)

Moment… nigdy gdzie są użyte te same słowa? W tym tłumaczeniu nie widać żadnego podobieństwa. Zajrzyjmy więc do archaicznego, ale przez większość Biblistów uważanego za najbardziej dosłownego, tłumaczenia – Biblii Gdańskiej z 1632 roku:

Gdyby przyszły czasy ochłody od obliczności Pańskiej, a posłałby onego, który wam opowiedziany jest, Jezusa Chrystusa. (Dz 3:20, BG)

 

Którzy pomstę odniosą, wieczne zatracenie od obliczności Pańskiej i od chwały mocy jego.  (2 Tes 1:9, BG)

Idąc logiką tłumaczy Biblii Tysiąclecia, powinniśmy przetłumaczyć Dz 3:20 „gdyby przyszły czasy ochłody [z dala] od obliczności Pańskiej.
(Zauważmy , iż Biblia Gdańska nie dodaje słowa „z dala” – być może opinia wielu, iż jest to najlepsze polskie tłumaczenie, nie jest pozbawiona sensu!)

Widzimy jasno, iż „od oblicza Pańskiego” nie może znaczyć żadnego „oddalenia”, ani – jak chcieliby niektórzy – nieobecności (że niby w piekle nie ma Boga). Niemniej „wieczne zatracenie z dala od Boga” bardzo pasowało do teologii, więc dodano to „przemocą wręcz narzucające się słowo”.

Grecki przyimek użyty tam, „apo”, pokrywa się dość mocno znaczeniem z polskim przyimkiem „od”. Nie będę tu przynudzał przykładami, napiszę tylko, iż owszem, może onaczać „od” w takim sensie jak chciałaby tego religia, gdyby występował z czasownikiem jasno wyrażającym oddzielenie, przykładowo w Obj 6:16 „ukryj nas przed/od (apo) twarzą tego, który siedzi na tronie”. Jeśli takiego czasownika nie ma, „od” oznacza po prostu kierunek, jak w Mt 2:1 „mędrcy przyszli ze (apo) wschodu”.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Pozornie niewiele znaczący, otóż „wieczna zagłada” nie będzie mieć miejsca „z dala od oblicza Pańskiego”, ale będzie wręcz z niego wychodziła, pochodziła, cokolwiek to by miało oznaczać.

Dodanie przez tłumaczy jakiegoś słowa może albo oznaczać, że za bardzo nie rozumieją znaczenia tekstu i dodali do niego coś usprawiedliwiało najbardziej prawdopodobny ich zdaniem pomysł; albo najbardziej oczywiste znaczenie zupełnie nie pasowało do ich teologii.

Myślę, że oba powody są tutaj prawdziwe.

No tak, powiesz, ale jaka różnica, czy wieczna zagłada „będzie sie działa z dala od oblicza Pana” czy „wyjdzie od obliczna Pana”? Wciąż to przecież… brzmi jak piekło?

Spójrzmy na ten werset analitycznie.

Tłumacznie słowo w słowo z języka greckiego

którzy – sprawiedliwość – odcierpią – zniszczenia – wiecznego – od – obecności – Pana – i  -od – chwały – moccy – jego

A skąd ten wyraz „sprawiedliwość”? Otóż oryginalne słowa „diken/dike” występują w Biblii tylko trzy razy; to nieco mało aby móc przeprowadzić dogłębne studium. Słowniki mówią jednak, iż podstawowym znaczeniem tego słowa jest „sprawiedliwość”. Wyraz „tino” – „odcierpieć” – tu nasza wiedza jest jeszcze bardziej ograniczona jako że jest to jedyny przykład użycia tego słowa w Biblii.

Krótko mówiąc, nie możemy mieć do końca pewności, czy należałoby tutaj napisać „odcierpią karę”, „doświadczą sprawiedliwości” czy może… coś zupełnie innego.
Ten werset… zdecydowanie do najłatwiejszych nie należy!

confused smiley

No tak, ale niezależnie od tego, jak te dwa słowa przetłumaczymy, kluczową dla nas tutaj kwestią jest – co oznacza „zniszczenie wieczne„?

„Zniszczenie” – olethros – występuje również niewiele razy w Biblii, tylko cztery, i słowniki na ogół łączą znaczenie tego słowa ze śmiercią fizyczną.

Natomiast słowo „wiecznego”…

jestem tematem na wielką książkę.

„Wieczny” – po grecku „aionios” – występuje w Nowym Testamencie aż 71 razy. W Starym Testamencie (czego dowodzi jego greckie tłumaczenie Septuaginta) odpowiada mu wyraz „olam„, który występuje już ponad 400 razy.

Bardzo bogaty materiał do studiowania! I… wciąż niełatwy. Powodem jest inne pojmowanie czasu w starożytności i inny sposób mówienia o trwaniu zdarzeń.

Dzisiaj jesteśmy do bólu konkretni. Coś trwało rok, 2 godziny, 5 nanosekund. Coś wydarzy się jutro punkt siódma, lub za 230 dni. Wtedy bardzo rzadko używało się podobnych stwierdzeń. Wydarzenia odnoszono do innych wydarzeń. Pamiętam taką scenę z filmu Krokodyl Dundee, gdy bohater jest pytany o wiek. Odpowiada, że nie wie, i na ponowne pytanie, czy nigdy nie pytał, kiedy się urodził, odpowiada, że pytał.

– I co ci powiedziano?
– Powiedziano mi, że urodziłem się… letnią porą.

_DSC1592-Edit-2

Tam akurat w kontekście była społeczność Aborygenów, chodzi mi tylko o ukazanie, że ta nasza obsesyjna wręcz szczegółowość w określaniu czasu odbywania się wydarzeń i jego trwania nie jest wcale własciwa wszystkim kulturom.

Wróćmy do naszego słowa „aionios/olam – wieczny. Naprawdę jest to niesamowie obszerny temat, także w największym skrócie wymienię tylko 2 ciekawe fakty:

– pojęcie to może bez cienia wątpliwości nie oznaczać czegoś wiecznego (por. Kapłańska 24:8, Powtórzonego Prawa 33:15, Jeremiasza 25:12, Hebrajczyków 6:2) w Nowym Testamencie często występuje w wyrażeniu „życie wieczne”, jednak definicja „życia wiecznego” jest podana tylko raz, i nie ma nic wspólnego z długością trwania:

A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.  (J 17:3)

Jeżeli wydaje ci się, że ten artykuł robi się już przydługi i wcale jeszcze nie dochodzi do sedna sprawy, informuję, iż omówienie choćby pobieżne tego terminu wymagałoby tekstu o wielokrotnie większej objętości niż to, co dotychczas napisałem! Już jednak analiza dwóch powyższych faktów może niewątpliwie wykazać, iż „wieczna zagłada” może nie tylko nie mieć nic wspólnego z piekłem w tradycyjnym jego ujęciu, ale w ogóle z wiecznością.

Spójrzmy jeszcze na moment do Listu Judy:

Jak Sodoma i Gomora i w ich sąsiedztwie /położone/ miasta – w podobny sposób jak one oddawszy się rozpuście i pożądaniu cudzego ciała – stanowią przykład przez to, że ponoszą karę wiecznego ognia. (judy 1:7)

John_Martin_-_Sodom_and_Gomorrah

Sodoma i Gomora zostały spalone, ich mieszkańcy zginęli, i… tyle. Niemniej Biblia nazywa to wydarzenie „wiecznym ogniem”.

Osobiście uważam, iż wszystkie odniesienia do „wiecznej kary” i „wiecznego ognia” odnoszą się do wydarzenia tutaj, na ziemi, za ziemskiego życia, skutkującym zwykłą, fizyczną śmiercią i nie mają nigdy odniesienia do jakiejkolwiek kary po śmierci.
Popatrzy na jeden z ulubionych fragmentów zwolenników piekła:

Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła.  Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Mk 9:43-48

Życie wieczne… piekło… ogień nieugaszony… czyż można zaprzeczyć temu, iż Jezus przestrzega tutaj przed tym, co się stanie z grzesznikiem po śmierci?

Otóż jak najbardziej można. W myśl świetnej zasady „najlepiej tłumaczy się Biblię samą Biblią”, przyjrzyjmy się zwrotowi z wersetu 48: „robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie”. Każdy religijnie zaprawiony umysł widzi tu duszyczkę smażącą się w piekle, albo jedzoną przez dosłowne robaki, ale przez „robaka” własnego nieczystego sumienia.

Tymczasem zwrot ten jest niemalże cytatem z Księgi Izajasza:

A gdy wyjdą, ujrzą trupy ludzi, którzy się zbuntowali przeciwko Mnie: bo robak ich nie zginie, i nie zagaśnie ich ogień, i będą oni odrazą dla wszelkiej istoty żyjącej.  (Iz 66:24)

Jest tu mowa o trupach ludzi! Nie o nieśmiertelnych duszach, nie o cierpiących ludziach! Ludzie zginęli i ich ciała były palone i jedzone przez robaki – nie chodziło tu o wieczne trwanie czegokolwiek, ale o permanentny skutek czynności – nic nie powstrzyma robaka, nikt nie zgasi ognia, kara za grzech się wykonała, ludzie zginęli i ciała ich szczezną!

Jestem w stanie wykazać na podstawie analizy bardzo wielu wersetów z Nowego Testamentu, iż „wieczny ogień” odnosi się do aktualnego wydarzenia które miało miejsce w roku 70 – zdobycia Jerozolimy przez rzymską armię, zburzenie i spalenie całego miasta i hekatombę wszystkich mieszkańców (według różnych źródeł zginęło wtedy od kilkuset tysięcy do ponad miliona ludzi).

Ostrzeżenie przed tym wydarzeniem to jedna z centralnych misji Jezusa na ziemi. Popatrzmy:

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. (Łukasza 13:1-3)

Jezus bynajmniej nie mówi, że jeśli się nawrócą, to będą się smażyć w piekle. Mówi bez wątpienia o zwykłej ziemskiej śmierci.

Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. (Łukasza 21:20)

I znów – jest to temat, którego choćby pobieżne omówienie zajęłoby wiele stron tekstu. Artykuł, który teraz czytasz, nie pretenduje w żadnej mierze do wyczerpania tematu. Nie ma też na celu obronę jakiegoś konkretnego poglądu. Owszem, uważam, iż „ogień wieczny” to spalenie Jerozolimy w roku 70, ale nie będę się upierać przy swoim – możliwe, że nie mam racji. Głównym celem tego artykułu jest zachęta do porzucenia utartych wyjaśnień podanych na tacy przez religię. 2 Tesaloniczan 1:9 nie może mówić o wiecznym piekle, bo wyjaśnienie takie przeczy zarówno Listom Pawła jak i całej Biblii, co jednak najważniejsze – przeczy naturze Boga. Czy Bóg nakazał nam miłować nieprzyjaciół i czynić dobrze tym, którzy nas prześladują tylko po to, by samemu smażyć większą część ludzkości w ogniu?

Czy zastanawiasz się czasami, jak można być szczęśliwym „w niebie” wiedząc, że ludzie, których kochamy, cierpią katusze?

Tutaj normalny rodzic od zmysłów odchodzi gdy gorączka dziecka przekroczy 40 stopni i wciąż rośnie… mam uwierzyć, że będę w stanie z rozleniwionym uśmiechem leżeć na chmurce wiedząc, że moi bliscy płoną w ogniu?

Religia powie ci tutaj, że my tego nie rozumiemy, że jesteśmy ograniczeni, że Boża sprawiedliwość jest niepojęta.

Bzdury. Biblia używa ludzkiego języka. Sprawiedliwość, miłość, dobro i zło, te słowa są w Biblii nie dlatego, że oznaczają coś zupełnie innego, niż w naszym potocznym języku.
W 2 Liście do Tesaloniczan 1 Paweł nie skupia się na karze za grzechy, skupia się na prześladowanych, udręczonych adresatach Listu. Zapewnia ich, że wkrótce nastanie sprawiedliwość a ich dręczyciele znikną z ich życia. Nie przez wieczność – ale przez resztę ziemskiego życia.

* * *

Jednym z najbardziej przełomowych odkryć, które zmieniły sposób, w jaki czytam Biblię, było uświadomienie sobie, iż jest w niej bardzo, bardzo niewiele na temat życia pozagrobowego.

W Starym Testamencie na palcach można policzyć fragmenty, które bez cienia wątpliwości odnoszą się do tego, co po śmierci.

Oczywiście religia nie mogła tego ścierpieć i wymyśliła swoje futurystyczne interpretacje mnóstwa fragmentów, i kiedy prorok woła „zmieńcie swoje serca, bo czeka was śmierć z rąk wroga” na kazaniu usłyszymy „uwierzcie w Jezusa, bo czeka was wieczne umieranie w otchłani piekielnej”. Religia na ogół opiera się na pieniądzach, pieniądze na frekwencji w niedzielę, a frekwencja rośnie proporcjonalnie do poziomu straszenia piekłem.

Ogień, zniszczenie, sąd – te terminy w Starym Testamencie zawsze – naprawdę, bez wyjątkuodnoszą się do losów człowieka na ziemi – wojen i śmierci – i wbrew powszechnie panującej dzisiaj opcji teologicznej – nic się nie zmienia w Nowym Testamencie! Byłoby dziwne, gdyby się zmieniło! Ci sami ludzie, którzy czytali Stary Testament, spisywali i Nowy, odnosząc się do Starego 700 razy! Na Izraelem wisiała groźba sądu nieporównywalnego z jakimkolwiek wcześniej – wspomnianej już hekatomby w Jerozolimie – i nic dziwnego, że Jezus, a później apostołowie i uczniowie – przestrzegali przed nim!

Kiedyś myślałem, że niemal każda strona Nowego Testamentu opowiada o naszym losie po śmierci. Dzisiaj przychodzi mi tak naprawdę tylko jeden fragment, który na pewno o nim mówi – 15. rodział I Listu do Koryntian.

Może się w tym wszystkim mylę? Może nie? Nieważne. Ważne jest to, czy artykuł ten pobudził cię do zakwestionowania tego, co uczą cię w kościele – być może mają rację, być może nie, ale zdecydowanie lepiej jest posiadać jakieś inne argumenty w obronie swoich przekonań niż tylko „bo taka jest wiara ojców”!

old minion

Pewność Zbawienia

diabel-niebo-pieklo-aniol
Zbawić, zbawiony, zbawienie – te słowa są jednymi z najczęściej używanych przez chrześcijan. Tak często, że nikt nie kwestionuje, co one oznaczają. Przez wiele lat aktywnego uczestnictwa w wielu wspólnotach chrześcijańskich – zarówno katolickich jak i protestanckich – słyszałem mnóstwo pytań typu „kto może być zbawiony” albo „czy można utracić zbawienie”, podczas gdy nikt nie spytał „co to znaczy zbawiony?” lub „co to jest zbawienie?”.

Dlaczego???

Nikt nie pytał… ja też nie! Przez wiele lat przynależności do różnych grup chrześcijańskich, setek studiów biblijnych i rozmów, nigdy nie przyszło mi do głowy zadać takich pytań. Może było to na tej samej zasadzie, przez którą większość ludzi nigdy nie zastanawia się, mieszanką jakich gazów tak naprawdę oddycha?

A zadanie tego pytania mogło by zmienić moje życie wiele lat temu. Ty nie musisz tracić wielu kolejnych lat i możesz zmienić je już dzisiaj!

 Co to jest zbawienie?

Odpowiedź religii – zbawienie to ułaskawienie od pójścia na wieczne męki do piekła.

happy_devil

A ja spytam – czy Biblia gdziekolwiek mówi coś takiego?

Czy ktokolwiek może mi pokazać jeden, jedyny werset, który to mówi?

 Nie.

W Biblii, wyraz tłumaczony jako „zbawienie” to grecki wyraz σωτηρία (czyt. soteria) lub hebrajski יְשׁוּעָה (czyt. jeszua – brzmi znajomo?). Czasownik „zbawić” z kolei to grecki wyraz σῴζω (sozo) lub hebrajski יָשַׁע (jasza). W sumie słowa te występują prawie 300 razy w Starym Testamencie i 200 w Nowym.

Mają różne znaczenia (wyrazy w greckim i – zwłaszcza – hebrajskim – mają zazwyczaj mnóstwo znaczeń), ale wszystkie słowniki są zgodne, że w przygniatającej większości przypadków, powinno się je tłumaczyć bądź to „ratować” lub „uzdrawiać„.

Uzdrowienie nie jest w Biblii prawie wcale używane w „uduchowiony” sposób i tam, gdzie się pojawia, w kontekście jest najczęściej konkretna choroba.

jesus_healing

Poniżej na czerwono zaznaczam wyrażenia, które tłumaczone są z tych samych greckich słów, które gdzie indziej są tłumaczone jako „zbawić/zbawiony”.

 Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa (sothesomai – będę uzdrowiona) – . Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła (sezoken – uzdrowiła). (Mt 9:21-22)

 

Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała (sothe – była uzdrowiona) i żyła. (Mk 5:23)

 

On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła (sezoken – uzdrowiła), idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! (Mk 5:34)

 

A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie (esozonto – byli uzdrawiani). (Mk 6:56b)

 

A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem (sozei – uzdrowi) i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. (Jk 5:15)

Będąc konsekwentnym w tłumaczeniu, należałoby powyższe wyrażenia przetłumaczyć odpowiednio: będę zbawiona, została zbawiona, bądź zbawiona, zostali zbawieni i zbawi.

Zwróćmy uwagę na poetycką wyobraźnię tłumaczy. Ktoś, kto czyta Biblię wyłącznie po polsku, nie ma szans na zapoznanie się z faktem, iż owe „ocaleć”, „być zdrowym” lub „być ratunkiem” to tak naprawdę to samo słowo, które tłumaczy się gdzie indziej jako „zbawić”.

Niewątpliwie w kontekście fizycznego uzdrawiania nie ma ani słowa o piekle. W ogóle nie dotyczy to życia „pozagrobowego”.

W Starym Testamencie również nie ma mowy o zbawieniu od wiecznych mąk w piekle, jako że – temat życia pozagrobowego prawie nie istnieje w Starym Testamencie. Bóg dał ludziom przykazania i obiecał, że jak ich będą przestrzegali, będzie im się wiodło na ziemi, będą mieli długie, dostatnie i bezpieczne życie; w przeciwnym wypadku spadać będą na nich różne nieszczęścia. Ani słowa o tym, co po śmierci.

Zbawienie = ratunek

Zróbmy eksperyment – zapytajmy 10 ludzi, czym jest ratunek. Lub poprośmy, aby podali przykład ratunku. Wątpię, czy wypowiedzi chociażby dwojga z nich się pokryją. Ratunek to pojęcie bardzo ogólne. Można ratować od głodu, od choroby, od wypadku samochodowego. Sąsiad może nas poratować od braku cukru w domu a zdolny specjalista od reklamy może uratować firmę przed bankructwem.

Słowo „ratunek” jest w naszym języku bardzo wieloznaczne i bez dokładnego kontekstu nie mamy szans na zorientowanie się, o jaki rodzaj ratunku chodzi.

rescue_wheel
„KOŁO ZBAWIENIA” ? 🙂

W językach biblijnych jest podobnie. W Biblii jednak – niestety dla nas – dość rzadko kontekst tego wyrazu umieszczony jest w tym samym zdaniu. Bez dokładnej analizy kontekstu nic nie zrozumiemy, podobnie jak niewiele zrozumiemy, gdy zobaczymy w gazecie tytuł „Uratowano pana Zdenka” bez przejrzenia jego treści.

Oto pięć pierwszych wystąpień wyrazu „jeszua” (zbawienie) w Biblii (jego tłumaczenie zaznaczę na czerwono):

Zbawienia twego oczekuję, Panie. (Rdz 49:18)

 

Na to rzekł Mojżesz do ludu: Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj!

Egipcjan, których dzisiaj oglądacie, nie będziecie już nigdy oglądali.(Wj 14:13)

 

Pan jest mocą i pieśnią moją, i stał się zbawieniem moim. On Bogiem moim, przeto go uwielbiam; On Bogiem ojca mojego, przeto go wysławiam. (Wj 15:2)

 

Utył Jeszurun i wierzga -Utyłeś, stłuściałeś, zgrubiałeś – I porzucił Boga, który go stworzył, Znieważył skałę zbawienia swojego. (Pwt 32:15)

 

I modliła się Anna i rzekła:Weseli się serce moje w Panu,Wywyższony jest róg mój w Panu, Szeroko rozwarte są usta moje nad wrogami mymi, Gdyż raduję się ze zbawienia twego. (1 Sm 2:1)

(Tym razem użyłem tłumaczenia Biblii Warszawskiej, ale zachęcam do sprawdzenia, jak to brzmi w najpopularniejszej w Polsce Biblii Tysiąclecia – ona o wiele rzadziej używa terminu „zbawienie”).

Zachęcam do skorzystania z konkordancji biblijnej aby się przekonać – zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie wyrazy zbawienie i zbawić najczęściej nie precyzują w tym samym zdaniu, od czego owe zbawienie (ratunek) jest.

I tu jest właśnie szerokie pole do religijnych przekrętów!

Weźmy ostatni z wyżej cytowanych wersetów. Anna modli się słowami „raduję się ze zbawienia twego”.

Anna cieszy się, że nie pójdzie do piekła?

A kontekst jest taki: Anna uprzednio cierpiała, gdyż nie miała syna. W odpowiedzi na jej modlitwy Bóg dał jej syna, i Anna była wdzięczna za tę pomoc – wyraz zbawienie oznacza w tym kontekście właśnie pomoc.

Podkreślę ponownie – Stary Testament nie zajmuje się życiem pozagrobowym.

Kiedy popatrzymy na więcej przykładów ze Starego Testamentu okaże się, że zbawienie najczęściej oznacza tam ratunek przed śmiercią – bardzo często w kontekście bitew i wojen, przykładowo:

Nie waszą rzeczą będzie tam walczyć, ustawcie się tylko i stójcie, i oglądajcie ratunek Pana, o Judo i Jeruzalemie! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyjdźcie przed nich, a Pan będzie z wami! (2 Krn 20:17)

 

A co w przypadku Nowego Testamentu?

Tym razem poszukam nie rzeczownika, a czasownika – będzie to „sozo” (zbawić). Oto pięć jego pierwszych wystąpień w Nowym Testamencie:

Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . (Mt 1:21)

 

Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: Panie, ratuj, giniemy! (Mt 8:25)

 

Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. (Mt 9:21)

 

Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mt 10:22)

 

Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! (Mt 14:30).

Dla dokładności nadmienię, że pominąłem wers Mt 9:22 – jako że zawiera to samo słowo co użyte w wersecie go poprzedzającym.

Czy w każdym z wyżej wymienionych fragmentów jest mowa o zbawieniu od mąk w piekle?

Czy w… którymkolwiek?

Pierwszy z wymienionych fragmentów (Mt 1:21) w ogóle nie podaje definicji, co oznacza „zbawić od grzechów”, jednak droga od „zbawienia od grzechów” do „zbawienia od piekła” jest długa, kręta, i… zmyślona przez religię.

Drugi fragment (Mt 8:25) – mówi o zbawieniu – ratunku – od śmierci w morzu. To samo z fragmentem ostatnim (Mt 14:30)

Mt 9:21 – tu sozo oznacza uleczenie od choroby.

Mt 10:22 – w kontekście są prześladowania uczniów Chrystusa tu, na ziemi, a zbawienie oznacza uratowanie od śmierci. Odnosiło się to do konkretnego czasu i do nas w ogóle nie ma zastosowania, choć wiele denominacji wyrwało ten werset z kontekstu i naucza, że jeśli się odstąpi od wiary przed śmiercią, pójdzie się do piekła… i tym podobne bzdety.

Ponownie zachęcam – weź do ręki konkordancję i prześledź więcej przykładów wystąpienia słów sozo i soteria w Nowym Testamencie! Jeśli czas ci pozwoli – znajdź wszystkie! Wtedy przekonasz się, że wyraz „zbawienie” nigdzie nie występuje w kontekście losu człowieka po śmierci! Terminy te nigdy nie stoją w kontekście życia wiecznego z Bogiem, piekła, nieba, niemal zawsze natomiast odnoszą się ratunku od śmierci, choroby lub niedostatku. Nowy Testament zawiera też sporo proroczych ostrzeżeń przed pogromem Żydów przy zniszczeniu Jerozolimy w roku 70 (według  historyków zginęło wtedy ponad milion Żydów). Niewątpliwie o tym mówi Jezus w Mt 24.

Apostoł Paweł używa często pojęcia „zbawienia” w jeszcze innym znaczeniu, i podanie jego definicji wyłącznie na podstawie Biblii jest trudne, gdyż sam Paweł również jej nie podaje, choć często terminem zbawić/zbawienie się posługuje. Bez wątpienia jednak też nie jest to zbawienie od piekła… jako że wyrazu „piekło” brak w słowniku Pawła. Brak go również w słowniku któregokolwiek innego autora Biblii, choć tłumacze, oczywiście, mogą wykazywać się w tej kwestii fantazją.

* * *

Co w tej chwili myślisz? Że to, co piszę, wygląda bardzo sekciarsko? Zgodzę sie. Pozwolę sobie na kilka osobistych akapitów.

Chciałbym móc zobaczyć swoją reakcję 10 lat temu, gdybym przeczytał ten artykuł. Bardzo możliwe, że po dwóch akapitach przestałbym czytać.

Dlaczego?

Dlatego, że chociaż nic z tego, co tu piszę, nie brzmi (moim skromnym zdaniem) fantastycznie, argumenty przedstawiam jasno i opieram się na ogólnodostępnych i niekwestionowanych źródłach jak popularne słowniki i leksykony biblijne, to najstraszniejszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że… stoi to w opozycji do niemal całego współczesnego chrześcijaństwa. A przeciętny człowiek lubi żyć w społeczeństwie i być w jakiś sposób do niego przystosowany, a nie odstawać na kilometr.

Kościoły takie jak rzymskokatolicki, prawosławny, ewangelicko-augsburski czy zielonoświątkowy różnią się między sobą w wielu istotnych kwestiach diametralnie, niemniej w jednym temacie mają identyczną opinię – pod pojęciem zbawienia rozumieją głównie życie wieczne po śmierci i ratunek od piekła. Akceptując to, co tutaj piszę, wyłączasz się zatem nie tylko z głównego nurtu chrześcijaństwa, ale niemal z całego chrześcijaństwa. A ty wygląda na sekciarstwo.

Ja, jak większość Polaków, wychowałem się w typowej rodzinie katolickiej. Wierzyłem w sakramenty. Do bierzmowania podszedłem świadomie i z wiarą. Jeszcze jako nastolatek modliłem się różańcem. Później zaś stopniowo moje poglądy zaczęły ewoluować i nagle ilość osób, z którymi pod względem doktrynalnym mogłe się identyfikować, zaczęła maleć. Wiele razy byłem w sytuacji, gdy czułem się zupełnie odizolowany i bardzo poważnie kwestionowałem własne zdrowie psychiczne. Czyż nie szaleństwem bowiem można nazwać uważanie, że ma się rację, podczas gdy stoi się w opozycji do… całej rodziny… wszystkich znajomych… 2000-letniej tradycji Kościoła… całej chrześcijańskiej Polski… albo i świata??

Kwestionowanie własnej normalności nigdy mnie nie opuściło, tak na wszelki wypadek, i wciąż myślę, że spełniam warunki bycia „normalnym człowiekiem”. Zdałem na prawo jazdy. Skończyłem studia. Nie karany. Mam obywatelstwo dwóch krajów. Rodzinę. Stałą pracę od wielu lat. Może po prostu jestem zdrowo walnięty tylko w kwestii religii? 🙂

Swoje przekonania analizowałem wielokrotnie, bo wcalę nie czerpię jakiejś dzikiej radości z posiadania przekonań odmiennych od blisko 100% chrześcijan. Bardzo bym chciał nie musieć kłócić się z całym światem. Chciałbym móc zgodzić się z teologią jakiejś większej denominacji. Gdzieś przynależeć.Jednak za każdym razem gdy proszę ludzi o argumenty, otrzymuję emocje podpierane tradycją. Nawet nie jedna na sto spotykanych osób chce i może prowadzić dyskusje na argumenty. Religia – obok kilku innych tematów – wywołuje ogromne emocje.

Anger

Dlaczego?

Myślę, że najważniejszą przyczyną jest lęk przed ostracyzmem. Większość praktykujących chrześcijan pozostaje całe życie w tym samym wyznaniu, w którym jest jego środowisko: rodzina, przyjaciele. Zmiana denominacji oznacza w najlepszym wypadku ochłodzenie relacji, w najgorszym – bycie wygnanym, wyklętym.

Kiedy ktoś zatem podważa czyjeś przekonania religijne, chwieje niemal całym jego światem. I powoduje lęk. I ten lęk powoduje agresję, i trudno rozmawiać spokojnie.

Kwestia piekła przykładowo: jako 20-latek raczej nie wątpiłem, że piekło istnieje. Logiczne wydawało mi się, że zło musi być jakoś ukarane. Wszyscy, których znałem, wierzyli w istnienie piekła. Tych, którzy nie wierzyli, nazywano sekciarzami. Wiedziałem sporo o różnych sektach, wiedziałem o „praniu mózgów”, i stąd łatwa była droga do stwierdzenia, że wszyscy, którzy nie wierzą w istnienie piekła, mają wyprane mózgi.

Z upływem lat coraz mniej idea wiecznych mąk wydawała mi się logiczna, ale nauczony też byłem, iż logiką nie mamy prawa oceniać wyroków Bożych.

Olśnienie przyszło, kiedy uświadomiłem sobie, iż Bóg jest miłością, i skoro nas stworzył na swój obraz, nasza miłość i Jego miłość idą tym samym torem. Bóg nieskończenie wybacza, i nam każe nieskończenie wybaczać. A miłość bliźniemu złego nie wyrządza (Rzymian 13:10).

 Bóg jest miłością, piekło – jej zaprzeczeniem.

No tak, ale co z Biblią?

Zakładając, że piekło istnieje, bo… musi istnieć, jasne, znajdziemy sporo w Biblii na temat piekła. Jeśli tylko delikatnie nagniemy zasady interpretacji tekstowej, w Biblię można „wczytać” co się chce, czego dowodzi istnienie tysięcy różnych wyznań w chrześcijaństwie.

Zakładając, że piekło to naleciałość pochodząca z innych religii i nie mająca żadnego odzwierciedlenia w Biblii… nic tam o piekle nie znajdziemy. Więcej o piekle piszę tutaj.

Być może, czytając ten tekst, również przychodzą ci do głowy przerażające myśli utraty przyjaciół lub nawet rodziny. Nie kwestionuję, iż wizja ta może przerażać. Najczęściej jednak – i wiem to ze swojego doświadczenia – ci, którzy nas naprawdę kochają, po jakimś czasie przyzwyczają się do naszej „inności”. Relacje, które upadną tylko z powodu różnic doktrynalnych, nie są zaś warte podtrzymywania. Ja osobiście nigdy nie straciłem relacji z nikim z rodziny z powodu doktryn.

Co zaś zyskałem? Cudowną wolność. Słuchając się religii, ciąglę się bałem. Teraz wiem, że wbrew polskim przysłowiom, Boga nie należy się bać, bo Bóg jest miłością.

Przerwałem główny temat artykułu, kiedy doszedłem do tematu zbawienia w Listach apostoła Pawła. Być może zrobiłem to celowo, gdyż nie chciałem się przyznać do niewiedzy? 🙂 Przyznaję bowiem, że nie rozumiem kilku fragmentów. I, jak na złość, Paweł prawie nigdy nie podaje wyjaśnienia, o zbawieniu od czego pisze. Często „zbawieni” używane w czasie przyszłym w Nowym Testamencie odnosi się do zniszczenia Jerozolimy i hekatomby Żydów z 70 AD, niemniej niektórych fragmentów raczej nie sposób do tego odnieść.

I na pewno zabawne byłoby odnoszenie ich do życia wiecznego.

 [kobieta] dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i w miłości, i w świątobliwości, i w skromności. (1 Tm 2:15)

Bezdzietne kobiety będą się smażyć w piekle? Albo te, które tak… nie do końca wytrwają w miłości, świątobliwości i skromności?

smiley with halo

Jest jeszcze kilka fragmentów, w których Paweł używa czasownika „zbawić” w czasie przeszłym dokonanym. Z jednej strony mam pokusę, aby poczekać z dokończeniem tego tekstu, aż się wszystkiego dowiem, z drugiej – nie jest to jednak wcale potrzebne.

Po pierwsze dlatego, że celem tego artykułu nie jest dzielenie się tym, co wiem, ale zachęcenie czytelnika do ponownego zastanowienia się czy to, w co wierzy, jest prawdą.

Po drugie – być może nigdy się nie dowiem, co Paweł miał wtedy na myśli? Mam oczywiście nadzieję, że się dowiem, ale pewności mieć nie mogę. Ale to nie jest takie ważne! Ważne jest natomiast to, że zbawienie w żadnej części Biblii nie ma nic wspólnego z życiem po śmierci!

Po trzecie – temat tego artykułu – jak i całej witryny – to „pewność zbawienia”. Wiem, że większość chrześcijan zmaga się z pewnością zbawienia. A pozostali… tego nie przyznają 🙂 Widziałem po sobie, że typowe metody rozprawiania się z tymi zmaganiami – dyskusje, czytanie komentarzy do Biblii, studia – nie działają. Świadomość tego, że istnieje piekło, w którym większość ludzkości będzie wiecznie się smażyć, jest tak sprzeczna z wszelkimi definicjami miłości czy dobroci, iż musimy się uciekać do zagłuszania głosu własnego rozumu, aby jakoś móc pogodzić Boga będącego miłością z tak bezsensowną karą.

Większość katolików, zwłaszcza tych „niedzielnych” (w Polsce to zdecydowana większość) ma nadzieję na zbawienie „bo nie są tacy źli”. Jednak po pierwsze – co daje nam pewność, iż właściwie oceniamy ilość i jakość tego dobra i zła? Po drugie – nawet jeśli dzisiaj jesteśmy bardzo dobrzy, kto zagwarantuje nam, że tak samo będzie jutro? Za 10 lat?

pieklo_niebo

„Spowiedź oczyszcza z grzechów” – tak uczą, ale co ze mną będzie, jeśli nie zdążę dojść do konfesjonału przed śmiercią? Teologia katolicka mówi, że do piekła idzie się, jeśli umiera się bez spowiedzi po popełnieniu grzechu ciężkiego. Nie jest to wesoła perspektywa, jeśli uświadomi się, że grzechem ciężkim według owej teologii są takie rzeczy jak wątpienie w jakąś prawdę wiary czy dobrowolne opuszczenie niedzielnej Mszy.

Większość protestantów natomiast utrzymuje, że będą zbawieni, bo „wierzą w Chrystusa”. Problem jednak w tym, że każdy inaczej definiuje wiarę. Czy wystarczy wierzyć, że Jezus istniał? Czy wiara w Jego śmierć na krzyżu ma istotne znaczenie? Czy trzeba też wierzyć, że Biblia jest Słowem Bożym?

A co, jeśli moja wiara jutro ustanie? Utracę zbawienie i pójdę do piekła? A co z Jakubem, który napisał, że wiara bez uczynków jest martwa? Czy martwa wiara też mnie zbawi? Ile dobrych uczynków potrzeba dziennie wykonać, aby wiara nie była martwa?

Widzimy, że zarówno katolicka, jak i protestancka wiara w bycie zbawionym ma więcej pytań, niż odpowiedzi. Można oczywiście udać, że się tych pytań nie widzi… niemniej takie udawanie przed samym sobą może doprowadzić do poważnych schorzeń psychicznych.

Można też – i TRZEBA – zadać sobie te pytania otwarcie, może najlepiej  je zapisać – i jeśli nie znajdziemy na nie logicznych odpowiedzi, to może coś z naszymi dogmatami jest… nie tak?

Szukajcie a znajdziecie!

Nikt w Biblii nie stawia sobie pytania „czy jestem zbawiony”. Nikt nie boi się tego, co po śmierci. Jedyne teksty, które traktują o tym, co wtedy będzie, wyrażają oczekiwanie w radości, podekscytowaniu, bo choć tak niewiele szczegółów mamy na temat tego, co tam nas czeka, wiemy, iż będzie to coś niesamowicie dobrego, gdyż Bóg jest dobry, i Bóg jest miłością.

Pewność zbawienia możesz mieć opierając się tylko na jednym fakcie – że Bóg jest miłością. Jeżeli miałbyś jakiekolwiek wątpliwości, zobacz, co uczynił Jezus, aby nam tę miłość pokazać. I jak ty byś nie zaprzestał starań o swoje dziecko, tak i Bóg nie zaprzestanie starań o ciebie.

(tekst ostatnio edytowałem 29 lipca 2015)

Ile jest Ewangelii?

Witra? FOZ-DZOE

Kiedy przed ponad dwudziestu laty chodziłem na spotkania Oazy (młodzieżowej organizacji w Kościele rzymskokatolickim) popularne było podchwytliwe pytanie, które brzmiało: „Ile jest Ewangelii?”

Co światlejsi uczestnicy odpowiadali po chwili wahania (a ci bardzo światlejsi nawet nie musieli podliczać na palcach Mateusza, Marka, Łukasza i Jana), że, no, przecież, CZTERY!

Na to pytająca osoba z triumfalnym uśmiechem oznajmiała, że wcale nie, bo Ewangelia jest jedna, tylko w czterech wersjach!

Oczywiście, jest to tylko czepianie się słówek, bo chyba nikt w Kościele rzymskokatolickim nie uważa, iż Marek głosił odmienną Ewangelię niż Mateusz.

Pytanie „Ile jest Ewangelii” dzisiaj najczęściej zadawane jest chyba w temacie tzw. Ewangelii apokryficznych, czyli innych starożytnych pism mieniących się Ewangeliami a nie włączonymi do Nowego Testamentu. Najlepiej znana tu jest Ewangelia Tomasza. Pamiętam, że gdy miałem chyba z 10 lat, przeczytałem gdzieś, że były setki ewangelii, i wybrano z nich 4, które komuś najlepiej pasowały. Zwątpiłem wtedy na chwilę w wiarygodność Biblii, ale później przyjrzałem się faktom i prawda jest tak, iż tylko znane biblijne Ewangelie napisane były w I wieku naszej ery, pozostałe – setki lat później. Upadł kolejny argument wyssany z palca, a używany przez ludzi niechętnych chrześcijaństwu.

 Jak to zatem jest – Ewangelia jest jedna ale w czterech wersjach? Spójrzmy na następujące słowa Apostoła Pawła:

Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Gal 1:8)

Popularna interpretacja tego tekstu jest taka – jest jedna, jedyna Ewangelia, i ktokolwiek głosiłby inną, niechaj będzie przeklęty (na marginesie – owe przeklęty nie oznacza życzenia złamania nogi, śmierci ani wrzucenia do piekła; apostoł Paweł nie życzyłby nikomu nic złego; dociekliwi mogą sprawdzić użycie tego samego słowa (indeks Stronga 331) – w Dz 23:14).

I ja też przez większą część życia tak myślałem. No przecież Biblia tak mówi… wszyscy dokoła tak mówią… katolicy, protestanci – więc jakże temu nie wierzyć?

fly had a shower

Na kuli ziemskiej jest 17 biliardów much (17 000 000 000 000 000, albo inaczej – 17 milionów miliardów) {przynajmniej zdaniem portalu Wikianswers }. Skoro wszystkie te muchy uwielbiają lizać, wąchać, i w ogóle przebywać w okolicy odchodów zwierząt wszelakich, kimże ja jestem, by przeczyć takiej liczbie i jakże bym śmiał twierdzić, że to obrzydliwe?

Ludzie! Jedzcie kupę! Biliardy much nie mogą się mylić!

Ja jednak, dziękuję, pozostanę przy swojej opinii, i te 17 biliardów much nie robi na mnie żadnego wrażenia.

Żadnego wrażenia też już, niestety, nie robią na mnie te zaledwie 2 miliardy chrześcijan (w końcu much jest 8 i pół miliona razy więcej!). Dlaczego? Bo statystyka nie ma zastosowania w kwestiach posiadania racji lub nie! Tysiąc lat temu zapewne nikt by nie uwierzył w istnienie prądu elektrycznego – czy to znaczy, że elektryczność wtedy nie istniała?

Staram się nie żyć przeszłością, ale czasami nachodzi mnie myśl, jak fajne by moje życie było, gdybym od dziecka nauczył się zupełnie nie przejmować opinią większości. Niestety, przejmowałem się, i długo wierzyłem w to, co mi podawano do wierzenia, nie dopuszczając nawet myśli, że wszyscy, których znam, mogą się mylić…. Miliardy chrześcijan… tysiące lat tradycji… to brzmi doniośle, kimże jestem ja, robaczek, by się temu przeciwstawiać?

Do rzeczy! Robaczek ma głos 🙂

Jedyne, co było dla mnie pewnego na tym świecie, to Biblia. Doszedłem do tego na podstawie logicznego rozumowania. Nie namawiam do swojego poglądu tu nikogo – tylko go prezentuję. Jeśli Bóg pokazał wielu ludziom na przestrzeni dziejów niezbicie, iż chce, aby ludzkość mogła Go poznać, dlaczego tylko tamci ludzie mieli by być wyróżnieni tym przywilejem poznania Go? Po co Bóg pokazał się apostołowi Pawłowi – czy tylko po to, by on sam mógł Boga poznać, ewentualnie tym, którym Paweł bezpośrednio ewangelię zwiastował… a miliardy ludzi urodzonych po jego śmierci już nie miałoby żadnego wiarygodnego źródła objawienia, skoro – jak uważa większość ludzi – bo Biblia obarczona jest licznymi błędami?

Czy inni mieliby polegać na zwykłym przekazie ludzkim, obarczonym przekłamaniami? Nie wiem, czy istnieje na świecie dzisiaj człowiek, który rozmawiał z Bogiem ‘twarzą w twarz’, a nawet jeśli tak jest, pewnie bym mu nie uwierzył. A zatem, jeśli Biblia nie jest wiarygodna, nic o Bogu na pewno nie wiadomo. Mało tego – Biblia musi być absolutnie wiarygodna, gdyż nawet 99% jej poprawności nie zagwarantuje żadnej pewnej wiedzy, skoro przecież nie było by wiadomo, gdzie jest ten 1% błędu.

Blblia jest jednak jednocześnie księgą napisaną przez ludzi. Tłumaczoną przez ludzi. Drukowaną przez ludzi. Interpretowaną przez ludzi. Ten ludzki aspekt jest obecny, i on powoduje, iż szaleństwem byłoby głoszenie, że każda literka Biblii jest święta i nienaruszalna… Co ważne jednak, te wszystkie drobiazgi dotyczą zupełnie nieistotnych rzeczy; to, co ważne, napisane jest nie raz, i w taki sposób, że pomimo problemów z manuskryptami czy tłumaczeniami nikt nie musi się domyślać, o co chodziło autorom.

Takie problemy na ogół występują i dzisiaj, gdy przykładowo tłumaczymy książkę z jednego języka na drugi. Gdyby dwóch tłumaczy przełożyło Hamleta w oryginalnej XVI wiecznej angielszczyźnie współczesny angielski, pewnie mielibyśmy setki różnic,nikt jednak by się nie oburzał, że do końca nie wiadomo, o czym jest Hamlet! Jeszcze więcej różnic by było, gdyby były to przekłady na język polski. Ech,co to dużo mówić – dzisiaj polityk mówi coś w radio, i różne ugrupowania polityczne wykazują, iż zupełnie inaczej go zrozumiały. Podsumowując – nasza ludzka komunikacja jest obarczona błędem, niemniej nikt się tym nie przejmuje, i czasem z problemami, zawsze jednak się dogadujemy 🙂 Szerzej temat wiarygodności Biblii omawiam w artykule Biblia a Nauka http://www.predi.us/pewnosc-zbawienia/biblia-a-nauka/.

Przyznam dzisiaj, że przez większą część życia nie do końca szczery byłem – nawet przed samym sobą – w tym uznawaniu Biblii za bezbłędną. Istniało bowiem mnóstwo fragmentów, których nie rozumiałem; mnóstwo wersetów, które – zestawione ze sobą – wydawały się sobie wzajemnie przeczyć. O ile możemy przejść do porządku dziennego nad problemami z pojedynczymi słowami, czy nawet zdaniami, to czy można pominąć wrażenie, że przekaz całych ksiąg biblijnych zdarza się być odmienny?

 

Jako dwudziestokilkulatek przeczytałem w Liście do Rzymian szokujący wyraz – DARMO. List do Rzymian 3:24 – usprawiedliwienie (uznanie przez Boga za sprawiedliwego, przebaczenie grzechów) jest DARMOWE.

Ten wyraz zmienił moje życie.

Dotychczas myślałem, że Bóg jest kimś w rodzaju matematyka z ogromnym kalkulatorem, który odejmuje złe uczynki od dobrych, i – jeśli liczba jest dodatnia – będziemy zbawieni, jeśli ujemna – PIEKŁOOOOOOO… Okazało się, że się myliłem, i wiele jeszcze następnych lat zajęło mi zrozumienie, jak bardzo się myliłem.

No dobrze, tylko jak z darmowym usprawiedliwieniem pogodzić następujący tekst?

I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. (Mt 18:34-35)

Jezus konkluduje tutaj przypowieść słudze króla, któremu darowano wielki dług, ale on sam nie chciał darować swojemu znajomemu.

 

Popatrzmy na kilka innych fragmentów Ewangelii Mateusza… a, przepraszam, Ewangelia jest jedna, to jest Ewangelii Według Świętego Mateusza 🙂

Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. (Mt 5:22)

 

W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. (Mt 7:22-23)

 

Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. (Mt 25:41-42)

Jaki zatem obraz Ewangelii wyłania się z… Ewangelii Mateusza?

Musisz się bardzo starać, nie popełniać żadnych grzechów, nie wyzywać ludzi, pomagać potrzebującym, to będziesz zbawiony, a jeśli tego nie uczynisz, pójdziesz do piekła?

Powiesz – nie, Ewangelia taka nie jest. Ale przecież widzisz, co powyższe wersety sugerują!

Gdyby poprosić przeciętnego chrześcijanina znającego dobrze Biblię o streszczenie w kilku słowach Ewangelii, brzmiałoby to zapewne podobnie do najlepiej znanego wersetu z Biblii:

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (J 3:16)

Jak zatem można to pogodzić z fragmentami Ewangelii Mateusza, które wyżej cytowałem?

Powiesz, że to wyrwane wersety z kontekstu? Zobacz sam. Nie są wyrwane z kontekstu. Popatrz na podsumowanie tej Ewangelii:

 

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. (20) Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28:19-20)

Bynajmniej sytuacja ta nie dotyczy tylko Ewangelii Mateusza. Przeczytajmy fragment z Ewangelii Marka:

 

Gdy [Jezus] wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. (Mk 10:17:23)

W skrócie: chcesz być zbawiony? przestrzegaj wszystkich przykazań, ale nie myśl, że to wystarczy. Rozdaj wszystko, co masz! To jeszcze gwarancji jednak nie daje, jest jeszcze jeden punkt – idź za Jezusem – cokolwiek miałoby to oznaczać.

 

Hmmm… pomyśl, jak w świetle tego fragmentu plasujesz swoje szanse na zbawienie?

Jaka to jest „Dobra Nowina”? Że przestrzeganie nawet wszystkich przykazań nie wystarczy do zbawienia?

Po co w ogóle Jezus umarł na krzyżu?

Czy wiara ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie?

 

Popatrz teraz na to z innej strony – czy apostoł Paweł kiedykolwiek pisał, co mają uczynić adresaci jego Listów, aby zostać zbawieni?

Nie!

On im pisał jedynie, że już są zbawieni, i że nie ma to nic wspólnego z tym, co robili lub robią:

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. (List do Efezjan 2:8-9)

 

Ponieważ ulituję się nad ich nieprawością i nie wspomnę więcej na ich grzechy. (List do Hebrajczyków 8:12)

 

Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów (2 List do Koryntian 5:19)

 

[Chrystus odpuścił] nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża; (List do Kolosan 13:b-14)

Możesz powiedzieć – no tak, Paweł nie musiał pisać odbiorcom Listów o zbawieniu, gdyż pisał wyłącznie do zbawionych ludzi. Argument nie jest prawdziwy – dla odparcia fałszywych doktryn Paweł musiał nie raz wyjaśniać całą naukę doktryny od początku.

Czyżby zatem apostoł Paweł miał zupełnie inną koncepcję zbawienia, niż sam Jezus Chrystus… na którego Paweł zresztą się wciąż powołuje?

Czy może… istnieje więcej, niż jedna Ewangelia?

Otóż wyraz „ewangelia” w Biblii to wyraz potoczny, a nie nazwa własna. W języku oryginalnym jest to „εὐαγγέλιον„, wymawiane „juangelion”, i pochodzi od dwóch greckich słów – przysłówka ‚εὐ‚ oznaczającego „dobrze” i rzeczownika „ἄγγελος” – posłaniec, niosący wiadomość. Nie będzie wielkim uproszczeniem, jeśli zatem przetłumaczy się „ewangelię” jako „dobrą wiadomość„. W Biblii Nowego Testamentu jest to wyraz dość często występujący – 76 razy jako rzeczownik i 56 jako czasownik εὐαγγελίζω – „juangelizo” – głosić ewangelię. Nie jest ograniczony tylko do Ewangelii i występuje często również w wielu Listach i kilkakrotnie w Dziejach Apostolskich.

Wyobrażasz sobie, że na twoje pytanie „czy są dzisiaj jakieś dobre wiadomości?” ktoś patrzy na ciebie dziwnie i mówi – „jakie dobre wiadomości? przecież istnieje tylko jedna dobra wiadomość!”. Nie, każda informacja z jakimś potencjalnie pozytywnym przekazen jest dobrą wiadomością. Istnieje wiele wiadomości. Myśląc nieco po grecku – istnieje wiele ewangelii.

 

Przyjrzyjmy się kilku przypadkom użycia owego słowa. Zacznijmy od fragmentu z początku Listu do Galacjan (Galatów), z którego cytowałem we wstępie 1:8:

Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Gal 1:6-8)

angel

Nawet anioł z nieba…

Wydaje się, że Paweł pisze tutaj wyraźnie, że jest tylko jedna Ewangelia, czyż nie? Ale przecież sam stwierdza w wersie 6. że ktoś głosi inną Ewangelię? Wniosek z tego taki, iż jednak istnieją inne ewangelie, a Paweł stwierdza, że tylko jedna z nich jest poprawna.

Nazywa ją czasami „moją Ewangelią” (Rz 2:16, 2 Tm 2:8), najczęściej jednak Ewangelią Chrystusa lub Chrystusową (np. Rz 15:19, 2 Kor 9:13, Flp 1:27).

Wyraz „ewangelia” występuje kilkukrotnie we wszystkich ewangeliach synoptycznych. Ewangelia” to drugi wyraz najstarszej z Ewangelii, Marka:

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. (Mk 1:1)

W Ewangelii Mateusza i Łukasza często występuje razem jako „Ewangelia Królestwa Bożego” lub „Ewangelia o Królestwie”.

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. (Łk 8:1a)

 

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. (Mt 9:35)

 

Zauważmy, że apostoł Paweł nigdy nie używa wyrażenia „Ewangelia Królestwa”. Nazywa ją naatomiast Ewangelią łaski Bożej (Dz 20:24).

Bardzo ciekawy dla tych rozważań fragment znajduje się w Liście do Galacjan:

Wręcz przeciwnie, stwierdziwszy, że mnie zostało powierzone głoszenie Ewangelii wśród nieobrzezanych, podobnie jak Piotrowi wśród obrzezanych (Gal 2:7)

Nie ma tu nic ciekawego jeśli weźmiemy pod uwagę tłumaczenie Biblii Tysiąclecia. Spójrzmy jednak na tłumaczenie słowo w słowo (wzorowane na Young’s Literal Translation): ale przeciwnie, ujrzawszy że powierzono mi dobrą nowinę nieobrzezania tak jak Piotrowi [dobrą nowinę] obrzezania.

Przy tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia „obrzezanych” i „nieobrzezanych” tekst tylko mówi, że Paweł głosi ewangelię nie-Żydom a Piotr Żydom. Takie tłumaczenie jednak nie jest tłumaczeniem, a interpretacją. W oryginale owe „obrzezanie” to rzeczownik w liczbie pojedyńczej, „obrzezani” byłby w liczbie mnogiej. Poza tym powinien być użyty biernik (głosić komu?) a nie, jak jest w rzeczywistości, dopełniacz.

Czy próbuję udowodnić, iż Paweł i Piotr głosili sprzeczne ze sobą wersje dobrej nowiny? Absolutnie nie. Zauważmy jednak, co – według tego fragmentu – jest treścią przesłania Piotra:

Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. (Dz 2:38)

baby baptism

 

Czy treścią przesłania Pawła było kiedykolwiek „nawróćcie się i ochrzcijcie”? To może być szokiem dla większości współczesnych chrześcijan, ale nie. Apostoł Paweł mówił wyłącznie o wierze. Zanim jednak dojdziemy do wniosku, że ewangelie Pawła i Piotra się różnią, zwróćmy uwagę na istotny fakt – czas, w jakim głosił Paweł i Piotr się różnił. Zdanie z wyżej cytowanego Dz 2:38 wypowiedziane było najprawdopodobniej w 33 roku naszej ery, natomiast Apostoł Paweł zaczął głosić Ewangelię w 36.

Czy te 3 lata to wielka różnica? Czasem jeden dzień zmienia historię. Popatrzmy na jeden fakt, który znowu większości będzie trudny do uwierzenia, jednak… pozostaje faktem.

Brak w Biblii jakiejkolwiek wzmianki, by przez ponad 3 lata od śmierci i zmartwchwychwstania Jezusa ewangelia była głoszona wśród kogokolwiek prócz Żydów. Dopiero w Dz 10 (ok. roku 36) Piotr otrzymuje od Boga wizję, która poucza go, iż poganie również są odbiorcami łaski Bożej. Przed Dz 10:34 Piotr uważał, iż Bóg kieruje ewangelię tylko do Żydów!

Tak! Istnienie Kościoła Chrystusowego, obejmującego również pogan, było tajemnicą dla wszystkich, aż do objawienia, które otrzymał apostoł Paweł – początkowo nawet dla Piotra i pozostałych apostołów!

Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym (Kol 1:26, por. Ef 3:4-9; Rz 16:26)

Zatem Ewangelia głoszona przez Piotra w roku 33 nie mogła być tą samą, którą głosił Paweł kilka lat później, gdyż ta druga po prostu jeszcze nie była znana.

Grecki wyraz będący pochodną „juangelion” pojawia się również w odniesieniu do… Starego Testamentu:

Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę, jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli (Hbr 4:2)

„Tamci” w kontekście to to Izraelici czasów Mojżesza! Ewangelia na pustyny Synaj? Nic dziwnego, jeśli się zrozumie, że wyraz Ewangelia to naprawdę określenie potoczne.

Przy zrozumieniu tych prawideł nagle może okazać się, że niemal cały tekst Ewangelii Nowego Testamentu spisanych w Biblii

 

Bóg w Chrystusie pojednał świat – tak brzmi najważniejsza dziś Ewangelia. Dobra nowina. Nie zapominajmy jednak, że Bóg na kartach Biblii słał ludziom inne dobre nowiny. Ich liczba jest trudna do określenia – 50? 200? Nieważna liczba, ważne jest to, że wszystkie one mają jedną cechę wspólną – mówią o Bożej miłości do każdego człowieka.

love awesome colors

Wszystkie są prawdziwie dobrymi nowinami. Jeżeli „dobra nowina”, którą słyszysz, zawiera w sobie elementy strachu, jeżeli opowiada o mściwym Bogu, który torturuje swoich przeciwników – nie ma ona nic wspólnego z żadnymi Ewangeliami, nawet tymi starotestamentalnymi.

„Ewangelie” w Biblii różnią się od siebie, bo często odnoszą się do bardzo konkretnych ludzi w bardzo konkretnym czasie, także świadomośc, kto pisał, do kogo, kiedy i po co, jest istotna, abyśmy potrafili czytać Biblię ze zrozumieniem. Niektóre przekazy odnoszą się bezpośrednio do nas, a niektóre nie; niektóre obowiązywały tylko do jakiegoś momentu w czasie, inne – po nim. Bóg dał nam rozum i nigdy nie mówił, aby go nie używać, czytając Biblię. Dobra restauracja może mieć sto potraw i wszystkie z nich są wspaniałe – ale gdy weźniemy kawałeczek każdej z nich i położymy je na jednym talerzu, nie otrzymamy smacznego dania, a coś o wyglądzie równie apetycznym, co śmietnik. Podobnie Biblia – jest cała pożyteczna, ale wyrywając na ślepo wersety i starając się je bez namysłu stosować do siebie otrzymamy tylko sprzeczności i konflikty, którymi wypełnione są wszystkie systemy religijne.

Stary Testament? Nowy Testament?

bible

Temat, który zamierzam poruszyć, jest krótki, bardzo konkretny, bardzo powszechnie niezrozumiany ale jednocześnie bardzo istotny do poprawnego rozumienia Biblii.
Biblia – kilkadziesiąt ksiąg spisywanych przez dwa tysiące lat – podzielona jest na dwie części – Stary Testament i Nowy Testament.

Co to oznacza?

Najzabawniejsi dyletanci głoszą, iż Stary Testament skierowany jest do Żydów (tak naprawdę powinienem jednocześnie zacząć ten wyraz dużą literą jak i małą – gdyż chodzi zarówno o religię jak i narodowość – ale nie wiem, jak to zrobić, więc aby nikt się nie obraził, użyłem dużej), a Nowy Testament dla chrześcijan. Istnieją nawet denominacje (choć nieliczne, i głównie sytuacja ta ma miejsce w krajach arabskich), które zupełnie odrzucają Stary Testament jako bądź to nieaktualny – przedawniony – bądź też twierdzą, iż nigdy nie był natchniony (marcjonizm), niemniej to sytuacje marginalne.

Większość chrześcijan uważa (tak przynajmniej głoszą główne teologie protestanckie i katolickie), że zarówno Stary jak i Nowy Testament są natchnione i pożyteczne dla chrześcijan. Zabawne jest jednak to, że każdy rozumie to inaczej.
Weźmy przykładowo przykazanie o przestrzeganiu szabatu. Oryginalnie brzmi ono tak:

Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. (Wj 20:9-10)

Biblia nazywa niedzielę pierwszym dniem tygodnia, zatem siódmy jest sobotą. I to jedyny szczegół, w którym członkowie wszystkich wyznań się zgadzają. Członkowie kilku denominacji – m.in. Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego – wciąż starają się go dosłownie przestrzegać. Żydzi, oczywiście, też.

menorah
Niektórzy głoszą, że fakt, iż Chrystus zmartchwychwstał w niedzielę, jest dla nas znakiem, iż powinno się święcić właśnie niedzielę. Zależność przyczynowo-skutkowa jest tutaj poza moimi możliwościami poznawczymi. Kościół rzymksokatolicki zaś mówi, iż ma autorytet dokonać zmiany święcenia niedzieli zamiast soboty. No i wreszcie sporo chrześcijań mówi, iż jest to przykazanie Starego Testamentu, i wobec tego – nieaktualne.
Te wszystkie wymienione opinie są łatwe do obalenia. Przykazania Zakonu Mojżesza stanowią całość i albo się je przestrzega, albo nie. Jakiekolwiek zmiany, udoskonalenia, wybiórczość, oznaczają jego nieprzestrzeganie (Jk 2:10). Ale to nie ma i tak dla nas żadnego znaczenia, bo zakon został dany wyłącznie Izraelowi, i wyłącznie na określony czas. I czas ten już minął. Więcej znajdziesz tu.

Gdzie zatem leży prawda?

Pozwolę sobie na trzy niesamowicie szalone twierdzenia:

1. Pierwsza księga Starego Testamentu nie należy do Starego Testamentu.
2. Pierwsza księga Nowego Testamentu nie należy do Nowego Testamentu.
3. Ani Stary, ani Nowy Testament nie są dla chrześcijan.
Nie musisz się ze mną zgadzać. Ja nigdzie się nie upieram, że w ogóle mam rację w czymkolwiek. Proponuję tylko – przeczytaj, co mam na ten temat do powiedzenia, zastanów się, i nie uważaj za argumentu tego, że znaczna większość ludzi w coś wierzy. Większość w pewnych dziedzinach z reguły nie ma racji.

Co oznacza wyraz „testament”? Nie ma nic wspólnego z ostatnią wolą – testament spisany na łożu śmierci i testament biblijny to tylko homonimy bez związku znaczeniowego.

Pochodzi z łaciny – łaciński wyraz testamentum oznacza przymierze. Czyli Biblia podzielona jest na Stare i Nowe Przymierze. A przymierze to układ między co najmniej dwiema stronami, gdzie określone są warunki (choć nie zawsze) i obietnice, które się wypełnią w przypadku spełnienia warunków (lub spełnią się bezwarunkowo).

W dzisiejszym języku Stary i Nowy Testament rozumiane są po prostu jako część Biblii,  i w tym sensie, oczywiście, powyższe trzy punkty są nieprawdziwe, jednak dla potrzeb lepszego zrozumienia zagadnienia, postarajmy się teraz rozróżniać Stary Testament jako część Biblii i Stary Testament jako Stare Przymierze.

Co to jest dokładnie Stare Przymierze?

Przymierzy w Biblii jest kilka:
Przymierze z Adamem (Rdz 1:26-30; 2:16-17; 3:15-19) – Bóg określa ludzką odpowiedzialność za grzech, zapowiada ciężkie życie, ale i zapowiada przyszłe rozwiązanie problemu
Przymierze z Noem (Rdz 9:8-17) – przymierze bezwarunkowe. Bóg obiecuje, że już nigdy więcej nie zniszczy ziemi powodzią.
Przymierze z Abrahamem (Rdz 12:1-3, 6-7; 13:14-17; 15; 17:1-14; 22:15-18) – również przymierze bezwarunkowe. Bóg obiecuje Abrahamowi, że jego potomkowie zostaną wielkim narodem, któremu Bóg będzie wyjątkowo błogosławił i który posiądzie wytyczone ziemie,  a imię Abrahama będzie rozsławione.
Przymierze z Mojżeszem (m.in. Pwt 11) – przymierze warunkowe. Bóg daje człowiekowi Prawo i obiecuje błogosławieństwo – dobrobyt i wolność od nieprzyjaciół – jeśli człowiek będzie go przestrzegał. Jeśli człowiek Prawo to zlekceważy, Bóg zapowiada rozbicie narodu Izraela i niewolę.
Przymierze Palestyńskie (Pwt 30:1-10) – obietnica warunkowa; jeśli Izrael po okresie nieposłuszeństwa wróci do przestrzegania Prawa, Bóg zbierze go na obiecane ziemie i sprawi, iż posłuszeństwo Bogu stanie się doskonałe.
Przymierze z Dawidem (2 Sm 7:8-16) – Bóg obiecuje Dawidowi powodzenie i trwałość jego królestwa oraz narodzenie potomka, od którego Bóg nie cofnie błogosławieństwa.
Nowe Przymierze – termin ten pojawia się po raz pierwszy w Księdze Jeremiasza:

Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy zawrę z domem Izraela i z domem judzkim nowe przymierze. (Jer 31:31)

Używa go również Jezus przy ostatniej przed ukrzyżowaniem wieczerzy z uczniami:
Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc:

Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. (Łk 22:20)

Niektóre z tych przymierzy są uzupełnieniem innych – czy można zatem odpowiedzieć, które przymierze jest „Starym Przymierzem”? Można – jest nim przymierze z Mojżeszem.

commandments1

W trzecim rozdziale 2 Listu do Koryntian Paweł pisze, że staliśmy się sługami Nowego Przymierza, i przeciwstawia mu stare, zapisane „literami w kamieniu”:

On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia. Lecz jeśli posługiwanie śmierci, utrwalone literami w kamieniu, dokonywało się w chwale, tak iż synowie Izraela nie mogli spoglądać na oblicze Mojżesza z powodu jasności jego oblicza, która miała przeminąć, (2 Kor 3:6-7)

Sprawdźmy teraz, w którym momencie historycznym rozpoczyna się Stare Przymierze (Testament), w którym – Nowe, i dokładnie z kim Bóg je zawierał.

Stare Przymierze rozpoczyna się wraz z nadaniem Prawa Mojżeszowi, i opis tego zaczyna się w rozdziale 20. Księgi Wyjścia. Zatem poprzednie 19 rozdziałów tej Księgi, jak również wszystkie wydarzenia opisane w Księdze Rodzaju nie należą do Starego Przymierza – czyli Starego Testamentu.

A kiedy zaczyna się Nowe Przymierze? Tutaj zdania są podzielone, jednak rozbieżność nie jest duża. Jedni uważają, że Jezus ustanawia je w czasie Ostatniej Wieczerzy, inni mówią, że je wtedy tylko zapowiada, a zawarte ono zostaje w momencie śmierci Jezusa. Istnieją też nieliczne nurty teologiczne które mówią, że Nowe Przymierze zaczyna obowiązywać dopiero po wypełnieniu proroct o zniszczeniu Jerozolimy, to jest w roku 70. W każdym razie niewątpliwie nie stało się to nie wcześniej, niż podczas Ostatniej Wieczerzy.

Czyli rzeczywiście ani pierwsza księga Biblii nie należy do Starego Testamentu, ani też pierwsza księga Nowego Testamentu (jako części Biblii) – Ewangelia Mateusza – a przynajmniej znaczna jej większość – z wyjątkiem dwóch ostatnich rozdziałów – nie należy do Nowego Testamentu (w rozumieniu przymierza).

I jeszcze jedno – z kim Nowy i Stary Testament został zawarty? Paweł podsumowuje to krótko w Liście do Rzymian 9:4 – wszystkie przymierza zostały zawarte z Izraelem. O ile raczej nikt nie ma wątpliwości co do Starego Przymierza, to może wydawać się dziwne, że i Nowe Przymierze zostało zawarte z Izraelem. Popatrz jednak:

Lecz On [Jezus] odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. (Mt 15:24)

Czy wiesz o tym, że dopiero kilka lat po śmierci Jezusa oferta zbawienia zaczęła być kierowana do ludzi spoza Izraela?

Bóg wybrał Izrael i zawierał z nimi na przestrzeni historii różne przymierza, jednak przymierza nie były, jak na ogół ma to miejsce w przypadku ludzi, charakter eksluzywny („wybieram cię, aby nie wybrać kogoś innego”) ale inkluzywny („wybieram cię, a poprzez ten wybór wszyscy, którzy do ciebie dołączą, będą również wybrani”).

Obrazując to w prosty sposób – mogę porównać tę sytuację do nauczycielki, która ma torebkę cukierków, i zamiast podchodzić do każdego z uczniów osobno, wybiera jednego, i daje mu tę torebkę, aby rozdał cukierki pozostałym.
Zapowiada to już Izajasz:

Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. (Iz 49:6)

Apostoł Paweł zaś wyjaśnia to ostatecznie w Liście do Rzymian w rozdziałach 9-11. Najkrócej ujmuje to Jezus:

Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. (J 4:22)

Boży wybór Izraela nie oznacza „wybieram Izraela i nikt inny nie będzie zbawiony” ale „wybieram Izraela, aby przez niego wszystkie inne narody były zbawione”. Izrael jest, owszem, pierwszy, ale po to, aby być posłańcem dobrej nowiny.
Zatem skoro i Stare i Nowe Przymierze zostało zawarte z Izraelem, nie zostało zawarte z chrześcijanami! I tutaj kończę dowodzenie „trzech niesamowicie szalonych twierdzeń”. Wszystkie punkty okazały się prawdziwe.

Świadomość tych wszystkich faktów jest szalenie istotna i absolutnie niezbędna do poprawnego rozumienia Biblii! Znaczna większość tego, co mówił Jezus, kierowana była tylko do Izraela, natomiast religia dzisiaj każde słowo odnosi do chrześcijan. Co za bzdura! Niemal wszystkie Kościoły popełniają ten błąd (o ile nie wszystkie) i jakoś nikomu nie przeszkadza, iż wielu słów Jezusa nie da się w żaden sensowny sposób odnieść do ludzi żyjących dzisiaj!

jesus-heals-a-blind-man
Jezus nie przyszedł na ziemię w bezpośredni sposób dla mnie i ciebie, tylko dla Żydów, ale po prostu takie jest działanie Boga na przestrzeni historii – wybiera poszczególne narody, poszczególnych ludzi, i tylko im komunikuje swoje przesłanie, zostawiając im misję niesienia Dobrej Nowiny dla innych. To prawda, Izraelowi powierzone zostały tajemnice – wszystkie z wyjątkiem jednej – ale za to właśnie ta ostatnia tajemnica jest najbardziej radosna! I jest skierowana do nas – do pogan!

Jego sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa: mam wypełnić /posłannictwo głoszenia/ słowa Bożego.  Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym, którym Bóg zechciał oznajmić, jak wielkie jest bogactwo chwały tej tajemnicy pośród pogan. (Kol 1:25-27a)

Piekło (1/2) – czy to jest logiczne?

hell01

To mój pierwszy, ale niewątpliwie nie ostatni artykuł o niezwykle wdzięcznym temacie piekła.

Pierwsze dwadzieścia kilka lat mieszkałem w Polsce i pamiętam, jakie na temat piekła krążą obiegowe opinie.

Ludzie niewierzący lub słabo wierzący na ogół mówią, że piekło to jest na ziemi, albo że nie potrafią sobie wyobrazić by Bóg, będący miłością, mógł skazywać ludzi na wieczne męczarnie.

Ludzie głębiej wierzący traktują z reguły piekło jako pewnik, a każdego, kto odrzucałby jego istnietnie, traktują na równi z najgorszymi sekciarzami. Przypomnę tu tylko najsłynniejszy cytat z bajki o Panu Twardowskim – „hulaj dusza, piekła nie ma!”. Już jako dziecko słyszałem go mnóstwo razy i zakodowały mi się w umyśle dwie rzeczy: że niewiara w istnienie piekła to bardzo zła rzecz i że strach przed piekłem jest najważniejszą rzeczą, która motywuje nas do porządnego życia.

Dzisiaj piekło niejako jednoczy różne Kościoły chrześcijańskie. Różne odłamy katolików i protestantów róźnią się w mnóstwie rzeczy, jednak – prawie jednogłośnie – zgadzają się co do idei piekła.

Co do szczegółów nauki na temat „jak wygląda piekło” albo „jak tam nie trafić” – tu już każdy ma swój pomysł – czytałem kiedyś książkę „Cztery sprawy ostateczne. Śmierć, sąd, piekło, niebo” Martina von Cochema. Tam jest ze wszelkimi szczegółami opisane jest dokładnie, jak wygłąda piekło… Diabły smażą delikwentów w siarce, wyzywając ich przy tym i bijąc czym popadnie, ale to dopiero początek – są bowiem bardzo pomysłowe w wymyślaniu różnych ciekawych tortur – pamiętam, że byłem w szoku, iż książka miała zgodę na druk biskupa (imprimatur), podczas gdy cała była taką kosmiczną bzdurą, że bajka o Czerwonym Kapturku wydaje się przy niej bardzo realistyczną opowieścią.

Prawie wszystkie wyznania chrześcijańskie zgadzają się, że piekło to miejsce wiecznego oddalenia od Boga. Większość głosi też, że jest to miejsce dosłownego cierpienia w ogniu. Każdy doświadczył przenikliwego bólu oparzenia. Myśl, że miałoby to objąć całe ciało, może przerazić, nawet jeśli miałoby to trwać pięć minut. Ale wieczność w takim stanie? Nogi się uginają.

A zatem – jak miłosierny Bóg może torturować ludzi w nieskończoność w taki sposób?

Popularnych odpowiedzi jest kilka:

1. Bóg jest wieczny, więc i kara musi być wieczna.

Ktoś kiedyś wymyślił te genialne zdanie, jednak nie znajdziemy nic takiego w Biblii. Spekulacje.

2. Grzech przeciwko nieskończonemu Bogu wymaga nieskończonej kary.

Argumentacja obalana w ten sam sposób, co w punkcie 1. To niczym nie poparta spekulacja. Tylko dlatego, że coś ładnie brzmi i że można to wyczytać w tysiącu książek, nie oznacza to, że staje się to automatycznie prawdą.

3. Bóg nikogo nie skazuje na piekło, ludzie sami tam chcą iść.

Nie spotkałem nikogo, kto by się celowo chciał oparzyć i cierpieć przez to godzinę. Mam uwierzyć, że ktoś chciałby cierpieć wieczność?

4. Bóg jest nieskończenie miłosierny, ale i nieskończenie sprawiedliwy.

Miłosierny… ale??? Przywodzi mi to na myśl sytuację, gdy mąż mówi żonie – kocham cię, ale muszę odejść, zakochałem się w kimś innym. Co żonę w tym momencie obchodzi to ‚kocham cię’? Czy przez to się lepiej poczuję? Ja także dziękuje za takie miłosierdzie!

 Jeżeli Bóg jest miłosierny, oczekuję od Niego miłosierdzia!

Miłosierdzia oczekuje od nas przecież Bóg! Każe nam miłować nieprzyjaciół, wybaczać wszystkim bez końca…

 Czy Bóg wymaga od nas, byśmy byli lepsi od Niego samego?

Nie! W Ewagelii Mateusza, poczynjąc od 5:43, Jezus mówi, że czyniąc dobrze naszym wrogom upodabniamy się do Boga!

Gdyby mój syn ukradł mi pieniądze, a ja bym go zamknął w piwnicy i przywiązanego bił kilka dni, co myślicie, by się ze mną stało?

Poszedłbym za to do więzienia. I raczej nikt z cywilizowanych ludzi o zdrowych zmysłach by tego nie zawkestionował. Nasze wrodzone poczucie sprawiedliwości podpowiada nam, że sposób, w jaki ukarałem dziecko, byłby niewspółmierny do czynu, jakie popełniło.

W przypadku piekła mamy coś nieskończenie (dosłownie!) więcej nieproporcjonalnego. Ludzie, którzy wbrew swej woli urodzili się grzesznikami, mają iść na nieskończone męki choćby całe życie poświęcili pracy dla innych, tylko dlatego, że odrzucili Ewangelię? Ewangelię, na ogół zresztą fatalnie i w sposób nie zachęcający do niczego przedstawianą przez ludzi, którzy swym zachowaniem stanowią zaprzeczenie głoszonych wartości?

Sporo chrześcijan uważa również, że do piekła pójdą nie tylko ci, którzy świadomie Ewangelię odrzucili, ale również wszyscy ci, którzy jej nie przyjeli, włączając ludzi, którzy nigdy jej nie słyszeli, w  tym i… dzieci/niemowlęta?

Tak na marignesie, większość chrześcijan wyznań tradycyjnych – jak katolicy lub ewangelicy – głoszą, że nawet niemowlę nie będzie zbawione bez chrztu.

Pytanie:

Dlaczego nie chrzci się zaraz po urodzeniu, ale większość polskich rodziców czeka z chrztem wiele tygodni, jeśli nie miesięcy?

Gdzie tu logika?

 

Tylko nieliczni wrzucają jednak dzieci do piekła; większość wierzy w doktrynę wieku odpowiedzialności, tzn. jeżeli dziecko było za małe, by mogło odróźnić dobro od zła i zostać świadomym chrześcijaninem od zła, to będzie ono zbawione w momencie śmierci. Jeżeli jednak swoją sytuację zrozumiało, i chwilę później umarło, pójdzie do piekła…

Logicznie rzecz ujmując, powinniśmy zatem… mordować nasze dzieci, zanim osiągną ten wiek! Pozwalając dziecku osiągnąć ‚wiek odpowiedzialności’, prawdpopodobnie (bo większość chrześcijan wierzy, że tylko niewielu będzie zbawionych) trafią one do piekła! Będą nam zatem mogły kiedyś wykrzyczeć swemu ojcu z płomieni – dlaczego mnie nie zabiłeś, gdy byłem mały? Teraz muszę cierpieć w nieskończoność!

Oczywiście, jest drobny problem, bo większość chrześcijan wierzących w piekło wierzy również, że trafia się tam, jeśli kogoś się zamorduje. Co więc wolisz? Wiecznie cierpieć w ogniu po wsze czasy, czy by cierpiało twoje dziecko?

Jeśli masz troje dzieci, rachunek wydaje się łatwiejszy.. Choć świadomość palenia się bez końca nie do końca do ciebie przemawia, nawet jeśli chodzi o twoje dzieci…

Co za myśli? Oczywiście, że dobry rodzic odda życie za swoje dzieci! Czy ty je w ogóle kochasz, jeśli przychodzi ci do głowy dać im smażyć się w wiecznym ogniu?

I co, obmyślasz w tej chwili morderstwo?

Czy nie masz ochoty krzyczeć: to jest chore?

No tak, tyle logicznego myślenia. Ale jest jeden argument, nad którym trzeba się zastanowić. Argument mówiący, że opierając się na logice nie możemy podważać prawd Biblijnych.

devil_sign

Oczywiście, logika to poprawne działanie umysłu, danego nam przez Boga, ale każdy wie, że w pewnych okolicznościach ludzie, a nawet całe ich grupy, narody, za logikę zaczęły uznawać coś zupełnie nielogicznego. Krótko mówiąc – logika zawodzi, czego nie można powiedzieć o Biblii. Poprawnie odczytywanej Biblii, rzecz jasna, i tu zaczynają się schody…

W następnym artykule na temat piekła opiszę wszystko, co – zdaniem zwolenników Biblii – jest w niej na ten temat. Na razie wspomnę tylko o jednym bardzo ciekawym fakcie.

Czy wiesz, kto jest nazwany ‚Apostołem pogan’?

Czy wiesz, kto jest autorem dwóch trzecich ksiąg Nowego Testamentu?

Czy wiesz, kto napisał jedyną w Biblii księgę zawierającą całość doktryny i zasad chrześcijaństwa?

Oczywiście, Paweł.

Jednak nigdzie, ani jednym słowem, Paweł nie wspomina o piekle, o wiecznych mękach, o ogniu nieugaszonym, w którym znajdą się wszyscy niechrześcijanie.

Więcej – Paweł nigdzie nie zachęcał czytelników, by koniecznie przekonywali swoich bliskich do zostania chrześcijanami, bo jak umrą bez tego, to…

Czy to nigdy cię nie zastanowiło?

Pamiętaj, większość adresatów Listów Nowego Testamentu nigdy nie widziało na oczy ani jednego fragmentu Biblii. Nie mieli konkordancji ani programów biblijnych, które wyszukają wyrazu ‚piekło’ w calej Biblii. Pisząc List do Rzymian, Paweł zawarł w nim całą doktrynę niezbędną człowiekowi do bycia chrześcijaninem. Fakt, że o piekle nie wspomina, jest dla mnie wystarczającym powodem, by całkowicie odrzucić ideę piekła. A zwłaszcza piekła rozumianego jako miejsce wiecznych, świadomych, strasznych tortur.

Apostoł Paweł nazywany był bowiem również ‚Apostołem miłości’, a obojętność wobec tłumów zdążających na wieczne męki byłaby przecież miłości brakiem.

hell02