Piekło (1/2) – czy to jest logiczne?

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

hell01

To mój pierwszy, ale niewątpliwie nie ostatni artykuł o niezwykle wdzięcznym temacie piekła.

Pierwsze dwadzieścia kilka lat mieszkałem w Polsce i pamiętam, jakie na temat piekła krążą obiegowe opinie.

Ludzie niewierzący lub słabo wierzący na ogół mówią, że piekło to jest na ziemi, albo że nie potrafią sobie wyobrazić by Bóg, będący miłością, mógł skazywać ludzi na wieczne męczarnie.

Ludzie głębiej wierzący traktują z reguły piekło jako pewnik, a każdego, kto odrzucałby jego istnietnie, traktują na równi z najgorszymi sekciarzami. Przypomnę tu tylko najsłynniejszy cytat z bajki o Panu Twardowskim – „hulaj dusza, piekła nie ma!”. Już jako dziecko słyszałem go mnóstwo razy i zakodowały mi się w umyśle dwie rzeczy: że niewiara w istnienie piekła to bardzo zła rzecz i że strach przed piekłem jest najważniejszą rzeczą, która motywuje nas do porządnego życia.

Dzisiaj piekło niejako jednoczy różne Kościoły chrześcijańskie. Różne odłamy katolików i protestantów róźnią się w mnóstwie rzeczy, jednak – prawie jednogłośnie – zgadzają się co do idei piekła.

Co do szczegółów nauki na temat „jak wygląda piekło” albo „jak tam nie trafić” – tu już każdy ma swój pomysł – czytałem kiedyś książkę „Cztery sprawy ostateczne. Śmierć, sąd, piekło, niebo” Martina von Cochema. Tam jest ze wszelkimi szczegółami opisane jest dokładnie, jak wygłąda piekło… Diabły smażą delikwentów w siarce, wyzywając ich przy tym i bijąc czym popadnie, ale to dopiero początek – są bowiem bardzo pomysłowe w wymyślaniu różnych ciekawych tortur – pamiętam, że byłem w szoku, iż książka miała zgodę na druk biskupa (imprimatur), podczas gdy cała była taką kosmiczną bzdurą, że bajka o Czerwonym Kapturku wydaje się przy niej bardzo realistyczną opowieścią.

Prawie wszystkie wyznania chrześcijańskie zgadzają się, że piekło to miejsce wiecznego oddalenia od Boga. Większość głosi też, że jest to miejsce dosłownego cierpienia w ogniu. Każdy doświadczył przenikliwego bólu oparzenia. Myśl, że miałoby to objąć całe ciało, może przerazić, nawet jeśli miałoby to trwać pięć minut. Ale wieczność w takim stanie? Nogi się uginają.

A zatem – jak miłosierny Bóg może torturować ludzi w nieskończoność w taki sposób?

Popularnych odpowiedzi jest kilka:

1. Bóg jest wieczny, więc i kara musi być wieczna.

Ktoś kiedyś wymyślił te genialne zdanie, jednak nie znajdziemy nic takiego w Biblii. Spekulacje.

2. Grzech przeciwko nieskończonemu Bogu wymaga nieskończonej kary.

Argumentacja obalana w ten sam sposób, co w punkcie 1. To niczym nie poparta spekulacja. Tylko dlatego, że coś ładnie brzmi i że można to wyczytać w tysiącu książek, nie oznacza to, że staje się to automatycznie prawdą.

3. Bóg nikogo nie skazuje na piekło, ludzie sami tam chcą iść.

Nie spotkałem nikogo, kto by się celowo chciał oparzyć i cierpieć przez to godzinę. Mam uwierzyć, że ktoś chciałby cierpieć wieczność?

4. Bóg jest nieskończenie miłosierny, ale i nieskończenie sprawiedliwy.

Miłosierny… ale??? Przywodzi mi to na myśl sytuację, gdy mąż mówi żonie – kocham cię, ale muszę odejść, zakochałem się w kimś innym. Co żonę w tym momencie obchodzi to ‚kocham cię’? Czy przez to się lepiej poczuję? Ja także dziękuje za takie miłosierdzie!

 Jeżeli Bóg jest miłosierny, oczekuję od Niego miłosierdzia!

Miłosierdzia oczekuje od nas przecież Bóg! Każe nam miłować nieprzyjaciół, wybaczać wszystkim bez końca…

 Czy Bóg wymaga od nas, byśmy byli lepsi od Niego samego?

Nie! W Ewagelii Mateusza, poczynjąc od 5:43, Jezus mówi, że czyniąc dobrze naszym wrogom upodabniamy się do Boga!

Gdyby mój syn ukradł mi pieniądze, a ja bym go zamknął w piwnicy i przywiązanego bił kilka dni, co myślicie, by się ze mną stało?

Poszedłbym za to do więzienia. I raczej nikt z cywilizowanych ludzi o zdrowych zmysłach by tego nie zawkestionował. Nasze wrodzone poczucie sprawiedliwości podpowiada nam, że sposób, w jaki ukarałem dziecko, byłby niewspółmierny do czynu, jakie popełniło.

W przypadku piekła mamy coś nieskończenie (dosłownie!) więcej nieproporcjonalnego. Ludzie, którzy wbrew swej woli urodzili się grzesznikami, mają iść na nieskończone męki choćby całe życie poświęcili pracy dla innych, tylko dlatego, że odrzucili Ewangelię? Ewangelię, na ogół zresztą fatalnie i w sposób nie zachęcający do niczego przedstawianą przez ludzi, którzy swym zachowaniem stanowią zaprzeczenie głoszonych wartości?

Sporo chrześcijan uważa również, że do piekła pójdą nie tylko ci, którzy świadomie Ewangelię odrzucili, ale również wszyscy ci, którzy jej nie przyjeli, włączając ludzi, którzy nigdy jej nie słyszeli, w  tym i… dzieci/niemowlęta?

Tak na marignesie, większość chrześcijan wyznań tradycyjnych – jak katolicy lub ewangelicy – głoszą, że nawet niemowlę nie będzie zbawione bez chrztu.

Pytanie:

Dlaczego nie chrzci się zaraz po urodzeniu, ale większość polskich rodziców czeka z chrztem wiele tygodni, jeśli nie miesięcy?

Gdzie tu logika?

 

Tylko nieliczni wrzucają jednak dzieci do piekła; większość wierzy w doktrynę wieku odpowiedzialności, tzn. jeżeli dziecko było za małe, by mogło odróźnić dobro od zła i zostać świadomym chrześcijaninem od zła, to będzie ono zbawione w momencie śmierci. Jeżeli jednak swoją sytuację zrozumiało, i chwilę później umarło, pójdzie do piekła…

Logicznie rzecz ujmując, powinniśmy zatem… mordować nasze dzieci, zanim osiągną ten wiek! Pozwalając dziecku osiągnąć ‚wiek odpowiedzialności’, prawdpopodobnie (bo większość chrześcijan wierzy, że tylko niewielu będzie zbawionych) trafią one do piekła! Będą nam zatem mogły kiedyś wykrzyczeć swemu ojcu z płomieni – dlaczego mnie nie zabiłeś, gdy byłem mały? Teraz muszę cierpieć w nieskończoność!

Oczywiście, jest drobny problem, bo większość chrześcijan wierzących w piekło wierzy również, że trafia się tam, jeśli kogoś się zamorduje. Co więc wolisz? Wiecznie cierpieć w ogniu po wsze czasy, czy by cierpiało twoje dziecko?

Jeśli masz troje dzieci, rachunek wydaje się łatwiejszy.. Choć świadomość palenia się bez końca nie do końca do ciebie przemawia, nawet jeśli chodzi o twoje dzieci…

Co za myśli? Oczywiście, że dobry rodzic odda życie za swoje dzieci! Czy ty je w ogóle kochasz, jeśli przychodzi ci do głowy dać im smażyć się w wiecznym ogniu?

I co, obmyślasz w tej chwili morderstwo?

Czy nie masz ochoty krzyczeć: to jest chore?

No tak, tyle logicznego myślenia. Ale jest jeden argument, nad którym trzeba się zastanowić. Argument mówiący, że opierając się na logice nie możemy podważać prawd Biblijnych.

devil_sign

Oczywiście, logika to poprawne działanie umysłu, danego nam przez Boga, ale każdy wie, że w pewnych okolicznościach ludzie, a nawet całe ich grupy, narody, za logikę zaczęły uznawać coś zupełnie nielogicznego. Krótko mówiąc – logika zawodzi, czego nie można powiedzieć o Biblii. Poprawnie odczytywanej Biblii, rzecz jasna, i tu zaczynają się schody…

W następnym artykule na temat piekła opiszę wszystko, co – zdaniem zwolenników Biblii – jest w niej na ten temat. Na razie wspomnę tylko o jednym bardzo ciekawym fakcie.

Czy wiesz, kto jest nazwany ‚Apostołem pogan’?

Czy wiesz, kto jest autorem dwóch trzecich ksiąg Nowego Testamentu?

Czy wiesz, kto napisał jedyną w Biblii księgę zawierającą całość doktryny i zasad chrześcijaństwa?

Oczywiście, Paweł.

Jednak nigdzie, ani jednym słowem, Paweł nie wspomina o piekle, o wiecznych mękach, o ogniu nieugaszonym, w którym znajdą się wszyscy niechrześcijanie.

Więcej – Paweł nigdzie nie zachęcał czytelników, by koniecznie przekonywali swoich bliskich do zostania chrześcijanami, bo jak umrą bez tego, to…

Czy to nigdy cię nie zastanowiło?

Pamiętaj, większość adresatów Listów Nowego Testamentu nigdy nie widziało na oczy ani jednego fragmentu Biblii. Nie mieli konkordancji ani programów biblijnych, które wyszukają wyrazu ‚piekło’ w calej Biblii. Pisząc List do Rzymian, Paweł zawarł w nim całą doktrynę niezbędną człowiekowi do bycia chrześcijaninem. Fakt, że o piekle nie wspomina, jest dla mnie wystarczającym powodem, by całkowicie odrzucić ideę piekła. A zwłaszcza piekła rozumianego jako miejsce wiecznych, świadomych, strasznych tortur.

Apostoł Paweł nazywany był bowiem również ‚Apostołem miłości’, a obojętność wobec tłumów zdążających na wieczne męki byłaby przecież miłości brakiem.

hell02

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Przeczytaj także:

3 myśli nt. „Piekło (1/2) – czy to jest logiczne?

  1. Pingback: Bóg cię kocha, ale… | Pewność Zbawienia

  2. Pingback: Pewność Zbawienia | Pewność Zbawienia

  3. Pingback: Czy Bóg mnie kocha? | Pewność Zbawienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *