Z bojaźnią i drżeniem (Filipian 2:12)

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

fear2
Czy masz fragmenty Biblii, przy czytaniu których czujesz strach?

Ja miałem ich bardzo wiele. I wiele z nich wywoływało u mnie negatywne emocje tyle razy, że nawet i dzisiaj, gdy je czytam, czuję niepokój, choć wiem już doskonale że jest on irracjonalny.

Jednym z takich fragmentów jest wers z drugiego rodziału Listu do Filipian:

A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma. (Flp 2:12)

Z bojaźnią i drżeniem… jak nam się kojarzy taki zwrot?

Przechodzisz przez podziemny tunel w niebezpiecznej dzielnicy miasta i słyszysz za sobą kroki?

Zdajesz poprawkowy egzamin, od którego zdania uzależnione jest twoje pozostanie na uczelni?

Masz rozmowę kwalifikacyjną po półrocznym okresie bezrobocia?

Podchodzi do ciebie dentysta z długą metalową szpilą, mówiąc „to może boleć”?

„Bojaźń i drżenie” kojarzy się ze strachem, i to nie byle jakim. A ponieważ zwrot ten występuje w sąsiedztwie słowa „zbawienie”, tworzy to następujące religijne tłumaczenie tego wersetu:

„Dołóżcie wszelkich starań by się nieustatnnie upewniać, czy jesteście zbawieni, i bądźcie przepełnieni strachem, aby przypadkiem nie skończyć w piekle, wiecznie płonąc w męczarniach”.

Kiedy wreszcie na poważnie zakwestionowałem fakt, iż Apostoł Paweł komukolwiek groził odnośnie tego, co się z nim stanie po śmierci, pozostało pytanie – no dobrze, ale o czym zatem wymieniony fragment Listu do Filipian mówi?

Zwrot „z bojaźnią i drżeniem” jest charakterystyczny dla języka apostoła Pawł. Występuje on w niezmienionej postaci trzykrotnie, i raz – w lekko zmodyfikowanej.

3 jego wystąpienia – poza Listem do Filipian – mają miejsce w Listach do Koryntian i Efezjan:

Serce zaś jego jeszcze bardziej lgnie ku wam, gdy wspomina wasze posłuszeństwo i to, jak przyjęliście go z bojaźnią i drżeniem. (2 Kor 7:15)

Niewolnicy, ze czcią i bojaźnią (z bojaźnią i ze drżeniem – Biblia Warszawska) w prostocie serca bądźcie posłuszni waszym doczesnym panom, jak Chrystusowi (Ef 6:5)

Natomiast w Pierwszym Liście do Koryntian Paweł zwrot ten nieznacznie modyfikuje, używając jednak tych samych rdzeniów wyrazowych:

I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. (1 Kor 2:3)

Czy widzimy w którymkolwiek przypadku uzasadnienie dla wniosku, iż Paweł rzeczywiście pisze o sytuacjach mających cokolwiek wspólnego ze strachem?

Ostatni fragment, w którym omawiane wyrażenie występuje, opisuje sytuację, gdy Paweł przyjechał do Koryntian, aby głosić im świadectwo Boże. Gdzie tu miejsce na strach?

W 2 Liście do Koryntian Paweł opisuje sytuację, w której musiał zganić Koryntian za ich postępowanie. Uczynił to również listem (najprawdopodobniej chodzi o Pierwszy List do Koryntian), i jakiś czas po jego otrzymaniu u Koryntian gościł współpracownik Pawła, Tytus. Paweł pisze, iż Tytus doznał u Koryntian pocieszenia, i że takiego samego pocieszenia doznał również Paweł, gdy Tytus go odwiedził i doniósł mu o zachowaniu Koryntian.

Paweł pisze, iż – gdy Tytus przybył do Koryntian – ci przyjęli go „z bojaźnią i drżeniem”. Czy Tytus w jakikolwiek sposób zagrażał Koryntianom? Nie. Gdyby go (lub Pawła) nie chcieli słuchać, mogli go prostu nie przyjąć. Kontekst tych słów to radość, dziękczynienie, zachęta. Gdzie tu miejsce na lęk?

Następny fragment – z Listu do Efezjan – jest, podobnie jak fragment z Listu do Filipian, nakazem. Jaki jest sens polecenia, by Efezjanie ze strachem byli posłuszni swoim właścicielom? Oczywiście, wielu niewolników miało powody się bać swoich właścicieli, ale czy istniałby jakikolwiek sens im ten strach zalecać lub nakazywać?

slaves

Tłumaczenie wyrażenia „bojaźń i drżenie”, kojarzące się z autentycznym lękiem, jest w tych wszystkich fragmentach nielogiczne! Ale od kiedy zresztą religia się przejmuje logiką..?

No i… co jednak wyrażenie to oznacza?

„Bojaźń” – greckie „fobos” – to słowo, od którego pochodzi termin „fobia”. Występuje w Biblii około 50 razy i bardzo często bez wątpienia odnosi się do autentycznego strachu:

Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu (fobos) krzyknęli. (Mt 14:26)

W wielu miejscach jednak o strachu mowy być nie może, jak choćby w tym wersecie, który opisuje reakcję kobiet po ujrzeniu zmartwychwstałego Jezusa:

Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią (fobos) i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. (Mt 28:8)

O ile strachem mogły zareagować w pierwszej chwili po ujrzeniu Jezusa, to na pewno nie było go w nich, gdy biegły opowiedzieć o tym uczniom – czy strach może występować jednocześnie z radością?

„Fobos” jest często w Nowym Testamencie zalecane lub nakazywane (oprócz wspomnianych fragmentów z Listów do Filipian i Efezjan zobacz również 2 Kor 5:11, Rz 13:7, 1 P 1:17) – czy jest jakikolwiek sens nakazywać komuś strach, skoro w Biblii kilkadziesiąt razy znajdujemy zalecenie „nie lękajcie się”?

No dobrze, ale jak zatem pogodzimy to z faktem, iż są miejsca, w których „fobos” niewątpliwie oznacza strach, i że wiele wersetów go potępia, przykładowo ten (gdzie rdzeń „fobos” występuje aż 4 razy)?

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. (1 J 4:18)

Jeżeli jedno pojęcie jest raz ganione, a raz zalecane (i to przez tych samych autorów), wniosek może być tylko jeden – to samo słowo ma dwa (albo i więcej) odmienne znaczenia, i trzeba ich znaczenie rozpoznawać w kontekście. „Fobos” może zatem oznaczać strach, ale – jak wykazałem wyżej – na pewno nie oznacza go w omawianych przypadkach.

Popatrzmy do Listu do Rzymian:

Oddajcie każdemu to, mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość (fobos) – uległość, komu cześć – cześć. (Rz 13:7)

Nie wiadomo dlaczego tłumacze Tysiąclatki wybrali słowo „uległość”, gdyż język grecki posiada osobne znaczenie na „uległość” i żaden słownik takiego tłumaczenie „fobos” nie podaje. Biblia Warszawska używa natomiast słowa „bojaźń”, co też wydaje się niefortunne (dlaczego Paweł miałby nas namawiać do lęku?). Przygniatająca natomiast większość tłumaczeń angielskich używa tu słowa „respect” (szacunek), i to tłumaczenie wydaje się również zgodne ze słownikami Koine:

Phobos (Strong: 5401) a) strach, przerażenie, alarm b) obiekt strachu c) szacunek, respekt

Szacunek! Czyż nie wydaje się o wiele bardziej sensowne użycie tego słowa tam, gdzie polskie Biblie mają „bojaźń i drżenie”? Czy również służenie swoim panom (Ef 6:5) z szacunkiem nie brzmi o niebo rozsądniej niż służenie im z lękiem?

fear cat

Przyjrzenie się drugiemu z rzeczowników występujących w omawianym wyrażeniu – „drżeniu” (gr. tromos) niestety niewiele nam pomoże, gdyż występuje on w Biblii wyłącznie… jako część owego wyrażenia. Nie jest to jednak do naszych rozważań niezbędne – zaprezentowane dowody są wystarczające, by wiedzieć, czego na pewno ono nie wystarcza.

Tyle o słowach. Popatrzmy teraz dokładniej na główny omawiany fragment i jego bezpośredni kontekst:

A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma. (Flp 2:12)

Paweł zaczyna od pochwały – i to nie byle jakiej – chwali Koryntian, iż ZAWSZE byli posłuszni. Czy straszenie ich w następnych słowach nie wydaje się wręcz… chamskie? Nie na miejscu?

To tak, jakby rodzic powiedział dziecku „bardzo mi się podoba, jak cały czas utrzymujesz swój pokój w porządku! Nabałagań jednak, a sprawię ci lanie!”. To nie ma sensu!

Wszystkie powyższe problemy z tym tłumaczeniem bledną jednak przy tym, o którym napiszę teraz. Podczas studiowania tego fragmentu, przyznam, że oburzenie mną zatrzęsło, kiedy sobie uświadomiłem celowe oszustwo niektórych tłumaczy.

Porównajmy 3 najpopularniejsze polskie tłumaczenia Flp 2:12:

A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma.  (Flp 2:12, Biblia Tysiąclecia)

 

Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. (Flp 2:12, Biblia Warszawska)

 

Przetoż, moi mili! jakoście zawsze posłuszni byli, nie tylko w przytomności mojej, ale teraz daleko więcej w niebytności mojej, z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. (Flp 2:12, Biblia Gdańska)

Zabiegać o” oznacza starać się o coś, czego się nie ma. Jeśli mówię, że ubiegam się w pracy o awans, znaczy to, że awansu tego nie mam.

Natomiast „sprawować” oznacza uzewnętrzniać coś, co się posiada (kiedyś zwrot ten używany o wiele częściej; dzisiaj może brzmieć nieco dziwnie). W oryginale jest słowo „katergazesthe„, które występuje w Biblii 22 razy i niemal zawsze oznacza jakiś efekt, czyn:

Z przykazania tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie wszelakie pożądanie. (rz 7:8)

Ale to właśnie grzech, by okazać się grzechem, przez to, co dobre, sprowadził na mnie śmierć (Rz 7:13 b)

Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się /potem/ nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć. (2 Kor 7:10)

Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość.  (Jk 1:3)

Wystarczy bowiem, żeście w minionym czasie pełnili wolę pogan (1 P 4:3a)

I uwaga – wszystkie te cytaty również pochodzą z Biblii Tysiąclecia! Jak to zatem jest, że we wszystkich tych przypadkach katergazesthe tłumaczone jest jako czynienie czegoś, a tylko w Flp 2:12 – staranie się o coś?

Ano tak się dziwnie składa, że pasuje to bardzo do teologii tłumaczy Tysiąclatki: zbawienie to jest coś, o co trzeba zabiegać, bez żadnej gwarancji zbawienia, za to z perspektywą wiecznego smażenia w piekle w przypadku niepowodzenia. Bojaźń i drżenie byłaby zatem jak najbardziej na miejscu.

Protestanckie tłumaczenia wypadają o wiele lepiej, bo choć powtarzają zupełnie źle oddające oryginał „bojaźń i drżenie”, przynajmniej nie fałszują tłumaczenia wprowadzając kompletnie nieuzasadnione „zabiegajcie o”. Zostawiają jednak strach (sporo protestanckich Kościołów naucza przecież, że zbawienie można utracić, więc nawet ludzie zbawienie mają się czego bać – gdyż utrata zbawienia oznacza takie samo smażenie się w piekle, jak gdyby nigdy się zbawionym nie było).

(Zbawienie – tak naprawdę – nie ma nic wspólnego ani z niebem, ani z piekłem – więcej przeczytasz tutaj)

Tak, strach zawsze jest bardzo mile widziany w religii!

Następnym razem kiedy będziesz czytać omawiany tu fragment – lub jakikolwiek inny – i jeżeli wywoła on u ciebie lęk, obejrzyj ten werset dobrze, gdyż to nie Bóg ani autorzy Biblii ten lęk chcieli wywołać. Wywołała go religia, gdyż ona bazuje na strachu. Bez serwowania strachu, większość dziś pełnych kościołów stałaby pusta, a lista milionerów na świecie byłaby o wiele krótsza.

rich-guy

Gdyby Bóg chciałby nas traktować terrorem, czy nie użyłby bardziej efektowych środków niż kilka wieloznacznych (pozornie) wersetów z Biblii i masy wzajemnie przeczących sobie (już nie pozornie) kaznodziejów?

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk (1J 4:18)

Przeczytaj także:

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *