Dlaczego wierzę Biblii

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Wiele różnych religii, tysiące denominacji… którą wybrać? Czy chrześcijaństwo jest najlepsze? Czy Biblia jest świętą, nieomylną księgą?

Ile ludzi, tyle opinii. Czy nie lepiej przekonać się samemu? Czy nie lepiej spróbować czytać Biblię, zamiast słuchać, co ludzie mają na jej temat do powiedzenia?

No tak, ale czy to nie będzie strata czasu? Czy księga pisana przez trzy i pół tysiąca lat przez kilkudziesięciu autorów, czasem nawet to końca nie wiadomo których, jest w ogóle wiarygodna:?

Nie znajdziesz na tym blogu odpowiedzi na takie pytanie. Znajdziesz za to wskazówki, jak czytać Biblię i jak wyciągać z niej samodzielnie wnioski, a nie wczytywać w nią to, co już wiesz.

Jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów w kierunku chrześcijaństwa jest to, że chociaż jest to jedna z tzw. ‚Religii Księgi’, to ta Księga chrześcijaństwa, czyli Biblia, jest jakaś nie do końca jasna, skoro istnieje tyle różnych wyznać, i nawet w podstawowych sprawach różne Kościoły walczą ze sobą.

Będę starał się udowodnić, że wcale tak nie jest. Że wszystkie ważne dla nas rzeczy, są w Biblii dokładnie wyjaśnione. Problem nie leży w Biblii, ale w naszych obciążonych religią umysłach.

Czy Biblia jest w ogóle wiarygodna?

Osobiście bardzo długo zmagałem się z tym pytaniem. Sam też nie jestem historykiem ani specjalistą od języków starożytnych, więc moje możliwości badania są ograniczone. Jednym z najmocniej przemawiających do mnie argumentów są książki Josha McDowella. Polecam między innymi „Sprawę zmartwychwstania„. Josh był niewierzący, i postanowił znaleźć argumenty obalające chrześcijaństwo, głównie poprzez podważenie autentyczności zmartwychwstania Jezusa.

Przy okazji musiał zweryfikować rzetelność Biblii.

A kwestia tej rzetelności jest przecież podstawą! Czy można mówić w ogóle o tym, czym jest coś takiego jak ‚prawdziwe chrześcijaństwo’, jeśli księga, na której się ono opiera, jest przekłamana?

Idąc dalej – czy, jeśli podważymy choćby drobną część Biblii, czy możemy zaufać czemukolwiek z niej?

Co do Josha McDowella, po bodajże dwóch latach studiów, stwierdził, że zmartychwstanie Jezusa to najlepiej udowodniony fakt historyczny na świecie, i Josh został chrześcijaninem. Jest autorem wielu książek i znanym na całym świecie mówcą i apologetą. Zamiast jednak wierzyć mu – czy komukolwiek innemu – lepiej samemu wziąć księgę tę pod lupę.

Przyjrzyjmy się najlepiej znanej chyba historii biblijnej – historii pierwszych ludzi, Adama i Ewy. Poza tym, że jest to historia najbardziej znana, jest chyba najczęściej też atakowana. Nawet wielu ludzi uważających się za chrześcijan twierdzi, że nigdy nie miała ona miejsca, i że jest to coś w rodzaju legendy lub przenośni; albo że historię tę ktoś (być może Mojżesz) sobie wymyślił, bądź zapożyczył z innej religii.

Owszem, w Biblii jest mnóstwo poezji, przenośni i symboli – w ogóle, są tam niemal wszystkie znane gatunki literackie – ale gatunki nie są nigdy wymieszane. Znajomość, w którym miejscu dany gatunek jest użyty jest kluczowa i jej brak jest w dużym stopniu odpowiedzialny za tak odmienne odczytywanie Biblii przez różne Kościoły. Kiedy przykładowo widzisz, że ktoś tworzy jakąś doktrynę w oparciu o Psalmy, możesz sobie jego wykłady darować…

Nic dotyczącego historii Historia Adama i Ewy nie wskazuje na to, że nie jest to historia rzeczywista. Istnieje do niej też mnóstwo odwołań w całej Biblii i nigdzie jej wiarygodność nie była kwestionowana (aż do czasów nowożytnych). Czy jeśli nie mogę ufać tej historii, mogę ufać jakiejkolwiek innej historii z Biblii?

Czy tylko dlatego, że wydaje mi się nieprawdopodobna, mogę ją odrzucić?

Czy chodzenie Jezusa po wodzie jest prawdpodobodobne?

A czy Jego zmartwychwstanie jest? Albo to, że jest równy Bogu?

Odrzucając którąkolwiek część Biblii, odrzucamy ją w całości. Jeżeli zostawiamy tylko to, co pasuje do naszego światoplądu, wtedy tak naprawdę to my jesteśmy twórcami naszej wiary. Pomyśl – jeśli zastosujesz się do czyichś rad tylko wtedy, kiedy uważasz, że ten ktoś ma rację, czy słuchasz się wtedy tej osoby, czy wciąż tak naprawde samego siebie?

Nie może być mowy o ‚prawdziwym chrześcijaństwie’ jeśli Biblii nie można ufać w 100%.

Oczywiście, są różne tłumaczenia, praktycznie każde tłumaczenie stara się w jakichś miejscach leciutko nagiąć prawdę do swoich założeń (niektóre bardziej niż ‚leciutko’), jednak wszystkie najpopularniejsze tłumaczenia, takie jak Biblia 1000-lecia, Warszawska czy Gdańska są wystarczająco dobre, by się dowiedzieć, jaki jest Bóg, co dla nas zrobił i jaka czeka nas przyszłość ‚na tamtym świecie’.

Jeszcze mniejszym problemem są różnice między poszczególnymi starożytnymi rękopisami. Dzięki ogromej ilości starożytnych manuskryptów, które posiadamy, możemy w blisko 100% określić, jak wyglądał oryginał.

O jakiej ogromej ilości piszę? Weźmy tylko Nowy Testament. Wikipedia podaje:obecnie posiadamy 5800 manuskryptów po grecku, 10000 po łacinie i 9300 w innych językach. Popatrzmy teraz na Iliadę Homera, której mamy jedynie około 200 manuskryptów. I nikt nie płacze nad tym, że nie mamy oryginałów. I nikt nie zastanawia się, czy możemy ufać, że tekst Iliady jest wiarygodny.

Po II Wojnie Światowe, kiedy gwałtownie zaczęła się rozwijać nauka, większość badaczy tekstu biblijnego doszło do wniosku, że niewiele wiemy, co tak naprawdę w Biblii było; że ząb czasu zrobił swoje i wieki zmian zniekształciły tekst totalnie. Przełom nastąpił w 1947 roku, kiedy znaleziono słynne Rękopisy z Qumran. Oto znaleziono wtedy rękopis Księgi Izajasza starszy o 1000 lat od najstarszych dotychczas znanych! I okazało się jednak, że ząb czasu Biblię ominął, i że teksty, które mamy dzisiaj, są wiarygodne.

Czy jednak tak naprawdę istnieje dowód na to, że Biblia jest nieomylna?

Nawet, jakby istniał – co z tego? Z historii sądownictwa wiemy, że niejeden niepodważalny dowód po odpowiednich manipulacjach może zostać poddany w wątpliwość. Jeżeli ktoś z góry założy, że Biblia nie jest wiarygodna, nikt i nic go nie przekona. Proszę czasem dyskutantów, aby wybrali fragment, który – ich zdaniem – najlepiej podważa wiarygodność Biblii – i obiecuję, że go wyjaśnię. Zgadzają się ochoczo. Pytam przy tym – czy, jeżeli podam im wyjaśnienie, przyznają, że Biblia jest wiarygodna? Obiecują, że tak. No i jaki jest tego finał? Choć wyjaśniałem wybrany przez nich fragment tak, że nie mogli mi odmówić logiki rozumowania, wycofali się z obietnic i dalej utrzymywali, że Biblia nie jest wiarygodna.

W sumie to moje życie byłoby o wiele prostsze, gdybym uznał, że Biblia zawiera błędy – przestałbym widzieć sens w spędzaniu większości wolnego czasu nad studiami nad nią 🙂 Jednak, wbrew światu; wbrew większości znajomych, wciąż od wielu lat twierdzę, że Biblia jest Słowem Bożym. Osobiście uważam, że jest ona nieomylna, i oto najważniejsze trzy powody, dla których tak uważam:

1. Bóg chce, byśmy Go poznali, a bez Biblii skazani jesteśmy na własny rozum i przypuszczenia, których liczba jest wyższa niż całkowita liczba ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi 🙂

2. Biblia przemienia ludzkie życie. Oczywiście nie dosłownie. Bo to Bóg przemienia ludzkie życie. Biblia natomiast zawiera cenne informacje o Nim 🙂

3. Nie znalazłem w niej błędu. I z tego, co wiem i czytałem, a czytałem naprawdę sporo, nikt nie znalazł. Wielokrotnie nauka wyśmiewała Biblię, a po latach, przy okazji różnych odkryć archeologicznych, nauka musiała przyznać Biblii rację.

Wcale nie robię z Biblii bożka, ani nie przypisuję jej słowom magicznej mocy. Uważam ją jednak z najważniejszą książkę na świecie – jedyne 100% pewne źródło wiedzy o Bogu! I nikt do tej pory nie udowodnił, że jest inaczej.

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Przeczytaj także:

7 myśli nt. „Dlaczego wierzę Biblii

  1. Biblia mówi że wiara=pewność . Ale przecież pewność=wiedza a ja nie mam prawa wiedzieć że Biblia jest słowem Bożym bo nawet nie mogę wiedzieć że to co widzą moje oczy jest obrazem rzeczywistym lub nie . Wiara jest nieuczciwością wobec siebie bo udajemy że wiemy to czego nie wiemy .

    • Nie masz prawa wiedzieć? A kto powiedział, że nie masz prawa? W dzisiejszym języku wiara jest wręcz zaprzeczeniem wiedzy, ale Biblia nie raz stawia między znimi znak równości. W mojej wierze mam oczywiście obszary niepewności, ale mam też takie, w których WIEM, że moje wierzenia są prawdą.

      Oczywiście to może być subiektywne, ale mi z tym dobrze 🙂 Wiara poza tym ma moc sprawczą (porównaj przykładowo Mt 9:29.21:21-22, Mk 11:24), czyli nawet jeśli założymy, iż tak naprawdę Biblia Słowem Bożym nie jest, przez Twoją wiarę może dla Ciebie się takim Słowem stać – Słowem działającym cuda!

      • Wszystkie dane pochodzące od zmysłów są wątpliwe . Ja mogę być pewny tylko tego że ja istnieje ponieważ mam świadomość a świadomość z pustki powstać nie może . Skoro nie mogę być pewny że to co widzę istnieje to co dopiero z wiarą w Biblię która opowiada o rzeczach których nie widać .

        • Owszem, ale te „dane pochodzące od zmysłów” to wszystko, co mamy, więc jaki jest pożytek z ich negowania? Filozofia jest dobra jeśli nam służy, a nie kiedy wprowadza zamęt.

    • Bardzo niewielu rzeczy jestem w 100% pewien… mam np. wiele wątpliwości dotyczących natury Chrystusa… różnych wydarzeń w Starym Testamencie… ale akurat tematu piekła jestem na milion procent pewien. Mój rozum piekła nigdy nie akceptował do końca, zawsze czułem że „coś tu śmierdzi”, ale starałem się w piekło wierzyć, ponieważ byłem przekonany, że Biblia o nim naucza. Kiedy się przekonałem, że Biblia ani słowem o nim nie wspomina, i kiedy się dowiedziałem, jak stworzono hybrydę pogańskich wierzeń z celowo przekręcanymi tekstami biblijnymi… temat piekła, wcześniej dręczący mnie długimi latami, zniknął z mojej świadomości natychmiast! Dodam jeszcze, że bardzo mocnym argumentem był dla mnie ten „drobiazg” iż nikt w Biblii nie zachęca do usilnych ewangelizacji ludzi odchodzących „bez Pana” pod groźbą strasznych wiecznych konsekwencji. Tak na marginesie, chrześcijanie wierzący w piekło i miłujący bliźniego powinni spędzać każdą wolną chwilę ewangelizując, jeżeli piekło jest wieczne… jeśli tego nie robią to albo oznacza to że bliźniego tak naprawdę nie miłują… albo sami do końca w piekło nie wierzą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *