Bóg cię kocha, ale…

pigeons

Młoda kobieta przyszła do psychologa. Powiedziała, że coś chyba z nią nie tak, bo chociaż tyle co poślubiła swojego męża, nie czuje już do niego żadnej miłości. Czuje natomiast strach, gdy o nim pomyśli.

Poproszona przez psychologa opowiedziała, co dzieje się w ich domu. Mąż nieustannie zapewnia ją o swojej miłości i wierności, i że dotrzyma przysięgi małżeńskiej, że nie opuści jej aż do śmierci. Bezwarunkowo. Mówi to wszystko codziennie, następnie dodaje –

 ALE,

Ale jeżeli ty nie będziesz mi wierna, lub nie będziesz mnie kochała tak, jak ja tego chcę, lub nie będziesz robić tego, co chcę, wrzucę cię do piwnicy, zwiążę, i będę przypalał papierosami!

Czy psycholog powinien rozpocząć terapię tej kobiety… czy zawiadomić policję i zalecić jej nie wracanie do domu?

Jeszcze jedna historia – pewien chłopiec wykrzyczał swojemu ojcu, że go nienawidzi. W odpowiedzi na to, ojciec przywiązał go do łóżka i torturował przez wiele dni. Czy powinniśmy ukarać ojca; czy może syna, a ojciec dobrze zrobił, karząc syna za jego nienawiść?

Wymyśliłem obie te historie. Czy masz jakiekolwiek wątpliwości, że w powyższych historiach to z mężem (z pierwszej) i ojcem (z drugiej) jest coś poważnie nie tak? Jeśli nie, gratuluję. Ale przeważająca większość chrześcijan w podobny do nich sposób zachowania rozumie miłość Bożą.

Bóg cię kocha, ale… jeśli ty nie będziesz Go kochać, wrzuci cię do piekła na wieczne tortury.”
Bóg wybacza wszystkie grzechy… ale jeśli przekroczysz jedno z niezliczonych przykazań w jakiś określony sposób, żegnaj niebo, witaj piekło.”
Bóg przyjął cię do swojej rodziny… ale jeśli trochę za bardzo narozrabiasz, wyrzuci cię z niej bez możliwości powrotu.”
Bóg kocha dzieci… zanim nie osiągną wieku odpowiedzialności, wtedy – albo nawrócenie – albo piekło.”

Bóg – doktor Jekyll czy pan Hyde?

Trudno mi pojąć, jak prawie wszyscy chrześcijanie są w stanie godzić „uosobienie miłości” z sadystycznym tyranem, karzącym za byle co w sposób nieproporcjonalnie okrutny. Pojąć mi to tym trudniej, że… sam wiele lat tak o Bogu tak myślałem.

Aby ratować ten wewnętrznie sprzeczny obraz Boga w naszych umysłach, na ogół rozdzielamy miłość Bożą od naszej miłości i rozumiemy przez nie zupełnie inne rzeczy.

Weźmy dla przykładu miłość rodziców do naszych – w jej idealnym przykładzie rodzice są czuli, delikatni, nastawieni na najwyższe dobro dziecka. Codziennie o miłości swej dziecko zapewniają wielokrotnie. Zawsze są gotowi wszystko przebaczyć, i nawet jeśli muszą dziecko ukarać, to tylko po to, by je czegoś nauczyć, aby później żyło szczęśliwiej.

mother-love-her-baby

Boża miłość natomiast – według tego schematu – jest zupełnie inna. Przebacza tylko po spełnieniu określonych warunków. Nigdy do końca tak naprawdę nie możemy być pewni, czy Bóg nam wszystko wybaczył. I jeśli nie wybaczył, to kara czeka nas niesamowita – nie w celu poprawy, ale w celu – nie wiem – zemsty? Nieskończone tortury, lub – w niektórych łagodniejszych odmianach doktrynalnych – wieczne oddalenie od Boga w jakimś ponurym miejscu?

Czyja miłość wydaje nam się doskonalsza?

Tak! Nasza własna! Potrafię być lepszym rodzicem, niż taki „bóg”. Bluźnię? Jeśli tak, to nie bluźnię przeciwko Bogu, ale temu bożkowi stworzonemu przez religię.

Dobra nowina – dla kogo?

Wyraz „ewangelia” w oryginale greckim oznacza „dobra nowina”. Dobra dla kogo? Może dla bezgrzesznych ludzi, ale takowych nie ma. Poza tym nawet gdybym był bezgrzeszny, mógłbym trafić do takiego Kościoła, który bardzo szczegółowo opisuje, jaki to rodzaj wiary jest „zbawczą wiarą” i mógłbym się do ich definicji nie załapać. Zauważmy, że z około tysiąca denominacji chrześcijańskich niełatwo znaleźć dwie, które by się w 100% zgadzały co do kwestii, jak można się znaleźć w gronie szczęśliwców, którym przypadnie w udziale życie wieczne.

Która denominacja mówi prawdę?

A może… żadna?

Wśród zarzutów, które chrześcijanom wysuwają ateiści, agnostycy i ludzie innych wyznań, przodują dwa:

Jak miłosierny Bóg może dopuszczać do takiego ogromu cierpienia na świecie?
Jak Bóg może skazywać ludzi na wieczne męki w ogniu piekielnym?

Nie będę udawać, że znam doskonale poprawną odpowiedź na pierwsze pytanie. Wiem, że ma to coś wspólnego z naszą wolną wolą, ale daleki jestem do zrozumienia tego wszystkiego. Znam jednak odpowiedź na pytanie drugie.

Jeżeli całe życie coś ci „nie grało”, coś nie pasowało w obrazie wiecznych tortur z rąk Boga, który jest miłością…

MASZ RACJĘ.

To nie pasuje. Nie przejmuj się opinią większości. Posłuchaj swojej logiki.

Nie słuchaj idiotycznych tłumaczeń w stylu „Bóg nikogo nie wrzuca do piekła, ludzie sami Go odrzucają i wybierają piekło”. Nie ma takiego człowieka, który po kilku minutach (a może i sekundach) siedzenia w ogniu dalej chciał tam siedzieć. Już mniejsza o to, że ani słowa na ten temat nie znajdziesz w Biblii.

hell02

Piekło zostało wymyślone przez ludzi, którym nie mogło się pomieścić w głowie, że Bóg może wybaczyć wszystkim ludziom, bez powodu, bez warunków. Większość ludzi projektuje Boga opierając się głównie na własnych opiniach na temat dobra i zła. Kiedy ktoś nie potrafi wybaczyć innym, lekko przechodzi do twierdzenia, że Bóg też taki jest. Więcej na temat piekła przeczytasz tutaj.

Zostaliśmy stworzeni na obraz Boży! Popatrz na matkę tulącą niemowlę. Popatrz na szał radości dwojga zakochanych, którzy widzą się pierwszy raz po długiej przerwie. Zaobserwuj zachwycony, zakochany wzrok rodzica, kiedy dziecko robi pierwsze kroki. Albo idącą pod rękę parę 80-ciolatków, patrzących sobie w oczy z czułością większą niż para zaświergolonych nastolatków…

aging

To tylko cień miłości, jaką ma do nas Bóg.

 W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. (1 J 4:10.19)

 

Nas” nie oznacza katolików, chrześcijan, baptystów. Oznacza również ateistów, muzułmanów, narkomanów i dewiantów.

Jego miłość oznacza dla nas głównie to, że nie musimy się obawiać kary za grzechy! Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości, że dla Boga jakimkolwiek problemem jest wybaczenie nam grzechów zobacz, jak robił to Jezus, obraz Boga na ziemi. Pewnego dnia przynieśli do Niego sparaliżowanego człowieka.

 Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. (Mk 2:5)

Jezus nie wymagał pójścia do spowiedzi, obietnicy poprawy, zadoścuczynienia, ofiary na biednych.

Wybaczył, chociaż nie był o to nawet proszony.

I taka właśnie jest miłość Boża.

A man offers a rose to a woman to mark International Women's Day in Belgrade