Apokalipsa – czy czeka nas zagłada?

KOCHAM CIĘ, ALE MUSZĘ CIĘ UKARAĆ

Podobne słowa słyszą często dzieci na całym świecie – rodzice próbują nimi usprawiedliwić przed dzieckiem potrzebę użycia kary. Obawiają się, na ogół słusznie, iż kary dzieci traktują jako brak miłości.

Próby wyjaśniania dzieciom czegokolwiek na ogół jednak i tak nie przynoszą rezultatu i trudno zapewne znaleźć rodzica, który przy próbach karania dziecka nie słyszał słów „ty mnie nie kochasz”.

„Kocham cię, ale muszę cię ukarać” nie jest jednak nigdy dobrym wstępem do wyjaśnienia czegokolwiek. Nasza podświadomość usuwa automatycznie wszystko, co jest powiedziane przed słowem „ale” – traktujemy to wtedy jako wstęp do ciekawej książki, który po prostu pomijamy, bo interesuje nas tylko sama książka. Po usłyszeniu takiego zdania skupiamy się na karze, a wyraz „kocham” wypowiedziany wcześniej wydaje się ponurym żartem. Ostanią rzeczą, którą oczekujemy od kogoś mówiącego o miłości do nas jest coś nieprzyjemnego.

Osobiście bardzo nie lubię słowa „kara”, zwłaszcza w odniesieniu do relacji między ludźmi. Bynajmniej nie jestem za pozwalaniem dzieciom na wszystko, uważam, iż od samego początku wychowania dzieci powinno się uczyć, że ponosimy konsekwencje naszych czynów – ale takich właśnie słów – uczenie, konsekwencja – wolę zamiast „kary”. Kojarzy mi się z czymś w rodzaju zemsty, odwetu.

KARA BOSKA

A jak jest z Bogiem?

W Biblii Bóg często nazywany jest naszym ojcem, czy również nas karze za nasze postępki? Przepraszam, czy… daje nam odczuć konsekwencje naszego postępowania?

Jeżeli nie jest to pierwszy artykuł z mojej witryny, który czytasz, wiesz zapewne, Bóg, którego znam, opisuję i o którym czytam w Biblii, jest wspaniałym i pozbawionym jakiejkolwiek wewnętrznej niespójności źródłem doskonałego dobra i miłości i nie ma nic wspólnego z okrutnikiem kreowanym w niemal wszystkich Kościołach. Nie zawsze jednak takiego Boga znałem.

Przez wiele lat wierzyłem w to, czego uczyła mnie religia i w Biblii, choć dająca wiele pociechy i natchnienia, widziałem też wiele gróźb i czytanie niektórych argumentów powodowało u mnie autentyczne uczucie paniki.

Kiedy jednak nauczyłem się patrzeć na Biblię na nowo, zupełnie ignorując wszystko, co religia miała mi do powiedzenia, nagle wszystko się zmieniło. Mnóstwo niezrozumiałych fragmentów stało się banalnie prostymi a teksty wcześniej czytane w strachu utraciły swą złowrogą moc.

Chociaż już od wielu lat zachwycałem się obserwowaną w Biblii harmonią, to jednak wcześniej widziałem w niej problemy. Teraz już nie!Był jednak jeden wyjątek.I to spory wyjątek, bo nie jest to krótki fragment tekstu, lecz cała, zawierająca 22 rozdziały, Księga Objawienia – zwana inaczej Apokalipsą Świętego Jana lub po prostu Apokalipsą. 

No bo czyż obraz miłosiernego Boga może przyjść do głowy komukolwiek czytającemu takie słowa?To koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć, i Otchłań mu towarzyszyła. I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta (Obj 6:8)

Nadszedł Twój gniew i pora na umarłych, aby zostali osądzeni, i aby dać zapłatę sługom Twym prorokom i świętym, i tym, co się boją Twojego imienia, małym i wielkim, i aby zniszczyć tych, którzy niszczą ziemię. (11:18)

Jeśli kto do niewoli jest przeznaczony, idzie do niewoli, jeśli kto na zabicie mieczem – musi być mieczem zabity. (13:10a)

Ten również będzie pić wino zapalczywości Boga przygotowane, nie rozcieńczone, w kielichu Jego gniewu; i będzie katowany ogniem i siarką wobec świętych aniołów i wobec Baranka. (14:10)

A z Jego ust wychodzi ostry miecz, by nim uderzyć narody: On paść je będzie rózgą żelazną i On wyciska tłocznię wina zapalczywego gniewu wszechmocnego Boga. (19:15)

Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia. (20:15)


Bóg cię kocha nieskończenie, nieprzyjaźń między Bogiem i człowiekiem istniała tylko w ludzkiej wyobraźni, czego dowiódł Chrystus, pokazując, jak Bóg kocha każdego człowieka. Czy Apokalipsa zatem opisuje innego boga? Boga, który wydaje się kipieć nienawiścią do człowieka?Nie raz słyszałem, iż Apokalipsa jest najtrudniejszą księgą Biblii. Również i ja tak kiedyś uważałem
uważałem

.Czytałem wiele książek o niej, studiowałem sporo komentarzy, i nie można było znaleźć nawet dwóch podobnych do siebie. Wiele wyglądało bardzo przekonująco… do czasu, gdy znalazłem nowy komentarz, który wyglądał równie przekonująco, choć dochodził do zupełnie innych wniosków.O, ironio! W moich „religijnych” czasach, kiedy krytycznego myślenia do swojej doktryny używałem bardzo wybiórcza, Księga Objawienia pasowała mi do reszty Biblii! Widząc wiele zła na świecie wierzyłem, iż księga ta opisuje jego ostateczne unicestwienie, a ponieważ zła na świecie jest sporo, walka będzie ciężka i ofiar będzie sporo.Bóg rozprawia się ze złymi ludźmi! Jezus zaoferował ludziom życie wieczne i ci, którzy w Niego uwierzą, życie te otrzymają, a reszta będzie zbierać zapłatę za swoją niegodziwość. Dobro i zło będą obok siebie rosnąć i dojrzewać, a kiedy nadejdzie jego kulminacja, źli ludzie połączą siły, wystąpią przeciwko dobrym, no i wtedy zainterweniuje Bóg, zsyłając plagi, dając im jednak jeszcze szanse, aby każdy miał czas opowiedzieć się, po której stronie chce stać.No i nadejdzie koniec, i Sąd Ostateczny.



Później jednak zakwestionowałem tę koncepcję. Zrozumiałem, iż Jezus przyszedł w bardzo ciężkim okresie czasu dla Izraela – naród był zarówno uciskany z zewnątrz – przez Rzymian – jak i przez kapłanów i uczonych w Piśmie, którzy dla własnych korzyści manipulowali Prawem i stanowili „państwo w państwie”. Jezus przestrzegał przed nadchodzącą wojną z Rzymem, zwłaszcza przed oblężeniem i spaleniem Jerozolimy w roku 70, kiedy to według różnych relacji zginęło od kilkuset tysięcy do ponad miliona Izraelczyków. I to był dla Izraela Sąd Ostateczny.Ostateczny w sensie, że po nim już nie będzie innych sądów.Apostoł Paweł ogłosił, iż między człowiekiem i Bogiem panuje pokój, i jeśli ktoś wciąż myśli, iż Bóg nienawidzi ludzi za ich grzechy, niech spojrzy na krzyż.




Wszystko się ładnie układa, tylko co widzimy w Apokalipsie?Plagi? Zagłada wielkiej części ludzkości? Plagi, kataklizmy, tortury?Niemal wszystkie Kościoły chrześcijańskie każą nam z drżeniem oczekiwać tego wszystkiego… i niewielką pociechę stanowią słowa z przedostatniego rozdziału – „i otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu” – wygląda na to, iż niż do tego dojdziemy, ludzie już wypłaczą wszystkie łzy i nie będzie czego ocierać.Czy rzeczwiście czekają nas na te wszystkie okropności?Czy może powinniśmy zgodzić się z Lutrem, który w 1522 roku o Apokalipsie napisał „nie mogę znaleźć niczego, co by wskazywało, że jest to ułożone przez Ducha Świętego”? i usunąć ją z Biblii?Zobaczmy, czy istnieją jakieś racjonalne próby wyjaśnienia tej zagadki.Żadna księga z Biblii nie ma tylu różnych prób interpretacji, co Objawienie. Często też było podważane jej natchnienie – co uczynił choćby wspomniany wyżej Luter.Jednocześnie jednak nie sposób dostrzec jej mocnego osadzenia w symbolice Starego Testamentu. Czy może próbując interpretować Apokalipsę powtarzamy błędy interpretacyjne Starego Testamentu; błędy tak głęboko osadzone w niemal całym chrześcijaństwie iż przyjmowane są a priori?Przyjrzyjmy się istniejącym sposobom rozumienia Księgi Objawienia. W kolejności popularności można wymienić następujące 4 metody:

1. Metoda futurystyczna
– Niemal cała treść Księgi Objawienia zapowiada wydarzenia przyszłe, które poprzedzą „koniec świata”. Nie jest to metoda bardzo popularna wśród teologów, jednak większość chrześcijan, zarówno katolików jak i protestantów, opowiada się za nią.

2. Metoda historyczna
– Objawienie opowiada o wydarzeniach, zarówno przeszłych jak i przyszłych, które można, przy pomocy odpowiedniej interpretacji, odnieść do konkretnych wydarzeń historycznych. Teologia tej metody została sformułowana przez reformatorów i dzisiaj jej przedstawiciele spotykani są głównie w Kościołach protestantckich.

3. Metoda idealistyczna – Apokalipsa nie odnosi się do niemal żadnych konkretnych wydarzeń, jest jedynie symbolicznym przedstawieniem walki między dobrem i złem. Jej zwolennicy spotykani są we wszystkich Kościołach, jednak nie jest to dzisiaj zbyt popularny sposób interpretacji.

4. Metoda preterystyczna
– zyskuje ostatnio na popularności, ale prawie wyłącznie w liberalnych kręgach chrześcijańskich, przez większą część Kościołów odrzucana jest jako herezja. Ta metoda interpretacji zakłada, iż wszystkie – lub niemal wszystkie – wydarzenia opisane w Apokalipsie już się wypełniły, i że księga ta głównie opisuje prześladowania Kościoła za czasów cesarzy Rzymskich.Trudno znaleźć teologa, którego teoria interpretacji Księgi Objawienia zawiera się wyłącznie w jednym z wyżej wymienionych punktów. Wielu zwolenników futuryzmu przykładowo zgadza się z tym, iż siedem listów do „aniołów kościołów” z rozdziałów 2-3 odnoszą się wyłącznie sytuacji do historycznych, a niemała część preterystów uważa, iż końcówka Apokalipsy odnosi się jednak do przyszłego „końca świata”.Jeżeli nawet teologowie tych samych denominacji wiodą spory co do podstaw egzegezy Apokalipsy, czy jest w ogóle możliwe dojście do jakiekogokolwiek wniosku, który będzie czymś więcej, niż spekulacją?Moim (nie)skromnym zdaniem – tak.Zastanówmy się, kto tworzy teorie teologiczne?Teologowie.Praktycznie wszyscy popularni teologowie należą jednak do jakiegoś Kościoła. Popularnych – to znaczy tych, których książki drukowane są w wielu językach i którzy przemawiają na spotkaniach ekumenicznych.

Teolog musi być wierny swojej firmie. Czyli lojalny swojemu Kościołowi. Nie może głosić czegoś, co jest sprzeczne z jego teologią, do którego należy, bo od tegoż Kościoła najczęściej zależy jego poparcie, bez którego nikt nawet nie zechce jego książek wydrukować.Żadna reklama nie jest tak skuteczna, jak ambona.Aby zatem móc marzyć o prawidłowym odczytaniu Apokalipsy (i w ogóle jakiegokolwiek tekstu biblijnego), muszę wyobrazić sobie, iż nigdy nie widziałem żadnego chrześcijanina na oczy, nie czytałem żadnego biblijnego komentarza, i najlepiej, że jestem – jeśli nie ateistą – to przynajmniej agnostykiem (bo własne wierzenia religijne również zaburzają czytanie Biblii, nawet jeśli są naprawdę nie oparte na opiniach innych, ale są owocem własnych przemyśleń – nasz mózg stara się dopasowywać nowo czytane teksty do naszch obecnych wierzeń, aby jak namniej było dysonansów poznawczych).


No więc otwieramy Księgę Objawienia, i co widzimy?

Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał Mu Bóg, aby ukazać swym sługom, co musi stać się niebawem (Obj 1:1a)

Ach! – myślę. Niebawem! Co to może oznaczać „niebawem”? Na pewno za życia czytelników, może za kilka tygodni, kilka lat? Sprawdzę jeszcze dla pewności w innych tłumaczeniach, czy też brzmią podobnie. Aby się zupełnie upewnić, zajrzę jeszcze do słownika greki biblijnej i do konkordancji – zdecydowanie „en tachei” nie oznacza nic innego, niż „niebawem”.Zatem na pewno nie w tej księdze nie ma nic skierowanego bezpośrednio do mnie, 2000 lat później.

I tak naprawdę tutaj mógłbym swój artykuł zakończyć. Cokolwiek Księga Objawienia zawiera, wydarzyło się za życia adresatów, czyli około 1950 lat temu. Nie musisz się obawiać czegokolwiek, co jest w niej opisane!Po sobie jednak wiem, iż takie stwierdzenie może nie wystarczyć, aby pozbyć się pielęgnowanego przez nierzadko wiele lat przekonania, iż Apokalipsa to nasza przyszłość.Możliwości naszego umysłu jednak są na szczęście o wiele większe, niż nasze obawy! Kiedy zakodowane w mózgu kłamstwa wtłaczane tam były przez wiele lat, nie dokona się tego w chwilę! Ja sam, chociaż byłem na 100% pewny, iż apokaliptyczne potworności nie dotyczą mnie w najmniejszym stopniu, przez wiele miesięcy jeszcze doświadczałem czegoś w rodzaju małego ataku paniki kiedy na ich temat mówiłem.Ale to w końcu minęło.Największe i najdłużej trwająće problemy miałem z dwoma tematami, które pokrótce opiszę.Pierwszy to…

JEZIORO OGNIA



I pochwycono Bestię, a z nią Fałszywego Proroka, co czynił wobec niej znaki, którymi zwiódł tych, co wzięli znamię Bestii i oddawali pokłon jej obrazowi. Oboje żywcem wrzuceni zostali do ognistego jeziora, gorejącego siarką. (Obj 19:20)
A diabła, który ich zwodzi, wrzucono do jeziora ognia i siarki, tam gdzie są Bestia i Fałszywy Prorok. I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków. (Obj 20:10)
A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora ognia. To jest śmierć druga – jezioro ognia. (15) Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia. (20:14-15)
A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelakich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga. (Obj 21:8)

Zwłaszcza 20:10 – czyż nie to jest typowy, średniowieczny opis piekła?Rozwiązanie tego problemu jednak jest o wiele prostsze, niż się wydaje.Wpierw należy odpowiedzieć – czy Apokalipsa używa symboliki, czy opisuje wydarzenia dosłownie?


Od tego pytania… zależy wszystko!Jest to pytanie roztrzygające – albo – albo! Albo symbole, albo dosłowny opis wydarzeń! A jednak większość denominacji chrześcijańskich znajduje trzecie wyjście – tam, gdzie im pasuje to do teologii, uważają, iż Apokalipsa używa symboliki, gdzie indziej tekst traktują literalnie.I dlatego być może jest to „najtrudniejsza księga Biblii”!Apokalipsa była pisana „szyfrem” symboli nie po to, by utrudnić czytelnikom życie! Była pisana przez Jana w niewoli, był to okres prześladowań chrześcijan, i jakikolwiek tekst stawiający w negatywnym świetle Rzym zostałby zniszczony i doprowadziłby do zaostrzenia terroru. A Księga Objawienia ma wiele do powiedzenia o Rzymie i ówczesnych władzach.Domyślanie się, w których miejscach Jan zastosował symbolikę a w których opisywał sytuacje bezpośrednio uniemożliwiłoby zupełnie możliwość rzetelnej analizy. Jan używał zawsze symboli, i fakt, iż symbole te są używane w spójny sposób zarówno przez całą Apokalipsę jak w pozostałych księgach Biblii, daje nam dopiero szansę odczytania rzeczywistego przesłania autora.Mamy oczywiście też drugą możliwość – iż wszystkie opisy Księgi Objawienia to opisy rzeczywiste, dosłowne. Czy jednak ktoś wierzy, iż z ust Chrystusa wychodzi rzeczywiście miecz? (Obj 19:15)? Że ludzi męczyć będzie szarańcza podobna do koni ale z ludzkimi twarzami? (Obj 9:7)? Albo że gwiazdy spadły na ziemię (6:13)?Cokolwiek zatem oznacza jezioro ognia… na pewno nie jest do dosłownie jezioro ognia! Żaden człowiek nie będzie się w nim smażył na wieki! Jakby coś takiego miało istnieć naprawdę, musiałbym myśleć o Bogu jako o sadystycznym potworze! A co jezioro ognia symbolizuje?Nie zamierzam tu niczego rozstrzygać, tym bardziej, iż – czego dowodzę w tym artykule – nie ma to dla nas żadnego znaczenia, z wyjątkiem poznania historii. Osobiście najbardziej spójne jest dla mnie tłumaczenie, iż jezioro ognia to płonąca wraz w setkami tysięcy jej mieszkańców Jerozolima w roku 70.




Drugi temat, z którym długo nie potrafiłem sobie poradzić, jest zupełnie odmienny od pierwszego. O ile w pierwszym obraz nauczony mnie przez religię był zbyt straszny, by można było o nim zapomnieć, ten, o którym teraz będę pisał… wprost przeciwnie! Jest taki piękny i cudowny, że ciężko było mi się z nim rozstać.

 

NOWE JERUZALEM

I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły(…) I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża.(…) Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już /odtąd/ nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. (Obj 21:1-4)

Mnie się bardzo podoba życie na ziemi! Nie miałbym nic przeciwko życiu tutaj wiecznie… gdyby usunięto z niego kilka „szczegółów” jak przede wszystkim śmierć, choroby rzecz jasna też, no i „trud” – walkę o chleb, niepewność, czy z powodu jakiegoś światowego kryzysu ceny żywności nagle nie wzrosną o tysiące procent. Takie życie wieczne zdawała się opisywać dla mnie Księga Objawienia, a tu – rozczarowanie?Ten opis nie ma nic wspólnego ze mną?

„Nowe Jeruzalem” jako miejsce życia wiecznego jest tak potężnie zakorzenione w świadomości chrześcijaństwa, iż nawet wielu preterystów (przypominam – preteryzm to pogląd uznający iż wszystkie proroctwa się już wypełniły) uważa, iż ten fragment jest w Księdze Objawienia wyjątkowy i choć cała reszta tej księgi się już wypełniła, Nowe Jeruzalem to rzeczywiście nasze przyszłe „niebo” (na marginesie – skąd ten pomysł, że po śmierci można iść do nieba, skoro Biblia o tym nigdzie nie wspomina?).Symbol Nowego Jeruzalem, jak i wiele innych symboli Apokalipsy, byłyby dla nas zupełnie niemożliwe do zrozumienia gdyby nie to, że ich opisy harmonizują z innymi księgami Biblii. Wiekszość symboliki Apokalipsy ma swoje odpowiedniki w którejś z Ksiąg Starego Testamentu, najczęściej Daniela, Ezechiela i Izajasza.

Zobaczmy:Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia, rodzące dwanaście owoców – wydające swój owoc każdego miesiąca – a liście drzewa /służą/ do leczenia narodów. (Obj 22:2)A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ woda dla nich przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo. (Ez 47:12)I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. (Obj 21:1)Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą.(Iz 65:17)Bez wątpienia autor Apokalipsy pisze o tym samym, o czym pisał Ezechechiel i Izajasz. Kiedy to dostrzegłem, przy okazji rozwiązaniu uległa zagadka, która trapiła mnie od lat.

Kiedy zajrzymy do 65. rozdziału Księgi Izajasza zobaczymy dość szczegółowy opis „nowych niebios i ziemi”, i wiele pasuje jak ulał do tego, jak większość chrześcijan wyobraża sobie życie „w niebie”. Jest jednak jedno zdanie, które nie pasuje tu zupełnie:Nie będzie już w niej [w Nowej Jerozolimie] niemowlęcia, mającego żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy. (Iz 65:20)


Że co? Że po śmierci osiągniemy jedynie drugie życie, ale bynajmniej nie wieczne? I to jeszcze jakaś mowa… o klątwach? Klątwy w niebie???Lecz jeżeli i Izajasz, i Jan piszą o tym samym, i jeżeli Księga Objawienia pisze o rzeczach, które mają stać się „wkrótce”, to… nie jest to mowa o żadnym „życiu po śmierci”!A o czym?I znów nie chcę tu niczego rozstrzygać! Zachęcam do samodzielnych studiów, ale oczywiście opinię swoją wyrażę. Nie będę jednak ukrywać, iż mam tu o wiele więcej wątpliwości niż w przypadku jeziora ognistego.Widzimy obrazy zwierząt, rzek, roślin – wszystko to, co jest na ziemi. Czy mamy pozostać konsekwentni i też założyć, iż chodzi tu jedynie o symbole? Być może tak, jednak może tu zachodzić wyjątek – opisy są wyraźnie analogiczne do fragmentów z Ksiąg Izajasza i Ezechiela, gdzie raczej nie posługiwano się wszędzie symboliką. Jeżeli mają to być symbole – poddaję się, nie wiem.Jeżeli jednak te opisy są dosłowne, wydaje mi się, że chodzi o królestwo ziemskie, nie jakieś duchowe, po śmierci. Mowa jest też o wciąż obecnym grzechu (zobacz, co następuje po sielankowym opisie Nowego Jeruzalem od Obj 22:11 do końca księgi).Nie jest to jednak do końca takie życie, jakie mamy dzisiaj. Dzikie zwierzęta jednak wciąż pożerają siebie wzajemnie, ludzmi również nie gardząc, no i wciąż mamy niestety mnóstwo niemowląt żyjących kilka dni, albo i krócej.

Cóż by to zatem mogło być?

Mogło być to… Królestwo Niebieskie, obiecywane wielokrotnie w Starym Testamencie, począwszy od obietnicy danej Dawidowi w 2 Sm 7.Jezus przecież od początku swojej misji głosił, iż „Królestwo Niebieskie się przybliżyło”. Sęk jednak w tym, iż Żydzi ofertę Królestwa… odrzucili, zabijając Chrystusa jak i występujących po Nim apostołów. Czyżby zatem te wszystkie opisy odnosiły się do czegoś, co… nigdy nie miało miejsca?Czy może jednak… chodzi tu o duchowy wymiar Królestwa, rozumianego jako „sprawiedliwość, i pokój, i radość w Duchu Świętym” (Rz 14:17)?Czy może… Królestwo to istnieje dla niektórych Żydów… w innym wymiarze, niewidzialnym dla nas?Czy może…Możemy gdybać.Wyżej wspomniałem, że przy okazji zajmowania się tym tematem rozwiązała się pewna zagadka, nad którą się wiele lat głowiłem.Chodziło właśnie o ten tekst z Iz 65 o „najmłodszym umierającym jako stuletnim”.

Nie rozumiałem, jakże w niebie wciąż może być śmierć?Właśnie, śmierć! Skoro w Nowym Jeruzalem wciąż istnieje temat grzechu i umierania, dlaczego czytamy w Obj 21:4 i Iz 25:8 iż śmierci już nie będzie?Tutaj wydaje mi się temat łatwiejszy, choć bynajmniej upierać się przy nim nie będę. Otóż w Biblii, zwłaszcza w Nowym Testamencie, wyraz „śmierć” najczęściej nie oznacza śmierci fizycznej. Częste w Biblii zdanie „zapłatą za grzech jest śmierć” (np. Rz 6:23) nie może oznaczać fizycznej śmierci, bo gdyby tak było, śmierć Jezusa niczego tak naprawdę nie zmieniła.Czy „śmierci już nie będzie” oznacza, iż grzech już nie oddziela człowieka od Boga i wszyscy jesteśmy żywi w Chrystusie?

Dzisiaj takie podejście wydaje mi się prawdopodobne, choć większą część życia odrzucałem je jako herezję. Zmieniłem Kościół katolicki na protestancki, czyli wykazałem się krytycznym myśleniem i część doktryny odrzuciłem, jednak to krytyczne myślenie było ograniczone… zakładało, że choć różne opcje chrześcijańskie różnią się znacznie między sobą, to to, co mają wspólnego, jest prawdziwe.Czy jednak chrześcijanie mają monopol na Boga?Czy choćby mają monopol na odczytywanie Biblii?Już sam fakt, że chrześcijaństwo niemal jednogłośnie widzi w Biblii opis piekielnych tortur dla większości ludzkości sprawiło, iż przestałem się przejmować faktem, iż według obecnych ogólnie przyjętych norm nazewnictwa, chrześcijaninem nie jestem.Jednak nie sądzę, że chrześcijanami byli Jezus czy apostołowie, więc uznam, iż jestem w zacnym gronie!Właśnie myślenie, iż sprzeciwianie się czemuś, co głosi ogół chrześcijan byłoby tym samym, co sprzeciwianie się apostołom bądź samemu Jezusowi było zapewne tym, co na długie lata wyłączyło mi myślenie.Z ręki Boga nic ci nie grozi!




Bóg nie będzie cię rozliczał z tego, czy wierzysz temu Kościołowi czy tamtemu. I nie dał ci mózgu po to, by powtarzać uczone z ambon formułki, ale po to, by zadawać pytania, szukać odpowiedzi i odkrywać wszystkie wspaniałości, które są ci na tym świecie dane!

Na początku wspomniałem, iż w pewnym sensie natychmiast zapominamy o tym, co było mówione przed słowem „ale” – i tylko pozostałą część zdania traktujemy poważnie, zwłaszcza, jeżeli następująca po „ale” część w jakimkolwiek stopniu neguje część poprzedzającą.

Mieliśmy jechać na wczasy… ale straciłem pracę i musimy oszczędzać. Wyglądasz świetnie … ale to uczesanie dodaje ci 10 lat. Nasza drużyna grała wspaniale… ale zabrakło odrobiny szczęścia i przegraliśmy. Kocham cię… ale muszę cię ukarać.

Żadne z tych zdań nie oznacza nic pozytywnego, choć zaczyna się entuzjastycznie. Tak samo wygląda przekręcona wersją chrześcijaństwa, która przedstawiana jest w niemal wszystkich Kościołach. Można to podsumować tak – Bóg cię kocha… ale jeśli nie uwierzysz w Jezusa, będziesz smażyć się wiecznie w piekle.

Jezus jest zbawicielem świata… ale pod jego koniec przyjdzie i zgładzi niemal wszystkich ludzi przy pomocy plag i demonów.

Jedyne, co mogę powiedzieć pozytywnego o tym poglądzie, to to, że generuje religiom niewyobrażalne ilości pieniędzy. O wiele łatwiej jest przekonać kogoś do inwestowania w religię jeśli obiecujemy zwiększoną szansę uniknięcią potworności związanych z końcem świata… nie mówiąc o wieczności w jeziorze siarką płonącym.

Możesz oczywiście w to wszystko wierzyć, żyjąc w wiecznym strachu, zaprzeczając własnej logice i marnując zarobione pieniądze poprzez opłacanie systemu kapiącego złotem…

Ale po co?

 

ostatnia edycja – 24 września 2018

Sprawiedliwy czy miłosierny?

Napoleon_Bonaparte

Pewnego dnia do cesarza Napoleona Bonapartego przyszła kobieta prosić o łaskę dla jej syna, który przebywał w więzieniu.

– Twój syn popełnił przestępstwo – powiedział Napoleon – i sprawiedliwość wymaga, aby został ukarany.
– Ale ja nie przyszłam po sprawiedliwość, Wasza Wysokość – powiedziała kobieta – ja przyszłam po łaskę.

Napoleon zastanowił się przez chwilę. Ta odpowiedź go zaskoczyła. Uśmiechnął się.

– I otrzymasz łaskę – odpowiedział – Twój syn zostanie dzisiaj zwolniony.

Czy Napoleon w tym wypadku postąpił niesprawiedliwie?

Oczywiście, że tak. Miał rację – sprawiedliwość wymagała kary. Kobieta o tym też wiedziała. Napoleon nie postąpił sprawiedliwie, postąpił miłosiernie. Inaczej mówiąc, okazał łaskę.

Czy podoba ci się to, co uczynił Napoleon? Zanim sam odpowiedziałbym na to pytanie przydałoby się wiedzieć, za co syn owej kobiety siedział w więzieniu, jeśli jednak przyjmę, że nie było to nic poważnego, i w dodatku człowiek ten był jedynym żywicielem rodziny, nie będę się burzyć, iż sprawiedliwości nie stało się zadość.

Wczoraj w sądzie odbyła się krótka rozprawa w sprawie córek mojej koleżanki. Starsza, 19-letnia, dała na chwilę poprowadzić samochód młodszej, 17-letniej, która jeszcze nie miała prawa jazdy.

kids_driving

Jechała jakby była czymś odurzona, od krawężnika do krawężnika, ale na szczęście uliczki osiedla były puste. Z jednym wyjątkiem. Krążył tam radiowóz.

Kiedy policjant ruszył za samochodem i włączył swoje kolorowe światełka, dziewczyna tak spanikowała, że włączyła lewy kierunkowskaz i skręciła w prawo…

A miało to miejsce w USA, gdzie wykroczenia drogowe są na ogół traktowane bardzo poważnie. Obu dziewczynom groziły spore konsekwencje, niemałe mandaty i odebranie prawa jazdy na co najmniej kilka miesięcy (w przypadku młodszej odebrane by jej było w dniu, w którym by je otrzymała).

Sędzia jednak wziął pod uwagę, że dziewczyny były grzeczne, przyznały się do winy i dobrowolnie chciały poddać karze. Powiedział: „gdyby istniały upomnienia za głupotę, a nie mandaty za wykroczenia, dałbym im takie upomnienie, ale jako że to ich pierwsze wykroczenie, a mandat i tak zapewne prędzej obciąży rodziców niż ich samych, zarządzam nadzwyczajne odstąpienie od kary”.

Sędzia postąpił identycznie, jak Napoleon. Gdy o tym usłyszałem, niesamowicie się ucieszyłem, bo znam te dziewczyny i wiem, że już samo złapanie przez policję i długie oczekiwanie w strachu na rozprawę było dla nich wystarczająco mocną nauczką.

Znowu sprawiedliwości nie stało się zadość. Kto by się jednak z tego nie cieszył?

Dlaczego zatem większość chrześcijan tak bardzo się burzy gdy słyszy o nieograniczonym Bożym miłosierdziu?

„Bóg jest miłosierny ale sprawiedliwy”.

Słyszysz czasami takie stwierdzenie?

Ja słyszałem bardzo często. I zawsze powodowało ono u mnie wewnętrzny konflikt. I niepokój.

Z jednej strony religia każe mi nieskończenie wybaczać, bo „Bóg nam wybacza grzechy”, zawsze jednak w kontekście rozmowy o Bożym wybaczaniu stawało słowo „ALE”.

ALE… sprawiedliwy.

Zauważmy – nie „I sprawiedliwy”, lecz „ALE sprawiedliwy”. Jak gdyby sprawiedliwość w jakimś zakresie ograniczała sprawiedliwość lub jej zaprzeczała.

Religia mówi nam, że Bóg jest nieskończenie miłosierny i nieskończenie sprawiedliwy, i jeżeli nie jesteśmy tego w stanie zrozumieć, to… jest to nasz problem. My musimy zawsze wybaczać, Bóg nie. Czy jesteśmy lepsi od Boga? Nie. Nie rozumiemy tego? Nie szkodzi.

W jakim celu jednak Bóg nam dał rozum, jeśli niewiele się przydaje przy zrozumieniu podstawowych pojęć dotyczących Jego osoby i Jego relacji z nami?

brain

Pozwolę sobie zatem nie zgodzić się z religią i wnioskuję o użycie rozumu! A rozum podpowiada mi, że religijne tłumaczenie kwestii zbawienia przedstawia bardzo wiele poważnych logicznych sprzeczności.

Religia tłumaczy mniej więcej tak:

Nieskończenie miłosierny Bóg wybaczyłby wszystko wszystkim, ale to czyniłoby Go niesprawiedliwym.

Nieskończenie sprawiedliwy Bóg nie wybaczyłby nikomu, bo wszyscy są grzesznikami.

Nieskończenie miłosierny i sprawiedliwy Bóg obarcza winą Jezusa i wybacza wszystkim, którzy przyjmą Jego ofiarę, a potępia wszystkich, którzy tego nie czynią.

Czy jednak potrafimy wyobrazić sobie ziemskiego ojca, który, aby uratować kogoś innego, poświęca życie swojego dziecka? Czy nazwalibyśmy takiego ojca dobrym?

Jak to też jest, że śmierć Jezusa jest zapłatą za czyjąś wieczność w piekle? Jeżeli karą za grzech jest wieczność w piekle, analogicznie, Jezus też powinien spędzić wieczność w piekle!

W tym całym religijnym tłumaczeniu sensowne wydaje mi sie tylko to zdanie:

Nieskończenie miłosierny Bóg wybaczyłby wszystko wszystkim.

A co jeśli to prawda?

I tutaj miliony gardeł w doskonałej jedności wykrzykną jedno słowo:

HEREZJA !!!

Zajrzyjmy zatem do Biblii.

arabic bible

Ciekawy fakt: jak Biblia gruba i długa – prawie milion słów – tak nie znajdziemy tam ani słowa na temat herezji polegającej na głoszeniu zbyt miłosiernego Boga.

W Starym Testamencie nie ma prawie nic na temat życia pozagrobowego, jest natomiast bardzo dużo o przykazaniach. Mnóstwo zakazów i nakazów, mnóstwo przykładów kar i nagród za jakość stosowania się do przykazań. Co jednak czytamy o stosunku Boga do ludzi?

Jednym z najpopularniejszych w Biblii zwrotem jest „nie lękaj się”. Mawia sie, że występuje on w Biblii 365 razy – abyśmy mogli żyć bez strachu okrągły rok. Jest to co prawda mit, i prawdziwa liczba jest około 3 razy mniejsza, niemniej jest to i tak na tyle sporo, abyśmy sie zastanowili, czy Bóg naprawdę chce, abyśmy żyli w strachu.

Naród Wybrany, Izrael, doświadczył od Boga niesamowitych dobrodziejstw, tymczasem sam wykazywał się niesamowitą pomysłowością w coraz to bardziej wyrafinowanych sposobach okazywania leckeważenia przykazań. Bóg ostrzega – będą konsekwencje. Ale do swojego odstępczego narodu kieruje też przykładowo takie słowa:

Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą. Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela. (Iz 41:13-14)

 

Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49:14-15)

Kary za nieposłuszeństwo nie tylko nie mają nic wspólnego z życiem wiecznym, ale nie mają też nic wspólnego z miłością i uczuciami, jakie Bóg żywi do człowieka! Bóg tak naprawdę nie stosuje kar w naszym rozumieniu tego słowa, nie daje nikomu syfilisu ani nie powoduje, że człowiek się potyka na równej drodze. Kiedy jest mowa o karze, ktoś po prostu zbiera żniwo swojego postępowania.

Izrael mógł zostać doszczętnie rozbity przez sąsiednie narody, przestałby istnieć i wkrótce nikt by o nim nie pamiętał. Bóg jednak obiecał swoją ponadnaturalną pomoc, przy czym zastrzegł, że istnieją warunki jej otrzymania. Tak długo jak Izrael się do tych warunków stosował, inne narody, choćby stokroć potężniejsze, nie mogły mu zaszkodzić. Boża kara polegała na tym, że Izrael musiał wziąć sprawy we własne ręce. Koniec cudów.

Nie znajdziemy ani jednego przykładu w Biblii, gdzie Bóg jest autorem czyjejś śmierci, choroby lub innego nieszczęścia.

angry-god

Faktem jest, że większość ludzi interpretuje niektóre wydarzenia ze Starego Testamentu jako bezpośrednie kary Boże. Tak też interpretowali je początkowo apostołowie, i mniemali, że Bóg ma właśnie taki sposób postępowania: bądź grzeczny albo… pogadamy. Popatrzmy tutaj:

A gdy to widzieli uczniowie Jakub i Jan, rzekli: Panie, czy chcesz, abyśmy słowem ściągnęli ogień z nieba, który by ich pochłonął, jak to i Eliasz uczynił? A On, obróciwszy się, zgromił ich i rzekł: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale je zachować. I poszli do innej wioski. (Łk 9:54-56, BW)

(Wiem, wiem, powyższy fragment wygląda nieco inaczej w Biblii Tysiąclecia… jak również w najstarszych rękopisach… jednak i tak postanowiłem go tu umieścić jako że właśnie w tej formie stanowi wspaniałe podsumowanie stosunku, jaki Jezus miał do ludzi).

Pamiętajmy, Jezus przyszedł by objawić Ojca – Jego zamierzenia, Jego charakter i Jego stosunek do ludzi (J 1:18. 10:30. 14:10). Wiem doskonale, że początkowo może to się wydawać szokująco sprzeczne z tym, co słychać w kościołach, ale gdyby Bóg miał interes w karaniu ludzi za grzechy, to samo byśmy zobaczyli u Jezusa!

Tymczasem co czynił Jezus? Uzdrawiał? Tak. Wybaczał grzechy? Tak. Miał „najgorszych” grzeszników za przyjaciół? Tak.

Jedynymi ludźmi, dla których Jezus nie był, powiedzmy, zbyt miły, to ludzie którzy usiłowali Mu przeszkodzić, zarzucali kłamstwo i odciągali innych od Niego. Na ogół myślimy o faryzeuszach, ale zwróćmy uwagę, w kwestiach moralności apostołowie byli daleko w tyle za faryzeuszami. Faryzeusze to nie byli źli ludzie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Starali się ze wszystkich sił przestrzegać Prawa, jednak większość z nich tak skupiła się na przepisach, że zapomniała o miłości. I ich jednak Jezus nie „obdarzał” trądem ani nie straszył smażeniem w piekle. Przestrzegał ich często przed nadchodzącą zagładą Jerozolimy, ale to nie Bóg był jej autorem, a rzymska armia.

* * *

Kiedy zacząłem czytać Biblię jak gdyby „od nowa”, bez komentarza współczesnych teologów, okazało się nagle, że… nie istnieje nic, co ogranicza Boże przebaczenie! To tylko ludziom niesamowicie trudno w nie uwierzyć! I owszem, według ludzkich standardów Bóg nie jest sprawiedliwy – i jeśli Biblia powiada, że jest, to tylko dlatego, że Boże standardy sprawiedliwości są odmienne od naszych. Pojęcie prawiedliwości przeciętnego człowieka polega na tym, że to jego postępowanie powinno się usprawiedliwić, a postępowanie wszystkich „gorszych od niego” – nie. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, aby Bóg nam wszystko wybaczył – ale tylko nam, a nie im! Nie gwałcicielom, krwawym dyktatorom, mordercom, ateistom!

Poza tym, gdyby nagle ludzkość uwierzyła, że Boże przebaczenie jest bezgraniczne, niemal wszystki Kościoły by zbankrutowały. Większość ludzi chodzących w niedzielę na nabożeństwo czyni tak tylko dlatego,że boi się kary Bożej, dlatego księża i pastorowie, których dochody na ogół zależą od frekwencji, zrobią wszystko, by ukryć przed maluczkimi miłosierdzie Boże.

Jezus skierował do takich ludzi proste przesłanie – mamy za mało danych, by osądzać. Bóg zna serca ludzi, On wie, co jest naszym wyborem, co jest narzucone przez środowisko, geny, przymus zewnętrzny. Ci, których my widzielibyśmy na dnie piekła, okazać mogliby się przed Bogiem bardziej sprawiedliwi niż my, którzy chodzimy do kościoła co niedziela, modlimy się rano i wieczorem i 20% dochodu przeznaczamy na biednych.
W porównaniu jednak do doskonałej świętości, wszyscy jesteśmy od Boga nieskończenie daleko, i dlatego jedynym sensownym wytłumaczeniem jest że także, bez różnicy, wszyscy dostępujemy Jego przebaczenia!

* * *

Sporo lat temu pojechałem na kolonie jako wychowawca; planowałem przed ten czas przeczytać wszystkie Listy Nowego Testamentu. Do tej pory nieźle już nieźle Biblię poznałem, ale czytałem na ogół fragmenty na jakiś temat, nie czytałem ksiąg od początku do końca.

Atmosfera była wspaniała, zabawy z dziećmi dawały dużo radości, a w czasie wolnym prowadziliśmy w gronie kadry fascynujące, długie  dyskusje, także… starczyło mi czasu tylko na przeczytaniu kilku kartek. Pierwszego Listu w Biblii, Listu do Rzymian.

Wystarczyło. Moje życie się zmieniło z powodu jednego wyrazu.

Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie.  (Rz 3:22b-24)

Darmo? Jak to – darmo? Niemożliwe. A uczynki? Sakramenty? Modlitwy? Wiara?

Pamiętam, jak opowiadałem innym wychowawcom o tym, co przeczytałem. Nie zważałem na to, czy ktoś mnie rozumie, czy nie. Byłem szczęśliwy.

Około 20 lat zajęło mi jeszcze zrozumienie tego, że to „darmo” naprawdę oznacza „darmo”. Przez te lata usiłowałem pojęcie to pogodzić z teologią różnej maści, katolickiej, protestanckiej, liberalnej, ewangelicznej… bez powodzenia.

Słuchaj. Bóg chce, byś wybaczał wszystkim bez ograniczeń. Bo to daje wolność, daje pokój.

Bo Bóg sam tak robi.

gift
ostatnia edycja: 11 listopada 2016

Zagłada [z dala] od oblicza Pańskiego (II List do Tesaloniczan 1:9)

bible
Jeżeli znasz choć kilka artykułów z tego bloga wiesz, że z jednej strony uważam, iż Biblia jest praktycznie doskonale  zachowana i z każdej jej strony możemy wynieść tony pożytecznej nauki, z drugiej jednak – jej pierwotnymi adresatami nie jesteśmy my, przez co zrozumienie jej treści najczęściej nie jest absolutnie prostym zdaniem. Oprócz oczywistych przeszkód – jak chociażby przepaści kulturowej lub języka – istnieje jeszcze bardzo istotna kwestia teologiczna.

Teologowie wymyślili termin „dyspensacjonalizm”. Ma on różne odmiany, z grubsza jednak chodzi w nim o to, że historia ludzkości podzielona jest na różne „dyspensacje” – okresy czasu w których Bóg miał inne przesłanie dla ludzi i obowiązywały inne zasady „podobania się Bogu”. Wyznawcy dyspensacjonalizmu zapewne oburzyliby się na taką definicję, niemniej myślę, że trafnie go ona podsumowuje.

Dyspenascjonalizm jest bardzo logiczny. Stosujemy go przykładowo przy wychowywaniu dzieci. Nikt nie weźmie 2-latka na piwo, nie skoczy na bungee w noworodkiem ani też nie będzie z 5-latkiem dyskutował o wyższosci lewicowej opcji politycznej. Na podobnych przesłankach opiera się dyspensacjonalizm – stopniowo Bóg objawiał ludziom coraz więcej, i coraz innych rzeczy od nich wymagał. Np. podczas dyspensacji Prawa Mojżeszowego od ludzi przede wszystkim wymagane było posłuszeństwo,  a podczas obecnej dyspensacji łaski – wymagana jest wiara.

No tak, ale gdzie zatem w Biblii szukać „szczytu” objawienia? Gdzie możemy znaleźć przesłanie skierowane głównie dla nas?

W Nowym Testamencie! – pada odpowiedź, zarówno bardzo powszechna, jak i bardzo błędna.

Mało znanym jest faktem, iż Jezus głosił Królestwo Boże wyłącznie Żydom, i tak samo czynili apostołowie przez kilka lat od Jego wniebowstąpienia. Więcej na te tematy piszę tutaj. Dopiero Apostoł Paweł rozpoczął misję głoszenia Dobrej Nowiny nie-Żydom, ale nie była to ta sama Dobra Nowina, którą otrzymali wcześniej Żydzi. Sam Paweł napisał tak:

(…) zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną (…) (Rz 16 25b-26a)

W Listach apostoła Pawła nie znajdziemy nigdy przesłania „Nawracajcie się, bo przybliżyło się Królestwo Boże”.

Paweł przędsiębrał liczne podróże w trakcie których głosił narodom Chrystusa. Narody te  najczęściej nigdy nie słyszały o Chrystusie. Podczas trwającej dzisiaj ery informacji, gdy zdarzało mi się denerwować, bo wiadomość tekstowa z jednego kraju do drugiego szła aż 30 sekund, trudno nam to zrozumieć, ale wieści z miasta do miasta podróżowały wtedy tygodniami, czasem miesiącami, a ukrzyżywowanie i śmierć żydowskiego nauczyciela nie była bynajmniej wiadomością priorytetową.

A Biblia?

Stary Testament, owszem, był spisany i zakończony od stuleci, ale znany był wyłącznie Żydom. Ewangelie były dopiero podczas pisania i redagowania, a przypomnijmy, druku wówczas też nie było. Kopiowali teksty Biblijne najczęściej mnisi, ale bynajmniej nie kserokopiarkami – przepisanie jednej księgi trwało nierzadko miesiące i kosztowało krocie.

Ten przydługi (choć arcyciekawy, musicie przyznać 🙂 )  wstęp ma tylko jeden cel: wykazanie, iż całość niezbędnej ludziom nauki o Bogu musi znajdować się w Listach Pawła. I chociaż większość z Jego Listów jest odpowiedziami na konkretne problemy, niektóre z nich zawierają skrót całości jego nauk, jakby „przypomnienie”, czym jest Ewangelia – Dobra Nowina – w takiej formie, jaką otrzymał bezpośrednio od Jezusa Chrystusa; czym jest nauka koronująca historię zbawienia ludzkości.

Ciekawa sprawa – jeżeli porównamy teologię różnych Kościołów do tematyki Listów Pawła (podkreślam – do Listów Pawła, nie zaś ich kościelnych, często całkowicie sprzecznych z logiką i resztą Biblii, interpretacji), ze zdumieniem zauważymy, iż mnóstwo rzeczy, które dzisiaj są numerem jeden podczas wielu kazań… w Listach zupełnie nie występują. I odwrotnie, tematy poruszane przez Pawła wielokrotnie są przez religię zupełnie pomijane.

Jednym z tematów, obecnych w wielu kościołach co niedziela, a w Listach Pawła nigdy, jest… piekło. Jest to zresztą jednym z najczęściej używanych przez przeciwników idei istnienia piekła argumentów – apostoł Paweł nigdy nie używa żadnego ze słów tłumaczonych w popularnych Bibliach jako „piekło”.

To, że nie używa tego słowa, odpowiadają nieugięcie zwolennicy wiecznej smażalni ryb – nie znaczy, że o piekle w ogóle nie mówi!

I każda rozmowa tego typu zawsze zawiera odwołanie do wersetu z Drugiego Listu Apostoła Pawła do Tesaloniczan, rozdział pierwszy, werset 9. Przeczytajmy go bardzo uważnie, wraz z poprzedzającym kontekstem:

Bo przecież jest rzeczą słuszną u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają, a wam, uciśnionym, dać ulgę wraz z nami, gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swojej potęgi w płomienistym ogniu, wymierzając karę tym, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa. Jako karę poniosą oni wieczną zagładę [z dala] od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego  (2 Tes 1:6b-9)

Jeżeli nie widzicie w nim piekła, to bardzo szczerze, i najzupełniej poważnie, gratuluję! Wiele lat mi zeszło aż sam przestałem go tam widywać, albowiem indoktrynacja kościelna siedzi w umyśle bardzo głęboko.

Biblia jednak, na całe szczęście, pozostaje spójna. Byłoby nadzwyczaj dziwne gdyby Paweł w tym jednym, jedynym fragmencie głosił ideę strasznej, wiecznej męki, w dodatku traktując to jako… pociechę dla słuchaczy.

„Nie przejmujcie się tym, że ludzie was uciskają i nastają na wasze życie”, mówi – zdaniem religii – Paweł – „kiedy Pan Jezus się objawi, wrzuci ich do piekła gdzie będą się wiecznie smażyć”.

Niestety, nie wyobrażam sobie zbrodni, którą ktoś mógłby popełnić, aby mu życzyć wiecznych tortur! Jakoś zupełnie nie pasuje mi to do „nadstawiania drugiego policzka”, „zwycieżania zła dobrem” lub – przede wszystkim – przykazania miłości.
Ale mniejsza o moje przekonania i logiczne myślenie, wszak mamy patrzeć na to, co jest napisane w Biblii. No więc spójrzmy.

Uprzedzam, nie jest to łatwy werset. Byłby łatwiejszy, gdybyśmy nie mieli w głowie automatycznie skojarzenia „wieczna zagłada” = „smażenie dusz w piekle”. A przeważająca większość z nas takie skojarzenie ma, przecież zarówno Kościoły katolickie jak i protestanckie tego nauczają. Co gorsza jednak w wersecie tym spotykamy liczne problemy tłumaczeniowe. Celem tego artykułu nie jest jednak ostateczne wyjaśnienie znaczenia każdego słowa, a jedynie wykazanie, iż tradycyjne tłumaczenie obarczone jest wieloma problemami – zbyt wieloma, aby je móc zaakceptować.

Całość mojej analizy oparta jest na dwóch arcyciekawych faktach. Pięc tysięcy ton na milimetr kwadratowy – może to zobrazuje nacisk, jaki chciałbym na tych dwóch faktach położyć.
ball squeezed under pressure
UWAGA!

FAKT 1

Słowa „z dala” są dodane. Tłumacze i redaktorzy Biblii Tysiąclecia byli na tyle mili, iż dali nam znać o tym fakcie używając nawiasów kwadratowych, ale niemal wszystkie inne tłumaczenia (a sprawdziłem pokaźną ich liczbę, polsko- i angielskojęzycznych) je dodają nie informując czytelnika o tym.
Dlaczego wszystkie tłumaczenia czują się zmuszone dodać te słowa? Czy naprawdę nie ma ani w języku polskim, ani w angielskim, wyrażenia tłumaczącego w sposób zrozumiały grekę w tym wersecie?

FAKT 2

Identyczne greckie słowa, przetłumaczone w 2 Tes 1:9 jako „z dala od oblicza Pańskiego”, znajdujemy w następującym fragmencie Dziejów Apotolskich:

Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, (Dz 3:19-20)

Moment… nigdy gdzie są użyte te same słowa? W tym tłumaczeniu nie widać żadnego podobieństwa. Zajrzyjmy więc do archaicznego, ale przez większość Biblistów uważanego za najbardziej dosłownego, tłumaczenia – Biblii Gdańskiej z 1632 roku:

Gdyby przyszły czasy ochłody od obliczności Pańskiej, a posłałby onego, który wam opowiedziany jest, Jezusa Chrystusa. (Dz 3:20, BG)

 

Którzy pomstę odniosą, wieczne zatracenie od obliczności Pańskiej i od chwały mocy jego.  (2 Tes 1:9, BG)

Idąc logiką tłumaczy Biblii Tysiąclecia, powinniśmy przetłumaczyć Dz 3:20 „gdyby przyszły czasy ochłody [z dala] od obliczności Pańskiej.
(Zauważmy , iż Biblia Gdańska nie dodaje słowa „z dala” – być może opinia wielu, iż jest to najlepsze polskie tłumaczenie, nie jest pozbawiona sensu!)

Widzimy jasno, iż „od oblicza Pańskiego” nie może znaczyć żadnego „oddalenia”, ani – jak chcieliby niektórzy – nieobecności (że niby w piekle nie ma Boga). Niemniej „wieczne zatracenie z dala od Boga” bardzo pasowało do teologii, więc dodano to „przemocą wręcz narzucające się słowo”.

Grecki przyimek użyty tam, „apo”, pokrywa się dość mocno znaczeniem z polskim przyimkiem „od”. Nie będę tu przynudzał przykładami, napiszę tylko, iż owszem, może onaczać „od” w takim sensie jak chciałaby tego religia, gdyby występował z czasownikiem jasno wyrażającym oddzielenie, przykładowo w Obj 6:16 „ukryj nas przed/od (apo) twarzą tego, który siedzi na tronie”. Jeśli takiego czasownika nie ma, „od” oznacza po prostu kierunek, jak w Mt 2:1 „mędrcy przyszli ze (apo) wschodu”.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Pozornie niewiele znaczący, otóż „wieczna zagłada” nie będzie mieć miejsca „z dala od oblicza Pańskiego”, ale będzie wręcz z niego wychodziła, pochodziła, cokolwiek to by miało oznaczać.

Dodanie przez tłumaczy jakiegoś słowa może albo oznaczać, że za bardzo nie rozumieją znaczenia tekstu i dodali do niego coś usprawiedliwiało najbardziej prawdopodobny ich zdaniem pomysł; albo najbardziej oczywiste znaczenie zupełnie nie pasowało do ich teologii.

Myślę, że oba powody są tutaj prawdziwe.

No tak, powiesz, ale jaka różnica, czy wieczna zagłada „będzie sie działa z dala od oblicza Pana” czy „wyjdzie od obliczna Pana”? Wciąż to przecież… brzmi jak piekło?

Spójrzmy na ten werset analitycznie.

Tłumacznie słowo w słowo z języka greckiego

którzy – sprawiedliwość – odcierpią – zniszczenia – wiecznego – od – obecności – Pana – i  -od – chwały – moccy – jego

A skąd ten wyraz „sprawiedliwość”? Otóż oryginalne słowa „diken/dike” występują w Biblii tylko trzy razy; to nieco mało aby móc przeprowadzić dogłębne studium. Słowniki mówią jednak, iż podstawowym znaczeniem tego słowa jest „sprawiedliwość”. Wyraz „tino” – „odcierpieć” – tu nasza wiedza jest jeszcze bardziej ograniczona jako że jest to jedyny przykład użycia tego słowa w Biblii.

Krótko mówiąc, nie możemy mieć do końca pewności, czy należałoby tutaj napisać „odcierpią karę”, „doświadczą sprawiedliwości” czy może… coś zupełnie innego.
Ten werset… zdecydowanie do najłatwiejszych nie należy!

confused smiley

No tak, ale niezależnie od tego, jak te dwa słowa przetłumaczymy, kluczową dla nas tutaj kwestią jest – co oznacza „zniszczenie wieczne„?

„Zniszczenie” – olethros – występuje również niewiele razy w Biblii, tylko cztery, i słowniki na ogół łączą znaczenie tego słowa ze śmiercią fizyczną.

Natomiast słowo „wiecznego”…

jestem tematem na wielką książkę.

„Wieczny” – po grecku „aionios” – występuje w Nowym Testamencie aż 71 razy. W Starym Testamencie (czego dowodzi jego greckie tłumaczenie Septuaginta) odpowiada mu wyraz „olam„, który występuje już ponad 400 razy.

Bardzo bogaty materiał do studiowania! I… wciąż niełatwy. Powodem jest inne pojmowanie czasu w starożytności i inny sposób mówienia o trwaniu zdarzeń.

Dzisiaj jesteśmy do bólu konkretni. Coś trwało rok, 2 godziny, 5 nanosekund. Coś wydarzy się jutro punkt siódma, lub za 230 dni. Wtedy bardzo rzadko używało się podobnych stwierdzeń. Wydarzenia odnoszono do innych wydarzeń. Pamiętam taką scenę z filmu Krokodyl Dundee, gdy bohater jest pytany o wiek. Odpowiada, że nie wie, i na ponowne pytanie, czy nigdy nie pytał, kiedy się urodził, odpowiada, że pytał.

– I co ci powiedziano?
– Powiedziano mi, że urodziłem się… letnią porą.

_DSC1592-Edit-2

Tam akurat w kontekście była społeczność Aborygenów, chodzi mi tylko o ukazanie, że ta nasza obsesyjna wręcz szczegółowość w określaniu czasu odbywania się wydarzeń i jego trwania nie jest wcale własciwa wszystkim kulturom.

Wróćmy do naszego słowa „aionios/olam – wieczny. Naprawdę jest to niesamowie obszerny temat, także w największym skrócie wymienię tylko 2 ciekawe fakty:

– pojęcie to może bez cienia wątpliwości nie oznaczać czegoś wiecznego (por. Kapłańska 24:8, Powtórzonego Prawa 33:15, Jeremiasza 25:12, Hebrajczyków 6:2) w Nowym Testamencie często występuje w wyrażeniu „życie wieczne”, jednak definicja „życia wiecznego” jest podana tylko raz, i nie ma nic wspólnego z długością trwania:

A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.  (J 17:3)

Jeżeli wydaje ci się, że ten artykuł robi się już przydługi i wcale jeszcze nie dochodzi do sedna sprawy, informuję, iż omówienie choćby pobieżne tego terminu wymagałoby tekstu o wielokrotnie większej objętości niż to, co dotychczas napisałem! Już jednak analiza dwóch powyższych faktów może niewątpliwie wykazać, iż „wieczna zagłada” może nie tylko nie mieć nic wspólnego z piekłem w tradycyjnym jego ujęciu, ale w ogóle z wiecznością.

Spójrzmy jeszcze na moment do Listu Judy:

Jak Sodoma i Gomora i w ich sąsiedztwie /położone/ miasta – w podobny sposób jak one oddawszy się rozpuście i pożądaniu cudzego ciała – stanowią przykład przez to, że ponoszą karę wiecznego ognia. (judy 1:7)

John_Martin_-_Sodom_and_Gomorrah

Sodoma i Gomora zostały spalone, ich mieszkańcy zginęli, i… tyle. Niemniej Biblia nazywa to wydarzenie „wiecznym ogniem”.

Osobiście uważam, iż wszystkie odniesienia do „wiecznej kary” i „wiecznego ognia” odnoszą się do wydarzenia tutaj, na ziemi, za ziemskiego życia, skutkującym zwykłą, fizyczną śmiercią i nie mają nigdy odniesienia do jakiejkolwiek kary po śmierci.
Popatrzy na jeden z ulubionych fragmentów zwolenników piekła:

Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła.  Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Mk 9:43-48

Życie wieczne… piekło… ogień nieugaszony… czyż można zaprzeczyć temu, iż Jezus przestrzega tutaj przed tym, co się stanie z grzesznikiem po śmierci?

Otóż jak najbardziej można. W myśl świetnej zasady „najlepiej tłumaczy się Biblię samą Biblią”, przyjrzyjmy się zwrotowi z wersetu 48: „robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie”. Każdy religijnie zaprawiony umysł widzi tu duszyczkę smażącą się w piekle, albo jedzoną przez dosłowne robaki, ale przez „robaka” własnego nieczystego sumienia.

Tymczasem zwrot ten jest niemalże cytatem z Księgi Izajasza:

A gdy wyjdą, ujrzą trupy ludzi, którzy się zbuntowali przeciwko Mnie: bo robak ich nie zginie, i nie zagaśnie ich ogień, i będą oni odrazą dla wszelkiej istoty żyjącej.  (Iz 66:24)

Jest tu mowa o trupach ludzi! Nie o nieśmiertelnych duszach, nie o cierpiących ludziach! Ludzie zginęli i ich ciała były palone i jedzone przez robaki – nie chodziło tu o wieczne trwanie czegokolwiek, ale o permanentny skutek czynności – nic nie powstrzyma robaka, nikt nie zgasi ognia, kara za grzech się wykonała, ludzie zginęli i ciała ich szczezną!

Jestem w stanie wykazać na podstawie analizy bardzo wielu wersetów z Nowego Testamentu, iż „wieczny ogień” odnosi się do aktualnego wydarzenia które miało miejsce w roku 70 – zdobycia Jerozolimy przez rzymską armię, zburzenie i spalenie całego miasta i hekatombę wszystkich mieszkańców (według różnych źródeł zginęło wtedy od kilkuset tysięcy do ponad miliona ludzi).

Ostrzeżenie przed tym wydarzeniem to jedna z centralnych misji Jezusa na ziemi. Popatrzmy:

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. (Łukasza 13:1-3)

Jezus bynajmniej nie mówi, że jeśli się nawrócą, to będą się smażyć w piekle. Mówi bez wątpienia o zwykłej ziemskiej śmierci.

Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. (Łukasza 21:20)

I znów – jest to temat, którego choćby pobieżne omówienie zajęłoby wiele stron tekstu. Artykuł, który teraz czytasz, nie pretenduje w żadnej mierze do wyczerpania tematu. Nie ma też na celu obronę jakiegoś konkretnego poglądu. Owszem, uważam, iż „ogień wieczny” to spalenie Jerozolimy w roku 70, ale nie będę się upierać przy swoim – możliwe, że nie mam racji. Głównym celem tego artykułu jest zachęta do porzucenia utartych wyjaśnień podanych na tacy przez religię. 2 Tesaloniczan 1:9 nie może mówić o wiecznym piekle, bo wyjaśnienie takie przeczy zarówno Listom Pawła jak i całej Biblii, co jednak najważniejsze – przeczy naturze Boga. Czy Bóg nakazał nam miłować nieprzyjaciół i czynić dobrze tym, którzy nas prześladują tylko po to, by samemu smażyć większą część ludzkości w ogniu?

Czy zastanawiasz się czasami, jak można być szczęśliwym „w niebie” wiedząc, że ludzie, których kochamy, cierpią katusze?

Tutaj normalny rodzic od zmysłów odchodzi gdy gorączka dziecka przekroczy 40 stopni i wciąż rośnie… mam uwierzyć, że będę w stanie z rozleniwionym uśmiechem leżeć na chmurce wiedząc, że moi bliscy płoną w ogniu?

Religia powie ci tutaj, że my tego nie rozumiemy, że jesteśmy ograniczeni, że Boża sprawiedliwość jest niepojęta.

Bzdury. Biblia używa ludzkiego języka. Sprawiedliwość, miłość, dobro i zło, te słowa są w Biblii nie dlatego, że oznaczają coś zupełnie innego, niż w naszym potocznym języku.
W 2 Liście do Tesaloniczan 1 Paweł nie skupia się na karze za grzechy, skupia się na prześladowanych, udręczonych adresatach Listu. Zapewnia ich, że wkrótce nastanie sprawiedliwość a ich dręczyciele znikną z ich życia. Nie przez wieczność – ale przez resztę ziemskiego życia.

* * *

Jednym z najbardziej przełomowych odkryć, które zmieniły sposób, w jaki czytam Biblię, było uświadomienie sobie, iż jest w niej bardzo, bardzo niewiele na temat życia pozagrobowego.

W Starym Testamencie na palcach można policzyć fragmenty, które bez cienia wątpliwości odnoszą się do tego, co po śmierci.

Oczywiście religia nie mogła tego ścierpieć i wymyśliła swoje futurystyczne interpretacje mnóstwa fragmentów, i kiedy prorok woła „zmieńcie swoje serca, bo czeka was śmierć z rąk wroga” na kazaniu usłyszymy „uwierzcie w Jezusa, bo czeka was wieczne umieranie w otchłani piekielnej”. Religia na ogół opiera się na pieniądzach, pieniądze na frekwencji w niedzielę, a frekwencja rośnie proporcjonalnie do poziomu straszenia piekłem.

Ogień, zniszczenie, sąd – te terminy w Starym Testamencie zawsze – naprawdę, bez wyjątkuodnoszą się do losów człowieka na ziemi – wojen i śmierci – i wbrew powszechnie panującej dzisiaj opcji teologicznej – nic się nie zmienia w Nowym Testamencie! Byłoby dziwne, gdyby się zmieniło! Ci sami ludzie, którzy czytali Stary Testament, spisywali i Nowy, odnosząc się do Starego 700 razy! Na Izraelem wisiała groźba sądu nieporównywalnego z jakimkolwiek wcześniej – wspomnianej już hekatomby w Jerozolimie – i nic dziwnego, że Jezus, a później apostołowie i uczniowie – przestrzegali przed nim!

Kiedyś myślałem, że niemal każda strona Nowego Testamentu opowiada o naszym losie po śmierci. Dzisiaj przychodzi mi tak naprawdę tylko jeden fragment, który na pewno o nim mówi – 15. rodział I Listu do Koryntian.

Może się w tym wszystkim mylę? Może nie? Nieważne. Ważne jest to, czy artykuł ten pobudził cię do zakwestionowania tego, co uczą cię w kościele – być może mają rację, być może nie, ale zdecydowanie lepiej jest posiadać jakieś inne argumenty w obronie swoich przekonań niż tylko „bo taka jest wiara ojców”!

old minion

Bogacz i Łazarz – wędrówka do piekła?

lazarus_rich_man1

„Hulaj dusza, piekła nie ma!” Bardzo długo myślałem, że słowa te powiedzieć miał niejaki Twardowski. Proszę nie mylić z księdzem Janem Twardowskim! Mowa o bohaterze micikewiczkowskiej ballady „Pani Twardowska”. Chociaż ballada ta sporo odniesień do piekła ma, i są tam nawet słowa „hulaj dusza”, to jednak powyższy cytat pochodzi ze sztuki „Trzy siostry” Antoniego Czechowa.

Czy piekło istnieje, czy nie? Sporo ludzi dzisiaj powątpiewa w jego istnienie, wielu też piekłem nazywa życie na ziemi. Byłem przez wiele lat obrońcą tezy o istnieniu piekła, gdyż chociaż kłóciła się ona zupełnie z moją logiką, byłem przekonany, że „tak powiada Pismo”.

Jednym z ulubionych fragmentów obrońców piekła jest przypowieść o bogaczu i Łazarzu z Ewangelii Łukasza. Nie zamierzam teraz dyskutować ogólnie o piekle (robię to przykładowo tu i tu), zajmę się jedynie analizą tego tekstu. Czy rzeczywiście jest on dla ludzi wierzących w autorytet Biblii dowodem na istnienie piekła?

Tradycja religijna bardzo mocno podkreśla, że jakakolwiek alternatywna jego interpretacja jest herezją i podważaniem słów samego Jezusa. Któż by chciał je podważać? Więc wyłączamy myślenie i wczytujemy w tę przypowieść wszystko, co nam religia każe.

Co możemy powiedzieć o Przypowieści o bogaczu i Łazarzu? Zapisana jest ona jeden raz, w Ewangelii Łukasza:

żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą. (Łk 16:19-31)

Widzimy opowieść dotyczącą dwojga ludzi; podzielona jest ona na dwie części. Pierwsza część mówi o ich losach za życia, druga – po śmierci. Bohaterami są „pewien człowiek bogaty” i „żebrak, okryty wrzodami, o imieniu Łazarz”.

Wiemy o nich bardzo mało. Bogaty człowiek był bogaty (ha ha) i świetnie się bawił; biedny był… biedny (w porządku, nie ma tam słowa „biedny”, ale bogatych żebraków wtedy nie było, teraz w Nowym Jorku zbierają podobno do 400 dolarów dziennie) i schorowany. Najciekawsza część historii dzieje się po tym, jak obydwaj umierają. Gdzie się teraz znajdują?

I to jest dobre pytanie, i – jak się okazuje – bardzo kontrowersyjne.

Omawiany fragment wpierw podaje, że żebrak umarł i został zaniesiony przez aniołów na „łono Abrahama”. Blblia nigdzie indziej nie używa tego określenia, dowiedziałem się jednak iż w pozabiblijnej tradycji żydowskiej „łonem Abrahama” nazywano część Szeolu, w której prawowierni ludzie oczekiwali na Sąd Ostateczny.

Bogacz był natomiast… w otchłani… Wiele innych tłumaczeń, głównie starszych (m.in. bardzo poważana w Polsce Biblia Gdańska lub jeszcze bardziej (nierzadko do przesady) poważana angielskojęzyczna King James) ma tam słowo „piekło” (hell). Widziałem też tłumaczenie „kraina umarłych”. Tak sporo kontrowersji sprawia grecki wyraz „hades”, o którym piszę tutaj. Jeżeli jednak ktoś chce na podstawie tego fragmentu bronić pomysłu na istnienie piekła, musi po prostu przetłumaczyć „hades” na piekło.

Co dalej ciekawego widzimy? W hadesie znajduje się nie tylko bogacz, ale i Łazarz nie jest zbyt daleko, skoro się słyszą! Jeżeli zatem hades oznacza pieło, czy ludzie z nieba i piekła mogą prowadzić ze sobą dyskusje? Coś tu nie pasuje. Jeżeli natomiast hades to nie piekło jako miejsce tortur, a miejsce przebywania zmarłych – bez udziału świadomości jednak – to też nic nie pasuje, gdyż bogacz niewątpliwie świadomość ma.

Co wiemy więcej? Bogacz był „pogrążony w mękach”. Tutaj zaczynamy myśleć o piekle. Poza tym bogacz dalej mówi „bardzo cierpię w tym płomieniu”…

Czyż nie wygląda na piekło?

Hmm… jeśli spróbujemy odczytywać tę historię dosłownie, widzimy, że ogień ten i męki nie są na pewno porównywalne z dosłownym płomieniem, bo będąc w prawdziwym ogniu, nikt nie jest w stanie prowadzić dyskusji. Również, zwilżenie języka, o które prosi bogacz, nie wydaje się w jakikolwiek sposób złagodzić cierpień płonącego człowieka. Wiadro wody – to już prędzej!

lazarus_rich_man3

Kiedy natomiast myślimy o zwilżeniu języka? Kiedy… zaschnie nam nieco w ustach! Bogacz wiedział, że „ma problem”, bał się czegoś! Był zdenerwowany, i zaschło mu z tego zdenerwowania w ustach! Niemniej nawet tego zwilżenia języka nie otrzymał… czyżby na tamtym świecie nawet takiego drobnego aktu miłosierdzia nie można by się spodziewać?

lazarus_rich_man2

Następnie dowiadujemy sie, że bogacz usiłuje przestrzec swoich braci na ziemi przed tym „miejscem męki”. Zastanówmy się mocno na chwilę. Stary Testament to księga pokaźnych rozmiarów, dlaczego zatem nie ma w nim ani słowa o istnieniu takiego miejsca?

Czy byłoby fair ze strony Boga, gdyby ludziom groziła kara po śmierci ale Biblia ani słowem by o tym nie wspominała? Widzę zatem, że Jezus nie mógł opowiadać rzeczywistej historii, lecz raczej odnosił się do podań i przesądów faryzejskich. Pamiętajmy, że celem przypowieści jest zwrócenie czyjejś uwagi na coś, nie wykład teologii systematycznej! Wspomnienie o podobnych wierzeniach, łącznie z wymienionym „łonem Abrahama”, można znaleźć m.in. w apokryficznej 4 Księdze Machabejskiej 13:7.

Kolejna interesująca obserwacja – czy gdziekolwiek jest napisane, że bogacz był złym człowiekiem? Napisane jest jedynie, że jest bogaty. Same bogactwo nie jest złem; najbogatsza osoba na świecie to przecież Bóg…

A gdzie jest napisane, że Łazarz był dobrym człowiekiem? Jedyne, co wiemy o nim to to, że był biedny i schorowany!

Rysuje się nam zatem niedorzeczny obraz nieba i piekła, gdzie ludzie mają po prostu odwrotny los do ziemskiego, niezależnie od swoich moralnych wyborów. Nie widzisz, jakie to bezsensowne? Wszystko, co trzeba zrobić, by być zbawionym, jest… uczynić się biednym!

Tworzenie teologii na podstawie tej przypowieści jest absurdem! A tak naprawdę, tworzenie teologii na podstawie jakiejkolwiek przypowieści jest absurdem! W przypowieściach bowiem nie chodzi o szczegóły, a o puentę! Najlepszym ich współczesnym odpowiednikiem są… dowcipy!W przypadku dowcipów o Jasiu, czy ktoś się będzie zastanawiał, jak Jasiu ma nazwisko i w jakim mieście mieszka? I czy w ogóle istniał? Czy w dowcipach o tym, jak ktoś umarł i stanął przed świętym Piotrem, zastanawiać się również będziemy nad realizmem tych sytuacji?

Nie! Ważna jest puenta i w przeważającej większości dowcipów, ich szczegóły, nazwiska, miejsca itp. są zupełnie nieistotne.

Są jednak wyjątki od tej reguły. Popatrz na ten – średnio śmieszny – dowcip:

Jasio do taty:
– Tato, jak dorosnę to zostanę premierem!
– Jasiu, żeby zostać premierem to trzeba rosnąć, rosnąć, rosnąć. Może najpierw zostań prezydentem?

Cytuję go w 2014 roku i niemal każdy Polak, słysząc go, ma konkretne nazwisko na myśli. Nikt jednak nie zastanawia się nad nazwiskiem Jasia czy też tym, czy dana sytuacja miała miejsce w poniedziałek czy we wtorek. Jeżeli teraz, kiedy to czytasz, jest rok 2020, jest bardzo możliwe, że nawet nie wiesz, o kim ten dowcip był. I będzie ci bardzo trudno rozsądzić, które osoby w tym dowcipie są „znaczące”, a które nie. I myślę, że dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku omawianej przypowieści o bogaczu i Łazarzu.

Myślę, że w przypowieści tej ukryte jest też kilka bardzo interesujących analogii.

Weźmy osobę Łazarza. Po cóż Jezus mówi nam jego imię? To wydaje się zupełnie nieznaczącym szczegółem, tym bardziej iż imienia bogacza nie dowiadujemy się nigdy. Pomyślmy – czy to imię nie wydaje się znane też z innego miejsca w Biblii? Oczywiście, w Ewangelii Jana znajduje się historia wskrzeszenia Łazarza z martwych? Co napisałem? Wskrzeszenia z martwych?

Czy nie do tej historii odnosi się Jezus w Łk 19:31, mówiąc: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”?

Ilu ludzi powstało z martwych? Baaardzo niewielu! Czy przypadkiem może być, że imię Łazarza pojawia się tylko w dwóch miejscach w Biblii, i za każdym razem w kontekście jest powstanie z martwych i że jest to jedyna przypowieść Jezusa, w której jest użyte imię własne?

Jestem przekonany, że Jezus mówił użył przykładu tego samego Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Być może była to też dla Niego sprawa, w której się bardzo emocjonalnie zaangażował, jako że Łazarz był Jego przyjacielem (J 11:11) – i być może nareszcie zrozumiałem wyjaśnienie słynnego, najkrótszego wersetu w Biblii:

I zapłakał Jezus (J 11:35)

Może płakał nie dlatego, że Łazarz zmarł, ale na wspomnienie jego smutnego życia? Może rzeczywiście Łazarz żył i umierał w okrutnych warunkach?

Pozostała druga osoba dramatu – bogacz. Troszkę za dużo szczegółów jest na jego temat, bym uwierzył, że to byle jaki bogacz. Po pierwsze, ubierał się w bisior. Są znane co najmniej dwa rodzaje bisioru, jeden z nich przykładowo wytwarzany jest z małży morskich; jedno jest pewne – to droga rzecz. A gdy poszukamy w Biblii słowa „bisior”, najwięcej znajdziemy go w Księdze Wyjścia.

Zrobili także tuniki tkane z bisioru dla Aarona i jego synów, oraz tiarę z bisioru, mitry z bisioru i lniane spodnie z bisioru kręconego, oraz pas z bisioru kręconego, z fioletowej i czerwonej purpury, z karmazynu, wielobarwnie wyszywany, jak Pan nakazał Mojżeszowi. (Wj 39:27-29)

O czym tu mowa? O szatach arcykapłana! A kto był wówczas arcykapłanem? Kajfasz! I tak się = „przypadkowo” składa, że bezpośrednio po wskrzeszeniu Łazarza, kiedy to tłumy ludzi zaczynają wierzyć w Jezusa, Kajfasz pierwszy wychodzi z propozycją zabicia Go (J 11:49). Kiedy zaś zajrzymy do opisów historyka I wieku, Józefa Flawiusza, dowiadujemy się, że… Kajfasz miał pięciu braci !!! A co mówił bogacz? „Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”...

Jeszcze jeden zastanawiający fakt: porównaj ostatnie słowa przypowieści i bogaczu i Łazarzu:

Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą (Łk 16:31)

ze słowami Jezusa z Ewangelii Jana – tej samej, gdzie występuje historia wskrzeszenia Łazarza:

„Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli? ” (J 5:46-47)

Sens ten sam – jeżeli ktoś naprawdę uwierzył temu, co mówi Stary Testament, uwierzyłby i w Jezusa!

I takie było przesłanie tej przypowieści! Zastanawianie się nad tym, czy wydarzenia w niej opisywane naprawdę miały miejsce są równie sensowne, jak rozważania nad historią o Czerwonym Kapturku! Tylko dlatego, że wspomina się o nim często, nie znaczy, że rzeczywiście istniał! A raczej – istniała.

. Jeżeli zatem fragment ten wywoływał w tobie – jak kiedyś we mnie – strach – możesz odetchnąć z ulgą! Gdyby Bóg chciał cię ostrzec przed grożącą za coś karą, zrobiłby to dosłownie, bez posługiwania się przypowieścią która z logicznego punktu widzenia nie mogłaby się wydarzyć! Przypowieść o bogaczu i Łazarzu przede wszystkim obnażała hipokryzję bogatych i wysoko postawionych! A to, że Jezus użył zupełnie nieprawdopodobnego opisu sytuacji po śmierci? Szokujące i dziwne historie pamięta się lepiej! Poza tym groteskowość całej sceny dodatkowo rozwiewa wszelkie wątpliwości, że nie wydarzyła się nigdy!

Jeżeli też tak uważasz, religia nazwie cię heretykiem, stwierdzi, iż przeinaczasz albo wręcz znieważasz słowa samego Boga! Że nie słuchasz tego, co Jezus mówił! Religia tak musi mówić; bez grożenia piekłem większość kościołów byłaby pusta i rzeka pieniędzy przestałaby płynąć! Nie myl słów religii ze słowami Boga; nie myl manipulacji teologów z Biblią! Końcowe przesłanie Biblii jest jasne: Jezus zwyciężył świat, pojednał wszystkich z Bogiem, a jedyną rzeczą, która z tego świata przetrwa w nieskończoność jest miłość!

Ostatnia edycja: 29 stycznia 2018

Piekło (2/2) – czy to jest biblijne?

hell04

W ostatnich latach nie pisze się tyle o piekle, co kiedyś, niemniej wcale nie dlatego, że temat ten zniknął ze świadomości ludzkiej. Dowód? Podam za „Wprost” (http://www.wprost.pl/ar/182304/W-co-wierza-Polacy/), iż 65% Polaków wierzy w istnienie piekła. „Wprost” nie pisze jednak, ilu z tych ludzi ma absolutnie niezmąconą pewność, że się tam nie znajdzie, ale opierając się na dyskusjach z ludźmi jestem pewien, że liczba ta byłaby dziesięcio-, a może i stukrotnie mniejsza.

W poprzednim artykule wykazałem, ile logicznych niespójności zawiera doktryna piekła, jednak logika nie może przesądzać o istnieniu piekła, gdyż po pierwsze nikt z nas nie potrafi używać wyłącznie absolutnie bezstronnych argumentów w logicznym rozumowaniu; po drugie – teoretycznie rzecz bioriąc, jeśli Bóg objawiłby coś, co sprzeczne jest z naszą logiką, wciąż powinniśmy to akceptować. To, że czegoś nie rozumiemy, nie musi wcale oznaczać, że jest to nieprawdą. Przyjrzyjmy się zatem troszkę temu, co Biblia mówi na temat „piekła”.

Piszę „troszkę”, bo chociaż uważam, że Biblia o piekle nie pisze absolutnie nic, to ludzka pomysłowość jest na tyle duża, że trudno znaleźć kartę Biblii, na której ktoś nie odnalazł odniesienia do piekła, i jeślibym chciał zająć się wszystkimi przypadkami, zajęłoby mi to kilka lat. Jeśli pojawi się taka potrzeba, rozwinę jeden z omawianych punktów w osobnym artykule.

Czytając powyższe być może od razu zakładasz, że nie będę pisał prawdy, gdyż widzisz w Biblii słowo „piekło”, a ja utrzymuję, że Biblia nic o piekle nie pisze. Zacznę zatem od… terminologii.

Odniosę się troszkę do języków oryginalnych, w których nie jestem bynajmniej ekspertem, jednak zaraz zobaczysz, że ekspertem tutaj być wcale nie trzeba.

Pisząc „piekło” będę miał – naśladując to, co głosi większość Kościołów – na myśli miejsce/stan, w którym nie zbawieni umarli znajdują się po śmierci lub po Sądzie Ostatecznym, i w którym pozostaną tam na wieczność. Nie interesuje nas w tej chwili kiedy/jak się tam znajdą, ważne jest, że jest to stan wieczny. Mniejsza też o to, czy dosłownie smażą się tam w ogniu lub przechodzą przez inne tortury czy też piekło jest to stan oddalenia od Boga. Zajmiemy się tylko tą częścią definicji piekła, która wspólna jest dla wszystkich Kościołów – czyli piekło to coś, co:

1.  jest karą, dotyczącą ludzi niezbawionych

2. nie ma końca.

Wyraz „piekło” występuje w polskiej Biblii – w zależności od tłumaczenia od 25 do 40 razy, jednak powstają tłumaczenia, które tego słowa już nie mają. Wiele też wydań w innych językach nie używa żadnych odpowiedników „piekła” (np. New American Bible z 1970 r.)  i wierzę, że kiedyś wyraz ten zniknie z Biblii zupełnie… bo tak naprawdęgo tam nie ma i powstał w wyobraźni tłumaczy.

Spójrzmy na wszystkie wyrazy tłumaczone na język polski jako piekło, i nie zajmie nam to dużo czasu.

1. Szeol / hades

Wyrazem często tłumaczonym jako „piekło” jest „szeol” (w Starym Testamencie ) i „hades” (w Nowym). Są one równoważne; bowiem kiedy autorzy NT cytują ST z wyrazem szeol, używają terminu „hades” – np. Ps 16:10 – Dz 2:31).

Nie jest to bardzo popularny termin, 64 przypadki wystąpienia „szeol” i 11 „hades” to, patrząc na objętość Biblii, niewiele. Termin „Pan” występuje przykładowo około 8000 razy, „ziemia” i „miasto” – po 1000 razy.

Co ciekawe, Biblia nigdzie nie definiuje terminu „szeol”. Kiedy znajdziemy i poczytamy w konkordancji wszystkie wersety, w których on występuje, widzimy, że jest to miejsce, do którego „idą” umarli. Napisałem „idą” w cudzysłowiu, bo w jaki sposób się tam znajdują, też nie jest nigdzie wyjaśnione. Idą tam wszyscy, niezależnie od tego, czy należeli do Narodu Wybranego, czy nie, także jeżeli w którymś miejscu w Biblii jest napisane, że ktoś chce tam nie iść, oznacza to tylko tyle, że „jeszcze” chce tam nie iść, czyli nie chce jeszcze umrzeć.

Czyli – iść do szeolu = umrzeć.

Zacytuję wspomniany wyżej Dz 2:31:

widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani (oryg. hadesi), ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.

 

Odnosi się to do Chrystusa – czyli, że i On był w „hadesie”. A przecież w Jego przypadku nie mogła być to kara za grzechy! Hades zatem nie może być karą za grzechy, i nie pasuje do naszej definicji piekła!

Zresztą niemal wszystkie nowsze wydania Biblii, również te katolickie, tłumaczą już hades jako otchłań – nie, jak wcześniej – piekło. Czyżby i największy z istniejących Kościołów zaczął się wycofywać?

Krótko mówiąc – szeol/hades nie może być piekłem, gdyż nie spełnia już wyżej wymienionego punktu pierwszego jego definicji.

A co z punktem drugim? Czy pobyt w piekle – hadesie – szeolu – nie ma końca?

Cytowany wyżej Dz 2:31 pokazuje jasno, że pobyt w otchłani nie jest nieskończony. Nie tyczy się to tylko Jezusa, bo pierwotny autor tych słów – Dawid – mówił przede wszystkim o sobie. Jeśli Bóg nie zostawi czyjejś duszy w hadesie, nie jest to miejse wieczne. Warunek z punktu drugiego definicji również nie jest spełniony.

Jakkolwiek zwolennicy piekła by tego nie chcieli, szeol nie może oznaczać piekła w dzisiejszym, „chrześcijańskim”, tego słowa znaczeniu.

Pójdźmy krok dalej – jako, że nie ma żadnej definicji „szeolu”, pojawia się pytanie, czy to jest w ogóle miejsce, czy może po prostu stan śmierci? To już jednak tylko możemy gdybać, jeśli mamy opierac się wyłącznie na Biblii, gdyż, jak już wspominałem, niczego ona w tej kwestii nie definiuje.

Jedynym fragmentem, który wyłamuje się z tego opisu szeolu, jest przypowieść o bogaczu i żebraku, ale – jak wykażę w artykule „Bogacz i Łazarz – wędrówka do piekła?” – jest to alegoria. „Łono Abrahama”, do którego odnosił się Jezus, nie oznacza przecież siedzenia u Abrahama na kolanach 🙂

devil_hell

2. Gehenna

Ten dziwny wyraz głównie „odpowiedzialny” jest za powstanie doktryny o wiecznych mękach w piekle. W najpopularniejszych polskich przekładach – Tysiąclatce i Biblii Warszawskiej – gehenna tłumaczona jest jako piekło.

Wyraz „gehenna” pochodzi od nazwy miejsca Gehinnom – co oznacza Dolinę Syna Chinnoma. Jest to jedna z dwóch dolin obok Jerozolimy. W Starym Testamencie można znaleźć odniesienia do tego miejsca w 2 Krn 28:3 i 33:6 oraz w Jer 7:31 i 19:2-6. Dowiadujemy się z nich, że w miejscu tym dokonywano bałwochwalczych ofiar na ludziach – konkretnie, spalano tam dzieci w ofierze bożkom: Molochowi, Baalowi i innym. Z tego powodu miejsce uważane to było za przeklęte.

Powszechnie uważa się, że w późniejszym okresie palono tam śmieci, i ogień był tam obecny non stop, ale kiedy szukałem rzetelnych źródeł tej informacji… nie znalazłem żadnych.

„Gehenna” (w greckim oryginale „geenna”) pochodzi od tego miejsca… ale nie jest do końca jasne, co współczesny Chrystusowi człowiek myślał, kiedy go słyszał. Kiedy większość Polaków słyszy nazwę miasta „Sopot”, na myśl przychodzą morze i słynne sopockie molo, kiedy zaś ktoś powie „byłem z Zakopanem” wiem od razu, że nie po to, by opalać się na plaży. Gdy współcześni Chrystusowi słyszeli o gehennie również ich umysły musiały kojarzyć od razu pewne rzeczy. Niestety, nie wiemy na 100%, co im się kojarzyło. „Gehenna” była używana kilkukrotnie w Biblii, jednak nigdzie nie znajdziemy jej definicji i wszystkich możliwych przykładów odnoszenia się do niej. Wyraz ten wszedł do obiegowego języka, ale nie sposób się dowiedzieć, jak był na codzień używany, bo 12 przykładów użycia w Nowym Testamencie, w dodatku wszystkie – z wyjątkiem jednego – w identycznym kontekście, to tak naprawdę bardzo niewiele.

Zajrzyjmy do Biblii.

Gehenna występuje zatem w Biblii 12 razy, 11 razy w Ewangeliach synoptycznych i jeden raz w Liście Jakuba, przy czym w tym ostatnim przypadku użycie jest wyraźnie metaforyczne:

Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym [Gehenny] rozpala krąg życia. (Jakuba 3:6b)

Kontekst mówi o bluźnierczej mowie – nie ma ani słowa i życiu pozagrobowym. Zostaje nam zatem 11 fragmentów, w których wyraz gehenna jest użyty. We wszystkich występuje on w tym samym kontekście. Zajrzyjmy do jednego fragmentu, w którym gehenna występuje aż 2 razy:

Ewangelia Marka 9:43-48
Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony.
I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła.
Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.

Kiedyś czytałem ten tekst mnóstwo razy… i powodował u mnie lęk… dzisiaj natomiast widzę, że tak naprawdę nie widziałem, co tu jest napisane; widziałem jedynie kościelną interpretację. Bo gdybym widział sam tekst, powinienem poczynić kilka interesujących obserwacji. Takich jak:

Sprawy opisane w tym fragmencie dotyczą ludzi żywych, nie umarłych.

Jakkolwiek nieprawdopodobne może się to wydać, odpowiedz na pytanie – kiedy powinniśmy sobie odciąć ręce, by uniknąć piekła? Teraz czy po śmierci? Przecież, jeżeli odetnę sobie rękę tutaj, to, gdy umrę, w momencie „sądu” albo będę bezkształtnym duchem (jak wierza niektórzy), albo zmartwychwstanę z nowym ciałem i obiema rękami. Czy jeżeli ktoś w wypadku straci ręce i nogi, w „życiu wiecznym” też będzie pozbawiony kończyn? Nie chciałbym, szczerze mówiąc, takiego życia wiecznego.

No tak, ale przecież „życie wieczne” lub „Królestwo Boże” nie dotyczą spraw na ziemi, czyż nie?

Przypominam – rozważamy tekst napisany tysiące lat temu, w zupełnie obcych nam reliach, w nieużywanej od wielu wieków odmianie języka greckiego. Wydaje nam się, że rozumiemy doskonale, co oznacza termin „życie wieczne” ale nie dlatego, że sami doszliśmy do tego studiowaniem tekstów biblijnych, tylko… nauczono nas tego w kościele. Tylko dlatego, że religia podaje te rzeczy „do wierzenia”, nie musi to oznaczać, iż jest to prawda. Zajmę się tymi tematami jak tylko czas pozwoli w osobnych artykułach, na razie tylko nadmienię, że oba te terminy – Królestwo Boże i życie wieczne – jednak dotyczą życia tu, na ziemi. Na razie zwróćmy uwagę na jedną ciekawą konstrukcję –  omawiany fragment Ewangelii Marka to jeden pomysł, rozwinięty trzykrotnie, z użyciem częściowo różnych słów.

Ten sam termin mamy podany na trzy różne sposoby, co powinno pomóc w jego lepszym rozumieniu:

 Życie wieczne (1) oznacza Królestwo Boże (2) i oznacza życie (3)

ogień nieugaszony (1) oznacza piekło(Gehenna) (2) i oznacza miejsce, gdzie robak nie umiera (3)

Życie wieczne w naszym języku oznacza życie bez końca, ale wśród biblistów wyraz aionios, tłumaczony tu jako „wieczny”, jest powodem ogromnych sporów. W Nowym Testamencie i w Wulgacie (greckim, starożytnym tłumaczeniu Starego Testamentu) tłumaczony jest przeróżnie, przykładowo jako „dawny”, „stary” (Psalm 77:6; Przysłów 22:28). Coś nie tak, by ten sam wyraz raz tłumaczyć jako „stary”, a kiedy indziej „wieczny”, czyż nie? Tłumaczenie aionios jako wieczny wydaje się przykładowo dziwne w Hbr 6:12 – co to znaczy wieczny sąd? Bóg będzie kogoś sądził bez końca? Albo Mk 3:29 – wieczny grzech? Ktoś zamierza popełniać jakiś grzech w nieskończoność?

Widać bezspornie, że przynajmniej w niektórych przypadkach, aionios bez wątpienia nie oznacza „wieczny”, a więc wybranie go do omawianego fragmentu było interpretacją tłumaczy! Czy poprawną?

Dosłownie aionios pochodzi od aion – wiek, pewien okres czasu. Aionios dosłownie oznacza „odnoszący się do wieków” lub „trwający wiek/wieki”. W anglojęzycznej literaturze często spotykałem się z następującym stwierdzeniem – niemożliwe jest, aby wyraz „aionios” mógł oznaczać coś nieskończonego, skoro aion oznacza coś skończonego – wiek, okres czasu.

W języku angielskim ciężko to sobie wyobrazić, mało wspólnego mają wyrazy „eternal” i „age” – ale po polsku? Wieczny i wiek! Jasne, tylko… takie analogie nie mają sensu. p Istnieje zbyt wiele różnic między językiem greckim I wieku i polskim XXI wieku aby szukanie podobieństw w konstrukcjach językowych miało jakikolwiek sens. Zastanawiam się tak w ogóle, czy podobieństwo między „wiek” i „wieczny” w języku polskim nie ma swojej genezy w nadinterpretacji Biblii, którą ktoś rozpowszechnił setki lat temu 🙂

Nigdzie w Biblii nie znalazłem słowa, które można przetłumaczyć bez żadnych wątpliwości na słowo „wieczny”.

Nie jest natomiast dyskusyjny zwrot „gdzie robak nie umiera„. W umysłach wyszkolonych przez religię powstaje obraz wiecznie płonącego robaka, który cierpiąc, nie umiera; albo robaka zjadającego przez nieskończoność nasze ciało… I znajdziesz takie wyjaśnienie nawet w popularnych komentarzach biblijnych! Tymczasem sprawa jest banalna; aby ją zrozumieć, wszystko, co musisz zrobić, to zajrzeć w inne miejsce Biblii:

A gdy wyjdą, ujrzą trupy ludzi, którzy się zbuntowali przeciwko Mnie: bo robak ich nie zginie, i nie zagaśnie ich ogień, i będą oni odrazą dla wszelkiej istoty żyjącej. (Iz 66:24)

O kim tu mowa? O trupach! W Księdze Izajasza znajduje się bardzo wyraźna analogia do omawianego fragmentu z Mk  9! Mamy i ogień nie gasnący, i robaka, który nie ginie. Ciała ludzi zostaną zniszczone! Nie ma mowy o torturach!

Niełatwo zrozumieć dosłownie zwrot „ich robak nie umiera”, ale chodzi o to, że ludzie umrą, a ich ciała zgniją do końca, robaki dokończą dzieła i nie ustaną, aż wszystko nie zginie.

Nie wydaje się to wszystko banalnie proste, zgodzę się! Tekst ten pisany był 2000 lat temu, pojęcia w tamtej kulturze językowej mogą być dzisiaj niezrozumiałe nawet przez językoznawców, ale kontekst pokazuje ponad wszelką wątpliwość, że nie chodzi tutaj o żywych ludzi – ani na tym, ani na „tamtym” świecie – i ich cierpienia! Mowa o ludzkich zwłokach!

O czym jednak Jezus mówił w tym fragmencie? I co to w ogóle jest gehenna?

Uwaga, bardzo ważny akapit, proszę o maksymalne skupienie:

W 70 roku naszej ery dokonała się niewyobrażalna rzeź ludzi. Rzymianie oblegli i zaatakowali Jerozolimę. Według współczesnego tamtym czasom historyka Józefa Flawiusza, zginęło wówczas milion sto tysięcy Żydów. Zmasakrowaniu mieszkańców towarzyszyło spalenie miasta. Nowy Testament zawiera wiele ostrzeżeń przed tym wydarzeniem, jednak religia wypacza ich sens i interpretuje je jako zapowiedzi wiecznych tortur w piekle.

(Tacyt podawał, że zginęło 600 tysięcy Żydów, wiele nowszych źródeł podawało jeszcze o wiele mniejsze liczby, niemniej bez wątpienia była to hekatomba nie mająca współcześnie podobnych).

Proszę, przeczytaj powyższy akapit… tyle razy ile trzeba. A później popatrz na to zdanie, wypowiedziane przez Jezusa:

Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. (Mt 24:34)

Wiele sekt musiało się zmierzyć z tym tekstem, gdy obliczali swoje daty końca świata; cóż to oznacza ów wyraz – pokolenie? W zależności od tego, co przyjmiemy, możemy dojść do różnych wniosków. Może „pokolenie” oznacza Izrael? Może chrześcijan, Kościół?

Na ogół w Biblii najprostsze wyjaśnienie jest prawdziwe. Grecki wyraz oznaczający pokolenie – genea – występuje w Nowym Testamencie 43 razy i zawsze odnosi się do zwykłego pokolenia ludzi – jak np. tu:

Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń (Mt 1:17)

Ciekawostka – z prostych obliczeń Biblijnych dat (zainteresowanych odeślę do źródeł), wynika że Biblijne pokolenie ma 44-45 lat.

A zatem co najmniej niektóre z rzeczy, o których Jezus mówił, miały spełnić się w ciągu następnych 45 lat. I spełniły się – w 70 roku. Wtedy do Rzymianie wtargnęli do Jerozolimy, spaliwszy ją wraz z mieszkańcami w… ogniu nieugaszonym

Wydaje się to naciągane? Piekło naciągane jest o wiele bardziej.

Poza tym… jeśli Mk 9:43-48 mówi realnie o piekle, istnieją tylko 2 realne alternatywy zbawienia- albo bezgrzeszność albo stopniowe pozbawianie się różnych organów. Dlaczego bezgrzeszność? A dlatego, że we fragmentach, gdzie mowa o gehennie, normy moralne zdają się być absurdalnie podniesione a kary niewspółmierne do przewienień – do tego stopnia, że trzeba być chyba wolnym od najmniejszych przewinień, bo za byle co czeka… piekło… Spójrz na fragment z Kazania na Górze:

A Ja wam powiadam: Każdy, kto gniewa się na swego brata, będzie winien sądu. A kto powie swemu bratu: głupcze, będzie winien Najwyższej Rady. A kto powie: bezbożniku, będzie winien piekła ognistego. (Mt 5:22, BP)

Nie wiem, jak ty, ale mnie nie raz zdarzło się nazwać kogoś bezbożnikiem! Czyli idę do piekła – i choćbym żył świętym zyciem przez 80 lat, nic tego nie zmieni! Widzimy, do jakich idiotyzmów doprowadza wyrywanie wersetów z kontekstu?

Jeśli ręka jest dla ciebie powodem do grzechu, lepiej ją odetnij… czy KTOKOLWIEK, KIEDYKOLWIEK, słyszał, aby nawet najwięksi religjijni fanatycy (i nie używam tego wyrazu pejoratywnie) coś takiego robili?

Ilu z ponad 2 miliardów ludzi, którzy się obecnie podają za chrześcijan, odcięło sobie kończyny lub wyłupało oczy?

Obawiam się, że ani jeden. O tym raczej pisałyby gazety.

Czy więc nikt nie zważa na słowa Jezusa?

Ja wierzę w autentyczność słów Jezusa w Biblii. Czemu zatem sobie nie odciałem ręki? Nie wierzę, że Jezus tego od kogokolwiek chciał. Dzięki temu nie osiągnie się bezgrzeszności. A czy wyłupanie oka zagwarantuje mi czystość myśli? Będę miał drugie oko. Wyłupię oba? Zostanie mi wyobraźnia. A mózgu sobie nie wyłupię.

Z tego wszystkiego wysnuwa się jeden wniosek – niezależnie od tego, jak tłumaczy ten fragment przeważająca większość Kościołów, nie możemy go odczytywać dosłownie, bo dochodzimy do wielu absurdów!

Wiem doskonale po sobie, że bardzo trudno zmienić sposób odczytywania jakiegoś fragmentu Biblii, jeżeli widziało się go w jakiś konkretny sposób przez wiele lat. Apeluję jednak – poszukaj w tym wszystkim logiki. Religia każe ci wierzyć i indoktrynuje cię od dziecka. Skoro wszyscy w coś wierzą, jak można to kwestionować?

A skoro miliardy much lubią lizać odchody, też powinniśmy to robić?

Gehenna odnosi się do mającej niedługo nastąpić zagładzie Żydów i główną misją Jezusa było przestrzeganie Izraela przed nią. Izrael jednak nie uwierzył, i niemal w całości zginął podczas oblężęnia Jerozolimy.

A zatem…

 Co Biblia mówi na temat piekła?

Nic. Mówi o hadesie/szeolu, który jest po prostu grobem wszystkich zmarłych; i mówi o gehennie, która jest wydarzeniem historycznym.

Gdyby piekło było prawdziwe, byłaby to niewątpliwie najbardziej przerażająca rzeczywistość, jaką sobie możemy wyobrazić. Dziwię się chrześcijanom wierzącym w istnienie piekła, że nie biegają nieustannie po szpitalach, hospicjach, i nie błagają ludzi, by uwierzyli, bo jak nie, to czeka ich wieczność w ogniu.

Dziwiłbym się też apostołowi Pawłowi. On był „Apostołem Pogan”, czyli – naszym (a na pewno moim). Jest autorem połowy ksiąg Nowego Testamentu… i nigdzie nie widzę, by gdziekolwiek wspominał o piekle. Nie widzę nawet, by namawiał odbiorców swoich Listów do ewangelizacji wszystkich ludzi. Nie pisał, byśmy pomyśleli o naszych niezbawionych dzieciach/współmałżonkach/rodzicach i modlili się o nich i agitowali ich, by „oddali swe życie Jezusowi”.

Strach przed tym, co stanie się z nami po śmierci, jest w Nowym Testamencie zupełnie nieobecny!

Biblię uważam za genialną księgę, nie mającą sobie równej, ale im więcej ją studiuję, tym bardziej się zdumiewam – jednak nie tylko nad jej geniuszem, ale także nad przewrotnością rodzaju ludzkiego, który wymyślił tak pokrętną jej interpretację, że Dobra Nowina jest pełna strachu i niepewności… i wciąż, ogromna większość chrześcijan przyjmuję ją bezkrytycznie!

Uwolnienie umysłu z tego systemu nie jest bynajmniej proste – i często trwa lata, aż naprawdę przestaniesz się bać religjijnych bzdur. Ale warto – odmieni to sposób, w jaki widzisz Boga. Nie trzeba będzie się więcej zastanawiać, jak miłosierny Bóg stworzył tak potworną karę – bo nikt jej nie stworzył, poza chorą wyobraźnią przywódców religijnych!!!

devil

Ostatnia edycja – 15 stycznia 2018

Piekło (1/2) – czy to jest logiczne?

hell01

To mój pierwszy, ale niewątpliwie nie ostatni artykuł o niezwykle wdzięcznym temacie piekła.

Urodziłem się i przez pierwszych dwadzieścia kilka mieszkałem w Polsce i pamiętam, jakie na temat piekła krążą obiegowe opinie w tym ciekawym kraju. Ciekawym, gdyż choć większość ludzi (wtedy było to bodajże 95%) określało się katolikami, ponad połowa z nich również odrzuca kluczowe dla katolicyzmu dogmaty.

Ludzie niewierzący lub „słabo” wierzący katolicy na ogół mówią, że piekło to jest na ziemi, albo że nie potrafią sobie wyobrazić by Bóg, będący miłością, mógł skazywać ludzi na wieczne męczarnie.

Polscy katolicy bardziej religijni traktują z reguły piekło jako pewnik, a każdego, kto odrzucałby jego istnietnie, traktują na równi z najgorszymi sekciarzami. Przypomnę tu tylko najsłynniejszy cytat z bajki o Panu Twardowskim – „hulaj dusza, piekła nie ma!”. Już jako dziecko słyszałem go mnóstwo razy i zakodowały mi się w umyśle, iż negacja istnienia piekła to bardzo zła rzecz i nie powinienem niczego kwestionować.

Dzisiaj piekło niejako „jednoczy” różne Kościoły chrześcijańskie. Poszczególne odłamy katolików i protestantów róźnią się w mnóstwie szczegółów doktrynalnych, jednak – prawie jednogłośnie – zgadzają się co do idei piekła.

Kiedy przyjrzymy się natomiast szczegółom tych doktryn, choćby kwestiom takim jak „jak wygląda piekło” albo „jak tam nie trafić” – tu już każdy ma swój pomysł. Czytałem kiedyś książkę „Cztery sprawy ostateczne. Śmierć, sąd, piekło, niebo” Martina von Cochema. Tam jest ze wszelkimi szczegółami opisane jest dokładnie, jak wygłąda piekło… Diabły smażą delikwentów w siarce, wyzywając ich przy tym i bijąc czym popadnie, ale to dopiero początek – są bowiem bardzo pomysłowe w wymyślaniu różnych ciekawych tortur – pamiętam, że byłem w szoku, iż książka miała zgodę biskupa na druk (imprimatur), podczas gdy cała była taką kosmiczną bzdurą, że bajka o Czerwonym Kapturku wydaje się przy niej bardzo realistyczną opowieścią.

Pomimo sporej ilości różnic, istnieją też punkty piekielnej doktryny przy której panuje zgoda – zawsze lub prawie zawsze. Niemal wszystkie wyznania chrześcijańskie zgadzają się, że piekło to miejsce wiecznego oddalenia od Boga. Większość głosi też, że jest to miejsce dosłownego cierpienia w ogniu.

Każdy doświadczył przenikliwego bólu oparzenia. Myśl, że miałoby to objąć całe ciało, może przerazić, nawet jeśli miałoby to trwać pięć minut. Ale wieczność w takim stanie? Nogi się uginają. Ale o to Kościołom chodzi. Nic tak nie „zachęca” wiernych do chodzenia do kościoła i dawania na tacę, jak strach.

Te same Kościoły jednak, które czynią Boga twórca wiecznych mąk, jednocześnie głoszą Boga będącego usosobieniem najdoskonalszej miłości. Jak zatem miłosierny Bóg może torturować ludzi w nieskończoność w taki sposób?

Religia jest świetna w wymyślaniu niesamowicie „logicznych” odpowiedzi na pytania, na które… nie ma odpowiedzi. Oto kilka z najpopularniejszych:

1. Bóg jest wieczny, więc i kara musi być wieczna.

Ktoś kiedyś wymyślił te genialne zdanie, jednak nie znajdziemy nic takiego w Biblii. Spekulacje.

2. Grzech przeciwko nieskończonemu Bogu wymaga nieskończonej kary.

Argumentacja obalana w ten sam sposób, co w punkcie 1. To niczym nie poparta spekulacja. Tylko dlatego, że coś ładnie brzmi i że można to wyczytać w tysiącu książek, nie oznacza to, że staje się to automatycznie prawdą.

3. Bóg nikogo nie skazuje na piekło, ludzie sami tam chcą iść.

Nie spotkałem nikogo, kto by się celowo chciał oparzyć i cierpieć przez to godzinę. Mam uwierzyć, że ktoś chciałby cierpieć wieczność? Bzdura.

4. Bóg jest nieskończenie miłosierny, ale i nieskończenie sprawiedliwy.

Miłosierny… ale??? Przywodzi mi to na myśl sytuację, gdy mąż mówi żonie – kocham cię, ale muszę odejść, zakochałem się w kimś innym. Co żonę w tym momencie obchodzi to ‚kocham cię’? Czy przez to się lepiej poczuję? Ja także dziękuje za takie miłosierdzie! Kiedy ktoś mówi ci coś miłego, a później mówi „ale”, możesz zapomnieć i nie traktować poważnie wszystkiego, co było powiedziane do tego momentu.

 Skoro Bóg jest miłosierny, oczekuję od Niego miłosierdzia!

Miłosierdzia oczekuje od nas przecież Bóg! Każe nam miłować nieprzyjaciół, wybaczać wszystkim bez końca…

 Czy Bóg wymaga od nas, byśmy byli lepsi od Niego samego?

Nie! W Ewagelii Mateusza, poczynając od 5:43, Jezus mówi, że czyniąc dobrze naszym wrogom upodabniamy się do Boga!

Gdyby mój syn ukradł mi pieniądze, a ja bym go zamknął w piwnicy i przywiązanego bił kilka dni, co myślicie, by się ze mną stało?

Poszedłbym za to do więzienia. I był napiętnowany przez społeczeństwo. Nasze wrodzone poczucie sprawiedliwości podpowiada nam, że sposób, w jaki ukarałem dziecko, byłby niewspółmierny do czynu, jakie popełniło.

W przypadku piekła mamy coś nieskończenie (dosłownie!) więcej nieproporcjonalnego. Ludzie, którzy wbrew swej woli urodzili się grzesznikami, mają iść na nieskończone męki choćby całe życie poświęcili pracy dla innych, tylko dlatego, że odrzucili Ewangelię? Ewangelię, na ogół zresztą fatalnie i w sposób nie zachęcający do niczego przedstawianą przez ludzi, którzy swym zachowaniem stanowią zaprzeczenie głoszonych wartości?

Sporo chrześcijan uważa również, że do piekła pójdą nie tylko ci, którzy świadomie Ewangelię odrzucili, ale również wszyscy ci, którzy jej nie przyjeli, włączając ludzi, którzy nigdy jej nie słyszeli, w  tym i… dzieci/niemowlęta? Co za kosmiczne bzdury!

Dalej idąc, większość chrześcijan wyznań tradycyjnych – jak katolicy lub ewangelicy – głoszą, że nawet niemowlę nie będzie zbawione bez chrztu.

Zawsze nasuwało mi się pytanie – Dlaczego nie chrzci się zaraz po urodzeniu, ale większość polskich rodziców czeka z chrztem wiele tygodni, jeśli nie miesięcy? Gdzie tu logika? I Kościół sam nie zachęca do natychmiastowych chrztów. Czyżby… sam nie wierzył w to, co głosi? Czy może… nie zależy mu tak do końca na zbawieniu jak największej ilości ludzi?

Tylko nieliczni wrzucają jednak dzieci do piekła; większość wierzy w doktrynę wieku odpowiedzialności, tzn. jeżeli dziecko było za małe, by mogło odróźnić dobro od zła i zostać świadomym chrześcijaninem od zła, to będzie ono zbawione w momencie śmierci. Jeżeli jednak swoją sytuację zrozumiało, i chwilę później umarło, pójdzie do piekła…

Logicznie rzecz ujmując, powinniśmy zatem… mordować nasze dzieci, zanim osiągną ten wiek! Pozwalając bowiem dziecku osiągnąć „wiek odpowiedzialności”, prawdpopodobnie trafią one do piekła (większość chrześcijan wierzy bowiem, że tylko niewielu będzie zbawionych) ! Będą zatem mogły kiedyś wykrzyczeć swemu ojcu z płomieni  „dlaczego mnie nie zabiłeś, gdy byłem mały? Teraz muszę cierpieć w nieskończoność!”

Oczywiście, z zabijaniem dzieci jest „drobny problem”, bo większość chrześcijan wierzących w piekło wierzy również, że trafia się tam, jeśli kogoś się zamorduje. Co więc wolisz? Wiecznie cierpieć w ogniu po wsze czasy, czy by cierpiało twoje dziecko? Och, chrześcijańska logika!!

Jeśli masz troje dzieci, rachunek wydaje się łatwiejszy.. Choć świadomość palenia się bez końca nie do końca do ciebie przemawia, nawet jeśli chodzi o twoje dzieci…

Co za myśli? Oczywiście, że dobry rodzic odda życie za swoje dzieci! Czy ty je w ogóle kochasz, jeśli przychodzi ci do głowy dać im smażyć się w wiecznym ogniu?

I co, obmyślasz w tej chwili morderstwo?

Czy nie masz ochoty krzyczeć: to jest chore?

Dobrze, dosyć tego „logicznego myślenia”.

devil_sign

Logika to poprawne działanie umysłu, danego nam przez Boga, ale każdy wie, że w pewnych okolicznościach ludzie, a nawet całe ich grupy, narody, za logikę zaczęły uznawać coś zupełnie nielogicznego. Krótko mówiąc – logika zawodzi. Chcemy jednak wierzyć, iż nauczanie Biblii jest spójne i logiczne. Poprawnie odczytywanej Biblii jednak… tu zaczynają się schody…

W następnym artykule na temat piekła opiszę niemal wszystko, co – zdaniem zwolenników Biblii – jest w niej na ten temat. Nie ma tego bowiem tak naprawdw dużo. Na razie wspomnę tylko o jednym bardzo ciekawym fakcie.

Czy wiesz, kto jest nazwany „Apostołem pogan”?

Czy wiesz, kto jest autorem dwóch trzecich ksiąg Nowego Testamentu?

Oczywiście, Paweł.

Jednak nigdzie, ani jednym słowem, Paweł nie wspomina o piekle, o wiecznych mękach, o ogniu nieugaszonym, w którym znajdą się wszyscy niechrześcijanie.

Więcej – Paweł nigdzie nie zachęcał czytelników, by koniecznie przekonywali swoich bliskich do zostania chrześcijanami, bo jak umrą bez tego, to…

Czy to nigdy cię nie zastanowiło?

Pamiętaj, większość adresatów Listów Nowego Testamentu nigdy nie widziało na oczy ani jednego fragmentu Biblii. Nie mieli konkordancji ani programów biblijnych, które w sekundę wyszukają wszystkie wystąpienia słowa „piekło” w calej Biblii. Pisząc przykładowo List do Rzymian, Paweł zawarł w nim całą doktrynę niezbędną adresatom – a fakt, że o piekle nie wspomina, byłby już dla mnie wystarczającym powodem, by całkowicie ideę jego istnienia odrzucić. Ale powodów tych jest oczywiście więcej.

hell02

ostatnia edycja: 15 stycznia 2018