Zagłada [z dala] od oblicza Pańskiego (II List do Tesaloniczan 1:9)

bible
Jeżeli znasz choć kilka artykułów z tego bloga wiesz, że z jednej strony uważam, iż Biblia jest praktycznie doskonale  zachowana i z każdej jej strony możemy wynieść tony pożytecznej nauki, z drugiej jednak – jej pierwotnymi adresatami nie jesteśmy my, przez co zrozumienie jej treści najczęściej nie jest absolutnie prostym zdaniem. Oprócz oczywistych przeszkód – jak chociażby przepaści kulturowej lub języka – istnieje jeszcze bardzo istotna kwestia teologiczna.

Teologowie wymyślili termin „dyspensacjonalizm”. Ma on różne odmiany, z grubsza jednak chodzi w nim o to, że historia ludzkości podzielona jest na różne „dyspensacje” – okresy czasu w których Bóg miał inne przesłanie dla ludzi i obowiązywały inne zasady „podobania się Bogu”. Wyznawcy dyspensacjonalizmu zapewne oburzyliby się na taką definicję, niemniej myślę, że trafnie go ona podsumowuje.

Dyspenascjonalizm jest bardzo logiczny. Stosujemy go przykładowo przy wychowywaniu dzieci. Nikt nie weźmie 2-latka na piwo, nie skoczy na bungee w noworodkiem ani też nie będzie z 5-latkiem dyskutował o wyższosci lewicowej opcji politycznej. Na podobnych przesłankach opiera się dyspensacjonalizm – stopniowo Bóg objawiał ludziom coraz więcej, i coraz innych rzeczy od nich wymagał. Np. podczas dyspensacji Prawa Mojżeszowego od ludzi przede wszystkim wymagane było posłuszeństwo,  a podczas obecnej dyspensacji łaski – wymagana jest wiara.

No tak, ale gdzie zatem w Biblii szukać „szczytu” objawienia? Gdzie możemy znaleźć przesłanie skierowane głównie dla nas?

W Nowym Testamencie! – pada odpowiedź, zarówno bardzo powszechna, jak i bardzo błędna.

Mało znanym jest faktem, iż Jezus głosił Królestwo Boże wyłącznie Żydom, i tak samo czynili apostołowie przez kilka lat od Jego wniebowstąpienia. Więcej na te tematy piszę tutaj. Dopiero Apostoł Paweł rozpoczął misję głoszenia Dobrej Nowiny nie-Żydom, ale nie była to ta sama Dobra Nowina, którą otrzymali wcześniej Żydzi. Sam Paweł napisał tak:

(…) zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną (…) (Rz 16 25b-26a)

W Listach apostoła Pawła nie znajdziemy nigdy przesłania „Nawracajcie się, bo przybliżyło się Królestwo Boże”.

Paweł przędsiębrał liczne podróże w trakcie których głosił narodom Chrystusa. Narody te  najczęściej nigdy nie słyszały o Chrystusie. Podczas trwającej dzisiaj ery informacji, gdy zdarzało mi się denerwować, bo wiadomość tekstowa z jednego kraju do drugiego szła aż 30 sekund, trudno nam to zrozumieć, ale wieści z miasta do miasta podróżowały wtedy tygodniami, czasem miesiącami, a ukrzyżywowanie i śmierć żydowskiego nauczyciela nie była bynajmniej wiadomością priorytetową.

A Biblia?

Stary Testament, owszem, był spisany i zakończony od stuleci, ale znany był wyłącznie Żydom. Ewangelie były dopiero podczas pisania i redagowania, a przypomnijmy, druku wówczas też nie było. Kopiowali teksty Biblijne najczęściej mnisi, ale bynajmniej nie kserokopiarkami – przepisanie jednej księgi trwało nierzadko miesiące i kosztowało krocie.

Ten przydługi (choć arcyciekawy, musicie przyznać 🙂 )  wstęp ma tylko jeden cel: wykazanie, iż całość niezbędnej ludziom nauki o Bogu musi znajdować się w Listach Pawła. I chociaż większość z Jego Listów jest odpowiedziami na konkretne problemy, niektóre z nich zawierają skrót całości jego nauk, jakby „przypomnienie”, czym jest Ewangelia – Dobra Nowina – w takiej formie, jaką otrzymał bezpośrednio od Jezusa Chrystusa; czym jest nauka koronująca historię zbawienia ludzkości.

Ciekawa sprawa – jeżeli porównamy teologię różnych Kościołów do tematyki Listów Pawła (podkreślam – do Listów Pawła, nie zaś ich kościelnych, często całkowicie sprzecznych z logiką i resztą Biblii, interpretacji), ze zdumieniem zauważymy, iż mnóstwo rzeczy, które dzisiaj są numerem jeden podczas wielu kazań… w Listach zupełnie nie występują. I odwrotnie, tematy poruszane przez Pawła wielokrotnie są przez religię zupełnie pomijane.

Jednym z tematów, obecnych w wielu kościołach co niedziela, a w Listach Pawła nigdy, jest… piekło. Jest to zresztą jednym z najczęściej używanych przez przeciwników idei istnienia piekła argumentów – apostoł Paweł nigdy nie używa żadnego ze słów tłumaczonych w popularnych Bibliach jako „piekło”.

To, że nie używa tego słowa, odpowiadają nieugięcie zwolennicy wiecznej smażalni ryb – nie znaczy, że o piekle w ogóle nie mówi!

I każda rozmowa tego typu zawsze zawiera odwołanie do wersetu z Drugiego Listu Apostoła Pawła do Tesaloniczan, rozdział pierwszy, werset 9. Przeczytajmy go bardzo uważnie, wraz z poprzedzającym kontekstem:

Bo przecież jest rzeczą słuszną u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają, a wam, uciśnionym, dać ulgę wraz z nami, gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swojej potęgi w płomienistym ogniu, wymierzając karę tym, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa. Jako karę poniosą oni wieczną zagładę [z dala] od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego  (2 Tes 1:6b-9)

Jeżeli nie widzicie w nim piekła, to bardzo szczerze, i najzupełniej poważnie, gratuluję! Wiele lat mi zeszło aż sam przestałem go tam widywać, albowiem indoktrynacja kościelna siedzi w umyśle bardzo głęboko.

Biblia jednak, na całe szczęście, pozostaje spójna. Byłoby nadzwyczaj dziwne gdyby Paweł w tym jednym, jedynym fragmencie głosił ideę strasznej, wiecznej męki, w dodatku traktując to jako… pociechę dla słuchaczy.

„Nie przejmujcie się tym, że ludzie was uciskają i nastają na wasze życie”, mówi – zdaniem religii – Paweł – „kiedy Pan Jezus się objawi, wrzuci ich do piekła gdzie będą się wiecznie smażyć”.

Niestety, nie wyobrażam sobie zbrodni, którą ktoś mógłby popełnić, aby mu życzyć wiecznych tortur! Jakoś zupełnie nie pasuje mi to do „nadstawiania drugiego policzka”, „zwycieżania zła dobrem” lub – przede wszystkim – przykazania miłości.
Ale mniejsza o moje przekonania i logiczne myślenie, wszak mamy patrzeć na to, co jest napisane w Biblii. No więc spójrzmy.

Uprzedzam, nie jest to łatwy werset. Byłby łatwiejszy, gdybyśmy nie mieli w głowie automatycznie skojarzenia „wieczna zagłada” = „smażenie dusz w piekle”. A przeważająca większość z nas takie skojarzenie ma, przecież zarówno Kościoły katolickie jak i protestanckie tego nauczają. Co gorsza jednak w wersecie tym spotykamy liczne problemy tłumaczeniowe. Celem tego artykułu nie jest jednak ostateczne wyjaśnienie znaczenia każdego słowa, a jedynie wykazanie, iż tradycyjne tłumaczenie obarczone jest wieloma problemami – zbyt wieloma, aby je móc zaakceptować.

Całość mojej analizy oparta jest na dwóch arcyciekawych faktach. Pięc tysięcy ton na milimetr kwadratowy – może to zobrazuje nacisk, jaki chciałbym na tych dwóch faktach położyć.
ball squeezed under pressure
UWAGA!

FAKT 1

Słowa „z dala” są dodane. Tłumacze i redaktorzy Biblii Tysiąclecia byli na tyle mili, iż dali nam znać o tym fakcie używając nawiasów kwadratowych, ale niemal wszystkie inne tłumaczenia (a sprawdziłem pokaźną ich liczbę, polsko- i angielskojęzycznych) je dodają nie informując czytelnika o tym.
Dlaczego wszystkie tłumaczenia czują się zmuszone dodać te słowa? Czy naprawdę nie ma ani w języku polskim, ani w angielskim, wyrażenia tłumaczącego w sposób zrozumiały grekę w tym wersecie?

FAKT 2

Identyczne greckie słowa, przetłumaczone w 2 Tes 1:9 jako „z dala od oblicza Pańskiego”, znajdujemy w następującym fragmencie Dziejów Apotolskich:

Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, (Dz 3:19-20)

Moment… nigdy gdzie są użyte te same słowa? W tym tłumaczeniu nie widać żadnego podobieństwa. Zajrzyjmy więc do archaicznego, ale przez większość Biblistów uważanego za najbardziej dosłownego, tłumaczenia – Biblii Gdańskiej z 1632 roku:

Gdyby przyszły czasy ochłody od obliczności Pańskiej, a posłałby onego, który wam opowiedziany jest, Jezusa Chrystusa. (Dz 3:20, BG)

 

Którzy pomstę odniosą, wieczne zatracenie od obliczności Pańskiej i od chwały mocy jego.  (2 Tes 1:9, BG)

Idąc logiką tłumaczy Biblii Tysiąclecia, powinniśmy przetłumaczyć Dz 3:20 „gdyby przyszły czasy ochłody [z dala] od obliczności Pańskiej.
(Zauważmy , iż Biblia Gdańska nie dodaje słowa „z dala” – być może opinia wielu, iż jest to najlepsze polskie tłumaczenie, nie jest pozbawiona sensu!)

Widzimy jasno, iż „od oblicza Pańskiego” nie może znaczyć żadnego „oddalenia”, ani – jak chcieliby niektórzy – nieobecności (że niby w piekle nie ma Boga). Niemniej „wieczne zatracenie z dala od Boga” bardzo pasowało do teologii, więc dodano to „przemocą wręcz narzucające się słowo”.

Grecki przyimek użyty tam, „apo”, pokrywa się dość mocno znaczeniem z polskim przyimkiem „od”. Nie będę tu przynudzał przykładami, napiszę tylko, iż owszem, może onaczać „od” w takim sensie jak chciałaby tego religia, gdyby występował z czasownikiem jasno wyrażającym oddzielenie, przykładowo w Obj 6:16 „ukryj nas przed/od (apo) twarzą tego, który siedzi na tronie”. Jeśli takiego czasownika nie ma, „od” oznacza po prostu kierunek, jak w Mt 2:1 „mędrcy przyszli ze (apo) wschodu”.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Pozornie niewiele znaczący, otóż „wieczna zagłada” nie będzie mieć miejsca „z dala od oblicza Pańskiego”, ale będzie wręcz z niego wychodziła, pochodziła, cokolwiek to by miało oznaczać.

Dodanie przez tłumaczy jakiegoś słowa może albo oznaczać, że za bardzo nie rozumieją znaczenia tekstu i dodali do niego coś usprawiedliwiało najbardziej prawdopodobny ich zdaniem pomysł; albo najbardziej oczywiste znaczenie zupełnie nie pasowało do ich teologii.

Myślę, że oba powody są tutaj prawdziwe.

No tak, powiesz, ale jaka różnica, czy wieczna zagłada „będzie sie działa z dala od oblicza Pana” czy „wyjdzie od obliczna Pana”? Wciąż to przecież… brzmi jak piekło?

Spójrzmy na ten werset analitycznie.

Tłumacznie słowo w słowo z języka greckiego

którzy – sprawiedliwość – odcierpią – zniszczenia – wiecznego – od – obecności – Pana – i  -od – chwały – moccy – jego

A skąd ten wyraz „sprawiedliwość”? Otóż oryginalne słowa „diken/dike” występują w Biblii tylko trzy razy; to nieco mało aby móc przeprowadzić dogłębne studium. Słowniki mówią jednak, iż podstawowym znaczeniem tego słowa jest „sprawiedliwość”. Wyraz „tino” – „odcierpieć” – tu nasza wiedza jest jeszcze bardziej ograniczona jako że jest to jedyny przykład użycia tego słowa w Biblii.

Krótko mówiąc, nie możemy mieć do końca pewności, czy należałoby tutaj napisać „odcierpią karę”, „doświadczą sprawiedliwości” czy może… coś zupełnie innego.
Ten werset… zdecydowanie do najłatwiejszych nie należy!

confused smiley

No tak, ale niezależnie od tego, jak te dwa słowa przetłumaczymy, kluczową dla nas tutaj kwestią jest – co oznacza „zniszczenie wieczne„?

„Zniszczenie” – olethros – występuje również niewiele razy w Biblii, tylko cztery, i słowniki na ogół łączą znaczenie tego słowa ze śmiercią fizyczną.

Natomiast słowo „wiecznego”…

jestem tematem na wielką książkę.

„Wieczny” – po grecku „aionios” – występuje w Nowym Testamencie aż 71 razy. W Starym Testamencie (czego dowodzi jego greckie tłumaczenie Septuaginta) odpowiada mu wyraz „olam„, który występuje już ponad 400 razy.

Bardzo bogaty materiał do studiowania! I… wciąż niełatwy. Powodem jest inne pojmowanie czasu w starożytności i inny sposób mówienia o trwaniu zdarzeń.

Dzisiaj jesteśmy do bólu konkretni. Coś trwało rok, 2 godziny, 5 nanosekund. Coś wydarzy się jutro punkt siódma, lub za 230 dni. Wtedy bardzo rzadko używało się podobnych stwierdzeń. Wydarzenia odnoszono do innych wydarzeń. Pamiętam taką scenę z filmu Krokodyl Dundee, gdy bohater jest pytany o wiek. Odpowiada, że nie wie, i na ponowne pytanie, czy nigdy nie pytał, kiedy się urodził, odpowiada, że pytał.

– I co ci powiedziano?
– Powiedziano mi, że urodziłem się… letnią porą.

_DSC1592-Edit-2

Tam akurat w kontekście była społeczność Aborygenów, chodzi mi tylko o ukazanie, że ta nasza obsesyjna wręcz szczegółowość w określaniu czasu odbywania się wydarzeń i jego trwania nie jest wcale własciwa wszystkim kulturom.

Wróćmy do naszego słowa „aionios/olam – wieczny. Naprawdę jest to niesamowie obszerny temat, także w największym skrócie wymienię tylko 2 ciekawe fakty:

– pojęcie to może bez cienia wątpliwości nie oznaczać czegoś wiecznego (por. Kapłańska 24:8, Powtórzonego Prawa 33:15, Jeremiasza 25:12, Hebrajczyków 6:2) w Nowym Testamencie często występuje w wyrażeniu „życie wieczne”, jednak definicja „życia wiecznego” jest podana tylko raz, i nie ma nic wspólnego z długością trwania:

A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.  (J 17:3)

Jeżeli wydaje ci się, że ten artykuł robi się już przydługi i wcale jeszcze nie dochodzi do sedna sprawy, informuję, iż omówienie choćby pobieżne tego terminu wymagałoby tekstu o wielokrotnie większej objętości niż to, co dotychczas napisałem! Już jednak analiza dwóch powyższych faktów może niewątpliwie wykazać, iż „wieczna zagłada” może nie tylko nie mieć nic wspólnego z piekłem w tradycyjnym jego ujęciu, ale w ogóle z wiecznością.

Spójrzmy jeszcze na moment do Listu Judy:

Jak Sodoma i Gomora i w ich sąsiedztwie /położone/ miasta – w podobny sposób jak one oddawszy się rozpuście i pożądaniu cudzego ciała – stanowią przykład przez to, że ponoszą karę wiecznego ognia. (judy 1:7)

John_Martin_-_Sodom_and_Gomorrah

Sodoma i Gomora zostały spalone, ich mieszkańcy zginęli, i… tyle. Niemniej Biblia nazywa to wydarzenie „wiecznym ogniem”.

Osobiście uważam, iż wszystkie odniesienia do „wiecznej kary” i „wiecznego ognia” odnoszą się do wydarzenia tutaj, na ziemi, za ziemskiego życia, skutkującym zwykłą, fizyczną śmiercią i nie mają nigdy odniesienia do jakiejkolwiek kary po śmierci.
Popatrzy na jeden z ulubionych fragmentów zwolenników piekła:

Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła.  Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Mk 9:43-48

Życie wieczne… piekło… ogień nieugaszony… czyż można zaprzeczyć temu, iż Jezus przestrzega tutaj przed tym, co się stanie z grzesznikiem po śmierci?

Otóż jak najbardziej można. W myśl świetnej zasady „najlepiej tłumaczy się Biblię samą Biblią”, przyjrzyjmy się zwrotowi z wersetu 48: „robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie”. Każdy religijnie zaprawiony umysł widzi tu duszyczkę smażącą się w piekle, albo jedzoną przez dosłowne robaki, ale przez „robaka” własnego nieczystego sumienia.

Tymczasem zwrot ten jest niemalże cytatem z Księgi Izajasza:

A gdy wyjdą, ujrzą trupy ludzi, którzy się zbuntowali przeciwko Mnie: bo robak ich nie zginie, i nie zagaśnie ich ogień, i będą oni odrazą dla wszelkiej istoty żyjącej.  (Iz 66:24)

Jest tu mowa o trupach ludzi! Nie o nieśmiertelnych duszach, nie o cierpiących ludziach! Ludzie zginęli i ich ciała były palone i jedzone przez robaki – nie chodziło tu o wieczne trwanie czegokolwiek, ale o permanentny skutek czynności – nic nie powstrzyma robaka, nikt nie zgasi ognia, kara za grzech się wykonała, ludzie zginęli i ciała ich szczezną!

Jestem w stanie wykazać na podstawie analizy bardzo wielu wersetów z Nowego Testamentu, iż „wieczny ogień” odnosi się do aktualnego wydarzenia które miało miejsce w roku 70 – zdobycia Jerozolimy przez rzymską armię, zburzenie i spalenie całego miasta i hekatombę wszystkich mieszkańców (według różnych źródeł zginęło wtedy od kilkuset tysięcy do ponad miliona ludzi).

Ostrzeżenie przed tym wydarzeniem to jedna z centralnych misji Jezusa na ziemi. Popatrzmy:

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. (Łukasza 13:1-3)

Jezus bynajmniej nie mówi, że jeśli się nawrócą, to będą się smażyć w piekle. Mówi bez wątpienia o zwykłej ziemskiej śmierci.

Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. (Łukasza 21:20)

I znów – jest to temat, którego choćby pobieżne omówienie zajęłoby wiele stron tekstu. Artykuł, który teraz czytasz, nie pretenduje w żadnej mierze do wyczerpania tematu. Nie ma też na celu obronę jakiegoś konkretnego poglądu. Owszem, uważam, iż „ogień wieczny” to spalenie Jerozolimy w roku 70, ale nie będę się upierać przy swoim – możliwe, że nie mam racji. Głównym celem tego artykułu jest zachęta do porzucenia utartych wyjaśnień podanych na tacy przez religię. 2 Tesaloniczan 1:9 nie może mówić o wiecznym piekle, bo wyjaśnienie takie przeczy zarówno Listom Pawła jak i całej Biblii, co jednak najważniejsze – przeczy naturze Boga. Czy Bóg nakazał nam miłować nieprzyjaciół i czynić dobrze tym, którzy nas prześladują tylko po to, by samemu smażyć większą część ludzkości w ogniu?

Czy zastanawiasz się czasami, jak można być szczęśliwym „w niebie” wiedząc, że ludzie, których kochamy, cierpią katusze?

Tutaj normalny rodzic od zmysłów odchodzi gdy gorączka dziecka przekroczy 40 stopni i wciąż rośnie… mam uwierzyć, że będę w stanie z rozleniwionym uśmiechem leżeć na chmurce wiedząc, że moi bliscy płoną w ogniu?

Religia powie ci tutaj, że my tego nie rozumiemy, że jesteśmy ograniczeni, że Boża sprawiedliwość jest niepojęta.

Bzdury. Biblia używa ludzkiego języka. Sprawiedliwość, miłość, dobro i zło, te słowa są w Biblii nie dlatego, że oznaczają coś zupełnie innego, niż w naszym potocznym języku.
W 2 Liście do Tesaloniczan 1 Paweł nie skupia się na karze za grzechy, skupia się na prześladowanych, udręczonych adresatach Listu. Zapewnia ich, że wkrótce nastanie sprawiedliwość a ich dręczyciele znikną z ich życia. Nie przez wieczność – ale przez resztę ziemskiego życia.

* * *

Jednym z najbardziej przełomowych odkryć, które zmieniły sposób, w jaki czytam Biblię, było uświadomienie sobie, iż jest w niej bardzo, bardzo niewiele na temat życia pozagrobowego.

W Starym Testamencie na palcach można policzyć fragmenty, które bez cienia wątpliwości odnoszą się do tego, co po śmierci.

Oczywiście religia nie mogła tego ścierpieć i wymyśliła swoje futurystyczne interpretacje mnóstwa fragmentów, i kiedy prorok woła „zmieńcie swoje serca, bo czeka was śmierć z rąk wroga” na kazaniu usłyszymy „uwierzcie w Jezusa, bo czeka was wieczne umieranie w otchłani piekielnej”. Religia na ogół opiera się na pieniądzach, pieniądze na frekwencji w niedzielę, a frekwencja rośnie proporcjonalnie do poziomu straszenia piekłem.

Ogień, zniszczenie, sąd – te terminy w Starym Testamencie zawsze – naprawdę, bez wyjątkuodnoszą się do losów człowieka na ziemi – wojen i śmierci – i wbrew powszechnie panującej dzisiaj opcji teologicznej – nic się nie zmienia w Nowym Testamencie! Byłoby dziwne, gdyby się zmieniło! Ci sami ludzie, którzy czytali Stary Testament, spisywali i Nowy, odnosząc się do Starego 700 razy! Na Izraelem wisiała groźba sądu nieporównywalnego z jakimkolwiek wcześniej – wspomnianej już hekatomby w Jerozolimie – i nic dziwnego, że Jezus, a później apostołowie i uczniowie – przestrzegali przed nim!

Kiedyś myślałem, że niemal każda strona Nowego Testamentu opowiada o naszym losie po śmierci. Dzisiaj przychodzi mi tak naprawdę tylko jeden fragment, który na pewno o nim mówi – 15. rodział I Listu do Koryntian.

Może się w tym wszystkim mylę? Może nie? Nieważne. Ważne jest to, czy artykuł ten pobudził cię do zakwestionowania tego, co uczą cię w kościele – być może mają rację, być może nie, ale zdecydowanie lepiej jest posiadać jakieś inne argumenty w obronie swoich przekonań niż tylko „bo taka jest wiara ojców”!

old minion

Ile jest Ewangelii?

Witra? FOZ-DZOE

Kiedy przed ponad dwudziestu laty chodziłem na spotkania Oazy (młodzieżowej organizacji w Kościele rzymskokatolickim) popularne było podchwytliwe pytanie, które brzmiało: „Ile jest Ewangelii?”

Co światlejsi uczestnicy odpowiadali po chwili wahania (a ci bardzo światlejsi nawet nie musieli podliczać na palcach Mateusza, Marka, Łukasza i Jana), że, no, przecież, CZTERY!

Na to pytająca osoba z triumfalnym uśmiechem oznajmiała, że wcale nie, bo Ewangelia jest jedna, tylko w czterech wersjach!

Oczywiście, jest to tylko czepianie się słówek, bo chyba nikt w Kościele rzymskokatolickim nie uważa, iż Marek głosił odmienną Ewangelię niż Mateusz.

Pytanie „Ile jest Ewangelii” dzisiaj najczęściej zadawane jest chyba w temacie tzw. Ewangelii apokryficznych, czyli innych starożytnych pism mieniących się Ewangeliami a nie włączonymi do Nowego Testamentu. Najlepiej znana tu jest Ewangelia Tomasza. Pamiętam, że gdy miałem chyba z 10 lat, przeczytałem gdzieś, że były setki ewangelii, i wybrano z nich 4, które komuś najlepiej pasowały. Zwątpiłem wtedy na chwilę w wiarygodność Biblii, ale później przyjrzałem się faktom i prawda jest tak, iż tylko znane biblijne Ewangelie napisane były w I wieku naszej ery, pozostałe – setki lat później. Upadł kolejny argument wyssany z palca, a używany przez ludzi niechętnych chrześcijaństwu.

 Jak to zatem jest – Ewangelia jest jedna ale w czterech wersjach? Spójrzmy na następujące słowa Apostoła Pawła:

Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Gal 1:8)

Popularna interpretacja tego tekstu jest taka – jest jedna, jedyna Ewangelia, i ktokolwiek głosiłby inną, niechaj będzie przeklęty (na marginesie – owe przeklęty nie oznacza życzenia złamania nogi, śmierci ani wrzucenia do piekła; apostoł Paweł nie życzyłby nikomu nic złego; dociekliwi mogą sprawdzić użycie tego samego słowa (indeks Stronga 331) – w Dz 23:14).

I ja też przez większą część życia tak myślałem. No przecież Biblia tak mówi… wszyscy dokoła tak mówią… katolicy, protestanci – więc jakże temu nie wierzyć?

fly had a shower

Na kuli ziemskiej jest 17 biliardów much (17 000 000 000 000 000, albo inaczej – 17 milionów miliardów) {przynajmniej zdaniem portalu Wikianswers }. Skoro wszystkie te muchy uwielbiają lizać, wąchać, i w ogóle przebywać w okolicy odchodów zwierząt wszelakich, kimże ja jestem, by przeczyć takiej liczbie i jakże bym śmiał twierdzić, że to obrzydliwe?

Ludzie! Jedzcie kupę! Biliardy much nie mogą się mylić!

Ja jednak, dziękuję, pozostanę przy swojej opinii, i te 17 biliardów much nie robi na mnie żadnego wrażenia.

Żadnego wrażenia też już, niestety, nie robią na mnie te zaledwie 2 miliardy chrześcijan (w końcu much jest 8 i pół miliona razy więcej!). Dlaczego? Bo statystyka nie ma zastosowania w kwestiach posiadania racji lub nie! Tysiąc lat temu zapewne nikt by nie uwierzył w istnienie prądu elektrycznego – czy to znaczy, że elektryczność wtedy nie istniała?

Staram się nie żyć przeszłością, ale czasami nachodzi mnie myśl, jak fajne by moje życie było, gdybym od dziecka nauczył się zupełnie nie przejmować opinią większości. Niestety, przejmowałem się, i długo wierzyłem w to, co mi podawano do wierzenia, nie dopuszczając nawet myśli, że wszyscy, których znam, mogą się mylić…. Miliardy chrześcijan… tysiące lat tradycji… to brzmi doniośle, kimże jestem ja, robaczek, by się temu przeciwstawiać?

Do rzeczy! Robaczek ma głos 🙂

Jedyne, co było dla mnie pewnego na tym świecie, to Biblia. Doszedłem do tego na podstawie logicznego rozumowania. Nie namawiam do swojego poglądu tu nikogo – tylko go prezentuję. Jeśli Bóg pokazał wielu ludziom na przestrzeni dziejów niezbicie, iż chce, aby ludzkość mogła Go poznać, dlaczego tylko tamci ludzie mieli by być wyróżnieni tym przywilejem poznania Go? Po co Bóg pokazał się apostołowi Pawłowi – czy tylko po to, by on sam mógł Boga poznać, ewentualnie tym, którym Paweł bezpośrednio ewangelię zwiastował… a miliardy ludzi urodzonych po jego śmierci już nie miałoby żadnego wiarygodnego źródła objawienia, skoro – jak uważa większość ludzi – bo Biblia obarczona jest licznymi błędami?

Czy inni mieliby polegać na zwykłym przekazie ludzkim, obarczonym przekłamaniami? Nie wiem, czy istnieje na świecie dzisiaj człowiek, który rozmawiał z Bogiem ‘twarzą w twarz’, a nawet jeśli tak jest, pewnie bym mu nie uwierzył. A zatem, jeśli Biblia nie jest wiarygodna, nic o Bogu na pewno nie wiadomo. Mało tego – Biblia musi być absolutnie wiarygodna, gdyż nawet 99% jej poprawności nie zagwarantuje żadnej pewnej wiedzy, skoro przecież nie było by wiadomo, gdzie jest ten 1% błędu.

Blblia jest jednak jednocześnie księgą napisaną przez ludzi. Tłumaczoną przez ludzi. Drukowaną przez ludzi. Interpretowaną przez ludzi. Ten ludzki aspekt jest obecny, i on powoduje, iż szaleństwem byłoby głoszenie, że każda literka Biblii jest święta i nienaruszalna… Co ważne jednak, te wszystkie drobiazgi dotyczą zupełnie nieistotnych rzeczy; to, co ważne, napisane jest nie raz, i w taki sposób, że pomimo problemów z manuskryptami czy tłumaczeniami nikt nie musi się domyślać, o co chodziło autorom.

Takie problemy na ogół występują i dzisiaj, gdy przykładowo tłumaczymy książkę z jednego języka na drugi. Gdyby dwóch tłumaczy przełożyło Hamleta w oryginalnej XVI wiecznej angielszczyźnie współczesny angielski, pewnie mielibyśmy setki różnic,nikt jednak by się nie oburzał, że do końca nie wiadomo, o czym jest Hamlet! Jeszcze więcej różnic by było, gdyby były to przekłady na język polski. Ech,co to dużo mówić – dzisiaj polityk mówi coś w radio, i różne ugrupowania polityczne wykazują, iż zupełnie inaczej go zrozumiały. Podsumowując – nasza ludzka komunikacja jest obarczona błędem, niemniej nikt się tym nie przejmuje, i czasem z problemami, zawsze jednak się dogadujemy 🙂 Szerzej temat wiarygodności Biblii omawiam w artykule Biblia a Nauka http://www.predi.us/pewnosc-zbawienia/biblia-a-nauka/.

Przyznam dzisiaj, że przez większą część życia nie do końca szczery byłem – nawet przed samym sobą – w tym uznawaniu Biblii za bezbłędną. Istniało bowiem mnóstwo fragmentów, których nie rozumiałem; mnóstwo wersetów, które – zestawione ze sobą – wydawały się sobie wzajemnie przeczyć. O ile możemy przejść do porządku dziennego nad problemami z pojedynczymi słowami, czy nawet zdaniami, to czy można pominąć wrażenie, że przekaz całych ksiąg biblijnych zdarza się być odmienny?

 

Jako dwudziestokilkulatek przeczytałem w Liście do Rzymian szokujący wyraz – DARMO. List do Rzymian 3:24 – usprawiedliwienie (uznanie przez Boga za sprawiedliwego, przebaczenie grzechów) jest DARMOWE.

Ten wyraz zmienił moje życie.

Dotychczas myślałem, że Bóg jest kimś w rodzaju matematyka z ogromnym kalkulatorem, który odejmuje złe uczynki od dobrych, i – jeśli liczba jest dodatnia – będziemy zbawieni, jeśli ujemna – PIEKŁOOOOOOO… Okazało się, że się myliłem, i wiele jeszcze następnych lat zajęło mi zrozumienie, jak bardzo się myliłem.

No dobrze, tylko jak z darmowym usprawiedliwieniem pogodzić następujący tekst?

I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. (Mt 18:34-35)

Jezus konkluduje tutaj przypowieść słudze króla, któremu darowano wielki dług, ale on sam nie chciał darować swojemu znajomemu.

 

Popatrzmy na kilka innych fragmentów Ewangelii Mateusza… a, przepraszam, Ewangelia jest jedna, to jest Ewangelii Według Świętego Mateusza 🙂

Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. (Mt 5:22)

 

W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. (Mt 7:22-23)

 

Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. (Mt 25:41-42)

Jaki zatem obraz Ewangelii wyłania się z… Ewangelii Mateusza?

Musisz się bardzo starać, nie popełniać żadnych grzechów, nie wyzywać ludzi, pomagać potrzebującym, to będziesz zbawiony, a jeśli tego nie uczynisz, pójdziesz do piekła?

Powiesz – nie, Ewangelia taka nie jest. Ale przecież widzisz, co powyższe wersety sugerują!

Gdyby poprosić przeciętnego chrześcijanina znającego dobrze Biblię o streszczenie w kilku słowach Ewangelii, brzmiałoby to zapewne podobnie do najlepiej znanego wersetu z Biblii:

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (J 3:16)

Jak zatem można to pogodzić z fragmentami Ewangelii Mateusza, które wyżej cytowałem?

Powiesz, że to wyrwane wersety z kontekstu? Zobacz sam. Nie są wyrwane z kontekstu. Popatrz na podsumowanie tej Ewangelii:

 

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. (20) Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28:19-20)

Bynajmniej sytuacja ta nie dotyczy tylko Ewangelii Mateusza. Przeczytajmy fragment z Ewangelii Marka:

 

Gdy [Jezus] wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. (Mk 10:17:23)

W skrócie: chcesz być zbawiony? przestrzegaj wszystkich przykazań, ale nie myśl, że to wystarczy. Rozdaj wszystko, co masz! To jeszcze gwarancji jednak nie daje, jest jeszcze jeden punkt – idź za Jezusem – cokolwiek miałoby to oznaczać.

 

Hmmm… pomyśl, jak w świetle tego fragmentu plasujesz swoje szanse na zbawienie?

Jaka to jest „Dobra Nowina”? Że przestrzeganie nawet wszystkich przykazań nie wystarczy do zbawienia?

Po co w ogóle Jezus umarł na krzyżu?

Czy wiara ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie?

 

Popatrz teraz na to z innej strony – czy apostoł Paweł kiedykolwiek pisał, co mają uczynić adresaci jego Listów, aby zostać zbawieni?

Nie!

On im pisał jedynie, że już są zbawieni, i że nie ma to nic wspólnego z tym, co robili lub robią:

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. (List do Efezjan 2:8-9)

 

Ponieważ ulituję się nad ich nieprawością i nie wspomnę więcej na ich grzechy. (List do Hebrajczyków 8:12)

 

Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów (2 List do Koryntian 5:19)

 

[Chrystus odpuścił] nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża; (List do Kolosan 13:b-14)

Możesz powiedzieć – no tak, Paweł nie musiał pisać odbiorcom Listów o zbawieniu, gdyż pisał wyłącznie do zbawionych ludzi. Argument nie jest prawdziwy – dla odparcia fałszywych doktryn Paweł musiał nie raz wyjaśniać całą naukę doktryny od początku.

Czyżby zatem apostoł Paweł miał zupełnie inną koncepcję zbawienia, niż sam Jezus Chrystus… na którego Paweł zresztą się wciąż powołuje?

Czy może… istnieje więcej, niż jedna Ewangelia?

Otóż wyraz „ewangelia” w Biblii to wyraz potoczny, a nie nazwa własna. W języku oryginalnym jest to „εὐαγγέλιον„, wymawiane „juangelion”, i pochodzi od dwóch greckich słów – przysłówka ‚εὐ‚ oznaczającego „dobrze” i rzeczownika „ἄγγελος” – posłaniec, niosący wiadomość. Nie będzie wielkim uproszczeniem, jeśli zatem przetłumaczy się „ewangelię” jako „dobrą wiadomość„. W Biblii Nowego Testamentu jest to wyraz dość często występujący – 76 razy jako rzeczownik i 56 jako czasownik εὐαγγελίζω – „juangelizo” – głosić ewangelię. Nie jest ograniczony tylko do Ewangelii i występuje często również w wielu Listach i kilkakrotnie w Dziejach Apostolskich.

Wyobrażasz sobie, że na twoje pytanie „czy są dzisiaj jakieś dobre wiadomości?” ktoś patrzy na ciebie dziwnie i mówi – „jakie dobre wiadomości? przecież istnieje tylko jedna dobra wiadomość!”. Nie, każda informacja z jakimś potencjalnie pozytywnym przekazen jest dobrą wiadomością. Istnieje wiele wiadomości. Myśląc nieco po grecku – istnieje wiele ewangelii.

 

Przyjrzyjmy się kilku przypadkom użycia owego słowa. Zacznijmy od fragmentu z początku Listu do Galacjan (Galatów), z którego cytowałem we wstępie 1:8:

Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Gal 1:6-8)

angel

Nawet anioł z nieba…

Wydaje się, że Paweł pisze tutaj wyraźnie, że jest tylko jedna Ewangelia, czyż nie? Ale przecież sam stwierdza w wersie 6. że ktoś głosi inną Ewangelię? Wniosek z tego taki, iż jednak istnieją inne ewangelie, a Paweł stwierdza, że tylko jedna z nich jest poprawna.

Nazywa ją czasami „moją Ewangelią” (Rz 2:16, 2 Tm 2:8), najczęściej jednak Ewangelią Chrystusa lub Chrystusową (np. Rz 15:19, 2 Kor 9:13, Flp 1:27).

Wyraz „ewangelia” występuje kilkukrotnie we wszystkich ewangeliach synoptycznych. Ewangelia” to drugi wyraz najstarszej z Ewangelii, Marka:

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. (Mk 1:1)

W Ewangelii Mateusza i Łukasza często występuje razem jako „Ewangelia Królestwa Bożego” lub „Ewangelia o Królestwie”.

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. (Łk 8:1a)

 

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. (Mt 9:35)

 

Zauważmy, że apostoł Paweł nigdy nie używa wyrażenia „Ewangelia Królestwa”. Nazywa ją naatomiast Ewangelią łaski Bożej (Dz 20:24).

Bardzo ciekawy dla tych rozważań fragment znajduje się w Liście do Galacjan:

Wręcz przeciwnie, stwierdziwszy, że mnie zostało powierzone głoszenie Ewangelii wśród nieobrzezanych, podobnie jak Piotrowi wśród obrzezanych (Gal 2:7)

Nie ma tu nic ciekawego jeśli weźmiemy pod uwagę tłumaczenie Biblii Tysiąclecia. Spójrzmy jednak na tłumaczenie słowo w słowo (wzorowane na Young’s Literal Translation): ale przeciwnie, ujrzawszy że powierzono mi dobrą nowinę nieobrzezania tak jak Piotrowi [dobrą nowinę] obrzezania.

Przy tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia „obrzezanych” i „nieobrzezanych” tekst tylko mówi, że Paweł głosi ewangelię nie-Żydom a Piotr Żydom. Takie tłumaczenie jednak nie jest tłumaczeniem, a interpretacją. W oryginale owe „obrzezanie” to rzeczownik w liczbie pojedyńczej, „obrzezani” byłby w liczbie mnogiej. Poza tym powinien być użyty biernik (głosić komu?) a nie, jak jest w rzeczywistości, dopełniacz.

Czy próbuję udowodnić, iż Paweł i Piotr głosili sprzeczne ze sobą wersje dobrej nowiny? Absolutnie nie. Zauważmy jednak, co – według tego fragmentu – jest treścią przesłania Piotra:

Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. (Dz 2:38)

baby baptism

 

Czy treścią przesłania Pawła było kiedykolwiek „nawróćcie się i ochrzcijcie”? To może być szokiem dla większości współczesnych chrześcijan, ale nie. Apostoł Paweł mówił wyłącznie o wierze. Zanim jednak dojdziemy do wniosku, że ewangelie Pawła i Piotra się różnią, zwróćmy uwagę na istotny fakt – czas, w jakim głosił Paweł i Piotr się różnił. Zdanie z wyżej cytowanego Dz 2:38 wypowiedziane było najprawdopodobniej w 33 roku naszej ery, natomiast Apostoł Paweł zaczął głosić Ewangelię w 36.

Czy te 3 lata to wielka różnica? Czasem jeden dzień zmienia historię. Popatrzmy na jeden fakt, który znowu większości będzie trudny do uwierzenia, jednak… pozostaje faktem.

Brak w Biblii jakiejkolwiek wzmianki, by przez ponad 3 lata od śmierci i zmartwchwychwstania Jezusa ewangelia była głoszona wśród kogokolwiek prócz Żydów. Dopiero w Dz 10 (ok. roku 36) Piotr otrzymuje od Boga wizję, która poucza go, iż poganie również są odbiorcami łaski Bożej. Przed Dz 10:34 Piotr uważał, iż Bóg kieruje ewangelię tylko do Żydów!

Tak! Istnienie Kościoła Chrystusowego, obejmującego również pogan, było tajemnicą dla wszystkich, aż do objawienia, które otrzymał apostoł Paweł – początkowo nawet dla Piotra i pozostałych apostołów!

Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym (Kol 1:26, por. Ef 3:4-9; Rz 16:26)

Zatem Ewangelia głoszona przez Piotra w roku 33 nie mogła być tą samą, którą głosił Paweł kilka lat później, gdyż ta druga po prostu jeszcze nie była znana.

Grecki wyraz będący pochodną „juangelion” pojawia się również w odniesieniu do… Starego Testamentu:

Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę, jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli (Hbr 4:2)

„Tamci” w kontekście to to Izraelici czasów Mojżesza! Ewangelia na pustyny Synaj? Nic dziwnego, jeśli się zrozumie, że wyraz Ewangelia to naprawdę określenie potoczne.

Przy zrozumieniu tych prawideł nagle może okazać się, że niemal cały tekst Ewangelii Nowego Testamentu spisanych w Biblii

 

Bóg w Chrystusie pojednał świat – tak brzmi najważniejsza dziś Ewangelia. Dobra nowina. Nie zapominajmy jednak, że Bóg na kartach Biblii słał ludziom inne dobre nowiny. Ich liczba jest trudna do określenia – 50? 200? Nieważna liczba, ważne jest to, że wszystkie one mają jedną cechę wspólną – mówią o Bożej miłości do każdego człowieka.

love awesome colors

Wszystkie są prawdziwie dobrymi nowinami. Jeżeli „dobra nowina”, którą słyszysz, zawiera w sobie elementy strachu, jeżeli opowiada o mściwym Bogu, który torturuje swoich przeciwników – nie ma ona nic wspólnego z żadnymi Ewangeliami, nawet tymi starotestamentalnymi.

„Ewangelie” w Biblii różnią się od siebie, bo często odnoszą się do bardzo konkretnych ludzi w bardzo konkretnym czasie, także świadomośc, kto pisał, do kogo, kiedy i po co, jest istotna, abyśmy potrafili czytać Biblię ze zrozumieniem. Niektóre przekazy odnoszą się bezpośrednio do nas, a niektóre nie; niektóre obowiązywały tylko do jakiegoś momentu w czasie, inne – po nim. Bóg dał nam rozum i nigdy nie mówił, aby go nie używać, czytając Biblię. Dobra restauracja może mieć sto potraw i wszystkie z nich są wspaniałe – ale gdy weźniemy kawałeczek każdej z nich i położymy je na jednym talerzu, nie otrzymamy smacznego dania, a coś o wyglądzie równie apetycznym, co śmietnik. Podobnie Biblia – jest cała pożyteczna, ale wyrywając na ślepo wersety i starając się je bez namysłu stosować do siebie otrzymamy tylko sprzeczności i konflikty, którymi wypełnione są wszystkie systemy religijne.