Sprawiedliwy czy miłosierny?

Napoleon_Bonaparte

Pewnego dnia do cesarza Napoleona Bonapartego przyszła kobieta prosić o łaskę dla jej syna, który przebywał w więzieniu.

– Twój syn popełnił przestępstwo – powiedział Napoleon – i sprawiedliwość wymaga, aby został ukarany.
– Ale ja nie przyszłam po sprawiedliwość, Wasza Wysokość – powiedziała kobieta – ja przyszłam po łaskę.

Napoleon zastanowił się przez chwilę. Ta odpowiedź go zaskoczyła. Uśmiechnął się.

– I otrzymasz łaskę – odpowiedział – Twój syn zostanie dzisiaj zwolniony.

Czy Napoleon w tym wypadku postąpił niesprawiedliwie?

Oczywiście, że tak. Miał rację – sprawiedliwość wymagała kary. Kobieta o tym też wiedziała. Napoleon nie postąpił sprawiedliwie, postąpił miłosiernie. Inaczej mówiąc, okazał łaskę.

Czy podoba ci się to, co uczynił Napoleon? Zanim sam odpowiedziałbym na to pytanie przydałoby się wiedzieć, za co syn owej kobiety siedział w więzieniu, jeśli jednak przyjmę, że nie było to nic poważnego, i w dodatku człowiek ten był jedynym żywicielem rodziny, nie będę się burzyć, iż sprawiedliwości nie stało się zadość.

Wczoraj w sądzie odbyła się krótka rozprawa w sprawie córek mojej koleżanki. Starsza, 19-letnia, dała na chwilę poprowadzić samochód młodszej, 17-letniej, która jeszcze nie miała prawa jazdy.

kids_driving

Jechała jakby była czymś odurzona, od krawężnika do krawężnika, ale na szczęście uliczki osiedla były puste. Z jednym wyjątkiem. Krążył tam radiowóz.

Kiedy policjant ruszył za samochodem i włączył swoje kolorowe światełka, dziewczyna tak spanikowała, że włączyła lewy kierunkowskaz i skręciła w prawo…

A miało to miejsce w USA, gdzie wykroczenia drogowe są na ogół traktowane bardzo poważnie. Obu dziewczynom groziły spore konsekwencje, niemałe mandaty i odebranie prawa jazdy na co najmniej kilka miesięcy (w przypadku młodszej odebrane by jej było w dniu, w którym by je otrzymała).

Sędzia jednak wziął pod uwagę, że dziewczyny były grzeczne, przyznały się do winy i dobrowolnie chciały poddać karze. Powiedział: „gdyby istniały upomnienia za głupotę, a nie mandaty za wykroczenia, dałbym im takie upomnienie, ale jako że to ich pierwsze wykroczenie, a mandat i tak zapewne prędzej obciąży rodziców niż ich samych, zarządzam nadzwyczajne odstąpienie od kary”.

Sędzia postąpił identycznie, jak Napoleon. Gdy o tym usłyszałem, niesamowicie się ucieszyłem, bo znam te dziewczyny i wiem, że już samo złapanie przez policję i długie oczekiwanie w strachu na rozprawę było dla nich wystarczająco mocną nauczką.

Znowu sprawiedliwości nie stało się zadość. Kto by się jednak z tego nie cieszył?

Dlaczego zatem większość chrześcijan tak bardzo się burzy gdy słyszy o nieograniczonym Bożym miłosierdziu?

„Bóg jest miłosierny ale sprawiedliwy”.

Słyszysz czasami takie stwierdzenie?

Ja słyszałem bardzo często. I zawsze powodowało ono u mnie wewnętrzny konflikt. I niepokój.

Z jednej strony religia każe mi nieskończenie wybaczać, bo „Bóg nam wybacza grzechy”, zawsze jednak w kontekście rozmowy o Bożym wybaczaniu stawało słowo „ALE”.

ALE… sprawiedliwy.

Zauważmy – nie „I sprawiedliwy”, lecz „ALE sprawiedliwy”. Jak gdyby sprawiedliwość w jakimś zakresie ograniczała sprawiedliwość lub jej zaprzeczała.

Religia mówi nam, że Bóg jest nieskończenie miłosierny i nieskończenie sprawiedliwy, i jeżeli nie jesteśmy tego w stanie zrozumieć, to… jest to nasz problem. My musimy zawsze wybaczać, Bóg nie. Czy jesteśmy lepsi od Boga? Nie. Nie rozumiemy tego? Nie szkodzi.

W jakim celu jednak Bóg nam dał rozum, jeśli niewiele się przydaje przy zrozumieniu podstawowych pojęć dotyczących Jego osoby i Jego relacji z nami?

brain

Pozwolę sobie zatem nie zgodzić się z religią i wnioskuję o użycie rozumu! A rozum podpowiada mi, że religijne tłumaczenie kwestii zbawienia przedstawia bardzo wiele poważnych logicznych sprzeczności.

Religia tłumaczy mniej więcej tak:

Nieskończenie miłosierny Bóg wybaczyłby wszystko wszystkim, ale to czyniłoby Go niesprawiedliwym.

Nieskończenie sprawiedliwy Bóg nie wybaczyłby nikomu, bo wszyscy są grzesznikami.

Nieskończenie miłosierny i sprawiedliwy Bóg obarcza winą Jezusa i wybacza wszystkim, którzy przyjmą Jego ofiarę, a potępia wszystkich, którzy tego nie czynią.

Czy jednak potrafimy wyobrazić sobie ziemskiego ojca, który, aby uratować kogoś innego, poświęca życie swojego dziecka? Czy nazwalibyśmy takiego ojca dobrym?

Jak to też jest, że śmierć Jezusa jest zapłatą za czyjąś wieczność w piekle? Jeżeli karą za grzech jest wieczność w piekle, analogicznie, Jezus też powinien spędzić wieczność w piekle!

W tym całym religijnym tłumaczeniu sensowne wydaje mi sie tylko to zdanie:

Nieskończenie miłosierny Bóg wybaczyłby wszystko wszystkim.

A co jeśli to prawda?

I tutaj miliony gardeł w doskonałej jedności wykrzykną jedno słowo:

HEREZJA !!!

Zajrzyjmy zatem do Biblii.

arabic bible

Ciekawy fakt: jak Biblia gruba i długa – prawie milion słów – tak nie znajdziemy tam ani słowa na temat herezji polegającej na głoszeniu zbyt miłosiernego Boga.

W Starym Testamencie nie ma prawie nic na temat życia pozagrobowego, jest natomiast bardzo dużo o przykazaniach. Mnóstwo zakazów i nakazów, mnóstwo przykładów kar i nagród za jakość stosowania się do przykazań. Co jednak czytamy o stosunku Boga do ludzi?

Jednym z najpopularniejszych w Biblii zwrotem jest „nie lękaj się”. Mawia sie, że występuje on w Biblii 365 razy – abyśmy mogli żyć bez strachu okrągły rok. Jest to co prawda mit, i prawdziwa liczba jest około 3 razy mniejsza, niemniej jest to i tak na tyle sporo, abyśmy sie zastanowili, czy Bóg naprawdę chce, abyśmy żyli w strachu.

Naród Wybrany, Izrael, doświadczył od Boga niesamowitych dobrodziejstw, tymczasem sam wykazywał się niesamowitą pomysłowością w coraz to bardziej wyrafinowanych sposobach okazywania leckeważenia przykazań. Bóg ostrzega – będą konsekwencje. Ale do swojego odstępczego narodu kieruje też przykładowo takie słowa:

Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą. Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela. (Iz 41:13-14)

 

Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49:14-15)

Kary za nieposłuszeństwo nie tylko nie mają nic wspólnego z życiem wiecznym, ale nie mają też nic wspólnego z miłością i uczuciami, jakie Bóg żywi do człowieka! Bóg tak naprawdę nie stosuje kar w naszym rozumieniu tego słowa, nie daje nikomu syfilisu ani nie powoduje, że człowiek się potyka na równej drodze. Kiedy jest mowa o karze, ktoś po prostu zbiera żniwo swojego postępowania.

Izrael mógł zostać doszczętnie rozbity przez sąsiednie narody, przestałby istnieć i wkrótce nikt by o nim nie pamiętał. Bóg jednak obiecał swoją ponadnaturalną pomoc, przy czym zastrzegł, że istnieją warunki jej otrzymania. Tak długo jak Izrael się do tych warunków stosował, inne narody, choćby stokroć potężniejsze, nie mogły mu zaszkodzić. Boża kara polegała na tym, że Izrael musiał wziąć sprawy we własne ręce. Koniec cudów.

Nie znajdziemy ani jednego przykładu w Biblii, gdzie Bóg jest autorem czyjejś śmierci, choroby lub innego nieszczęścia.

angry-god

Faktem jest, że większość ludzi interpretuje niektóre wydarzenia ze Starego Testamentu jako bezpośrednie kary Boże. Tak też interpretowali je początkowo apostołowie, i mniemali, że Bóg ma właśnie taki sposób postępowania: bądź grzeczny albo… pogadamy. Popatrzmy tutaj:

A gdy to widzieli uczniowie Jakub i Jan, rzekli: Panie, czy chcesz, abyśmy słowem ściągnęli ogień z nieba, który by ich pochłonął, jak to i Eliasz uczynił? A On, obróciwszy się, zgromił ich i rzekł: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale je zachować. I poszli do innej wioski. (Łk 9:54-56, BW)

(Wiem, wiem, powyższy fragment wygląda nieco inaczej w Biblii Tysiąclecia… jak również w najstarszych rękopisach… jednak i tak postanowiłem go tu umieścić jako że właśnie w tej formie stanowi wspaniałe podsumowanie stosunku, jaki Jezus miał do ludzi).

Pamiętajmy, Jezus przyszedł by objawić Ojca – Jego zamierzenia, Jego charakter i Jego stosunek do ludzi (J 1:18. 10:30. 14:10). Wiem doskonale, że początkowo może to się wydawać szokująco sprzeczne z tym, co słychać w kościołach, ale gdyby Bóg miał interes w karaniu ludzi za grzechy, to samo byśmy zobaczyli u Jezusa!

Tymczasem co czynił Jezus? Uzdrawiał? Tak. Wybaczał grzechy? Tak. Miał „najgorszych” grzeszników za przyjaciół? Tak.

Jedynymi ludźmi, dla których Jezus nie był, powiedzmy, zbyt miły, to ludzie którzy usiłowali Mu przeszkodzić, zarzucali kłamstwo i odciągali innych od Niego. Na ogół myślimy o faryzeuszach, ale zwróćmy uwagę, w kwestiach moralności apostołowie byli daleko w tyle za faryzeuszami. Faryzeusze to nie byli źli ludzie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Starali się ze wszystkich sił przestrzegać Prawa, jednak większość z nich tak skupiła się na przepisach, że zapomniała o miłości. I ich jednak Jezus nie „obdarzał” trądem ani nie straszył smażeniem w piekle. Przestrzegał ich często przed nadchodzącą zagładą Jerozolimy, ale to nie Bóg był jej autorem, a rzymska armia.

* * *

Kiedy zacząłem czytać Biblię jak gdyby „od nowa”, bez komentarza współczesnych teologów, okazało się nagle, że… nie istnieje nic, co ogranicza Boże przebaczenie! To tylko ludziom niesamowicie trudno w nie uwierzyć! I owszem, według ludzkich standardów Bóg nie jest sprawiedliwy – i jeśli Biblia powiada, że jest, to tylko dlatego, że Boże standardy sprawiedliwości są odmienne od naszych. Pojęcie prawiedliwości przeciętnego człowieka polega na tym, że to jego postępowanie powinno się usprawiedliwić, a postępowanie wszystkich „gorszych od niego” – nie. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, aby Bóg nam wszystko wybaczył – ale tylko nam, a nie im! Nie gwałcicielom, krwawym dyktatorom, mordercom, ateistom!

Poza tym, gdyby nagle ludzkość uwierzyła, że Boże przebaczenie jest bezgraniczne, niemal wszystki Kościoły by zbankrutowały. Większość ludzi chodzących w niedzielę na nabożeństwo czyni tak tylko dlatego,że boi się kary Bożej, dlatego księża i pastorowie, których dochody na ogół zależą od frekwencji, zrobią wszystko, by ukryć przed maluczkimi miłosierdzie Boże.

Jezus skierował do takich ludzi proste przesłanie – mamy za mało danych, by osądzać. Bóg zna serca ludzi, On wie, co jest naszym wyborem, co jest narzucone przez środowisko, geny, przymus zewnętrzny. Ci, których my widzielibyśmy na dnie piekła, okazać mogliby się przed Bogiem bardziej sprawiedliwi niż my, którzy chodzimy do kościoła co niedziela, modlimy się rano i wieczorem i 20% dochodu przeznaczamy na biednych.
W porównaniu jednak do doskonałej świętości, wszyscy jesteśmy od Boga nieskończenie daleko, i dlatego jedynym sensownym wytłumaczeniem jest że także, bez różnicy, wszyscy dostępujemy Jego przebaczenia!

* * *

Sporo lat temu pojechałem na kolonie jako wychowawca; planowałem przed ten czas przeczytać wszystkie Listy Nowego Testamentu. Do tej pory nieźle już nieźle Biblię poznałem, ale czytałem na ogół fragmenty na jakiś temat, nie czytałem ksiąg od początku do końca.

Atmosfera była wspaniała, zabawy z dziećmi dawały dużo radości, a w czasie wolnym prowadziliśmy w gronie kadry fascynujące, długie  dyskusje, także… starczyło mi czasu tylko na przeczytaniu kilku kartek. Pierwszego Listu w Biblii, Listu do Rzymian.

Wystarczyło. Moje życie się zmieniło z powodu jednego wyrazu.

Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie.  (Rz 3:22b-24)

Darmo? Jak to – darmo? Niemożliwe. A uczynki? Sakramenty? Modlitwy? Wiara?

Pamiętam, jak opowiadałem innym wychowawcom o tym, co przeczytałem. Nie zważałem na to, czy ktoś mnie rozumie, czy nie. Byłem szczęśliwy.

Około 20 lat zajęło mi jeszcze zrozumienie tego, że to „darmo” naprawdę oznacza „darmo”. Przez te lata usiłowałem pojęcie to pogodzić z teologią różnej maści, katolickiej, protestanckiej, liberalnej, ewangelicznej… bez powodzenia.

Słuchaj. Bóg chce, byś wybaczał wszystkim bez ograniczeń. Bo to daje wolność, daje pokój.

Bo Bóg sam tak robi.

gift
ostatnia edycja: 11 listopada 2016

Najważniejsza prawda biblijna

Jeśli spytamy stu chrześcijan, co jest najważniejszą prawdą w Biblii, dostaniemy sto różnych odpowiedzi. Nie, nie chcę z triumfem ogłosić, że to właśnie ja mam tę prawdzwiwą odpowiedź, ani nie chcę tu głosić „jedynie słusznej teologii”. Jestem jednak przekonany, że to, o czym napiszę, to coś, o czym nie wolno zapominać, i także coś, co jest dzisiaj na ogół odrzucane, nie tylko przez niewierzących, ale i przez mieniących się chrześcijanami.

Tak się składa, że własne dzieci uczę, że jest to… najważniejsza prawda biblijna. Nie zamierzam jednak odsądzić ich od czci i wiary, jeśli się ze mną nie zgodzą.

Tak na marginesie, jak na razie się zgadzają 🙂
Zacznę od pewnej obserwacji, która pewnego dnia głęboko mnie zdumiała: kiedy patrzę na ludzi, którzy denerwują mnie najbardziej; i kiedy myślę, które cechy w nich denerwują mnie najbardziej… nierzadko odkrywam, że… dokłądnie takie same cechy posiadam. Śmieję się z pogardą ze znajomego, który na Facebook zamieszcza zdjęcie nowego samochodu… i przypominam sobie, że kiedyś robiłem tak samo, a teraz tak nie robię nie dlatego, że wyzbyłem się pychy, ale dlatego, że wiem, jak głupio jest to na ogół odbierane.

Uświadomienie sobie tego było sporym szokiem dla mnie – i później zrozumiałem, że nie jestem w tym wszystkim odosobniony, i że piętnowanie u innych swoich własnych wad jest typowe dla rodzaju ludzkiego, i opisane tysiące lat temu. W Biblii, oczywiście. Odkąd to zauważyłem, mniej się dziwię sobie, i mniej się dziwię, gdy moje dzieci wzajemnie się oskarżają o coś, co same zrobiły kwadrans temu.

Apostoł Paweł stwierdził to w taki sposób:

 Ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz? Który mówisz, żeby nie cudzołożono, cudzołożysz? Który wstręt czujesz do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa?

(Rz 2:21-22)

 

I podsumował to wszystko tak:

 już przedtem obwiniliśmy Żydów i Greków o to, że wszyscy są pod wpływem grzechu, Jak napisano: Nie ma ani jednego sprawiedliwego, Nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga;

(Rz 3:9b-11)

 

W Biblii jest wiele trudnych miejsc, ale to miejsce trudnym się nie wydaje. Wszyscy są pod wpływem grzechu. Nie ma ani jednego sprawiedliwego, ani jednego ‚dobrego człowieka’.

Czy jednak ktokolwiek w to wierzy?

Bardzo często słyszymy, gdy mówi się o kimś ‚zły człowiek’ lub ‚dobry człowiek’. Czy w świetle powyższych słów Pawła mamy prawo nazywać kogokolwiek dobrym?

Jeżeli nie jest to jeszcze zupełnie dla ciebie jasne, zobacz, jakie słowa Jezusa zapisał ewangelista Łukasz:

Dlaczego zwiesz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg.
(Łk 18:19b)

 

Popularne twierdzenie, że dobrzy ludzie idą do nieba, a źli do piekła, traci sens, skoro wszyscy są źli.

(Oczywiście nie zamierzam protestować przeciwko potocznemu używaniu terminu ‚dobry człowiek’, i sam nie raz go używam, warto jednak pamiętać, jak sprawa wygląda z Bożego punktu widzenia).

Wiem, że to kłóci się z logiką, a przede wszystkim zaś kłóci się z religijną tradycją. Wyrastający w typowej „religijnej” rodzinie mają twardy orzech do zgryzienia – dalej wierzyć innym? wierzyć logice? Czy uwierzyć Biblii?

Jeżeli zdecydujesz się myśleć samodzielnie, naprawdę czeka cię trudny proces. Walka z innymi, i – być może najtrudniejsza – walka z samym sobą. Obraz złych i dobrych ludzi oraz obraz Bożego karania tych pierwszych i nagradzania tych ostatnich jest bardzo popularny – nie tylko w chrześcijaństwie ale w niemal wszystkich religiach świata – ale nie ma nic wspólnego z prawdą. Bo wszyscy są źli.

Jaka jest zatem ta najważniejsza prawda biblijna? Zwolennicy humanizmu (nie: humanitaryzmu!) – proszę przerwać czytanie!

Wszyscy jesteśmy do d**y.

(wygwiazdkowałem powyższe słowo, jeśli kogoś miałoby urazić, choć tak naprawdę Biblia nic nie mówi o ‚brzydkich słowach – nie, Kolosan 3:8 też o nich nie mówi!)

Wersja do powtarzania publicznie –

 Wszyscy jesteśmy do niczego.

Zastanawiałem się, czy nie lepiej napisać ‚Wszyscy jesteśmy grzeszni’, ale potoczne rozumienie terminu „grzeszny” to „ktoś, kto grzeszy”, czyli równie dobrze może to oznaczać człowieka, który zgrzeszy dwa razy w ciągu 70 lat życia. A prawda dotycząca nas jest o wiele gorsza.

 (Dla zainteresowanych: w domu, jako że jesteśmy rodziną raczej anglojęzyczną, wersja „swojska” to ‚we are all full of s**t’, a wersja grzeczniejsza – we are all full of crap).

Nie ma dobrych ludzi. Są dobrze wychowani ludzie. Większość z nas uważa przykładowo zabójstwo z pobudek religijnych za złe, natomiast w wielu fundamentalistycznych rodzinach na Bliskim Wschodzie zabijanie ludzi wierzących w innego boga uważane jest za wielką zasługę. Kiedy jakiś ‚innowierca’ puka do twoich drzwi, dlaczego nie masz ochoty go zabić? Czy dlatego, że jesteś dobrą osobą? Nie! Tak wychowało cię społeczeństwo. Tak wychowali cię rodzice.

Często jedynym powodem, dla którego rezygnujemy ze zrobienia czegoś złego (wiem to po sobie) po prostu dlatego, że boimy się kary. Czy to czyni nas dobrymi?

Czy myślisz, że wszyscy zbrodniarze wojenni byli nieczuli i okrutni od dziecka? Nie! Wielu z nich okazywało innym współczucie, działało w organizacjach charytatywnych, kochało dzieci i koty; lecz kiedy w czasie wojny dostali alternatywę – będziesz bestią albo umrzesz – wybrali to pierwsze. Czy możesz z absolutną pewnością powiedzieć, że we wszystkich możliwych okolicznościach twoim wyborem byłaby śmierć?

Lepiej… nie mieć absolutnej pewności na temat czegokolwiek. Sam z jednej strony nauczyłem się tytułowej najważniejszej prawdy biblijnej z Biblii, ale dobrze zapamiętałem ją dopiero po kilku bardzo bolesnych lekcjach. W młodszych latach doświadczyłem szeregu historii o takim samym schemacie: poznawałem kogoś, kto w moich oczach wyglądał na niemal doskonałego, niemal bezgrzesznego, cudownego chrześcijanina. Następnie dane mi było poznać te osoby bliżej… i za każdym razem odkrywałem „szkielet w szafie” – coś bardzo, bardzo niedobrego, co się z nimi wiązało.

Dzisiaj widzę to za wspaniałą lekcję, którą zafundował mi Bóg – lekcję, która nauczyła mnie nie sądzić po pozorach (zob. J 7:24). Nierzadko seryjny zabójca okazywał się miłym sąsiadem pomagającym starszym lub też troskliwym ojcem i mężem. Przestrzegam dzieci, kiedy mają tendencje do idealizowania ludzi, których lubią, i demonizowania tych, których nie lubią. Nie znamy serca człowieka. Pozory mylą. Sądy typu „dobry człowiek” czy „zły człowiek” strasznie rzadko mają sens.

Czy znasz spis ‚bohaterów wiary’ w 11. rozdziału Listu do Hebrajczyków? Pisze się tam o ludziach, których wiara powinna być dla nas przykładem.

Ci, których świat nie był godny, tułali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi.

(Hbr 11:38)

Ci, których świat nie był godny! Czyż nie brzmi to pięknie? Popatrzmy jednak z drugiej strony. 11. rozdział Listu do Hebrajczyków wymienia cudzołożników (Abraham), notorycznych oszustów i złódziei (Jakub), pijaków (Noe), toksycznych rodziców (Józef), zabójców (Dawid); a pod koniec wymienia i prostytutkę (Rachab).

To są bohaterowie wiary! Czy przynajmniej mieli oni niezachwianą wiarę całe życie? Jeśli znasz Biblię wiesz, że wcale nie. Mojżesz otrzymał zakaz wejścia do Ziemii Obiecanej z powodu niewiary. Z Psalmów dowiesz się, ile zwątpienia nie raz było w Dawidzie.

Dawid, jedyna osoba w Biblii która otrzymała zaszczytny tytuł „Człowieka według Bożego serca”, nagle okazał się cudzołożnikiem i zabójcą. Nikt jednak nie nazwał go niewierzącym. Nikt nie wątpił – ani w Starym, ani w Nowym Testamencie, że nie był to Boży człowiek. Nikt dzisiaj nie wątpi, że Dawid jest osobą zbawioną. Wielu chrześcijan dzisiaj zaś jest w stanie odmówić innym zbawienia, bo słuchają muzyki rockowej czy piją alkohol.

Wszyscy jesteśmy do d**y, czy się to podoba komuś, czy nie. Jeśli uważasz, że ciebie to nie dotyczy, żyjesz ułudą.

Chociaż nazwałem to „najważniejszą prawdą biblijną”, niebezpieczne bardzo będzie, jeśli na niej jednak poprzestaniemy. . Temat to ważny – bo Paweł poświęcam mu więcej, niż dwa rozdziały swojego najważniejszego Listu – ale to tylko wstęp do Dobrej Nowiny – a List do Rzymian rozdziałów ma piętnaście.

Jesteśmy do niczego, ale nie jest to powód do rozpaczy! Bóg nas kocha! Wybaczył nam wszystkie grzechy! Czeka na nas, abyśmy razem żyli wiecznie! W Liście do Rzymian 3:10 napisane jest, że nie ma ani jednego sprawiedliwego, ale nas to nie przeraża, bo oto jedynie sprawiedliwy Bóg ogłosił teraz sprawiedliwymi nas, grzeszników!!!

Ale teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy, I to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie

 (Rz 3:21-24)