Przykazania – dla kogo i dlaczego?

Zastanów się przez chwilę nad pytaniem – czym się różni chrześcijanin od człowieka niewierzącego?

(Zastanawiasz się. Chwilę. Nie czytasz dalej. Dlaczego czytasz dalej? Nie oszukuj, proszę, przerwij czytanie i zastanów się. Na chwilę!)

Uważne przeczytanie powyższego pytania może doprowadzić do następującego wniosku – chrześcijanin to ktoś, kto wierzy. W końcu przeciwstawiony jest w nim komuś nie-wierzącemu.

W co wierzy? Większość zapewne się zgodzi, że lepiej spytać – w kogo wierzy? Oczywiście, w Jezusa.

Chrześcijanami zatem jest mnóstwo ludzi. Katolicy, protestanci, mormoni, świadkowie Jehowy, a nawet i muzułmanie, bo i oni wierzą w istnienie Jezusa, choć nie uważają Go za proroka ważniejszego od pozostałych.

I tutaj mogę wkleić kilka trylionów stron o tym, jak poszczególne grupy ludzi wymyślają swoje definicje chrześcijaństwa, jak definicje te zmieniają się w czasie, jak grupy te się dzielą (na ogół), łączą między sobą (hmm… w tej chwili nie potrafię przypomnieć sobie takiego wydarzenia),czasem nawet walczą ze sobą i wzajemnie mordują. Tak naprawdę na przestrzeni wieków działo się to o wiele częściej, niż czasem, i dzieje się do dzisiaj.

Czy zatem możliwe jest w ogóle stwierdzenie, czym wyróżniają się chrześcijanie?

Albo – jak odróżnić chrześcijan prawdziwych od udających?

Kiedyś chciałem bardzo, by każdy chrześcijanin miał jakiś cudowny znak wyróżniający od innych – może nie aureolkę jak ze starych obrazów (spać by się przy tej światłości nie dało, choć w zamian za to jakie oszczędności w rachunkach za prąd!), ale może jakiś drobny znak na czole, albo umiejętność robienia jakiegoś drugorzędnego cudu?

To było kiedyś, dzisiaj myślę, że i to by nic nie dało. Zapewne znowu byśmy się podzielili kłócąc, czy na pewno każdy znak jest tego samego rodzaju… albo w ogóle, czy dobrze jest go mieć, czy lepiej nie mieć. I dalej by nie wiadomo było, kto jest prawdziwym chrześcijaninem.

Część chrześcijan robi spis doktryn, po zaliczeniu których, mogą kogoś nazwać chrześcijanem. Wiarę w bóstwo Jezusa, w Trójcę, w nieomylność Biblii, w nieomylność danego Kościoła, w powtórne przyjście Jezusa… ilość tych wierzeń i różne ich zestawienia mogą przyprawić o ból głowy. To, czego wyznawanie dla jednych „chrześcijan” jest dowodem wiary, dla innych jest dowodem jej braku.

Jest jednak jeden problem z doktrynami – stosunkowo łatwo jest w nie uwierzyć. Jeszcze łatwiej powiedzieć, że się wierzy. Wyobraź sobie, że należysz do Kościoła, który za warunek zbawienia uznaje wiarę w to, że Mojżesz był łysy. Niszczysz rytualnie wszystkie dostępne ci rysunki Mojżesza z bujną czupryną (czyż nie jest ciekawe, na marginesie, że Mojżesz rysowany jest z taką czupryną chyba zawsze, chociaż historia twierdzi, że długie włosy u płci brzydszej – choć silniejszej – były wówczas raczej wyjątkiem? Identycznie zresztą ma się sprawa z Jezusem).

commandments3

Kontynuując tę historię, Kościół twój organizuje misje do różnych krajów, by nawracać ludzi na łysego Mojżesza. Kiedy spotykacie kogoś, pytacie się go – czy wierzysz, że Mojżesz był łysy? I jeśli mówi on, że nie, przekonujecie go aż do skutku (albo aż wam ucieknie), i – jeżeli się uda – zaznaczacie w notesiku „kolejna uratowana dusza” i idziecie dalej.

A teraz wyobraź sobie, że spotykasz jakiegoś wesołego Wacka blisko budki z piwem. Zaczynasz temat, a Wacek – z uwagi na wyśmienity humor – łaskawie cię słucha. W końcu jednak zaczynasz go nudzić i Wacek pyta:

– Czy to znaczy, że jeśli uwierzę w łysego Mojżesza, będe zbawiony?
– No, tak – odpowiadasz.
– No to wierzę, i spływaj już stąd – mówi Wacek.

No i tak naprawdę, jedyne, co możesz zrobić, to… spłynąć. Nie masz możliwości weryfikacji, czy Wacek rzeczywiście wierzy. Nie możesz temu zaprzeczyć, wystarczy, że mówi, że wierzy. Sfrustrowany odchodzisz, myśląc, że Wacek jednak w cichości serca wyznaje długie włosy Mojżesza, a ty nic z tym nie możesz zrobić.

I podobnie sfrustrowana jest religia. Nie mogąc zweryfikować wiary swoich wiernych, a jednocześnie musząc ich kontrolować, stworzyła straszną rzecz – PRZYKAZANIA.

commandments1

Czekaj, czekaj – powiesz – przecież przykazania stworzył Bóg, czyż nie?

Bóg stworzył też cyjanek potasu. To, że Bóg coś stworzył, jeszcze nie oznacza, że masz to bezmyślnie używać. Bezmyślnie – podkreślam – nie oznacza, że wcale. Cyjanek potasu, oprócz bycia bardzo silną trucizną, jest nieocenioną pomoca przy wydobywaniu złota.

Popatrzmy na temat przykazań w Biblii.

Spisane przykazania pojawiają się dopiero za czasów Mojżesza („dopiero”, bo co najmniej dwa i pół tysiąca lat po Adamie), co nie oznacza, że wcześniej na ziemi panowało totalne bezprawie. W szóstym rozdziale Księgi Rodzaju znajdziemy początek historii Noego i potopu; potop był karą za grzech, lecz jak Bóg mógłby sądzić ludzi za ich grzech, jeśliby wcześniej nie określił, czym grzech jest? Ludzie więc musieli mieć dane jakieś przykazania, jednak ponieważ Biblia nie wspomina o szczegółach, nie będę spekulować. Adam i Ewa mieli też zresztą przykazane, co mają robić, i czego nie mają; a skoro Bóg rozmawiał z Kainem o dobrym i złym postępowaniu, znaczy się, że i Kain jakieś zasady miał dane.

Pierwsze przykazania, które jasno nazwane są w Biblii przykazaniami, to prawo dane Mojżeszowi (inaczej: zakon mojżeszowy). Dane one zostały Izraelowi w XV wieku pne, i stanowiły część Przymierza. Przeczytaj początek 5. rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa (5 Mojżeszowej):

Mojżesz zwołał całego Izraela i rzekł do niego: Słuchaj, Izraelu, praw i przykazań, które ja dziś mówię do twych uszu, ucz się ich i dbaj o to, aby je wypełniać.  Pan, Bóg nasz, zawarł z nami przymierze na Horebie. Nie zawarł Pan tego przymierza z ojcami naszymi, lecz z nami, którzy tu dzisiaj wszyscy żyjemy. (5M 5:1-3)

Przymierza były wtedy bardzo powszechne we wszystkich kulturach, zawierane z innymi ludźmi, jak i również z pogańskimi bożkami. Przymierze z Izraelem nie jest też pierwszym przymierzem, które zawarł Bóg z ludźmi, wcześniej Biblia wspomina na przykłąd o przymierzach z Noem (1M 9:1-17) lub z Abrahamem (1M 17:1-22). Jeśli przeczytacie w Biblii te fragmenty, zobaczycie istotę przymierze – to zobowiązanie jest zawsze dwustronne. Bóg wymaga coś od ludzi ale Bóg i coś ludziom za to obiecuje, przy czym poszczególne przymierza bardzo różnią się od siebie. W przymierzu z Abrahamem widzimy na przykład wielki nacisk na obietnice – Bóg je wymienia, nie stawiając żadnych warunków – dopiero później wspomina o kilku drobnych szczegółach – w tym i o obrzezaniu. Przymierze za czasów Mojżesza natomiast skupia się na wymaganiach, które Bóg miał od Izraela, jednak obietnice też, bardzo konkretne, są w nim zawarte.

Ostatnie zdanie w wyżej cytowanym fragmencie z 5 Mojżeszowej pokazuje też jasno, że to przymierze jest jedyne w swoim rodzaju.

Bóg wymaga od Izraela przestrzegania prawa – i w zamian obiecuje mu m.in. szczególną pozycję wśród narodów, szczególną pomoc, dobrobyt itp. Ludzie zaś zobowiązują się do przestrzegania danych im przykazań.

Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym. (…)Wtedy cały lud jednogłośnie powiedział: Uczynimy wszystko, co Pan nakazał. (2M 19: 5-6a.8a).

Przymierze to jednak było tylko cieniem Nowego Przymierza:

Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach – wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem. (Jer 31:33)

Większość jest zdziwiona, gdy dowiaduje się, że Nowe Przymierze także zostało zawarte z Izraelem, a nie z całym światem. A czy wiesz, że przez ponad 3 lata od wniebowstąpienia Jezusa jedynymi chrześcijanami byli Żydzi, albo przynajmniej stanowili przygniatającą większość, jako że w Dz 10:45 dziwią się bardzo, że poganie również otrzymali dar Ducha Świętego, a w Dz 11:1nn wciąż dziwią się, że Piotr w ogóle przebywa z poganami. W poprzednim rozdziale Dziejów opisana jest natomiast (a w 11. powtórzona) wizja, którą Piotr otrzymał do Boga, w wyniku której Piotr nie uważał już za nieczyste ani żadne pokarmy, ani żadnych ludzi.  Czyż nie oznacza to coś bardzo wyjątkowego i niezwykle istotnego, że Bóg aż musiał posługiwać się szczególną wizją, i to powtarzaną trzykrotnie (zobacz Dz 10:9-16.11:5-10)? Zauważ też, że Jezus powtarzał wiele razy, że Jego misja jest przeznaczona wyłącznie dla Żydów (por. Mt 10:5-7.15:24).

Czy ja – poganin – mam zatem jakikolwiek udział w Nowym Przymierzu, jeśli zostało one zawarte wyłącznie z Izraelem?

Tak! Apostoł Paweł porównuje Izrael do szlachetnych gałęzi oliwnych, pogan zaś do dzikich, i proces dołączenia pogan do Przymierza porównuje do odcięcia gałęzi szlachetnej i wszczepienia dzikiej (por. Rz 11). Izrael z powodu niewiary został odcięty od Przymierza, jednak – jak też można wyczytać to z Rz 11 – nie zostało wypowiedziane w tym temacie jeszcze ostatnie słowo. W tej chwili nie liczy się, w jakim kraju się rodzimy. Paweł wielokrotnie zapewnia, że w Chrystusie pojednany jest ze sobą cały świat i wszyscy jesteśmy jednością:

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście jednością w Chrystusie Jezusie. (Gal 3:28)

Poza tym plan uczynienia wszystkich ludzi uczestnikami obietnic nie był dla Boga zaskoczeniem – już Izajasz pisał:

Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. (Iz 49:6b)

Podsumowując temat – istniały dwa przymierza, Stare i Nowe. Stare zawarte było między Bogiem i Izraelem, Nowe również, ale do Nowego dostęp otrzymali również poganie. Wszyscy ludzie.

Prawo – czyli dokładnie 613 różnych przykazań, zawartych od 2 do 5 Księgi Mojżeszowej, a zaczynających się od tych zwanych dzisiaj Dekalogiem, było jedynie częścią pierwszego Przymierza – tego starego.

Wniosek z tego taki, że prawo mnie, poganina, nie obowiązuje. Niezależnie od tego, w jakich czasach bym się nie urodził.

Nowy Testament nigdzie nie uczy pogan żadnych przykazań! Wręcz przeciwnie (por. Dz 15)! Jeżeli zapamiętasz choć tylko jedną rzecz z tego artykułu, będę szczęśliwy, jeśłi będzie to fakt, iż Dekalog nigdy nie obowiązywał pogan {{1}} [[1]]niektóre prawa obowiązywały również pogan,ale tylko tych, którzy chcieli mieszkać razem z ludem Izraela [[1]], i jeśli ktoś uczy cię inaczej, wynika to albo z jego słabej znajomości Biblii, albo złej woli.

A co, jeślibym był Żydem? Obecnie nie ma różnicy, bo Stare Przymierze przestało obowiązywać przy przyjściu Chrystusa:

Na cóż więc Prawo? Zostało ono dodane ze względu na wykroczenia aż do przyjścia Potomka, któremu udzielono obietnicy; przekazane zostało przez aniołów; podane przez pośrednika (…) Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, /który miał prowadzić/ ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy (Gal 3:19.23-25)

Prawo Mojżesza mnie nie obowiązuje!

Dekalog mnie nie obowiązuje!!!

Dzisiaj protestanci wojują z katolikami o prawdziwy wygląd Dekalogu. Protestanci mówią, że katolicy usunęli 2. przykazanie, a 10. rozdzielili na dwie części, by dalej było 10. Katolicy zaś zauważają, że w biblijnym Dekalogu jest więcej niż 10 nakazów/zakazów, i ich podział jest rzeczą umowną, a rozdzielenie „ani żadnej rzeczy która jego jest” od „żony bliźniego swego” podyktowana jest szacunkiem dla kobiet, gdyż umieszczenie jej razem z przedmiotami obniżałoby jej godność. Dobre!! No, i – zapomniałbym – Adwentyści Dnia Siódmego i inni sabatarianie nazywają resztę chrześcijan heretykami, bo sabat z Dekalogu zastąpili niedzielą.

Podobny sens mają kłótnie, czy w śniadaniu Marsjan przeważają węglowodany czy białko. DEKALOG JUŻ NIE OBOWIĄZUJE NIKOGO!

Czy nie chcesz wykrzyczeć w tej chwili pytania: to jak, teraż można zabijać, kraść, i w ogóle robić to, na co ma się ochotę?

Odpowiem Ci tak: pomyśl teraz o osobie, którą bardzo kochasz. Może o współmałżonku lub kandydacie na niego, o rodzicach, dzieciach, kimkolwiek.

Czy masz już w myślach tę konkretną osobę? Dobrze. Odpowiedz teraz na naprawdę proste pytanie:

Czy kiedykolwiek wsadziłeś lub wsadziłaś tej osobie palec w oko?

commandments4

Mam nadzieję, że Twoja odpowiedź brzmiała „nie”. Jeżeli było inaczej, proszę, wyobraź sobie drugą osobę, którą kochasz. Jeżeli wciąż odpowiedź brzmi „tak”, weź trzecią. Jeżeli wciąż mówisz „tak”, mam nadzieję, że przebywasz w tej chwili w jakimś zakładzie zamkniętym. Albo, że jesteś okulistą lub chirurgiem ocznym.

Nie włożyłeś? A dlaczego? Czy w Biblii jest przykazanie na ten temat? Nie ma.

Czy w szkole uczyli cię, by nie wsadzać nikomu palca w oko? Nie uczyli.

Czy w polskim prawodawstwie jest zakaz wsadzania palca w oko? Nie ma.

A wyobraź sobie, że poznajesz jakąś osobę. W momencie poznania osoba ta wyjmuje papier i mówi: musimy ustalić zasady naszej znajomości. Bez zasad nic nie będzie działało dobrze. Zasada pierwsza: nie będziesz mi wkładać palca w oko. Zasada druga – nie będziesz mi wkładać długopisa w oko…

Dosyć tej błazenady, nazwijmy rzeczy po imieniu – nie można oprzeć relacji z kimś na spisie rzeczy dozwolonych i zakazanych.  A Bóg chce relacji z nami. Jezus nazwał nas przyjaciółmi. W Biblii czytamy, jak Bóg okazywał wielokrotnie szaloną wręcz miłość ku ludziom, gorącą, pełną emocji.

Popatrz raz jeszcze na cytowany wyżej fragment z Jeremiasza 31:33 – „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. „ – nie oznacza to wcale, że nagle na pamięć będziemy znali 613 przykazań, bo oznaczać by to również musiało powrót do składania ofiar. Prawo jest całością, jeśli kiedykolwiek usłyszysz, że ktoś próbuje cię przekonać, iż prawo dzieli się na część obowiązującą do dziś i część już nieaktualną – uciekaj stamtąd, ta osoba nie ma pojęcia o Biblii. Zakon stanowi nierozerwalną całość, i oparty jest on na systemie ofiar. Nie ma podziału na Dekalog i pozostałe 603 przykazania, nie ma podziału na prawo moralne i ceremonialne, to tylko wymysły religii,  nie poparte w ogóle Biblią. Jeżeli ktoś chce przestrzegać prawa, musi przestrzegać też składania ofiar. Co gorsza, jeśli należy do płci pięknej inaczej, musi też się obrzezać, jeśli jeszcze tego nie uczynił.

Wpisanie prawa tego na naszym sercu natomiast oznacza co najmniej dwie istotne rzeczy: że nie będziemy meili wątpliwości, jakie te prawa są (popatrz tylko na kłótnie między denominacjami), i także, że będziemy je traktowali jako nasze prawa – bo serce to w końcu cząstka nas samych. Czyli, że nikt nie będzie ich kwestionował. Ktoś może zmusić nas do ślepego posłuszeństwa, ale nie powiemy wtedy, że jego prawa mamy w sercu. W sercu możemy mieć to, do czego serce te oryginalnie zostało przeznaczone.

Jakie zatem prawo Bóg wpisuje w „głębi naszego jestestwa” {{2}} [[2]]cokolwiek jestestwo ma oznaczać, ale to już chyba tylko tłumacze 1000-latki wiedzą[[2]]? NOWE prawo. Prawo miłości, prawo wolności. Kochaj i rób co chcesz! – słyszysz czasami i wydaje ci się to herezją? Popatrz co pisze Paweł w 1 Kor 6:12 – wszystko mi wolno! Zaraz jednak dodaje, że nie wszystko przynosi korzyść. Mogę iść do sklepu monopolowego, kupić piwo, i je wypić? Mogę. Mogę też kupić 10 litrów wódki i je wypić? Mogę. Rozum jednak podpowiada mi, że ta druga rzecz będzie dokładnie odwrotna do „przynoszącej korzyść”. (Ta pierwsza rzecz jest dla wielu chrześcijan jednym z ulubionych tematów do kłótni, więc … zakończę tu temat :-))

Popatrzmy na te genialne w swojej prostocie słowa Jezusa:

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem (J 13:34)

Brakuje ci przykazań? Proszę bardzo, masz przykazanie! Ważne kiedyś, ważne dzisiaj, dla każdego! A co się stanie, kiedy je złamiesz? Cokolwiek się stanie, stało się już, przecież łamiesz je codziennie. Łamiemy je wszyscy. Przymierze jednak trwa dalej, przymierze jest nierozerwalne, wieczne, a konsekwencje naszej niewierności są już w 100% poniesione – przez ofiarę Jezusa! Cóż za wspaniała to wieść dla nas!!! Gdyby wszystkie umowy tak wyglądały!

Bóg okazał nam niesamowitą miłość i pokazał jedyne w swoim rodzaju bezwarunkowe wybaczenie. Nie jesteśmy w stanie zrobić niczego, co spowodowałoby Jego dezaprobatę! Wybrał nas zresztą przed założeniem świata, znając przyszłość i wszystko, co zrobimy, także niczym Go nie zdziwimy!

Kochaj i rób, co chcesz – tak mówi Bóg, ale nawet jeśli z tej zasady zostawiamy tylko drugą część, Bóg nas wciąż kocha tak samo!

[Miłość] wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje (1 Kor 13:7-8a)

 

Bóg jest miłością (1J 3:1.4:8)

Czy zatem mogę jutro na przykład zamordować kogoś, kogo nie lubię?

Mogę, jestem wolnym człowiekiem. Czy Bóg mnie za to ukarze? Nie. Mam pełne przebaczenie grzechów (Ef 1:7). Ukarze mnie za to ktoś inny. Ława przysięgłych.

Czy gdyby przykładowo jutro okazało się, że nastąpiła pomyłka w tłumaczeniach, i że Biblia wcale nie zakazuje mordowania, zacząłbym zabijać, na przykłada wszystkich tych, których nie lubię? Nie. Nie robię tego dzisiaj nie dlatego, że przykazanie mówi – nie zabijaj! Jestem na tyle dojrzały by rozumieć, że to głupie. Czy wszyscy są tak dojrzali? Na pewno nie. Dzieci raczej nie. Osoby z niektórymi rodzajamy upośledzeń – również nie. Choć morderstwo tylko za to, że kogoś nie lubię, jest bardzo prostym moralnie wyborem (przynajmniej dla większości). Istnieje natomiast mnóstwo rzeczy, które już tak proste nie są. Dlatego, owszem, potrzebujemy zasad. Im mniej dojrzali jesteśmy, tym więcej ich potrzebujemy. Ale zasady te potrzebne są tylko w tym samym sensie, w jakim znajomość przepisów drogowych potrzebna jest do jazdy samochodem. Przepisy te nie mówią mi, czy mam dzisiaj jechać do babci, czy do sklepu. Nie mówią mi też, czy mam gdzieś jechać, czy nie.

Zdaję sobie sprawę, że to, co piszę wyżej, może niektórym wydać się zagmatwane i niejasne. Jak poczytasz spory teologiczne, zobaczysz, że zwolennicy wszystkich opcji zdają się mieć poparcie w Biblii. Ta sama Biblia nazywa przykazania pożytecznymi i nieużytecznymi.

A przeto poprzednie przykazanie zostaje usunięte z powodu jego słabości i nieużyteczności,  (Hbr 7: 18)

 

Tak więc zakon jest święty i przykazanie jest święte i sprawiedliwe, i dobre.  (Rz 7:12)

Skąd ta dwoistość? Nie chcę tutaj arbitralnie niczego rozstrzygać, i nie temu służy ten artykuł. Moim zdaniem stopień, w jakim dotyczą nas przykazania, zależy od poziomu naszej dojrzałości, ale absolutnie niedopuszczalne jest ocenianie innych i dyktowanie im, jak mają żyć. Kluczowy jest tutaj 14. rozdział Listu do Rzymian, gdzie Paweł zajmuje się głównie praktykowaniem świąt i wyłączaniem pewnych pokarmów w celach religijnych. Jego wniosek jest następujący:

Kim jesteś ty, co się odważasz sądzić cudzego sługę? (…) Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga.(…) A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem. (Rz 14:4.10.22)

Ten strasznie brzmiący „Trybunał Boga”, wspomniany również w 1 Kor 5:10, to na pewno nie miejsce selekcji zbawiony – niezbawiony; kontekst wykazuje, że raczej odbywa tam się rozdawanie nagród.

Słyszałem kiedyś historię o tym, jak świeży chrześcijanin, chcąc pomóc komuś w tarapatach finansowych, dokonał napadu rabunkowego na stację benzynową, tłumacząc później, że uczono go, iż pomoc potrzebującym to priorytet dla każdego chrześcijanina.

commandments2
Wydaje ci się to głupie? Sam bym dokonał napadu rabunkowego, gdybym na przykład mógł tym uratować czyjeś życie. Priorytety nie zawsze są czarno-białe, na ogół nie znamy wszystkich okoliczności, także najsensowniej wydaje się po prostu zastosować do słów Pawła: „A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem„.

Na koniec wspomnę jeszcze o dość popularnym w protestantyzmie poglądzie, iż chrześcijan obowiązują te spośród przykazań starotestamentowych, które powtórzone są w Nowym Testamencie.

Po pierwsze, Biblia nigdzie nic takiego nie głosi.

Po drugie, kwestią dyskusyjną jest, czy Ewangelie należą do Nowego Testamentu, czy do Starego. Ja osobiście uważam, że do Starego.

Po trzecie, pogląd taki otwiera możliwość do niekończcących się sporów na temat mnóstwa fragmentów. Co obowiązuje wiecznie, co jest uwarunkowane kulturowo, co Paweł pisał tylko do Koryntian, do do nas wszystkich, co jakie słowo oznacza w którym kontekście, itp itd…

Unikaj natomiast głupich dociekań, rodowodów, sporów i kłótni o Prawo [Mojżeszowe]! Są bowiem bezużyteczne i puste. (Tyt 3:9)

Dokładnie!

Zacytuję na koniec Jana z jego pierwszego Listu. List ten ma mnóstwo do powiedzenia na temat przykazań, jednak przykazania te definiuje tylko raz. I nie znalazłem lepszego podsumowania przykazań, które mnie obowiązują.

 A to jest przykazanie jego, abyśmy wierzyli w imię Syna jego, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie, jak nam przykazał (1 J 3:23)

Dusza – co to naprawdę jest?

soul1
Jest sobie jeden taki wyraz. Często występuje w Biblii, i niektórzy używają go też bardzo często w języku potocznym. Niektórzy nie używają go niemal nigdy. Wszyscy myślą, że wiedzą, co on oznacza. I wszyscy.. się mylą. Ha, ha! 🙂

Bardzo często w moich artykułach zaznaczam, że czegoś do końca nie wiem, że mam wątpliwości, niemniej tutaj ich nie mam zupełnie. Prawie wszyscy, od ludzi świeckich po duchownych, używają tego wyrazu, nie mając pojęcia, co on oznacza! A dla człowieka nie omamionego religą, kwestia ta prosta jest jak słońce. I jasna jak drut.I nie należy to bynajmniej do jakiejś utajnionej dziedziny wiedzy… i nawet Wikipedia zna prawdę! Co, zdaniem niektórych, jest ewenementem rzadkim jak cielę o dwóch głowach. A ludzie religijni – nie znają jej! Jak daleko religijność może zaburzyć nasze władze poznawcze?

Złe rozumienie wyrazu tego przyczynia się do błędnego rozumienia sporej liczby fragmentów Biblijnych, z czego religia się cieszy, bo pomaga to wywoływaniu w wiernych strachu…

Ten wyraz to DUSZA.

W Biblii, tam, gdzie widzimy „dusza”, w językach oryginalnych jest używany albo wyraz „néfesz” (w Starym Testamencie) albo „psyché” (w Nowym). Na szczęście dla nas, nie ma w Biblii innych słów oznaczających duszę, także sprawa musi być prosta.

Poszczególne odłamy teologiczne różnie tłumaczą, czym jest dusza, i chyba najczęściej kontrowersja pojawia się przy okazji pytania „czy dusza jest nieśmiertelna”.  Okazuje się zresztą przy okazji, że istnieją różne definicje nieśmiertelności… Czy nieśmiertelność oznacza nieprzerwaną świadomość? Czy może dusza ginie na jakiś czas, i później wstaje do… życia? I tak dalej.

Zawsze zastanawiało mnie, po co ludzie się tak zawzięcie o to kłócą. Przykładowo, świadkowie Jehowy uważają katolików  za heretyków, bo wyznają wiarę w nieśmiertelność duszy; a katolicy świadków za to, że jej nie wyznają. Jakie ta kwestia ma praktyczne znaczenie dla kogokolwiek? Co mnie obchodzi, czy po śmierci jestem natychmiast gdzieś wskrzeszany, czy też „śpię”, skoro i tak we śnie nie mam żadnej świadomości? Czy ktokolwiek po przespanej bez przerw nocy wstaje i narzeka, że mu się dłużyło??

Nikt się natomiast nie zajmuje meritum sprawy – co to dokładnie jest dusza? Nie „co myślę, że wiem, co oznacza dusza” ale jaka to pojęcie rozumieli autorzy biblijni, Czyli – uwaga – nie rozważam tu zagadnienia, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, ale jedynie zajmuję się wyrazem tłumaczonym w naszych Bibliach jako „dusza”.

Wyraz „dusza” występuje ok. 750 razy w Starym Testamencie i ok. 100 razy w Nowym! Pomimo, że jest to zatem jeden z częściej używanych w Biblii terminów, nie sądzę, że nawet jedna na sto osób ją czytających wie, co ten wyraz oznacza! Większośc myśli, że dusza to nasza niematerialna cząstka, innymi słowy że jest to wynik równania ‘człowiek minus ciało’. Encyklopedyczna definicja: dusza jest „pierwiastkiem ożywiającym ciało, który człowiek otrzymał od Boga Stwórcy, trwającym także po śmierci ciała”.

soul3

Jeżeli trwa ona po śmierci ciała, jak wytłumaczymy następujący werset?

Dusza, która grzeszy, ta umrze  (Ezechiela 18:4, Biblia Gdańska)

Umrze dusza? Jak to? Przecież to nie pasuje do naszej przenajświętszej koncepcji „nieśmiertelnego pierwiastka”! Co robi religia? Wygodnie wycofuje się z tłumaczenia „nefesz” jako „dusza” w tym miejscu, choć tłumaczy go jako „dusza” niemal wszędzie indziej:

Umrze tylko ta osoba, która zgrzeszyła. (Biblia Tysiąclecia)
Każdy, kto grzeszy, umrze (Biblia Warszawska)

Zarówno Biblia Tysiąclecia jak i Warszawska bardzo często tłumaczą psyche jako dusza – (np. w Mk 8:37 lub  Mt 10:28), jednak, kiedy tłumaczenie wydaje się przeczyć założeniom i wyznawanej doktrynie, lekko się je zmienia… Tylko stara i dobra Biblia Gdańska przekłada je dosłownie. Jakkolwiek bardzo często tłumaczenie dosłowne nie jest poprawne (choćby w przypadku idiomów), widać – nazywajmy rzecz po imieniu – teologiczne oszustwo, kiedy jeden termin tłumaczy się na różne sposoby, w zależności od potrzeb.

Oczywiście, wieloznaczność terminów to zjawisko powszechne w każdym języku, i niektórzy teologowie nim to właśnie próbują tłumaczyć fakt, że nefesz i psyche są tak odmiennie tłumaczone w różnych miejscach. Wieloznaczość jednak w żadnym języku nie wywołuje nieporozumień – na ogół dotyczy terminów bardzo prostych, i nigdy ich różne znaczenia nie są do siebie zbliżone. Zamek (taki w kurtce) i zamek (królewski) są tym samym wyrazem, jednak nigdy nie wywołują nieporozumień. Odnośnie wieloznaczności, zauważmy też, że w wielu kościołach po każdej mszy ksiądz wypowiada pewne zwroty, które można odczytywać jako zapowiedzi modlitwy, a można też jako groźby pozbawienia życia (zaduszę Jana, zaduszę Stanisława – czy ksiądz ich chce zadusić?).

 Co Biblia rozumie pod pojęciem „dusza”?

Dusza pierwszy raz pojawia się na samym początku Biblii, w Księdze Rodzaju (I Mojżeszowej) 2:7:

Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. (Rdz 2:7)

Nie widać tu wyrazu „dusza”; jest w oryginale tam, gdzie widzisz słowo „istota”. Brawo! Choć raz Biblia Tysiąclecia oddaje zwięźle i jasno istotę tak kontrowersyjnej rzeczy! Tak naprawdę temat duszy można zamknąć właśnie tak:

DUSZA = ISTOTA ŻYJĄCA

Co zatem ze zwierzętami? Chyba każdy choć raz w życiu się zastanawiał, czy zwierzęta mają duszę? Jeżeli dusza to istota żyjąca, a zwierzęta są istotami żyjącymi, to – według Biblii – nie można co prawda powiedzieć, że mają duszę, ale że – uwaga – SĄ duszą!

I dowód – kilka wersetów dalej:

Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę istota żywa (Rdz 2:19)

Wcale mi nie chodzi o udowodnienie, że człowiek nie różni się od zwierzęcia, ani że zwierzęta idą „do nieba” – osobiście nie wyznaję ani pierwszego, ani drugiego poglądu – tutaj tylko chcę wyjaśnić, co należy rozumieć, gdy w Biblii widzimy wyraz „dusza” – i przy okazji chcę też pokazać, jak daleko religia poszła w ogłupianiu świata – tak przekręciła jeden z częściej używanych terminów biblijnych, że tylko nieliczne jednostki wiedzą, co on naprawdę oznacza. Uwaga! Jesteś na najlepszej drodze do zostania taką jednostką – a może już nią jesteś? 🙂 Może jeszcze nie do końca przekonaną, bowiem kiedy całe życie wierzy się w coś, trudno tak nagle się przestawić.

Przetłumaczę hasło, które jest w anglojęzycznej Wikipedii pod tytułem „ Soul in the Bible” – „Dusza w Biblii”:

„Nie znaleziono tradycyjnego chrześcijańskieg konceptu niematerialnej i nieśmiertelnej duszy w judaiźmie przed wygnaniem babilońskim”… „Wyraz hebrajski nefesz, chociaż tłumaczony jako ‘dusza’ w niektórych starszych Bibliach, tak naprawdę ma znaczenie zbliżone do „istoty żywej”. Nefesz został oddany słowem psyche w Septuagincie {{1}} [[1]]Septuaginta – tłumaczene Starego Testamentu na język grecki dokonanym w latach 250-150 pne [[1]], greckim słowem tłumaczonym jako dusza. Nowy Testament również używa słowa psyche, ale w znaczeniu hebrajskim, a nie greckim.” (http://en.wikipedia.org/wiki/Soul_in_the_Bible)

I nagle wszystko staje się jasne! Grecy używali terminu psyche tak, jak dzisiaj większość ludzi używa terminu dusza! A filozofia grecka  – toż to przecież podwaliny dzisiejszej teologii większości Kościołów chrześcijańskich – głównie rzymskokatolickiego! Szczytowe osiągnięcie umysłu ludzkiego! Wciąż jednak, ludzkiego…

Nie ma stuprentowej pewności, która kultura wymyśliła nieśmiertelną duszę. Spotkałem się z opinią, iż zrobili to już starożytni Egipcjanie (tak podaje Herodot, V wiek pne); niewątpliwie doktrynę tę bardzo rozbudował Platon, uczeń Sokratesa. Po napisaniu Nowego Testamentu nastąpiło „drobne przesunięcie” – wyraz psyche w znaczeniu pozabiblijnym – jako „nieśmiertelna cząstka człowieka” – zaczął przenikać do kręgów chrześcijańskich – zastępując jego biblijne znaczenie, to jest „istotę żywą”.

Dość łatwo mogę zrozumieć, dlaczego proces taki zaszedł w pierwszych wiekach naszej ery – wtedy przeszukanie Wikipedii lub uruchomienie aplikacji, która wyświetli 20 różnych tłumaczeń jedno pod drugim, było nieco trudne. Ba, nawet zwykłej konkordancji ludzie wtedy nie mieli (zresztą na niewiele by się przydała, skoro Biblia nie miała numerów rozdziałów ani wersetów). Dzisiaj jednak dostęp do informacji jest niewiele trudniejszy od dostępu do powietrza! Dlaczegoż więc wciąż nikt nie wie, co do licha oznacza wyraz DUSZA???

I dlaczego religii zależy na tym, by wmawiać ludziom, iż biblijna dusza oznacza nieśmiertelną cząstkę człowieka?

Moim zdaniem, religia nie miała wyjścia. Odrzucając ideę nieśmiertelnej duszy, musianoby również odrzucić sporo „chrześcijańskich filozofów”, między innymi tych zwanych „Ojcami Kościoła”, głównie samego Augustyna, do którego pism wielki szacunek pochodzi również z wielu Kościołów protestanckich. Warto dodać, że Augustyn, tworząc swoją filozofię, korzystał obficie z dzieł Platona… i wierzył też, że tylko mężczyzna jest stworzony na obraz Boży 🙂

Najważniejszym jednak, według mnie, powodem, dla którego religia podtrzymuje fałszywe rozumienie duszy jest to, że istnieje sporo fragmentów biblijnych, w których autorzy mówili o utracie życia – śmierci – a religia, po przekształceniu „życia” w „duszę” otrzymała kolejne narzędzia straszenia maluczkich. Bądź grzecznny, bo dusza twoja smażyć się będzie wiecznie w piekle!

Popatrzy na ten o pomstę do nieba wołający przykład:

Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.  Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16:25-26, BT)

A teraz popatrzmy na oryginał:

ος γαρ αν θελη την ψυχην αυτου σωσαι απολεσει αυτην ος δ αν απολεση την ψυχην αυτου ενεκεν εμου ευρησει αυτην τι γαρ ωφελειται ανθρωπος εαν τον κοσμον ολον κερδηση την δε ψυχην αυτου ζημιωθη η τι δωσει ανθρωπος ανταλλαγμα της ψυχης αυτου (Mt 16:25-26, Stephanus)

Zakładam, że jeżeli na poważnie traktujesz Biblię, starożytną Grekę czytasz bieglej niż język polski! Mnie jednak często na poważnie nie ma co brać, bo teraz oczywiście żartuję. Wkleiłem, wyjątkowo, fragment z oryginału, by unaocznić, jak religia kłamie…

Na marginesie – jeżeli widzisz, że wyróżnione powyżej cztery greckie słowa nie są identycznie identyczne – gratuluję spostrzegawczości i czepiania się szczegółów (współczuję twoim bliskim) – i śpieszę donieść, że trzy pierwsze z nich są w bierniku, czwarty – w dopełniaczu – ale jest to ten sam rzeczownik – w leksykonie Stronga nr 5590.

Jak można w jednym akapicie jeden powtarzany wyraz tłumaczyć jako zupełnie odmienne znaczenia? Niemal każdy dzisiaj pod pojęciem „życie” rozumie życie fizyczne, które się kończy z chwilą śmierci, natomiast „duszę” rozumie jako coś, co nie kończy się nigdy – ale oryginał używa tylko jednego słowa! I powinno się je przetłumaczyć też przy pomocy jednego polskiego słowa!!

No tak, ale po tej zmianie fragment ten już nie będzie siał strachu. Obecnie rozumie się go tak: jeśli nie będziecie doskonali, i nie będziecie się nie bali stracić swojego życia na ziemi dla mnie, to poniesiecie szkodę na swojej wiecznej duszy – czyli będziecie się smażyć w piekle!

soul4burning

A jeśli przetłumaczymy psyche za każdym razem jako życie, okaże się, że Jezus w ogóle nie odnosił się do życia wiecznego, i fragment ten strachem już raczej nas napawać nas nie będzie, tym bardziej że dzisiaj szansa utraty życia z powodu swojej wiary jest niewielka, zwłaszcza w znanym nam dobrze Kraju nad Wisłą.

Powiem ci teraz coś, w co dość długo ciężko mi było uwierzyć: otóż temat życia wiecznego jest bardzo rzadki na kartach Biblii. W Starym Testamencie niemal nie występuje zupełnie. Biblia koncentruje się na TU I TERAZ, o skoro przyszłym życiem się rzadko kiedy zajmuje, znak to dla mnie jasny, że nie ma się czym martwić! Zwłaszcza, że Jezus zapewnił nam zupełne przebaczenie grzechów!

Jest za to mnóstwo ostrzeżeń przed problemami na tym świecie, wynikającymi z lekceważenia Bożych zasad. Nie, to nie Bóg karze za grzechy! Grzechów naszych Bóg już nigdy więcej nie wspomni (Hrb 10:17)! Jeżeli wyskoczę z trzeciego piętra, złamanie nogi nie będzie karą za grzechy! Może to zresztą nie najlepszy przykład, bo nie przypominam sobie biblijnego przykazania o skakaniu z okna, ale daruję sobie wydłużanie tego artykułu. Po prostu prosze sobie wyobrazić 11. przykazanie o nieskakaniu z trzeciego piętra.

Biblia nie zajmuje się za bardzo przyszłym życiem, bo… najwidoczniej… można być o nie spokojnym. Nikt w Biblii nie martwi się „czy będę zbawiony”. Nigdzie żaden z Apostołów nie napomina, byśmy biegli i nawracali wszystkich członków rodziny na chrześcijaństwo, bo inaczej przez całą wieczność będziemy im mogli wysyłać pocztówki do piekła! Kościoły natomiast, przez większą część swojej historii, epatowały w niemal każdym kazaniu straszeniem wiernych, a jeżeli dzisiaj się to zmieniło, to nie dlatego, że zmieniły się wierzenia, tylko po prostu większość ludzi nie ma ochoty słuchać w ogóle żadnych napomnień. A kiedy nie mają ochoty słuchać, nie przychodzą do kościoła, i kasa kościelna świeci pustkami. Jeszcze 50 lat temu w Polsce do kościoła co niedziela szedł praktycznie każdy, i robiłby to choćby ksiądz okładał każdego przed kazaniem kijem. Wtedy księża i pastorzy mówili to, co naprawdę chcieli.

Właśnie uświadomiłem sobie, że większość dyskusji teologicznych, których kiedyś bywałem świadkiem lub uczestnikiem, dotyczyła właśnie życia wiecznego, a opierała się na wersetach, które – jak dzisiaj widzę zupełnie wyraźnie – w 99% nie dotyczyła życia wiecznego!

Popatrzmy jeszcze, na koniec, na kilka fragmentów, gdzie użyte jest słowo ‚dusza’, i gdzie nijak nie można zastosować do niej encyklopedycznej definicji „niematerialnej i nieśmiertelnej cząstki człowieka”:

lecz i włos z głowy waszej nie zginie, przez wytrwałość swoją zyskacie dusze wasze (Łk 21:18-19)

 

Wyraźne odniesienie do życia na ziemi (włos z głowy)!

Rzekł mu Piotr: Panie! Czemu nie mogę teraz iść za tobą? Duszę swoją za ciebie położę. Odpowiedział mu Jezus: Duszę swoją za mnie położysz? (Jana 13:37n)

Czyż nie oczywiste jest, że sensownie by to brzmiało, gdyby zamiast „duszę swoją” było „życie swoje”? Nie dla tłumaczy Brytyjki…

   niewielu, to jest osiem dusz, ocalało przez wodę (1 P 3, 20)

Jak to, nieśmiertelne dusze pomarły?

Albowiem krwi dusz waszych będę się domagał (Rdz 9, 5)

Czy dusza ma krew?

Zabili też każdą dusze która była w nim, ostrzem miecza mordując”. (Joz 11, 11)

To duszę można zamordować? I to mieczem?

dusza, która grzeszy, ta umrze” (Ez 18, 4)

Nie może być!

I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle. (Mt 10:28)

Jak to – duszę zniszczyć? Przecież jest nieśmiertelna!

Ostatni z fragmentów w ogóle wydaje się na pierwszy rzut oka (na drugi i trzeci też) dziwny. Jak można zabić ciało, nie pozbawiając jednocześnie życia (dusza=życie)? Poświęcę osobny artykuł jednego pięknego dnia, być może jeszcze w tym wieku, temu fragmentowi, bo sprawa jest trudna do zrozumienia z uwagi na skomplikowany kontekst. Na razie tylko nadmienię, że cały rozdział 10. Ewangelii Mateusza opisuje wysłanie 12 Apostołów na misję i wszystko, co w nim jest, dotyczy TEGO ŚWIATA, a nie pośmiertnej rzeczywistości. Wiem, zapewne trudno sobie w głowie to poukładać, jeżeli ileś tam lat religia wkładała nam do głowy, że Jezus karze tutaj bać się wiecznego ognia piekielnego.

No dobrze, ale jak zatem najlepiej tłumaczyć nefesz/psyche na język polski?

Nie istnieje słowo, które w każdym miejscu w Biblii, gdzie występuje psyche/nefesz, brzmiałoby sensownie. Najczęściej świetnym tłumaczeniem wydaje się słowo życie. Innym razem – istota żywa. To, jak myślę, wyczerpuje ponad 90% przypadków użycia nefesz/psyche w Biblii.

Najwspanialszym owocem poprawnej znajomości biblijnego terminu „dusza” jest to, że od tej pory – kiedy zobaczysz zwrot „zbawienie duszy”, będziesz wiedzieć, że wcale nie chodzi o życie wieczne z Bogiem, ale ratunek przed śmiercią tu, na ziemi!

Na koniec chciałbym podkreślić jeszcze raz, iż artykuł ten dotyczył wyłącznie biblijnej terminologii. Nie sądzę, że wiara w niematerialną cząstkę człowieka, która żyje dalej po śmierci ciała, istnieje, jest zbrodnią. Czyż nie prześwietne są sceny z filmów, gdzie człowiek umiera, i jego ciało leży, a drugie ciało – z przeźroczystością 75% – wstaje i zaczyna się zastanawiać, co jest grane? Również wiara w to, że doświadczenia ludzi podczas śmierci klinicznej są prawdziwe, nie jest sprzeczna z Biblią. Ale nie jest też nią poparta, i na pewno nie ma to nic wspólnego ze słowem DUSZA.

soul2

Piekło (2/2) – czy to jest biblijne?

hell04

W ostatnich latach nie pisze się tyle o piekle, co kiedyś, niemniej wcale nie dlatego, że temat ten zniknął ze świadomości ludzkiej. Dowód? Podam za „Wprost” (http://www.wprost.pl/ar/182304/W-co-wierza-Polacy/), iż 65% Polaków wierzy w istnienie piekła. „Wprost” nie pisze jednak, ilu z tych ludzi ma absolutnie niezmąconą pewność, że się tam nie znajdzie, ale opierając się na dyskusjach z ludźmi jestem pewien, że liczba ta byłaby dziesięcio-, a może i stukrotnie mniejsza.

W poprzednim artykule wykazałem, ile logicznych niespójności zawiera doktryna piekła, jednak logika nie może przesądzać o istnieniu piekła, gdyż po pierwsze nikt z nas nie potrafi używać wyłącznie absolutnie bezstronnych argumentów w logicznym rozumowaniu; po drugie – teoretycznie rzecz bioriąc, jeśli Bóg objawiłby coś, co sprzeczne jest z naszą logiką, wciąż powinniśmy to akceptować. To, że czegoś nie rozumiemy, nie musi wcale oznaczać, że jest to nieprawdą. Przyjrzyjmy się zatem troszkę temu, co Biblia mówi na temat „piekła”.

Piszę „troszkę”, bo chociaż uważam, że Biblia o piekle nie pisze absolutnie nic, to ludzka pomysłowość jest na tyle duża, że trudno znaleźć kartę Biblii, na której ktoś nie odnalazł odniesienia do piekła, i jeślibym chciał zająć się wszystkimi przypadkami, zajęłoby mi to kilka lat. Jeśli pojawi się taka potrzeba, rozwinę jeden z omawianych punktów w osobnym artykule.

Czytając powyższe być może od razu zakładasz, że nie będę pisał prawdy, gdyż widzisz w Biblii słowo „piekło”, a ja utrzymuję, że Biblia nic o piekle nie pisze. Zacznę zatem od… terminologii.

Odniosę się troszkę do języków oryginalnych, w których nie jestem bynajmniej ekspertem, jednak zaraz zobaczysz, że ekspertem tutaj być wcale nie trzeba.

Pisząc „piekło” będę miał – naśladując to, co głosi większość Kościołów – na myśli miejsce/stan, w którym nie zbawieni umarli znajdują się po śmierci lub po Sądzie Ostatecznym, i w którym pozostaną tam na wieczność. Nie interesuje nas w tej chwili kiedy/jak się tam znajdą, ważne jest, że jest to stan wieczny. Mniejsza też o to, czy dosłownie smażą się tam w ogniu lub przechodzą przez inne tortury czy też piekło jest to stan oddalenia od Boga. Zajmiemy się tylko tą częścią definicji piekła, która wspólna jest dla wszystkich Kościołów – czyli piekło to coś, co:

1.  jest karą, dotyczącą ludzi niezbawionych

2. nie ma końca.

Wyraz „piekło” występuje w polskiej Biblii – w zależności od tłumaczenia od 25 do 40 razy, jednak powstają tłumaczenia, które tego słowa już nie mają. Wiele też wydań w innych językach nie używa żadnych odpowiedników „piekła” (np. New American Bible z 1970 r.)  i wierzę, że kiedyś wyraz ten zniknie z Biblii zupełnie… bo tak naprawdęgo tam nie ma i powstał w wyobraźni tłumaczy.

Spójrzmy na wszystkie wyrazy tłumaczone na język polski jako piekło, i nie zajmie nam to dużo czasu.

1. Szeol / hades

Wyrazem często tłumaczonym jako „piekło” jest „szeol” (w Starym Testamencie ) i „hades” (w Nowym). Są one równoważne; bowiem kiedy autorzy NT cytują ST z wyrazem szeol, używają terminu „hades” – np. Ps 16:10 – Dz 2:31).

Nie jest to bardzo popularny termin, 64 przypadki wystąpienia „szeol” i 11 „hades” to, patrząc na objętość Biblii, niewiele. Termin „Pan” występuje przykładowo około 8000 razy, „ziemia” i „miasto” – po 1000 razy.

Co ciekawe, Biblia nigdzie nie definiuje terminu „szeol”. Kiedy znajdziemy i poczytamy w konkordancji wszystkie wersety, w których on występuje, widzimy, że jest to miejsce, do którego „idą” umarli. Napisałem „idą” w cudzysłowiu, bo w jaki sposób się tam znajdują, też nie jest nigdzie wyjaśnione. Idą tam wszyscy, niezależnie od tego, czy należeli do Narodu Wybranego, czy nie, także jeżeli w którymś miejscu w Biblii jest napisane, że ktoś chce tam nie iść, oznacza to tylko tyle, że „jeszcze” chce tam nie iść, czyli nie chce jeszcze umrzeć.

Czyli – iść do szeolu = umrzeć.

Zacytuję wspomniany wyżej Dz 2:31:

widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani (oryg. hadesi), ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.

 

Odnosi się to do Chrystusa – czyli, że i On był w „hadesie”. A przecież w Jego przypadku nie mogła być to kara za grzechy! Hades zatem nie może być karą za grzechy, i nie pasuje do naszej definicji piekła!

Zresztą niemal wszystkie nowsze wydania Biblii, również te katolickie, tłumaczą już hades jako otchłań – nie, jak wcześniej – piekło. Czyżby i największy z istniejących Kościołów zaczął się wycofywać?

Krótko mówiąc – szeol/hades nie może być piekłem, gdyż nie spełnia już wyżej wymienionego punktu pierwszego jego definicji.

A co z punktem drugim? Czy pobyt w piekle – hadesie – szeolu – nie ma końca?

Cytowany wyżej Dz 2:31 pokazuje jasno, że pobyt w otchłani nie jest nieskończony. Nie tyczy się to tylko Jezusa, bo pierwotny autor tych słów – Dawid – mówił przede wszystkim o sobie. Jeśli Bóg nie zostawi czyjejś duszy w hadesie, nie jest to miejse wieczne. Warunek z punktu drugiego definicji również nie jest spełniony.

Jakkolwiek zwolennicy piekła by tego nie chcieli, szeol nie może oznaczać piekła w dzisiejszym, „chrześcijańskim”, tego słowa znaczeniu.

Pójdźmy krok dalej – jako, że nie ma żadnej definicji „szeolu”, pojawia się pytanie, czy to jest w ogóle miejsce, czy może po prostu stan śmierci? To już jednak tylko możemy gdybać, jeśli mamy opierac się wyłącznie na Biblii, gdyż, jak już wspominałem, niczego ona w tej kwestii nie definiuje.

Jedynym fragmentem, który wyłamuje się z tego opisu szeolu, jest przypowieść o bogaczu i żebraku, ale – jak wykażę w artykule „Bogacz i Łazarz – wędrówka do piekła?” – jest to alegoria. „Łono Abrahama”, do którego odnosił się Jezus, nie oznacza przecież siedzenia u Abrahama na kolanach 🙂

devil_hell

2. Gehenna

Ten dziwny wyraz głównie „odpowiedzialny” jest za powstanie doktryny o wiecznych mękach w piekle. W najpopularniejszych polskich przekładach – Tysiąclatce i Biblii Warszawskiej – gehenna tłumaczona jest jako piekło.

Wyraz „gehenna” pochodzi od nazwy miejsca Gehinnom – co oznacza Dolinę Syna Chinnoma. Jest to jedna z dwóch dolin obok Jerozolimy. W Starym Testamencie można znaleźć odniesienia do tego miejsca w 2 Krn 28:3 i 33:6 oraz w Jer 7:31 i 19:2-6. Dowiadujemy się z nich, że w miejscu tym dokonywano bałwochwalczych ofiar na ludziach – konkretnie, spalano tam dzieci w ofierze bożkom: Molochowi, Baalowi i innym. Z tego powodu miejsce uważane to było za przeklęte.

Powszechnie uważa się, że w późniejszym okresie palono tam śmieci, i ogień był tam obecny non stop, ale kiedy szukałem rzetelnych źródeł tej informacji… nie znalazłem żadnych.

„Gehenna” (w greckim oryginale „geenna”) pochodzi od tego miejsca… ale nie jest do końca jasne, co współczesny Chrystusowi człowiek myślał, kiedy go słyszał. Kiedy większość Polaków słyszy nazwę miasta „Sopot”, na myśl przychodzą morze i słynne sopockie molo, kiedy zaś ktoś powie „byłem z Zakopanem” wiem od razu, że nie po to, by opalać się na plaży. Gdy współcześni Chrystusowi słyszeli o gehennie również ich umysły musiały kojarzyć od razu pewne rzeczy. Niestety, nie wiemy na 100%, co im się kojarzyło. „Gehenna” była używana kilkukrotnie w Biblii, jednak nigdzie nie znajdziemy jej definicji i wszystkich możliwych przykładów odnoszenia się do niej. Wyraz ten wszedł do obiegowego języka, ale nie sposób się dowiedzieć, jak był na codzień używany, bo 12 przykładów użycia w Nowym Testamencie, w dodatku wszystkie – z wyjątkiem jednego – w identycznym kontekście, to tak naprawdę bardzo niewiele.

Zajrzyjmy do Biblii.

Gehenna występuje zatem w Biblii 12 razy, 11 razy w Ewangeliach synoptycznych i jeden raz w Liście Jakuba, przy czym w tym ostatnim przypadku użycie jest wyraźnie metaforyczne:

Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym [Gehenny] rozpala krąg życia. (Jakuba 3:6b)

Kontekst mówi o bluźnierczej mowie – nie ma ani słowa i życiu pozagrobowym. Zostaje nam zatem 11 fragmentów, w których wyraz gehenna jest użyty. We wszystkich występuje on w tym samym kontekście. Zajrzyjmy do jednego fragmentu, w którym gehenna występuje aż 2 razy:

Ewangelia Marka 9:43-48
Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony.
I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła.
Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.

Kiedyś czytałem ten tekst mnóstwo razy… i powodował u mnie lęk… dzisiaj natomiast widzę, że tak naprawdę nie widziałem, co tu jest napisane; widziałem jedynie kościelną interpretację. Bo gdybym widział sam tekst, powinienem poczynić kilka interesujących obserwacji. Takich jak:

Sprawy opisane w tym fragmencie dotyczą ludzi żywych, nie umarłych.

Jakkolwiek nieprawdopodobne może się to wydać, odpowiedz na pytanie – kiedy powinniśmy sobie odciąć ręce, by uniknąć piekła? Teraz czy po śmierci? Przecież, jeżeli odetnę sobie rękę tutaj, to, gdy umrę, w momencie „sądu” albo będę bezkształtnym duchem (jak wierza niektórzy), albo zmartwychwstanę z nowym ciałem i obiema rękami. Czy jeżeli ktoś w wypadku straci ręce i nogi, w „życiu wiecznym” też będzie pozbawiony kończyn? Nie chciałbym, szczerze mówiąc, takiego życia wiecznego.

No tak, ale przecież „życie wieczne” lub „Królestwo Boże” nie dotyczą spraw na ziemi, czyż nie?

Przypominam – rozważamy tekst napisany tysiące lat temu, w zupełnie obcych nam reliach, w nieużywanej od wielu wieków odmianie języka greckiego. Wydaje nam się, że rozumiemy doskonale, co oznacza termin „życie wieczne” ale nie dlatego, że sami doszliśmy do tego studiowaniem tekstów biblijnych, tylko… nauczono nas tego w kościele. Tylko dlatego, że religia podaje te rzeczy „do wierzenia”, nie musi to oznaczać, iż jest to prawda. Zajmę się tymi tematami jak tylko czas pozwoli w osobnych artykułach, na razie tylko nadmienię, że oba te terminy – Królestwo Boże i życie wieczne – jednak dotyczą życia tu, na ziemi. Na razie zwróćmy uwagę na jedną ciekawą konstrukcję –  omawiany fragment Ewangelii Marka to jeden pomysł, rozwinięty trzykrotnie, z użyciem częściowo różnych słów.

Ten sam termin mamy podany na trzy różne sposoby, co powinno pomóc w jego lepszym rozumieniu:

 Życie wieczne (1) oznacza Królestwo Boże (2) i oznacza życie (3)

ogień nieugaszony (1) oznacza piekło(Gehenna) (2) i oznacza miejsce, gdzie robak nie umiera (3)

Życie wieczne w naszym języku oznacza życie bez końca, ale wśród biblistów wyraz aionios, tłumaczony tu jako „wieczny”, jest powodem ogromnych sporów. W Nowym Testamencie i w Wulgacie (greckim, starożytnym tłumaczeniu Starego Testamentu) tłumaczony jest przeróżnie, przykładowo jako „dawny”, „stary” (Psalm 77:6; Przysłów 22:28). Coś nie tak, by ten sam wyraz raz tłumaczyć jako „stary”, a kiedy indziej „wieczny”, czyż nie? Tłumaczenie aionios jako wieczny wydaje się przykładowo dziwne w Hbr 6:12 – co to znaczy wieczny sąd? Bóg będzie kogoś sądził bez końca? Albo Mk 3:29 – wieczny grzech? Ktoś zamierza popełniać jakiś grzech w nieskończoność?

Widać bezspornie, że przynajmniej w niektórych przypadkach, aionios bez wątpienia nie oznacza „wieczny”, a więc wybranie go do omawianego fragmentu było interpretacją tłumaczy! Czy poprawną?

Dosłownie aionios pochodzi od aion – wiek, pewien okres czasu. Aionios dosłownie oznacza „odnoszący się do wieków” lub „trwający wiek/wieki”. W anglojęzycznej literaturze często spotykałem się z następującym stwierdzeniem – niemożliwe jest, aby wyraz „aionios” mógł oznaczać coś nieskończonego, skoro aion oznacza coś skończonego – wiek, okres czasu.

W języku angielskim ciężko to sobie wyobrazić, mało wspólnego mają wyrazy „eternal” i „age” – ale po polsku? Wieczny i wiek! Jasne, tylko… takie analogie nie mają sensu. p Istnieje zbyt wiele różnic między językiem greckim I wieku i polskim XXI wieku aby szukanie podobieństw w konstrukcjach językowych miało jakikolwiek sens. Zastanawiam się tak w ogóle, czy podobieństwo między „wiek” i „wieczny” w języku polskim nie ma swojej genezy w nadinterpretacji Biblii, którą ktoś rozpowszechnił setki lat temu 🙂

Nigdzie w Biblii nie znalazłem słowa, które można przetłumaczyć bez żadnych wątpliwości na słowo „wieczny”.

Nie jest natomiast dyskusyjny zwrot „gdzie robak nie umiera„. W umysłach wyszkolonych przez religię powstaje obraz wiecznie płonącego robaka, który cierpiąc, nie umiera; albo robaka zjadającego przez nieskończoność nasze ciało… I znajdziesz takie wyjaśnienie nawet w popularnych komentarzach biblijnych! Tymczasem sprawa jest banalna; aby ją zrozumieć, wszystko, co musisz zrobić, to zajrzeć w inne miejsce Biblii:

A gdy wyjdą, ujrzą trupy ludzi, którzy się zbuntowali przeciwko Mnie: bo robak ich nie zginie, i nie zagaśnie ich ogień, i będą oni odrazą dla wszelkiej istoty żyjącej. (Iz 66:24)

O kim tu mowa? O trupach! W Księdze Izajasza znajduje się bardzo wyraźna analogia do omawianego fragmentu z Mk  9! Mamy i ogień nie gasnący, i robaka, który nie ginie. Ciała ludzi zostaną zniszczone! Nie ma mowy o torturach!

Niełatwo zrozumieć dosłownie zwrot „ich robak nie umiera”, ale chodzi o to, że ludzie umrą, a ich ciała zgniją do końca, robaki dokończą dzieła i nie ustaną, aż wszystko nie zginie.

Nie wydaje się to wszystko banalnie proste, zgodzę się! Tekst ten pisany był 2000 lat temu, pojęcia w tamtej kulturze językowej mogą być dzisiaj niezrozumiałe nawet przez językoznawców, ale kontekst pokazuje ponad wszelką wątpliwość, że nie chodzi tutaj o żywych ludzi – ani na tym, ani na „tamtym” świecie – i ich cierpienia! Mowa o ludzkich zwłokach!

O czym jednak Jezus mówił w tym fragmencie? I co to w ogóle jest gehenna?

Uwaga, bardzo ważny akapit, proszę o maksymalne skupienie:

W 70 roku naszej ery dokonała się niewyobrażalna rzeź ludzi. Rzymianie oblegli i zaatakowali Jerozolimę. Według współczesnego tamtym czasom historyka Józefa Flawiusza, zginęło wówczas milion sto tysięcy Żydów. Zmasakrowaniu mieszkańców towarzyszyło spalenie miasta. Nowy Testament zawiera wiele ostrzeżeń przed tym wydarzeniem, jednak religia wypacza ich sens i interpretuje je jako zapowiedzi wiecznych tortur w piekle.

(Tacyt podawał, że zginęło 600 tysięcy Żydów, wiele nowszych źródeł podawało jeszcze o wiele mniejsze liczby, niemniej bez wątpienia była to hekatomba nie mająca współcześnie podobnych).

Proszę, przeczytaj powyższy akapit… tyle razy ile trzeba. A później popatrz na to zdanie, wypowiedziane przez Jezusa:

Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. (Mt 24:34)

Wiele sekt musiało się zmierzyć z tym tekstem, gdy obliczali swoje daty końca świata; cóż to oznacza ów wyraz – pokolenie? W zależności od tego, co przyjmiemy, możemy dojść do różnych wniosków. Może „pokolenie” oznacza Izrael? Może chrześcijan, Kościół?

Na ogół w Biblii najprostsze wyjaśnienie jest prawdziwe. Grecki wyraz oznaczający pokolenie – genea – występuje w Nowym Testamencie 43 razy i zawsze odnosi się do zwykłego pokolenia ludzi – jak np. tu:

Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń (Mt 1:17)

Ciekawostka – z prostych obliczeń Biblijnych dat (zainteresowanych odeślę do źródeł), wynika że Biblijne pokolenie ma 44-45 lat.

A zatem co najmniej niektóre z rzeczy, o których Jezus mówił, miały spełnić się w ciągu następnych 45 lat. I spełniły się – w 70 roku. Wtedy do Rzymianie wtargnęli do Jerozolimy, spaliwszy ją wraz z mieszkańcami w… ogniu nieugaszonym

Wydaje się to naciągane? Piekło naciągane jest o wiele bardziej.

Poza tym… jeśli Mk 9:43-48 mówi realnie o piekle, istnieją tylko 2 realne alternatywy zbawienia- albo bezgrzeszność albo stopniowe pozbawianie się różnych organów. Dlaczego bezgrzeszność? A dlatego, że we fragmentach, gdzie mowa o gehennie, normy moralne zdają się być absurdalnie podniesione a kary niewspółmierne do przewienień – do tego stopnia, że trzeba być chyba wolnym od najmniejszych przewinień, bo za byle co czeka… piekło… Spójrz na fragment z Kazania na Górze:

A Ja wam powiadam: Każdy, kto gniewa się na swego brata, będzie winien sądu. A kto powie swemu bratu: głupcze, będzie winien Najwyższej Rady. A kto powie: bezbożniku, będzie winien piekła ognistego. (Mt 5:22, BP)

Nie wiem, jak ty, ale mnie nie raz zdarzło się nazwać kogoś bezbożnikiem! Czyli idę do piekła – i choćbym żył świętym zyciem przez 80 lat, nic tego nie zmieni! Widzimy, do jakich idiotyzmów doprowadza wyrywanie wersetów z kontekstu?

Jeśli ręka jest dla ciebie powodem do grzechu, lepiej ją odetnij… czy KTOKOLWIEK, KIEDYKOLWIEK, słyszał, aby nawet najwięksi religjijni fanatycy (i nie używam tego wyrazu pejoratywnie) coś takiego robili?

Ilu z ponad 2 miliardów ludzi, którzy się obecnie podają za chrześcijan, odcięło sobie kończyny lub wyłupało oczy?

Obawiam się, że ani jeden. O tym raczej pisałyby gazety.

Czy więc nikt nie zważa na słowa Jezusa?

Ja wierzę w autentyczność słów Jezusa w Biblii. Czemu zatem sobie nie odciałem ręki? Nie wierzę, że Jezus tego od kogokolwiek chciał. Dzięki temu nie osiągnie się bezgrzeszności. A czy wyłupanie oka zagwarantuje mi czystość myśli? Będę miał drugie oko. Wyłupię oba? Zostanie mi wyobraźnia. A mózgu sobie nie wyłupię.

Z tego wszystkiego wysnuwa się jeden wniosek – niezależnie od tego, jak tłumaczy ten fragment przeważająca większość Kościołów, nie możemy go odczytywać dosłownie, bo dochodzimy do wielu absurdów!

Wiem doskonale po sobie, że bardzo trudno zmienić sposób odczytywania jakiegoś fragmentu Biblii, jeżeli widziało się go w jakiś konkretny sposób przez wiele lat. Apeluję jednak – poszukaj w tym wszystkim logiki. Religia każe ci wierzyć i indoktrynuje cię od dziecka. Skoro wszyscy w coś wierzą, jak można to kwestionować?

A skoro miliardy much lubią lizać odchody, też powinniśmy to robić?

Gehenna odnosi się do mającej niedługo nastąpić zagładzie Żydów i główną misją Jezusa było przestrzeganie Izraela przed nią. Izrael jednak nie uwierzył, i niemal w całości zginął podczas oblężęnia Jerozolimy.

A zatem…

 Co Biblia mówi na temat piekła?

Nic. Mówi o hadesie/szeolu, który jest po prostu grobem wszystkich zmarłych; i mówi o gehennie, która jest wydarzeniem historycznym.

Gdyby piekło było prawdziwe, byłaby to niewątpliwie najbardziej przerażająca rzeczywistość, jaką sobie możemy wyobrazić. Dziwię się chrześcijanom wierzącym w istnienie piekła, że nie biegają nieustannie po szpitalach, hospicjach, i nie błagają ludzi, by uwierzyli, bo jak nie, to czeka ich wieczność w ogniu.

Dziwiłbym się też apostołowi Pawłowi. On był „Apostołem Pogan”, czyli – naszym (a na pewno moim). Jest autorem połowy ksiąg Nowego Testamentu… i nigdzie nie widzę, by gdziekolwiek wspominał o piekle. Nie widzę nawet, by namawiał odbiorców swoich Listów do ewangelizacji wszystkich ludzi. Nie pisał, byśmy pomyśleli o naszych niezbawionych dzieciach/współmałżonkach/rodzicach i modlili się o nich i agitowali ich, by „oddali swe życie Jezusowi”.

Strach przed tym, co stanie się z nami po śmierci, jest w Nowym Testamencie zupełnie nieobecny!

Biblię uważam za genialną księgę, nie mającą sobie równej, ale im więcej ją studiuję, tym bardziej się zdumiewam – jednak nie tylko nad jej geniuszem, ale także nad przewrotnością rodzaju ludzkiego, który wymyślił tak pokrętną jej interpretację, że Dobra Nowina jest pełna strachu i niepewności… i wciąż, ogromna większość chrześcijan przyjmuję ją bezkrytycznie!

Uwolnienie umysłu z tego systemu nie jest bynajmniej proste – i często trwa lata, aż naprawdę przestaniesz się bać religjijnych bzdur. Ale warto – odmieni to sposób, w jaki widzisz Boga. Nie trzeba będzie się więcej zastanawiać, jak miłosierny Bóg stworzył tak potworną karę – bo nikt jej nie stworzył, poza chorą wyobraźnią przywódców religijnych!!!

devil

Ostatnia edycja – 15 stycznia 2018

Piekło (1/2) – czy to jest logiczne?

hell01

To mój pierwszy, ale niewątpliwie nie ostatni artykuł o niezwykle wdzięcznym temacie piekła.

Urodziłem się i przez pierwszych dwadzieścia kilka mieszkałem w Polsce i pamiętam, jakie na temat piekła krążą obiegowe opinie w tym ciekawym kraju. Ciekawym, gdyż choć większość ludzi (wtedy było to bodajże 95%) określało się katolikami, ponad połowa z nich również odrzuca kluczowe dla katolicyzmu dogmaty.

Ludzie niewierzący lub „słabo” wierzący katolicy na ogół mówią, że piekło to jest na ziemi, albo że nie potrafią sobie wyobrazić by Bóg, będący miłością, mógł skazywać ludzi na wieczne męczarnie.

Polscy katolicy bardziej religijni traktują z reguły piekło jako pewnik, a każdego, kto odrzucałby jego istnietnie, traktują na równi z najgorszymi sekciarzami. Przypomnę tu tylko najsłynniejszy cytat z bajki o Panu Twardowskim – „hulaj dusza, piekła nie ma!”. Już jako dziecko słyszałem go mnóstwo razy i zakodowały mi się w umyśle, iż negacja istnienia piekła to bardzo zła rzecz i nie powinienem niczego kwestionować.

Dzisiaj piekło niejako „jednoczy” różne Kościoły chrześcijańskie. Poszczególne odłamy katolików i protestantów róźnią się w mnóstwie szczegółów doktrynalnych, jednak – prawie jednogłośnie – zgadzają się co do idei piekła.

Kiedy przyjrzymy się natomiast szczegółom tych doktryn, choćby kwestiom takim jak „jak wygląda piekło” albo „jak tam nie trafić” – tu już każdy ma swój pomysł. Czytałem kiedyś książkę „Cztery sprawy ostateczne. Śmierć, sąd, piekło, niebo” Martina von Cochema. Tam jest ze wszelkimi szczegółami opisane jest dokładnie, jak wygłąda piekło… Diabły smażą delikwentów w siarce, wyzywając ich przy tym i bijąc czym popadnie, ale to dopiero początek – są bowiem bardzo pomysłowe w wymyślaniu różnych ciekawych tortur – pamiętam, że byłem w szoku, iż książka miała zgodę biskupa na druk (imprimatur), podczas gdy cała była taką kosmiczną bzdurą, że bajka o Czerwonym Kapturku wydaje się przy niej bardzo realistyczną opowieścią.

Pomimo sporej ilości różnic, istnieją też punkty piekielnej doktryny przy której panuje zgoda – zawsze lub prawie zawsze. Niemal wszystkie wyznania chrześcijańskie zgadzają się, że piekło to miejsce wiecznego oddalenia od Boga. Większość głosi też, że jest to miejsce dosłownego cierpienia w ogniu.

Każdy doświadczył przenikliwego bólu oparzenia. Myśl, że miałoby to objąć całe ciało, może przerazić, nawet jeśli miałoby to trwać pięć minut. Ale wieczność w takim stanie? Nogi się uginają. Ale o to Kościołom chodzi. Nic tak nie „zachęca” wiernych do chodzenia do kościoła i dawania na tacę, jak strach.

Te same Kościoły jednak, które czynią Boga twórca wiecznych mąk, jednocześnie głoszą Boga będącego usosobieniem najdoskonalszej miłości. Jak zatem miłosierny Bóg może torturować ludzi w nieskończoność w taki sposób?

Religia jest świetna w wymyślaniu niesamowicie „logicznych” odpowiedzi na pytania, na które… nie ma odpowiedzi. Oto kilka z najpopularniejszych:

1. Bóg jest wieczny, więc i kara musi być wieczna.

Ktoś kiedyś wymyślił te genialne zdanie, jednak nie znajdziemy nic takiego w Biblii. Spekulacje.

2. Grzech przeciwko nieskończonemu Bogu wymaga nieskończonej kary.

Argumentacja obalana w ten sam sposób, co w punkcie 1. To niczym nie poparta spekulacja. Tylko dlatego, że coś ładnie brzmi i że można to wyczytać w tysiącu książek, nie oznacza to, że staje się to automatycznie prawdą.

3. Bóg nikogo nie skazuje na piekło, ludzie sami tam chcą iść.

Nie spotkałem nikogo, kto by się celowo chciał oparzyć i cierpieć przez to godzinę. Mam uwierzyć, że ktoś chciałby cierpieć wieczność? Bzdura.

4. Bóg jest nieskończenie miłosierny, ale i nieskończenie sprawiedliwy.

Miłosierny… ale??? Przywodzi mi to na myśl sytuację, gdy mąż mówi żonie – kocham cię, ale muszę odejść, zakochałem się w kimś innym. Co żonę w tym momencie obchodzi to ‚kocham cię’? Czy przez to się lepiej poczuję? Ja także dziękuje za takie miłosierdzie! Kiedy ktoś mówi ci coś miłego, a później mówi „ale”, możesz zapomnieć i nie traktować poważnie wszystkiego, co było powiedziane do tego momentu.

 Skoro Bóg jest miłosierny, oczekuję od Niego miłosierdzia!

Miłosierdzia oczekuje od nas przecież Bóg! Każe nam miłować nieprzyjaciół, wybaczać wszystkim bez końca…

 Czy Bóg wymaga od nas, byśmy byli lepsi od Niego samego?

Nie! W Ewagelii Mateusza, poczynając od 5:43, Jezus mówi, że czyniąc dobrze naszym wrogom upodabniamy się do Boga!

Gdyby mój syn ukradł mi pieniądze, a ja bym go zamknął w piwnicy i przywiązanego bił kilka dni, co myślicie, by się ze mną stało?

Poszedłbym za to do więzienia. I był napiętnowany przez społeczeństwo. Nasze wrodzone poczucie sprawiedliwości podpowiada nam, że sposób, w jaki ukarałem dziecko, byłby niewspółmierny do czynu, jakie popełniło.

W przypadku piekła mamy coś nieskończenie (dosłownie!) więcej nieproporcjonalnego. Ludzie, którzy wbrew swej woli urodzili się grzesznikami, mają iść na nieskończone męki choćby całe życie poświęcili pracy dla innych, tylko dlatego, że odrzucili Ewangelię? Ewangelię, na ogół zresztą fatalnie i w sposób nie zachęcający do niczego przedstawianą przez ludzi, którzy swym zachowaniem stanowią zaprzeczenie głoszonych wartości?

Sporo chrześcijan uważa również, że do piekła pójdą nie tylko ci, którzy świadomie Ewangelię odrzucili, ale również wszyscy ci, którzy jej nie przyjeli, włączając ludzi, którzy nigdy jej nie słyszeli, w  tym i… dzieci/niemowlęta? Co za kosmiczne bzdury!

Dalej idąc, większość chrześcijan wyznań tradycyjnych – jak katolicy lub ewangelicy – głoszą, że nawet niemowlę nie będzie zbawione bez chrztu.

Zawsze nasuwało mi się pytanie – Dlaczego nie chrzci się zaraz po urodzeniu, ale większość polskich rodziców czeka z chrztem wiele tygodni, jeśli nie miesięcy? Gdzie tu logika? I Kościół sam nie zachęca do natychmiastowych chrztów. Czyżby… sam nie wierzył w to, co głosi? Czy może… nie zależy mu tak do końca na zbawieniu jak największej ilości ludzi?

Tylko nieliczni wrzucają jednak dzieci do piekła; większość wierzy w doktrynę wieku odpowiedzialności, tzn. jeżeli dziecko było za małe, by mogło odróźnić dobro od zła i zostać świadomym chrześcijaninem od zła, to będzie ono zbawione w momencie śmierci. Jeżeli jednak swoją sytuację zrozumiało, i chwilę później umarło, pójdzie do piekła…

Logicznie rzecz ujmując, powinniśmy zatem… mordować nasze dzieci, zanim osiągną ten wiek! Pozwalając bowiem dziecku osiągnąć „wiek odpowiedzialności”, prawdpopodobnie trafią one do piekła (większość chrześcijan wierzy bowiem, że tylko niewielu będzie zbawionych) ! Będą zatem mogły kiedyś wykrzyczeć swemu ojcu z płomieni  „dlaczego mnie nie zabiłeś, gdy byłem mały? Teraz muszę cierpieć w nieskończoność!”

Oczywiście, z zabijaniem dzieci jest „drobny problem”, bo większość chrześcijan wierzących w piekło wierzy również, że trafia się tam, jeśli kogoś się zamorduje. Co więc wolisz? Wiecznie cierpieć w ogniu po wsze czasy, czy by cierpiało twoje dziecko? Och, chrześcijańska logika!!

Jeśli masz troje dzieci, rachunek wydaje się łatwiejszy.. Choć świadomość palenia się bez końca nie do końca do ciebie przemawia, nawet jeśli chodzi o twoje dzieci…

Co za myśli? Oczywiście, że dobry rodzic odda życie za swoje dzieci! Czy ty je w ogóle kochasz, jeśli przychodzi ci do głowy dać im smażyć się w wiecznym ogniu?

I co, obmyślasz w tej chwili morderstwo?

Czy nie masz ochoty krzyczeć: to jest chore?

Dobrze, dosyć tego „logicznego myślenia”.

devil_sign

Logika to poprawne działanie umysłu, danego nam przez Boga, ale każdy wie, że w pewnych okolicznościach ludzie, a nawet całe ich grupy, narody, za logikę zaczęły uznawać coś zupełnie nielogicznego. Krótko mówiąc – logika zawodzi. Chcemy jednak wierzyć, iż nauczanie Biblii jest spójne i logiczne. Poprawnie odczytywanej Biblii jednak… tu zaczynają się schody…

W następnym artykule na temat piekła opiszę niemal wszystko, co – zdaniem zwolenników Biblii – jest w niej na ten temat. Nie ma tego bowiem tak naprawdw dużo. Na razie wspomnę tylko o jednym bardzo ciekawym fakcie.

Czy wiesz, kto jest nazwany „Apostołem pogan”?

Czy wiesz, kto jest autorem dwóch trzecich ksiąg Nowego Testamentu?

Oczywiście, Paweł.

Jednak nigdzie, ani jednym słowem, Paweł nie wspomina o piekle, o wiecznych mękach, o ogniu nieugaszonym, w którym znajdą się wszyscy niechrześcijanie.

Więcej – Paweł nigdzie nie zachęcał czytelników, by koniecznie przekonywali swoich bliskich do zostania chrześcijanami, bo jak umrą bez tego, to…

Czy to nigdy cię nie zastanowiło?

Pamiętaj, większość adresatów Listów Nowego Testamentu nigdy nie widziało na oczy ani jednego fragmentu Biblii. Nie mieli konkordancji ani programów biblijnych, które w sekundę wyszukają wszystkie wystąpienia słowa „piekło” w calej Biblii. Pisząc przykładowo List do Rzymian, Paweł zawarł w nim całą doktrynę niezbędną adresatom – a fakt, że o piekle nie wspomina, byłby już dla mnie wystarczającym powodem, by całkowicie ideę jego istnienia odrzucić. Ale powodów tych jest oczywiście więcej.

hell02

ostatnia edycja: 15 stycznia 2018

1 Koryntian 6:9-10 – tacy do nieba nie pójdą!

 Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą.  (1 Kor 6:9-10)

Ten fragment – oraz bardzo podobny do niego, z 5. rozdziału Listu do Galacjan, używany jest przez religię do straszenia maluczkich. W czasach, kiedy moje czytanie Biblii było zakłamane przez kościelne okulary „jedynej poprawnej interpretacji”, za każdym razem, gdy tekst ten czytałem, odczuwałem pewien strach… że może jednak i ja znajduję się jednej (albo wielu) wymienionych grup i że skoro nie odziedziczę Królestwa Bożego, czeka mnie wieczność w piekle

Wystarczy jednak okulary te zdjąć… i wyobrazić sobie, że nigdy się tego tekstu na oczy nie widziało. Wtedy jasne się staje, że Paweł bynajmniej nikogo tam nie straszył!

Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że jest to tekst w pewnym sensie… ekumeniczny. Łączy różne Kościoły – większość chrześcijan wszystkich opcji – zarówno katolickich jak i protestanckich; zarówno fundamentalnych jak i liberalnych, rozumie ten fragment tak samo: Apostoł Paweł podaje listę czynów, które wykluczają człowieka z grona zbawionych.

Chociaż przesłanie główne pozostaje takie samo, szczegóły rozumienia tego tekstu już różnią się już zasadniczo w różnych Kościołach, . Niektórzy uważają, że Paweł mówi w nim tylko o ludziach trwale oddających się danemu grzechowi – przy czym każdy oczywiście ma inną definicję słowa „trwale”.  Inni głoszą, że nawet epizodyczne oddanie się dowolnemu z wymienionych grzechów wyklucza z grona zbawionych. I wtedy… trzeba prosić o zbawienie ponownie… lub, zdaniem niektórych frakcji chrześcijan, jest to już niemożliwe.

Dość często spotykałem się również ze stwierdzeniem, że ludzie prawdziwie zbawieni, w których króluje miłość Boża, nie są w stanie popełniać żadnej z tych wymienionych rzeczy. Ja jednak nigdy w praktyce swojej bezgrzeszności nie zdołałem zaobserwować, ani u siebie, ani u innych, także takie tłumaczenie raczej odrzucałem.

Trudno mi powiedzieć, jak odczytałby ten fragment ktoś, kto nigdy nie widział go na oczy (a byłaby to cenna obserwacja, niestety moja pamięć nie sięga 30 lat wstecz, poza tym zapewne kiedy przeczytałem go pierwszy raz, było to w jakiejś książce i więcej miejsca zajmował komentarz, który mi od razu wyłożył, jak mam ten tekst rozumieć), ale bardzo możliwe, że odczytałby go tak, jak większość współczesnych czytelników – Paweł wymienia listę cech – epitetów – i obwieszcza, że ludzie ci nie odziedziczą Królestwa Bożego.

Z listy tej weźmy jeden epitet – wszetecznik. Wszetecznicy… Królestwa Bożego nie odziedziczą. Kto to jest wszetecznik? Greckie słowo „pornos” określało kogoś rozwiązłego lub męską prostytutkę. Kontekst użycia tego słowa w Nowym Testamencie wskazuje, że nie chodzi tu o coś błachego, spojrzenia lub myśli „nieczyste”, lecz akty wręcz publiczne. Spójrzmy na wcześniejszy fragment z tego samego listu:

 Słyszy się powszechnie o wszeteczeństwie między wami i to takim wszeteczeństwie, jakiego nie ma nawet między poganami, mianowicie, że ktoś żyje z żoną ojca swego. (1 Koryntian 5:1)

I jeszcze dwa urywki z rozdziału 6.:

 Albo czy nie wiecie, że, kto się łączy z wszetecznicą, jest z nią jednym ciałem? Uciekajcie przed wszeteczeństwem. (1 Kor 6:16a.18a)

Niektórzy z Koryntian dopuszczali się rzeczy, które nawet dzisiaj, przy niezbyt ascetycznych współczesnych normach moralnych, są wśród większości chrześcijan nie do pomyślenia – kazirodztwo i korzystanie z usług prostytutek!

Spójrzmy teraz na następny za omawianym fragmentem werset:

 A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego. (1 Kor 6:11)

W kościołach rzadko kiedy cytuje się ten werset, kończąc na ogół na poprzednim – z odpowiednim podniesieniem tonu głosu – NIE ODZIEDZICZĄ!

Do zrozumienia następnego króciutkiego akapitu potrzebny jest spory wysiłek, nie chodzi jednak o wysiłek umysłowy, bo nie ma w nim nic zawiłego.

Paweł ogłasza ludziom, którzy wciąż korzystają z usług prostytutek, że są obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni.

Wiem, że trudno w to w pierwszej chwili uwierzyć W umyśle większości ludzi chrześcijanie żyją moralnie. W praktyce jednak chrześcijanie to z reguły ludzie, którzy udają, że żyją moralnie (nie mówię oczywiście o wszystkich).

W rozdziałach 5-7 Ewangelii Mateusza Jezus podniósł moralne wymagania Zakonu Mojżesza do granic absurdu. Już nie tylko cudzołóstwo jest złe, samo pożądliwe patrzenie jest cudzołóstwem! Już nie tylko zabójstwo jest potępiane, sam gniew jest potępiany! I to wcale nie mniej! Tak naprawdę nie możemy odnosić tego bezpośrednio do siebie jako że nigdy pod Zakonem Mojżesza nie byliśmy, ale jesteśmy takimi samymi ludźmi jak Żydzi tego okresu, i targają nami takie same pokusy. Jezus pokazuje, że wszyscy jesteśmy grzesznikami i absurdem jest zastanawianie się, czy jesteśmy na tyle dobrzy, by zasłużyć na zbawienie – przekaz całej Biblii jest jasny – nie jesteśmy! Jak jednak pokazuje i Jezus i Apostołowie, Bóg nie szuka w nas bezgrzeszności, szuka miłości i przyjaźni.

Chociaż oczywiście nie wszyscy chrześcijanie mogą być nazwani „wszetecznikami” – nie wszyscy mają kochanków lub chodzą do prostytutek – niektórzy jednak tak – i ten sam Paweł stwierdza, że sam fakt robienia lub nierobienia czegoś nie stanowi o tym, czy jesteśmy zbawieni, czy nie!

 gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość (Rzymian 4:5)

Dokładnie tak!

Wróćmy do omawianego przykładu „wszetecznika”. Pomyśl – ile razy trzeba popełnić wszeteczeństwo, by być wszetecznikiem? 5? 20? Źle. Jeden raz! A ile razy trzeba zabić kogoś, by zostać nazwany mordercą? Też raz! Jeżeli zabiłeś kogokolwiek, jesteś zabójcą, i nic tego nie zmieni! Mówisz, że nie zabiłeś? W 5. rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus pokazał Żydom, że zasługują na taką samą karę, jeśli tylko gniewali się na kogoś lub gadzili nim. A należy pamiętać, iż Żydzi we własnym mniemaniu uważali się za lepszą i bardziej oświeconą część społeczeństwa uważając, że reszta ludzi tkwi w błędzie (podobnie dzisiaj uważają zresztą niemal wszystkie Kościoły). Jezus kładzie kres tej hipokryzji – przyjrzyj się sobie, popełniasz to samo, o co oskarżasz innych!

A Koryntianie? Czy dopuszczali się wszeteczeństwa zanim się nawrócili, i dlatego Paweł napisał, że ‚takimi niektórzy z was byli’? Nie! Wciąż to robili – Paweł używa czasu teraźniejszego  – ‚ktoś żyje z żoną ojca swego’ – więc dlaczego Paweł później używa czasu przeszłego – ‚takimi niektórzy z was byli’?

Jeszcze raz zaapeluję o wysiłek woli, by odrzucić dotychczasowe uprzedzenia – Paweł nie robi spisu grzechów, które wykluczają kogokolwiek ze zbawienia. On porównuje ludzi wierzących z ludźmi niewierzącymi!

Koryntianie nie są już oszczercami, wszetecznikami czy złodziejami nie dlatego, że nie popełniają tych czynów – bo popełniają je (przynajmniej niektórzy popełniają je w rzeczywistości, a zapewne o wiele więcej z nich – w myślach) – ale dlatego, że są zbawieni przez Boga!

Jeszcze raz:

 A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego. (1 Kor 6:11)

 

Obmyci – jesteście czyści – nie macie grzechu!

Uświęceni – jesteście święci – jesteście oddzieleni od grzechu!

Usprawiedliwieni – jesteście teraz sprawiedliwi – i nie podlegacie karze!

Tradycyjne rozumienie tekstu każe odczytywać go tak: Jeżeli popełniacie jakiekolwiek czyny z wymienionej przeze mnie listy, pójdziecie do piekła! Gdzie jednak Apostoł Paweł mówi coś takiego?

Gdzie w ogóle mówi o piekle?

Gdzie straszy Koryntian utratą zbawienia?

Człowiek lubi się pysznić i czuć lepszy od innych. Większość chrześcijan głosi miłosiernego Boga, ale obruszą się, gdy ktoś głosi, że Bóg wybaczy Ci wszystkie grzechy, niezależnie od tego, czy je porzucisz, czy nie.

Zachęcam do przeczytania na spokojnie całego Listu do Koryntian. Koryntianie byli najbardziej ‚grzesznym’ ze wszystkich adresatów Listów Pawła w Nowym Testamencie, a mimo tego Paweł nieustannie Bogu dziękuje za nich (1 Kor 1:4) – nigdzie nie strasząc ich utratą zbawienia!

Do tej pory wykazywałem, dlaczego popularne tłumaczenie tego fragmentu nie jest do przyjęcia. Co jednak ten fragment rzeczywiście mówi?

Myślę, że dałoby się przetłumaczyć ten tekst tak, by nie sugerował pomysłu, iż Paweł grozi Koryntianom wydziedziczenia z Królestwa, ale wtedy trzeba by odejść dość daleko od tłumaczenia dosłownego, a to jest dzisiaj jest źle widziane. Na ogół słusznie, jak myślę. Paweł nigdzie nie grozi, iż Koryntianie stracą dziedzictwo, przypomina im jednak, że tymi dziedzicami są i powinni się godnie zachowywać.

Warto też wspomnieć o jednym „szczególe” – brak odziedziczenia Królestwa Bożego bynajmniej nie oznacza piekła, życia bez Boga po śmierci ani jakichkolwiek podobnych bzdur. Królestwo Boże nie występuje w ogóle w kontekście „życia po śmierci”.

Nie jest to łatwy fragment, i nie da się go w kilku zdaniach wyjaśnić. Zacząć należałoby od tego, co to jest Królestwo Boże i jak rozumieli je ludzie tamtych czasów. Jak to jednak na ogół z trudnymi fragmentami bywa, o wiele łatwiej jest powiedziec, czego dany fragment nie mówi, niż to, co mówi. A nie może mówić, że ten, kto popełnia jakieś określone z listy czyny, nie będzie zbawiony, zbawienie Biblijne zawsze było z wiary, nie uczynków. Być może propopowane przeze mnie wyjaśnienie tego, co Paweł rzeczywiście chciał Koryntianom dać do zrozumienia, ci nie pasuje, niemniej – jak (podobno) mawiał Sherlock Holmes – „Jeśli odrzucimy to, co niemożliwe, wszystko to, co pozostaje, jakkolwiek niewiarygodne, musi być prawdą.”

Ostatnia edycja – 8 stycznia 2018

Ojcze Nasz – modlitwa też nasza?

Na początku 2012 roku w stanie Delaware w USA miał miejsce ciekawy proces. Kilku radnych wystąpiło z zażaleniem, że każde obrady rozpoczynają się modlitwą „Ojcze Nasz”, i że jest to niekonstytucyjne, bowiem Konstytucja USA zabrania faworyzowania jakiejkolwiek religii, a ‚Ojcze Nasz’ jest modlitwą chrześcijańską.

Co naprawdę mnie zaciekawiło w tym wszystkim, to słowa sędziego – Leonarda P. Starka. Podsumowując zakończenie pierwszych obrad sądu powiedział, że dano mu bardzo trudną sprawę, gdyż wbrew opinii przygniatającej większości, on osobiście nie widzi, żeby modlitwa ta była modlitwą chrześcijańską. Nie ma w niej odniesienia do Jezusa, a w czasie jej powstania nikt nie wiedział, co to jest chrześcijaństwo.

Mnóstwo ludzi się oburzyło. Jak to nie chrześcijańska? Przecież wszystkie chrześcijańskie kościoły się nią modlą!

Poprawka: nie wszystkie.A nawet gdyby… to równie dobrze wszystkie mogą się mylić.

Owszem, modltwa ‚Ojcze Nasz’ jest w Biblii, ale jest w niej również polecenie ukamienowania nieposznych synów (Pwt 21:18-21). Delikatnie mówiąc – nie każde słowo Biblii skierowane jest bezpośrednio do nas dzisiaj.

Odrzucając zatem uprzedzenia i statystyki kościelne, odpowiedzmy na jedno pytanie – czy modlitwa ‚Ojcze Nasz’, zwana również Modlitwą Pańską, jest skierowana do chrześcijan?

Odpowiedź na to pytanie jest prostsza, niż się wydaje.

Sędzia Stark miał absolutną rację – Modtlitwa Pańska nie mogła być skierowana do chrześcijan, bo w tym czasie nie było chrześcijan! Przeczytaj 16. rozdział Ewangelii Jana – Jezus nie mógł nawet wyjaśnić uczniom zasad chrześcijaństwa, bo uczniowie nie byli w stanie jeszcze jej zrozumieć. Jezus zapowiedział że zrozumieją ją w późniejszym czasie (J 16).

Czy zatem nic z tego, co Jezus mówił, nie odnosi się do chrześcijan?

To również niepoprawne uproszczenie. Należy zawsze czytać kontekst sytuacji. Niektóre rzeczy Jezus mówił tylko do Żydów. Niektóre – wyłącznie do apostołów. Inne – do uczniów. Pewnego razu Jezus dał specjalną misję wybranym 72 uczniom. Roztrzygnięcie, do kogo dane słowa były skierowane, nie przesądza o tym, czy słowa te skierowane są również do nas. Należy dokonać analizy kontekstowej.

 

Planuję kiedyś szerzej opisać tekst Modlitwy Pańskiej bo jest to tekst bardzo ciekawy – i rzadko kiedy poprawnie rozumiany – teraz ograniczę się do wskazania jednego, jedynego miejsca, które przesądza o tym, że modlitwa ta nie jest modlitwą chrześcijańską.

i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom

W Starym Testamencie całkowicie oczywistym było, że prosiło się Boga o przebaczenie grzechów. Cały system ofiarniczy, na którym zbudowane było Prawo, był prośbą do Boga o przebaczenie. Nie tyle jednak chodziło o to, by odmienić nastrój Boga – a jedynie o to, by Bóg łaskawie zmienił naturalne konsekwencje grzechu przewidziane w Prawie.

A co mówi Nowy Testament?

W nim [Chrystusie] mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego, (Efezjan 1:7)

Jeśli mamy przebaczenie grzechów, dlaczego mielibyśmy wciąż prosić o przebaczenie? Nie powinniśmy! Możemy za nie jedynie dziękować!

To fakt, że modlitwa ‚Ojcze Nasz’ odmawiana jest w mnóstwie kościołów – może nawet w większości – co  niedzielę. Powinno zmusić to nas do refleksji – jak to jest, że człowiek, choć istotą myślącą będący, tak często wyłącza myślenie w kwestii religii?

A ile z tego, w co sam wierzę, jest przyjęte bezkrytycznie od innych?

Dobrze zadawać sobie samemu takie pytanie codziennie. Pobudzać innych – i siebie – do myślenia. Spróbuj postawić znajomemu, biblijnie wierzącemu chrześcijaninowi takie pytanie – skoro wierzysz, że Jezus wybaczył ci wszystkie grzechy, dlaczego wciąż w Modlitwie Pańskiej prosisz Go o nie? Gwarantuję, że większość chrześcijan osłupieje po takiego pytania usłyszeniu!

 

edycja II, 2017-11-29

Biblia a nauka

Przez wiele lat… a tak naprawdę przez większą część mojego życia, moje poczucie bezpieczeństwa było w pewnym sensie oparte na wiarygodności Biblii.

Ponieważ uważałem, iż są w niej pewnego rodzaju instrukcje, jak po śmierci trafić do nieba, zamiast do piekła, zrozumiałe jest, iż zarówno wiarygodność jak i sposób interpretacji Biblii był dla mnie bardzo ważny – i można użyć stwierdzenia, że była to dla mnie kwestia życia i śmierci.

Kiedy wreszcie nadszedł czas, gdy nauczyłem się odczytywać Biblię bez narzuconej mi przez religię interpretacji, odetchnąłem z ulgą jak nigdy dotąd, i wkrótce wiedziałem już na 100%, że z rąk Boga nic mi nie grozi. Zrozumiałem, na czym Kościoły oparły swoje kłamliwe groźby o srogim Bogu i wtedy też okazało się dla mnie jasne, iż przesłanie o nieskończenie dobrym Bogu jest przesłaniem nie tylko chrześcijaństwa, ale i całego świata. Spowodowało to, iż nawet gdyby ktoś mi dzisiaj udowodnił, iż każde słowo Biblii jest nieprawdziwe – nie zaburzy to mojego spokoju. Tak się jednak składa, iż Biblię wciąż kocham i szanuję, pomimo tego, iż jej wiarygodność jest podważana jak żadnej innej księgi świata.

Zdaniem przeciwników Biblii, jest ona księgą pełną błędów, sprzeczności, zmienianą i fałszowaną tysiące razy; krótko mówiąc – zupełnie niewiarygodną. Wielu chrześcijan, gdy słyszy takie zarzuty, jak to się mówi – kładzie uszy po sobie. Nie wiedzą, co odpowiedzieć.  Nie chcą przyznać racji, bo wydaje im się, że to oznaczałoby wyrzeczenie się swojej wiary; ale nie znają sposobów, by podważyć te „niepodważalne argumenty”.

Piszę o chrześcijanach ale mam na myśli nie tylko ich – istnieje sporo ludzi kochających Biblię i kierujących się jej naukami, którzy zupełnie nie utożsamiają się z głównym nurtem chrześcijaństwa.

To prawda, Biblia nie jest książką łatwą w odbiorze. Przepaść kulturowa i językowa stanowią nie lada wyzwanie, a mnogość Kościołów i wypaczeń interpretacyjnych dodatkowo przyprawia o ból głowy.

Czy w ogóle kwestia wiarygodności Biblii jest aż tak ważna?

Mnóstwo chrześcijan odetchnęłoby z ulgą, gdyby dowiedziało się, że ich wiara może dalej istnieć spokojnie nawet, jeśli podważy się wiarygodność Biblii. Niestety, nie jest to prawdą. Chrześcijaństwo jest jednak „religią księgi”. Nie wszyscy jednak są chrześcijanami. Skoro jednak ty jesteś, i opierasz swoje przekonania na Biblii, zastanów się, co to oznacza.

Podważając jakąkolwiek część Biblii, podważamy jej całość.

Mnóstwo chrześcijan nie zgodzi się z powyższym stwierdzeniem. Wielu uważa część Biblii za mało wiarygodną, przykładowo opowieść o stworzenia świata i pierwszych ludziach lub o zatrzymaniu Słońca przez Jozuego; i nie przeszkadza im to zupełnie wierzyć w każde słowo Ewangelii lub Listów Pawła. Zastanówmy się jednak na chwilę, czy takie podejście jest logiczne

Albo chrześcijaństwo opiera się na Biblii, albo nie.

Jeżeli teologia pewnej denominacji odrzuca część Biblii uznając ją za mało wiarygodną, denominacja ta już tak naprawdę się nie opiera na Biblii, ale na… swojej własnej teologii. „Mam rację, bo postanowiłem, że mam rację”. Dowódcom armii nie zależy na żołnierzach, którzy będą posłuszni 95% rozkazów – te 5% nieposłuszeństwa oznaczałoby klęskę. Jeżeli Biblia myli się na przykład co do liczby żołnierzy w jakiejś bitwie, jakże można założyć, że nie myli się co do zmartwychwstania Chrystusa? Jeżeli teologię opieram na części Biblii, mogę najwyżej powiedzieć, że moja teologia jest inspirowana Biblią, nie zaś oparta na niej.

Uważanie się zatem za biblijnie wierzącego chrześcijanina i odrzucanie choćby kilku kartek Biblii jest pewnego rodzaju hipokryzją, a co najmniej – niekonsekwencją. Podobną niekonsekwencję widzimy analizując sondaże dotyczące wierzeń polskich katolików – liczba ludzi wierząca we wszystkie podstawowe dogmaty katolickie jest kilkukrotnie mniejsza od ludzi określających się mianem katolików [http://www.fronda.pl/a/47-procent-polakow-wierzy-w-zmartwychwstanie-a-w-smierc-na-krzyzu-o-procent-wiecej,32795.html] , choć Kościół rzymskokatolicki nie dopuszcza żadnej wybiórczości głównych dogmatów i kto przykładowo nie wierzy w istnienie szatana, automatycznie jest z Kościoła wyłączany. O tym się jednak głośno z ambon nie mówi aby nie zniechęcić ludzi, gdyż każda owieczka przekłada się na konkretną sumę pieniędzy, niezależnie od przekonań religijnych owej owieczki.

Niektórzy próbują pogodzić swoją wybiórczość w stosunku do tekstu Biblijnego opierając się na swojej logice. Problem w tym, iż choć teoretycznie logika to nauka absolutna, w praktyce… każdy ma swoją. Jeżeli uda nam się przekonać samych siebie, że pewne fakty Biblii są mniej ważne od innych, w najlepszym przypadku zostajemy pewnego rodzaju agnostykami – będziemy musieli, przy okazji każdego tekstu biblijnego, zastanawiać się, czy ta część jest wiarygodna, czy nie.

Zastanówmy się zatem – czy przy obecnym stanie nauki jesteśmy w stanie stwierdzić, czy Biblia jest wiarygodna w całości?

Spróbuję odpowiedzieć na te pytania odnosząc się do sześciu najczęściej używanych argumentów przeciwników wiarygodności Biblii.

1.         „Tekst Biblii był zmieniany tyle razy, że nawet nie wiadomo, co w niej tak naprawdę na początku było”.

Argument ten obaliły liczne odkrycia archeologiczne. Kiedy przykładowo w latach 50 i 60 znaleziono Rękopisy z Qumran, niektóre z nich były setki lat starsze od najstarszych ówcześnie posiadanych. I teksty były praktycznie identyczne. Był to olbrzymi cios dla tej części naukowców, która uważała, że tekst biblijny znacznie zmieniał się w czasie. Okazało się, że przez wiele setek lat kopiści potrafili zachować niezmieniony tekst biblijny.

Co jest również naprawdę niesamowitego i jedynego w swoim rodzaju to ilość posiadanych biblijnych rękopisów. Dysponujemy przykładowo jedynie siedmioma starożytnymi rękopisamy dzieł Platona. Mamy 20 sztuk rękopisów Tacyta (dane podaję za http://carm.org/manuscript-evidence). I tak jest ze znaczną większością dzieł starożytnych. O wiele lepiej jest z dziełami Sofoklesa (49 manuskryptów), a miejsce drugie (pod względem ilości posiadanych manuskryptów) zajmuje Iliada z oszałamiającą ilością 643 rękopisów.

A miejsce pierwsze? Nowy Testament, 5600 manuskryptów. I to w języku oryginalnym. W innych językach – kilka razy tyle. Razem około 20 000  tysięcy starożytnych manuskryptów.

Przy czym, o ile Iliada została napisana ok. 900 roku pne, a najstarszy posiadany manuskrypt pochodzi z 400 pne, więc jest napisany 500 lat później, niż oryginał. Najstarsze posiadane manuskrypty Nowego Testamentu są starsze o tylko 100 lat od ich oryginałów.

Ciekawe, dlaczego nikt nie kwestionuje autentyczności Iliady…

2.         „Było mnóstwo tekstów, z nich wybrano te, które pasowały do ówczesnej doktryny, a reszty się pozbyto.”

Kiedyś słyszałem, że podobno istniało 400 ewangelii, a Kościół wybrał sobie z nich te, które mu pasowały. Kłamstwo. 4 Ewangelie z Biblii są jedynymi z I wieku naszej ery i – jeżeli istniały jakieś inne, to wzmianki o nich nawet nie przetrwały 50 lat. Znamy kilka (KILKA – bodajże 3 czy 4) które napisane były w II, III i IV wieku, i większość badaczy uważa je za mało udane próby modyfikacji Ewangelii oryginalnych. Również sam fakt, że powołują się na autorstwo apostołów lub ludzi bliskich Jezusowi świadczy jednoznacznie o ich zerowej wiarygodności. Podczas ich pisania apostołowie nie żyli od wieluset lat.

To prawda, że sporów co do wyboru ksiąg Nowego Testamentu w pierwszych wiekach było sporo, ale księgi, które dzisiaj uważamy za apokryfy (czyli księgi włączane przez grupy mniejszościowe do Biblii, a odrzucane przez główny nurt), były poza dyskusją (z niewielkimi wyjątkami). Owszem, wielu chrześcijańskich myślicieli odrzucało księgi, których nie rozumiało. Luter uznał przykładowo, że List Jakuba nie jest natchniony, bo nie rozumiał kilku jego fragmentów – i bardzo nie pasowały one do jego nauczania. Mowa na przykład o słowach „widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary” (Jakuba 2:24), a Luter bardzo chciał akcentować usprawiedliwienie z samej wiary.

Stary Testament zawiera kilka ksiąg powstałych w sekciarskich kręgach żydowskich (m.in. Księga Barucha, Księgi Machabejskie), ale ortodoksyjni żydzi nigdy nie traktowali ich jako części Pism świętych, robiły to jedynie różne sekty żydowskie żyjące w rozproszeniu. Do kanonu Starego Testamentu włączył je oficjalnie Kościół rzymskokatolicki dopiero XVI wieku, ale nawet jeśli byłyby autentyczne, wciąż mowa tylko o kilku księgach.

Kiedy ktoś, kto Biblię dobrze zna, zacznie czytać księgi z niej odrzucone, różnicę widzi natychmiast. Występują w nich infantylne zwroty, promowana jest wiara w zabobony a sporo fragmentów stoi w jasnej sprzeczności z całością przesłania Biblii. Być może napiszę osobny artykuł na ten temat, z podaniem przykładów, bo znam ich sporo.

Nawet z czysto świeckiego punktu widzenia różnice między księgami kanonicznymi i niekanonicznymi są dobrze widoczne – w apokryfach występują liczne udowodnione błędy historyczne i logiczne, ilość istniejących rękopisów jest znikoma, a ich autorstwo w widoczny sposób zafałszowane.

Jest jeszcze jeden argument, który szczególnie do mnie przemawia. Jeśli ktoś dobrze zna różne wyznania chrześcijańskie i różnice doktrynalne między nimi wie, że każde wyznanie ma swoje „trudne” lub wręcz „niewygodne” fragmenty Biblii. Większość teologów byłoby szczęśliwych, gdyby mogło wybrac 5 wersetów, które w Biblii znalazły się „przez pomyłkę” i je wyrzucić. Nikt im jednak nigdy tej opcji nie oferował. I to jest najlepszym dowodem na to, że nikt przy Biblii nie manipulował. Manipulacje jakiejkolwiek opcji spowodowałyby zniknięcie choć części problematycznych framgentów. Mnóstwo chrześcijan byłaby też bardzo szczęśliwa, gdyby w Biblii było kilka jasnych – to znaczy jasnych według dzisiejszych norm – stwierdzeń typu „Jezus jest Bogiem równym Ojcu” lub „chrzest wodny jest niezbędny do zbawienia” albo też „każdy chrześcijanin w momencie nawrócenia jest chrzczony Duchem Świętym”.

Uważam, że to z powodu Bożego poczucia humoru stwierdzeń takich w Biblii jednak nie znajdziemy 🙂

3.         Odkrycia naukowe przeczą Biblii.

Ten temat jest doskonale omówiony na wielu witrynach internetowych, przykładowo https://archeologiabiblijna.wordpress.com. Czy odkrycia obalają wiarygodności Biblii? Prawda jest odwrotna. Kolejne odkrycia z różnych dziedzin nauki potwierdzają zapisy biblijne. Przykładem jest wspominany kilkukrotnie w Biblii ród Chetytów (Rodzaju 15:20, Wyjścia 3:8.17 i inne). Historycy długo uważali, że jest to naród wymyślony, ewentualnie że było to nic nie znaczące małe plemię. W Biblii jednak Chetyci byli przedstawiani jako znaczący naród (choć bez szczegółów). Odkrycia historyczne z przełomu XIX i XX wieku potwierdziły niezbicie istnienie imperium chetyckiego.

I… tak na marginesie, to nieprawda, że w Biblii jest napisane, że Ziemia jest płaska!

4.         Teoria Ewolucji przeczy Biblii.

Teorię Ewolucji celowo oddzielam od punktu 3. o odkryciach naukowych – ale nie tu miejsce, na tłumaczenie dlaczego.

Biblia nie zajmuje się biologią ani genetyką. Nie próbowała w naukowy sposób tłumaczyć , jak powstawały gatunki, dlatego dyskutowanie o tym, czy jest przeciwko czy za ewolucją jest pozbawione sensu… Biblia się do ewolucji w ogóle nie odnosi.

Kiedy w Biblii czytamy, że stworzył je Bóg, tak naprawdę nie wiemy, co to znaczy, bo pojęcie „stwarzania” jest nam zupełnie obce. Nikt z nas nigdy niczego nie stworzył – my potrafimy jedynie przetwarzać, nie stwarzać. Stworzyć oznacza powołać do istnienia, ale w jaki sposób dokładnie Bóg to zrobił – nie wiemy.

5. W Biblii są sprzeczności.

Po wielu latach studiów i szukania tych sprzeczności, osobiście odpowiem – ja ich tam nie znalazłem. Są fragmenty trudne do zrozumienia, ale nie ma ani jednej stuprocentowej sprzeczności.

Najczęściej się wspomina o sprzecznościach między poszczególnymi Ewangeliami. Większość tych „argumentów” jest wręcz infantylna i nie potrzeba naukowego stopnia by je wyjaśnić.

Ewangelie pisane były przez różnych autorów i skierowane były do różnych odbiorców. Jeżeli jedna osoba powie, że dzisiaj w Polsce było zimno a druga, że było ciepło, czy jest to sprzeczność? Niekoniecznie, jeśli jedna z nich tyle co przyjechała z Afryki a druga z Arktyki.

Znaczna większość pozornych sprzeczności daje się wyjaśnić właśnie poprzez uświadomienie sobie różnic w odbiorze tych samych faktów. Różnice w liczbach często powodowane są przez różne zaokrąglenia. 850 i 1000 to niekoniecznie różne liczby, ale mogą być przybliżeniem tej samej.

Wezmę jeden przykład „sprzeczności”, uważanej nawet przez wielu ortodoksyjnych chrześcijan za niewytłumaczalną. Ostatnie słowa Jezusa na krzyżu. Jak one brzmiały? Mateusz zgadza się z Markiem, ale zarówno wersje Łukasza jak i Jana są już zupełnie odmienne.

Wtrącając ciekawe pytanie… jeżeli, jak wielu przeciwników Biblii utrzymuje, Ewangelie były wielokrotnie zmieniane i poprawiane, dlaczego nie „poprawiono” tych fragmentów? Dlaczego nie uzgodniono jednej wersji? Myślę, że te pozornie sprzeczne wersje stały się tak wielkim problemem dopiero w naszych czasach. Ale do rzeczy.

Spójrzmy na to zagadnienie z typowo logicznego punktu widzenia.

Mateusz i Marek piszą, że Jezus pytał, dlaczego Bóg go opuścił, po czym „zawołał ponownie i oddał ducha”.

Łukasz pisze, że Jezus powiedział „Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mego”, i powiedziawszy to, skonał.

Jan pisze, że Jezus powiedział ‚Dokonało się”, po czym skłonił głowę i oddał ducha.

Zauważmy następujący prosty fakt – żaden ewangelista nie pisze dosłownie „oto ostatnie słowa Jezusa”. Użycie imiesłowu czynnego „powiedziawszy” może wskazywać na niemal jednoczesność zdarzeń (Updadłwszy, złamał kark), a może jedynie wskazywać następstwo, nawet baaaaaardzo oddalone w czasie (Wynalazłwszy koło, ludzkość wynalazła i samochód).

Moja osobista opinia jest taka, że Marek i Mateusz usłyszeli to, co Jezus krzyczał głośno – być może byli najdalej od krzyża  – po czym Jezus powiedział – być może dużo ciszej – to, co spisał Łukasz. Najbliżej krzyża stał Jan i tylko on słyszał rzeczywiście ostatnie słowa Jezusa – wykonało się.

Nie mam zamiaru bynajmniej się upierać przy tym tłumaczeniu. Jak to się mówi, „głowy bym nie dał”. Dałbym natomiast głowę za to, że w Biblii stuprocentowej sprzeczności nie ma. Wszystkie, które widziałem, mogłem wyjaśnić. Niezależnie od tego, co mówi się o chrześcijanach, część z nich to ludzie o analitycznych umysłach. Gdyby w Biblii była absolutnie pewna sprzeczność, każdy by o niej wiedział. A tak… wszystkie zestawienia biblijnych „błędów i wypaczeń” wymieniają nie jeden, a dziesiątki, albo i setki „błędów”, podczas gdy wystarczyłby jeden niezbity błąd, aby zdyskredytować całe chrześcijaństwo.

 6. Tekst Biblii jest…niepewny.

Na koniec zostawiłem najtrudniejszą kwestię.

To prawda, że mamy wiele tysięcy starożytnych manuskryptów, i że nie ma wśród nich dwóch identycznych.

Po takim tekście można już zakończyć czytanie i odłożyć Biblię na półkę z bajkami, czyż nie?

Nie tak szybko! Fakt braku istnienia dwóch identycznych manuskryptów przedstawiany jest jako coś dyskredytującego Biblię ale pomija się to, że niemal wszystkie różnice dotyczą rzeczy nic nie znaczących – interpunkcji, odmiennych pisowni wyrazów lub błędów ortograficznych.

Ponieważ zaś mamy manuskryptów tych tysiące, opierając się na dacie ich powstania, jakości i ogólnej wiarygodności możemy bez wątpienia stwierdzić, która wersja jest bardziej wierna oryginałowi. Krótko mówiąc, dzisiejszy tekst Biblii jest w daleko więcej niż 99.9% pewny. Owszem, są niepewne miejsca, ale żadne z nich nie dotyczy kwestii kluczowych dla doktryn wiary.

Ze Starym Testamentem jest nieco gorzej, nie tyle z jakością posiadanego tekstu, co z tłumaczeniami. Słowa hebrajskie mogą mieć mnóstwo znaczeń, zupełnie odmiennych od siebie, a składnia i gramatyka tego języka są bardzo skomplikowane. Znowu jednak, nie ma to żadnego znaczenia doktrynalnego i nie ma też wątpliwości co do przebiegu żadnych wydarzeń historycznych.

Tłumaczenie Biblii to osobne, bardzo ważne i rozległe, zagadnienie. Wszystkie tłumaczenia mają jakieś wady, i każdy zestaw tłumaczy troszkę próbował zbaczać w stronę swoich założeń doktrynalnych. Taka już nasza natura. Ale znowu napiszę to samo – te niuanse nie mają dużego znaczenia dla całego przesłania Biblii. Z wyjątkiem tłumaczeń typowo sekciarskich, przesłanie to przedstawione jest tak samo jasno we wszystkich dostępnych tłumaczeniach.

Jednym problemów z tłumaczeniami jest to, że większość współczesnych języków ma mniejszy zestaw słownictwa niż języki Biblijne. Matematycznie oczywiście współczesne słownictwo jest najbogatsze gdyż nauka i technologia wymogły tworzenie setek tysięcy terminów, ale ustępuje bogactwu języków biblijnych pod względem niuansów stylistycznych nadających wyrażeniom bardzo subtelne różnice znaczeniowe. Weźmy przykład z dialogu z 21. rozdziału Ewangelii Jana.

Lecz zapytał go znów, po raz drugi: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?
Odpowiedział: Tak, Panie! Ty wiesz, że Cię kocham.
Pan na to: Paś moje owce.
W końcu zapytał go po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Piotr zasmucił się, że go Pan zapytał już po raz trzeci: Czy kochasz Mnie? I odpowiedział: Panie! Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham.
Jezus na to: Dbaj o moje owce. (Jana 21:16-17)

To tłumaczenie zupełnie spłyca tekst i czyni niezrozumiałym trzykrotne powtórzenie tego samego pytania. W rzeczywistości Jezus i Piotr używają innych czasowników. W pierwszym i drugim pytaniu Jezus pyta, czy Piotr go kocha (agapao), Piotr odpowiada innym czasownikiem – owszem, kocha, ale czasownikiem philoeo. W języku polskim bowiem jest jeden czasownik „miłować” (ma tylko pewne formy archaiczne), a w greckim – cztery. Polskie „kochać” ma znaczenie wszystkich czterech w zależności od kontekstu, niemniej czasami dochodzi do nieporozumień. Biblijna odmiana greckiego tego problemu nie miała!

(Widziałem, co prawda, któreś polskie tłumaczenie które tłumaczyło „philoeo” jako „kochać”, a „agapao” jako „miłować”, nie rozwiązało to jednak problemu – w języku polskim to są przecież synonimy.)

W trzecim pytaniu Jezus zmienia pytanie i tym razem używa czasownika philoeo.

Nie będę zajmował się teraz tym, co do dla tekstu oznacza, ale zachęcam do studium tego fragmentu znając te fakty. Czyli nawet jeśli dojdę do wniosku, że Biblia błędów nie ma, nie mogę tego samego powiedzieć o żadnym ze współczesnych tłumaczeń. Grecki język ma 4 czasowniki tłumaczone jako „kochać” i jak do tej pory, nikt nie wymyślił zadowalających tłumaczeń oddających różnice między nimi.

Czy to oznacza, ze nie znamy Biblii, zanim nie nauczymy się biblijnych odmian hebrajskiego i greckiego?

Na szczęście nie. W sytuacjach wątpliwych po prostu musimy posługiwać się kilkoma tłumaczeniami, znając wcześniej ich mocne i słabe strony, i również przynajmniej mieć dostęp do tłumaczeń interlinearnych i słowników – co dzisiaj jest wszystko dostępne w mgnieniu oka dzięki Internetow.

 *   *   *

Zdaję sobie sprawę, że ledwo dotknąłem tematu. Biblia jest w końcu bardzo pojemną księgą 🙂 Są tysiące argumentów za i przeciw i… kłótnia nie ma sensu. Jeśli ktoś bardzo w coś chce wierzyć, będzie w to wierzyć.

Ja sam bardzo lubię naukę i uważam, że zgłębianie jej jest także realizacją polecenia „czyńcie ziemię poddaną”. Gdyby w Biblii było twierdzenie bezsprzecznie błędne, sprzeczne z naszą wiedzą (a nie spekulacjami), napisałbym o tym na tym blogu. Ale w chwili obecnej takiej rzeczy nie znam.

 Biblia jest najbardziej wiarygodną książką na świecie.

Ostatnia edycja – 12 stycznia 2018

Trudności w rozumieniu Biblii

Czy Biblia jest łatwą książką, czy trudną?

Większość ludzi, uważa, że trudną. I większość ludzi, którzy próbowali ją czytać, zniechęcili się bardzo szybko, niejednokrotnie po jednej lub kilku kartkach.

A co by było, gdybyśmy dali nasze książki do czytania ludziom sprzed setek lat? Ile by zrozumieli? O urządzeniach elektronicznych, rozmawianiu z osobami na końcu świata czy podróży przez ocean, która trwa zaledwie kilka godzin?

Pierwsze stronice Biblii napisane były 3500 lat temu. Ostatnie – niemal 2000 lat temu. Między tamtymi czasami a dniem dzisiejszym jest ogromna przepaść kulturowa i językowa. Jeżeli uważasz, że przepaść ta jest przepaścią tylko w jedną stronę, że popatrz na to zdanie:

Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai.

Jest to najstarsze znalezione zdanie zapisane w języku polskim.

Dzisiaj na ogół pisze się je tak: Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj.

Mnóstwo ludzi zna to zdanie, i niewątpliwie mnóstwo językoznawców łamało sobie nad nim głowę. Tak się jednak składa, że do dzisiaj nie jest pewne, co oznacza ostatnie słowo. Niektórzy uważają, że ‚odpoczywaj’, inni – ‚podziwiaj’.

Jeżeli zatem zdanie napisane niespełna 800 lat temu jest nie do końca jasne, jak możemy przypuszczać, że teksty sprzed tysięcy lat będą bez problemów zrozumiałe?

Jest jedno ALE – Biblia to księga wyjątkowa. Bóg przeznaczył ją na źródło nauki dla wszystkich pokoleń, należy zatem mieć uzasadnioną logicznie nadzieję, że Biblię da się zrozumieć. Niekoniecznie jednak każde słowo. Istnieje sporo wyrazów, które znajdziemy w Biblii, których znaczenia możemy się jedynie domyślać, lub… nawet się nie domyślamy. Czy jednak problemy z pojedynczymi wyrazami są w stanie zakłócić jasność przesłania księgi, która ma trzy czwarte miliona słów?

Albo Bóg chciał, aby Biblia była zachowana jako pewne źródło o wiedzy, albo nie chciał. W tym drugim przypadku nie możemy być nawet pewni, że Jezus zmartwychwstał. Dajmy sobie więc spokój z wiarą albo…

zakładamy, że Bóg chciał 🙂

Czy upoważnia to mnie jednak do stwierdzenia, że Biblia jest łatwa w zrozumieniu?

Myślę, że nie, ale za najważniejszy powód tego wcale nie uważam przepaść kulturową. Problemem jest to, że zamiast czytać Biblię, lubimy po prostu używać jej do udowadniania tego, w co już wierzymy. Inaczej mówiąc, wczytujemy w nią swoje własne wierzenia. Im dłużej mieliśmy do czynienia z tymi wierzeniami, tym trudniej się od nich uwolnić.

Przykład: załóżmy, że chcesz znaleźć odpowiedź na pytanie – co Biblia mówi na temat losu niewierzących ludzi po ich śmierci.

Masz do dyspozycji program biblijny i rozpoczynasz przeszukiwanie Biblii. Od jakiego słowa kluczowego zaczniesz?

Czy wpiszesz ‚zbawienie’, ‚przebaczenie’ czy może ‚piekło’, ‚ogień’?

Odpowiedz szczerze na to pytanie i zastanów się, co spowodowało wybór tego, a nie innego, słowa?

Czy nie jest, że raczej staramy się w Biblii udowodnić nasze dotychczasowe wierzenia, a nie dowiedzieć się czegoś nowego?

Ponieważ większość tłumaczeń dostępnych na rynku zawiera nie używane potocznie – i zatem nie do końca dla większości ludzi jasne – pojęcia – najprawdopodobniej część tekstów, które będzie się zgadzać z tym, co już wiesz, zostanie przez Ciebie przyjęta z myśleniem ‚no tak, już to wiem’. Co zaś z pozostałymi tekstami?

Pominiesz je, jako ‚te niejasne’.Być może nie wszyscy tak postępują. Ja tak postępowałem wiele lat. Miałem pytania, na które nikt z moich znajomych nie umiał odpowiedzieć, choć wierzyliśmy w tego samego Boga i czytaliśmy tę samą Biblię.I gdy zaglądałem do komentarzy teologów, często fragmenty, których nie rozumiałem, były tam po prostu pomijane.

Niesamowicie mała jest liczba osób, które potrafią czytać to, co jest napisane w Biblii, a nie wczytywać w nią, co już wiedzą. Nieważne, czy masz doktorat z teologii, czy nie. Faryzeusze najpewniej by mieli.

Prawdziwe przesłanie Biblii jest…do bólu proste. Dla prawie całego świata – za proste.

Jeśli jednak tylko zechcesz, możesz wyzwolić swój umysł, i zacząć żyć w prawdziwej wolności, jaką daje Bóg, a która opisana jest na kartach Biblii.

Jednym z częstych słów Nowego Testamentu jest wyraz tłumaczony jako ‚pokutować’ lub ‚nawracać się’.

Pierwsze tłumaczenie jest chyba wciąż bardziej znane, a kojarzy się zupelnie inaczej, niż powinno.Wyraz ten (metanoeō) dosłownie oznacza ‚zmieniać myślenie’. W języku polskim pokuta kojarzy się z żalem, smutkiem, samobiczowanie się itp.

A Ewangelia – εὐαγγελίῳ – oznacza dosłownie ‚dobrą nowinę’.

Apeluję zatem, jak Jezus z Ewangelii Marka 1:14

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! 

Zmień dotychczasowe myślenie i uwierz dobrej nowinie!

Ostrzegam, to nie jest łatwe. Im dłużej karmiono Cię kłamstwami, tym trudniej będzie Ci się od nich uwolnić. Przez jakiś czas Twój umysł będzie powracał do więzów religjijności, ale nie poddawaj się – to minie!

Zachęcam Cię do podróży przez Biblię – księgę niełatwą i wykrzywioną przez religijnch hipokrytów, jednak – po jej poznaniu – w rzeczywistości tchnąca nadzieją i radością!!!

Dlaczego wierzę Biblii

Wiele różnych religii, tysiące denominacji… którą wybrać? Czy chrześcijaństwo jest najlepsze? Czy Biblia jest świętą, nieomylną księgą?

Ile ludzi, tyle opinii. Czy nie lepiej przekonać się samemu? Czy nie lepiej spróbować czytać Biblię, zamiast słuchać, co ludzie mają na jej temat do powiedzenia?

No tak, ale czy to nie będzie strata czasu? Czy księga pisana przez trzy i pół tysiąca lat przez kilkudziesięciu autorów, czasem nawet to końca nie wiadomo których, jest w ogóle wiarygodna:?

Nie znajdziesz na tym blogu odpowiedzi na takie pytanie. Znajdziesz za to wskazówki, jak czytać Biblię i jak wyciągać z niej samodzielnie wnioski, a nie wczytywać w nią to, co już wiesz.

Jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów w kierunku chrześcijaństwa jest to, że chociaż jest to jedna z tzw. ‚Religii Księgi’, to ta Księga chrześcijaństwa, czyli Biblia, jest jakaś nie do końca jasna, skoro istnieje tyle różnych wyznać, i nawet w podstawowych sprawach różne Kościoły walczą ze sobą.

Będę starał się udowodnić, że wcale tak nie jest. Że wszystkie ważne dla nas rzeczy, są w Biblii dokładnie wyjaśnione. Problem nie leży w Biblii, ale w naszych obciążonych religią umysłach.

Czy Biblia jest w ogóle wiarygodna?

Osobiście bardzo długo zmagałem się z tym pytaniem. Sam też nie jestem historykiem ani specjalistą od języków starożytnych, więc moje możliwości badania są ograniczone. Jednym z najmocniej przemawiających do mnie argumentów są książki Josha McDowella. Polecam między innymi „Sprawę zmartwychwstania„. Josh był niewierzący, i postanowił znaleźć argumenty obalające chrześcijaństwo, głównie poprzez podważenie autentyczności zmartwychwstania Jezusa.

Przy okazji musiał zweryfikować rzetelność Biblii.

A kwestia tej rzetelności jest przecież podstawą! Czy można mówić w ogóle o tym, czym jest coś takiego jak ‚prawdziwe chrześcijaństwo’, jeśli księga, na której się ono opiera, jest przekłamana?

Idąc dalej – czy, jeśli podważymy choćby drobną część Biblii, czy możemy zaufać czemukolwiek z niej?

Co do Josha McDowella, po bodajże dwóch latach studiów, stwierdził, że zmartychwstanie Jezusa to najlepiej udowodniony fakt historyczny na świecie, i Josh został chrześcijaninem. Jest autorem wielu książek i znanym na całym świecie mówcą i apologetą. Zamiast jednak wierzyć mu – czy komukolwiek innemu – lepiej samemu wziąć księgę tę pod lupę.

Przyjrzyjmy się najlepiej znanej chyba historii biblijnej – historii pierwszych ludzi, Adama i Ewy. Poza tym, że jest to historia najbardziej znana, jest chyba najczęściej też atakowana. Nawet wielu ludzi uważających się za chrześcijan twierdzi, że nigdy nie miała ona miejsca, i że jest to coś w rodzaju legendy lub przenośni; albo że historię tę ktoś (być może Mojżesz) sobie wymyślił, bądź zapożyczył z innej religii.

Owszem, w Biblii jest mnóstwo poezji, przenośni i symboli – w ogóle, są tam niemal wszystkie znane gatunki literackie – ale gatunki nie są nigdy wymieszane. Znajomość, w którym miejscu dany gatunek jest użyty jest kluczowa i jej brak jest w dużym stopniu odpowiedzialny za tak odmienne odczytywanie Biblii przez różne Kościoły. Kiedy przykładowo widzisz, że ktoś tworzy jakąś doktrynę w oparciu o Psalmy, możesz sobie jego wykłady darować…

Nic dotyczącego historii Historia Adama i Ewy nie wskazuje na to, że nie jest to historia rzeczywista. Istnieje do niej też mnóstwo odwołań w całej Biblii i nigdzie jej wiarygodność nie była kwestionowana (aż do czasów nowożytnych). Czy jeśli nie mogę ufać tej historii, mogę ufać jakiejkolwiek innej historii z Biblii?

Czy tylko dlatego, że wydaje mi się nieprawdopodobna, mogę ją odrzucić?

Czy chodzenie Jezusa po wodzie jest prawdpodobodobne?

A czy Jego zmartwychwstanie jest? Albo to, że jest równy Bogu?

Odrzucając którąkolwiek część Biblii, odrzucamy ją w całości. Jeżeli zostawiamy tylko to, co pasuje do naszego światoplądu, wtedy tak naprawdę to my jesteśmy twórcami naszej wiary. Pomyśl – jeśli zastosujesz się do czyichś rad tylko wtedy, kiedy uważasz, że ten ktoś ma rację, czy słuchasz się wtedy tej osoby, czy wciąż tak naprawde samego siebie?

Nie może być mowy o ‚prawdziwym chrześcijaństwie’ jeśli Biblii nie można ufać w 100%.

Oczywiście, są różne tłumaczenia, praktycznie każde tłumaczenie stara się w jakichś miejscach leciutko nagiąć prawdę do swoich założeń (niektóre bardziej niż ‚leciutko’), jednak wszystkie najpopularniejsze tłumaczenia, takie jak Biblia 1000-lecia, Warszawska czy Gdańska są wystarczająco dobre, by się dowiedzieć, jaki jest Bóg, co dla nas zrobił i jaka czeka nas przyszłość ‚na tamtym świecie’.

Jeszcze mniejszym problemem są różnice między poszczególnymi starożytnymi rękopisami. Dzięki ogromej ilości starożytnych manuskryptów, które posiadamy, możemy w blisko 100% określić, jak wyglądał oryginał.

O jakiej ogromej ilości piszę? Weźmy tylko Nowy Testament. Wikipedia podaje:obecnie posiadamy 5800 manuskryptów po grecku, 10000 po łacinie i 9300 w innych językach. Popatrzmy teraz na Iliadę Homera, której mamy jedynie około 200 manuskryptów. I nikt nie płacze nad tym, że nie mamy oryginałów. I nikt nie zastanawia się, czy możemy ufać, że tekst Iliady jest wiarygodny.

Po II Wojnie Światowe, kiedy gwałtownie zaczęła się rozwijać nauka, większość badaczy tekstu biblijnego doszło do wniosku, że niewiele wiemy, co tak naprawdę w Biblii było; że ząb czasu zrobił swoje i wieki zmian zniekształciły tekst totalnie. Przełom nastąpił w 1947 roku, kiedy znaleziono słynne Rękopisy z Qumran. Oto znaleziono wtedy rękopis Księgi Izajasza starszy o 1000 lat od najstarszych dotychczas znanych! I okazało się jednak, że ząb czasu Biblię ominął, i że teksty, które mamy dzisiaj, są wiarygodne.

Czy jednak tak naprawdę istnieje dowód na to, że Biblia jest nieomylna?

Nawet, jakby istniał – co z tego? Z historii sądownictwa wiemy, że niejeden niepodważalny dowód po odpowiednich manipulacjach może zostać poddany w wątpliwość. Jeżeli ktoś z góry założy, że Biblia nie jest wiarygodna, nikt i nic go nie przekona. Proszę czasem dyskutantów, aby wybrali fragment, który – ich zdaniem – najlepiej podważa wiarygodność Biblii – i obiecuję, że go wyjaśnię. Zgadzają się ochoczo. Pytam przy tym – czy, jeżeli podam im wyjaśnienie, przyznają, że Biblia jest wiarygodna? Obiecują, że tak. No i jaki jest tego finał? Choć wyjaśniałem wybrany przez nich fragment tak, że nie mogli mi odmówić logiki rozumowania, wycofali się z obietnic i dalej utrzymywali, że Biblia nie jest wiarygodna.

W sumie to moje życie byłoby o wiele prostsze, gdybym uznał, że Biblia zawiera błędy – przestałbym widzieć sens w spędzaniu większości wolnego czasu nad studiami nad nią 🙂 Jednak, wbrew światu; wbrew większości znajomych, wciąż od wielu lat twierdzę, że Biblia jest Słowem Bożym. Osobiście uważam, że jest ona nieomylna, i oto najważniejsze trzy powody, dla których tak uważam:

1. Bóg chce, byśmy Go poznali, a bez Biblii skazani jesteśmy na własny rozum i przypuszczenia, których liczba jest wyższa niż całkowita liczba ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi 🙂

2. Biblia przemienia ludzkie życie. Oczywiście nie dosłownie. Bo to Bóg przemienia ludzkie życie. Biblia natomiast zawiera cenne informacje o Nim 🙂

3. Nie znalazłem w niej błędu. I z tego, co wiem i czytałem, a czytałem naprawdę sporo, nikt nie znalazł. Wielokrotnie nauka wyśmiewała Biblię, a po latach, przy okazji różnych odkryć archeologicznych, nauka musiała przyznać Biblii rację.

Wcale nie robię z Biblii bożka, ani nie przypisuję jej słowom magicznej mocy. Uważam ją jednak z najważniejszą książkę na świecie – jedyne 100% pewne źródło wiedzy o Bogu! I nikt do tej pory nie udowodnił, że jest inaczej.