Z łaski przez wiarę

Dlaczego wierzysz w Boga?

Bóg

Zastanawiasz się nad poprawną odpowiedzią? Ładnie by brzmiało „odpowiadam miłością na niezmierzoną miłość Bożą” albo „niewiara jest głupotą”, ale jeśli się głębiej zastanowisz i zechcesz podać odpowiedź szczerą, zamiast poprawnej, to bardzo prawdopodobne jest, że będzie ona brzmiała tak: bo chcę iść do nieba. Chcę być zbawiony.

W przekonaniu większości chrześcijan niewiara jest niemal pewnym biletem do piekła.

Przez pierwszą połowę mojego życia moja religijność była dość typowa dla mieszkańca Polski, i wierzyłem dość mocno w to, co głosiłem. Druga z „Głównych prawd wiary”, których mnie nauczono, brzmiała: „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”.

Judge holding gavel in courtroom

Ta druga część tego twierdzenia mnie przerażała, jako że miałem wyćwiczone przez religię sumienie, aby zło widzieć w niemal każdym swoim zachowaniu. Zacząłem kwestionować i inne dogmaty, i po pewnym czasie trafiłem do innego chrześcijańskiego wyznania religijnego.
Tam kładziono bardzo mocny nacisk na Biblię i – jednym z najczęściej cytowanych jej wersetów był następujący:

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga (Efezjan 2:8)

Bardzo częstym tematem rozmów było to, że większa część chrześcijaństwa jest zwiedziona i myśli, że Bóg zbawia ludzi dzięki ich uczynkom, ale my wiemy lepiej, nam została objawiona prawda, iż dzieje się to przez wiarę.

Powinienem zatem odetchnąć z ulgą. Wcześniej bałem się, że Bóg mnie nie przyjmie do nieba, ale teraz już nie musiałem się obawiać, bo miałem wiarę.

Ulga była chwilowa.

Zacząłem analizować.

Po pierwsze, skąd wiadomo, że mam prawdziwą wiarę? Może się oszukuję? Często moim znajomi chrześcijanie potrafili kwestionować czyjąś wiarę tylko dlatego, że ktoś w jakiś widoczny sposób „grzeszył”. Wielu mówiło, iż prawdziwie wierząca osoba nie będzie na stałe uwiązana grzechem. Tutaj padały takie fragmenty jak „kto się z Boga narodził, nie grzeszy” (1 J 3:9), „ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą” (Gal 4:21) lub „wiara bez uczynków jest martwa” (Jk 2:26).

Po drugie – jestem zbawiony przez wiarę, ale co się stanie, jeśli wiarę utracę? Jeżeli wiara mnie zbawia, czyż jej brak mnie nie potępi? Co prawda większa część znanych mi chrześcijan wierzyłą w nieutracalność zbawienia („raz zbawiony, na zawsze zbawiony”), przytaczając przykładowo Ef 1:13 mówiący o tym że wierzący są „zapieczętowani Duchem Świętym”, to byli też jej przeciwnicy, również posiadający pewną ilość wersetów biblijnych na obronę swojej tezy (przykładowo Hbr 6:4-8).

Kiedy dokładniej zagłębiłem się w temacie wiary, okazało się nagle, że istnieje mnóstwo wzajemnie wykluczających się poglądów, i często wewnątrz jednego wyznania istniało kilka odmiennych nurtów teologicznych. Zawsze można wybrać sobie ten, który najbardziej będzie odpowiadał… ale czy myślącemu człowiekowi zapewni to pokój w sercu? Czy myśl „a co, jeśli się mylę”, nie będzie powracać? Wszak o wieczność tutaj chodzi!

Moje oczy zaczęły się otwierać, a przełom nastąpił wtedy, kiedy moja uwaga została zwrócona na jeden bardzo interesujący fakt.

Istnieje spora grupa ludzi w chrześijaństwie lubujących sie w osądzaniu innych, poddając w wątpliwość ich wiarę i bycie zbawionym. Jednym z najczęściej przytaczanych przez nich fragmentów jest 2 rozdział Listu Jakuba.

Wyżej cytowałem z tego Listu 2:26: „wiara bez uczynków jest martwa”. Najczęściej, gdy słyszałem ten werset, wstępował we mnie strach, nie zadałem sobie jednak trudu zajrzenia do Biblii i przeczytania szerszego kontekstu.

A w rozdziale tym znajdujemy następujące słowa:

Czy Abraham, ojciec nasz, nie z powodu uczynków został usprawiedliwiony, kiedy złożył syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym? Widzisz, że wiara współdziała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała. (Jk 2:21-22).

O tym, że Abraham został usprawiedliwiony przez Boga, pierwszy raz czytamy w Rdz 15:6. Między tym wydarzeniem a historią z Izaakiem upłynęło około 20 lat. Czy zatem jeden dobry uczynek przez 20 lat wystarczy, abyśmy mieli udowodnioną wiarę? Mogłem się osobiście wykazać o wiele lepszymi liczbami! Sporo znanych mi chrześcijan twierdziło jednak, oczywiście „na podstawie Biblii”, że dobre uczynki zupełnie nie miały znaczenia, jeśli człowiek był uwiązany jakmikolwiek grzechem. Paliłem papierosy – to przecież ciężki grzech – i nawet milion dobrych uczynków nic miał nie znaczyć, podczas gdy Abraham jednym czynem po 20 latach udowodnił wiarę? Gdzie tu logika?

Wkrótce poświęcę osobny artykuł pozornym sprzecznościom między Jakubem i Pawłem, na razie tylko zwrócę uwagę na jeden fakt:

KONTEKST

2. rozdział Listu Jakuba nie mówi nic ani o niebie ani o piekle, ani w ogóle o tym, co będzie po śmierci. Mówi o niesprawiedliwości między braćmi w zgromadzeniu wiernych. Jedną z najważniejszych zasad czytania Listów jest „czytanie akapitami”, to znaczy uznajemy, iż akapity – fragmenty tekstu – są spójnie logiczne – i nie zachodzi sytuacja, iż dany akapit jest na jeden temat, a jeden wyrwany z niego werset lub jego urywek – na drugi. Pamiętajmy, oryginalnie Listy nie były pisane w celu analizy ich poszczególnych słów, ale odczytywano je jednokrotnie całemu zgromadzeniu. Jakub opisywał sytuację między członkami jednego lokalnego kościoła, nie pisał zaś jak osiągnąć zbawienie po śmierci lub jak je można utracić.

Tak samo, jak nielogiczny jest wniosek, iż jeden dobry uczynek w ciągu 20 lat udowadnia, iż człowiek został przez Boga zbawiony, tak samo w powszechnej doktrynie zbawienia przez wiarę jest mnóstwo innych przykładów braku logiki. Wymienię kilka:

1. Jeżeli Bóg jak gdyby czeka na wiarę człowieka, czy nie można powiedzieć, że wiara ta jest uczynkiem? Słyszymy „nic człowiek nie jest w stanie uczynić, aby być zbawiony, gdyż zbawia Bóg niezależnie od wysiłków człowieka, ale musisz uwierzyć”. Czyli jednak sam Bóg nie zbawia. A uwierzenie w coś, co stało się tysiące lat temu, może się okazać wcale niełatwym uczynkiem.

2. Alojzy żył 86 lat.
old_manZałożył dwie fundacje pomagające samotnym matkom, angażował sie też w akcje przeciwdziałania narkomanii. Wychował czwórkę zdrowych i radosnych dzieci, i kochał swoją żonę przez całe 53 lata małżeństwa. Jako dziecko był molestowany przez dwóch księży, w wyniku czego postanowił zostać ateistą i postanowienia tego trzymał się po ostatnie tchnienie.

Józef żył 42 lata.
bad_manNigdy nie pracował zawodowo, poznane towarzystwo od dziecka nauczyło go kraść i włamywać się rabunkowo do mieszkań. Lubił pić alkohol, chociaż po nim stawał się agresywny, i nie raz bił do utraty przytomności towarzyszy biesiad, zwłaszcza kobiety. Aresztowany w wieku 40 lat za molestowanie małoletniej, przesiedział 2 lata w więzieniu, gdzie umarł nagle na atak serca. Tak się jednak szczęśliwie skłąda, że miesiąc przed śmiercią, Józefa odwiedził duchowny, który przedstawił mu prawdy wiary i zapewnił o istnieniu Boga ofiarującego przebaczenie wszystkim wierzącym. Przerażony perspektywą piekła Józef postanowił uwierzyć w Boga.

I teraz będzie wiecznie radował się w niebiesiech, podczas gdy nieszczęsny Alojzy smażyć się będzie w ogniu piekielnym. Nie miał szczęścia odwiedzin wystarczająco przekonującego pastora.

3. Jeżeli wiara zbawia, dlaczego muszę uwierzyć, zanim umrę? Czy wiara po śmierci nie zadziała? Biblia przecież ani temu nie zaprzecza, ani nie potwierdza.

4. Dlaczego w Biblii nigdzie nie ma definicji zbawczej wiary i wskazówek, jak odróżnić ją od nie-zbawczej? Czy wiara w Allacha zbawia? W Matkę Ziemię? Większość chrześcijan powie, że niezbędna jest wiara w Chrystusa. Czy zatem Świadkowie Jehowy są zbawieni? A co z kimś, co powie, że wierzy w Jezusa ale nie interesuje go, co Jezus nauczał? Jeśli dokładniej się przyjrzymy okaże się, że  każda denominacja chrześcijańska ma swoją definicję wiary. Czy to jest logiczne, że najważniejsza podobno sprawa dla naszego życia wiecznego jest w Biblii opisywana tak niejednoznacznie?

5. Mnóstwo ludzi ma okresy wiary i okresy niewiary. Co z nimi? Czy ich życie wieczne zależy od losowego zdarzenia – czy będą akutat wierzyć w momencie śmierci? A co z dziećmi? W chwili, gdy nagle ich rozum jest w stanie przyjąć wiarę, stają się niezbawieni, i jeśli nie zdążą przed śmiercią uwierzyć, ich wiecznością będą płomienie piekielne?

Mógłbym wiele podobnych przykładów podać, ale myślę, że te pięć wystarczy. Doktryna zbawienia przez wiarę w ujęciu dzisiejszej religii nie ma sensu. Urąga logice. Czy naprawdę fakt, iż wyznaje ją większość chrześcijan, jest dowodem na to, że jest prawdziwa? W średniowieczu większość chrześcijan uważała, że kąpiele są grzechem! Omawiana doktryna ta nie może dać ci prawdziwego pokoju, bo nigdy nie będziesz mieć pewności, czy wiara, którą masz, jest prawdziwa, pełna, i czy będzie taka sama jutro czy za 10 lat.

Chrześcijaństwo szczyci się, że głosi Dobrą Nowinę. Jak „dobra” ona jest? Musisz uwierzyć, musisz zrobić to w odpowiedni sposób, i nigdy do końca nie wiesz, czy wierzysz poprawnie, bo „demony również wierzą i drżą” (Jak 2:19), więc być może będąc osobą głęboko wierzącą i praktykującą a mimo wszystko skończyć w więcznym ogniu piekielnym! To wszystko jest bez sensu!

Sensowne są tylko dwie logiczne opcje – albo zbawcza wiara jest tak zawiła i skomplikowana, że nigdy do końca nie możemy być pewni, że ją mamy… albo Dobra Nowina jest naprawdę dobra i nie musisz się już niczego lękać!

Stawiam na drugą opcję! Zachęcam do głębokiego zastanowienia się, czy powszechna doktryna zbawienia „z łaski przez wiarę” jest naprawdę z łaski, i naprawdę przez wiarę; zachęcam również do przeczytania tych artykułów:

Darmowe zbawienie?

Pewność Zbawienia

Artykułem tym bardziej kwestionuję cokolwiek, nim wyjaśniam, zdaję sobie z tego sprawę! Zachęcam tylko – otwórz się na myślenie, otwórz się na kwestionowanie tego, co w tej chwili myślisz. Czy nie przyjemnie by było móc myśleć, że Bóg cię kocha,i myśląc to odczywać taką samą radość, jaką odczuwa małe dziecko w ramionach kochającej mamy?

Ostatnia edycja: 2016-12-19

Czy Bóg mnie kocha?

Co to znaczy dla ciebie być szczęśliwym?

Być może myślisz o zdrowiu i dostatku, ale jestem niemal pewien, że powiesz też coś w stylu – „aby być szczęśliwym, trzeba kochać i być kochanym”.

Wydaje się to proste i sensowne, jednak nie takie łatwe do zrealizowania w życiu. Jest to chyba nawet trudniejsze od zdrowia i pieniędzy.

Pomyśl chwilkę – czy jest w twoim życiu w tej chwili ktoś, kogo kochasz?

A czy jest ktoś, kto ciebie kocha?

Czy – jeżeli odpowiesz na jedno lub oba te pytania twierdząco – jest to dla ciebie nieustającym źródłem radości?

Może za daleko idę? Spytam prościej – ile razy codziennie dziękujesz Bogu – lub dzielisz się z innymi – lub choćby głośno westchniesz – jaką to radość sprawia ci fakt kochania lub bycia kochanym?

Jeżeli więcej niż raz, jesteś człowiekiem szczęśliwym. Jesteś też w zdecydowanej mniejszości.

Większość z nas przyzwyczaja się do obecności w naszym życiu ludzi, których kochamy i którzy nas kochają. A prawie każdy w naszym społeczeństwie ma dzieci, rodziców, rodzeństwo, małżonków lub przyjaciół, z którymi relację może nazwać miłością.

Niestety, jakże często miłości tej… zupełnie nie widać.

Przyjrzyjmy się relacjom rodziców z dziećmi. Najczęściej początkowa sielanka (niemowlęta są takie słodkie, niewinne i kochane) zaczyna się burzyć już okresie wczesnoszkolnym – większość rodziców nie potrafi łatwo zaakceptować faktu, iż nagle przestają być dla dziecka wszechwiedzącymi i doskonałymi, i że opinie rówieśników ich pociech czasami mogą przeważyć nad ich opiniami. Z czasem robi się najczęściej jeszcze gorzej. Znam ludzi,  którzy ze swoimi nastoletnimi dziećmi nie zamieniają ani słowa przez tydzień, choć mieszkają w jednym domu.

Sfrustrowani rodzice reagują na różne sposoby, i niestety, niektóre z nich są karygodne i powodują nieodwracalne zmiany w psychice dzieci. Nierzadko słyszymy o dzieciach odbieranych tymczasowo lub na stałe swoim rodzicom, gdyż dopuszczali się oni względem nich strasznych nadużyć. Niektórzy z takich rodziców starają później się naprawić błędy i odzyskać dzieci. Później słyszymy, gdy tłumaczą swoje zachowania najróżniejszymi przyczynami, i od czasu do czasu używają wyrażenia, przy którym burzy mi się krew:

„Zawsze jednak kochałem swoje dziecko”.

Istnieje jeszcze głupsza wersja:

„Każda matka kocha swoje dziecko”.

Jeżeli KAŻDA matka kocha dziecko, czy również taka, które je katuje, lub która codziennie powtarza mu w twarz, jak go nienawidzi, a może również taka, która za pieniądze wypożycza je zboczeńcowi na noc?

Tutaj większość się zgodzi – no tak, takie matki nie kochają dzieci.

A co powiemy na matkę, która się dobrze opiekuje dzieckiem tylko, gdy jest malutkie, a później traci nim zainteresowanie? Albo na taką, która mówi mu dobre słowo raz w miesiącu, w pozostałe dni krzycząc na nie lub je ignorując? Czy to jest miłość?

No właśnie – jaka jest definicja miłości? Powtarzając bezmyślnie hasła typu „każda matka kocha swoje dziecko” wyjaławia się z pojęcia miłości jakiekolwiek znaczenie. Problemem jest również to, że nasz język w kwestii miłości jest najzwyczajniej w świecie ubogi. To samo słowo określa uczucia/relacje między dziećmi a rodzicami, małżonkami, ludźmi a ich przyjaciółmi, zwierzętami, ojczyzną czy potrawami. Otrzymujemy pojęcie, które znaczy wszystko… i nic.

Starożytna odmiana języka greckiego, koine, w którym spisany był oryginalnie Nowy Testament, ma już więcej słów tłumaczonych jako „miłość” lub „kochać”. Najpopularniejsze cztery to filia (miłość – przyjaźń, lubienie kogoś), eros (miłość erotyczna), storge (miłość między członkami rodziny) i agape.

No właśnie,

agape.

Agape oznacza miłość bezinteresowną. Nie musi – jak filia lub eros – mieć nic wspólnego z emocjami. Nie jest też, jak storge, uwarunkowana więzami rodzinnymi.

I właśnie agape w Biblii pojawia się najczęściej. Jest to typ miłości, którą ludzie powinni żywić w stosunku siebie, oraz – co najważniejsze – to miłość, którą Bóg żywi w stosunku do nas. To czynienie dobra stronie, którą się kocha.

Do emocji zmusić się nie potrafimy. Więzów krwi decyzją swojej woli nie zmienimy. Wpływ mamy tylko i wyłącznie na miłość agape. Miłość agape to nic innego jak decyzja, a raczej – skutki tej decyzji. Człowiek postanawia, że będzie czynił drugiej stronie dobro. I to robi.

Przykład takiej miłości pokazał ludziom Jezus Chrystus. Postanowił przyjść na świat jako człowiek, wieść ciężkie życie z mnóstem elementów tragicznych, których apogeum była Jego śmierć na krzyżu. Jezus sam mówi o swojej miłości w taki sposób:

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.  (J 15:13)

A apostoł Paweł nie pozostawia wątpliwości, czego śmierć ta była obrazem:

 Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.  (Rz 5:7)

I jeśli mielibyśmy wątpliwości, jaką wagę ma miłość, zacytuję Jana:

Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (1J 4:8)

Jak chwilę pomyślimy, wydaje nam się to proste i logiczne. Bóg w osobie Chrystusa pokazał nam, jak praktycznie może stworzony na Boży obraz przecież (Rdz 1:27) idealny człowiek wyglądać. Jeśli mamy kiedykolwiek wątpliwości, czym jest prawdziwa miłość, powinniśmy uczyć się od jej Twórcy, od Boga.

A jeżeli przykładowo mąż nie do końca jest pewien, jak powinien w doskonały sposób kochać żonę, powinien zaoferować jej bezgraniczną pomoc we wszystkim, czego potrzebuje, przedkładając jej potrzeby ponad swoje. Taka postawa oczywiście powinna zaowocować odpowiedzią żony w postaci identycznej postawy względem jej męża. Gdyby zaś żona nie zechciała odpowiedzieć w poprawny sposób, wtedy tak naprawdę męża nie dotyczą już żadne zobowiązania. Powinien ją ukarać, na przykład przywiązując do łóżka i przypalając jej ciało rozpalonym żelazem do końca życia.

Czekajcie, co?

Nie, to byłaby zbyt delikatna kara. Bóg nie przypala rozpalonym żelazem, Bóg wrzuca do ognia; i nie do końca życia, a na wieczność.

hell02

No ale my nie jesteśmy wieczni, więc zrobimy, co umiemy; przecież mamy być naśladowcami Boga. Może kilka lat tortur?

 Po tym właśnie poznajemy, że jesteśmy w Nim. Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował (1J 2:6)

 Tak właśnie wygląda miłość Boża w ujęciu współczesnej religii (gdy używam pojęcia „religia” na ogół mam na myśli większość współczesnych systemów teologicznych, nie odnoszę się tutaj do konkretnych ludzi ani Kościołów, nie mam też na myśli pobożności).

Religia mówi nam, że Bóg jest miłością, i że powinniśmy postępować tak, jak Bóg postępuje, nie widząc problemu w tym, że miłość Boża w ujęciu religii jest dla nas dobra tylko wtedy, gdy zrobimy coś/wyznamy coś/uwierzymy w coś (tysiące różnych denominacji spierają się, co dokładnie to jest), natomiast jeśli nie uda nam się tego czegoś wypełnić, wtedy czeka nas wieczność w mękach piekielnych. A czy męki te są wyrazem miłości? No przecież muszą być, bo miłość Boża nigdy nie ustaje…

Nie wnikając jeszcze, gdzie leży prawda, logicznie rzecz biorąc, tylko dwie możliwości są prawdziwe:

  1. Miłość dopuszcza wieczne znęcanie się nad kimś; karanie bez końca.
  2. Miłość niczego takiego nie dopuszcza.

Jeżeli pierwszy punkt jest prawdziwy, wtedy i my mamy prawo do tortur – wszak Bóg nas swojej miłości uczy. Co prawda Jezus nigdy nikogo nie torturował na ziemi, ale o sobie i Bogu mówił „ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10:30), więc jednocześnie można powiedzieć „Bóg wrzuca do piekła” jak i „Jezus wrzuca do piekła”.

Mógłbym jeszcze tak długo rozważać obie opcje ale… nie ma sensu. Naprawdę nie widzisz problemu w tym, że Boża miłość może oznaczać dla niektórych (według wielu wyznań chrześcijańskich – dla większości) ludzi wieczne męki? Ja widzę. Jest to problem moim zdaniem bardzo oczywisty, o ile tylko zaczniemy myśleć samodzielnie. Bóg po do dał nam mózgi, by je używać, między innymi poprzez logiczne myślenie i wnioskowanie.

Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo i relacje między członkami rodziny obrazują w pewnym stopniu relacje między Bogiem i człowiekiem. W żadnym zdrowym społeczeństwie nigdy nie było przyzwolenia na przemoc i tortury w rodzinie; nawet jeśli sporo społeczeństw w przeszłości akceptowało kary cielesne, miały one być krótkotrwałe i ich jedynym celem było poprawienie zachowania.

Jeżeli ludzie, których umiejętność kochania jest jakże ograniczona w porównianiu do Bożej, wiedzą, że tortury są złe, jakże Bóg mógłby inaczej uważać?

Chciałem pisać tylko o miłości Bożej do człowieka, ale uświadomiłem sobie, że bez rozprawienia się z tematem ognia piekielnego, jakiekolwiek pisanie o niej nie trafi do niemal nikogo, zwłaszcza w Polsce. Polska bowiem, jak mało który inny kraj, ma niemal w tradycji narodowej wpisany lęk przed piekłem. Jak ludzie mogą uwierzyć w Boga, który kocha ludzi, i jednocześnie za byle co może ich torturować w nieskończoność? To nie ma sensu! Tak samo, jak nie ma sensu mówienie, że rodzic krzywdzący celowo dziecko lub drastycznie je zaniedbujący kocha je!

Nie! Taki rodzic nie kocha dziecka, kropka! A Bóg traktujący ludzi tak, jak uczy nas religijna tradycja, również nie kochałby ludzi!

Na całe szczęście jednak, choć niestety ludzi nie kochających swoich dzieci jest mnóstwo, Bóg ludzi kocha naprawdę. Najlepiej wyjaśnił i opowiedział o tym Jezus. Zalecał swoim uczniom nieskończone wzajemne wybaczanie win, płacenie dobrem za zło – nie tylko wybranym ludziom, ale wszystkim.

Niektórzy uważają, że Bóg „tak naprawdę” kocha tylko swoich wybranych/wierzących/grzecznych.

 

goog behaving

Co na to Jezus?

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.  (Mt 5:44-47)

Jeżeli Jezus wzywa nas do miłości wszystkich – w tym i nieprzyjaciół – abyśmy byli doskonali, jak doskonały jest nasz Ojciec, to znaczy, że i On kocha wszystkich! Nie tylko chrześcijan! Nie tylko wierzących!

I, co może wydac się tobie zbyt trudne do uwierzenia – także ciebie!

Jeżeli Boża miłość do nas miałaby być uwarunkowana naszym zachowaniem – oznaczałoby to, że człowiek potrafi posiadać doskonalszą miłość, niż Bóg.

I nikt mnie nie przekona, że piekło nie przeczy Bożej miłości. Apostoł Paweł napisał krótko:

Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. (Rz 13:10a)

Gdzie widzisz w piekle dobro? Stwierdzenia z rodzaju „Grzech przeciwko nieskończonemu Stwórcy wymaga nieskończonej kary” albo „istnienie nieba nie miałoby sensu bez istnienia piekła”, brzmią może dla niektórych mądrze, ale powstały wyłącznie w umysłach religijnych ludzi, gdyż Biblia nic takiego nie mówi.

I Biblia również nie mówi ani słowa o piekle. Gdyby mówiła, ten blog by w ogóle nie istniał. Więcej o „biblijnym piekle” znajdziesz tu i tu.

Hulaj duszo, piekła nie ma? Chcesz, to hulaj. Większość ludzi i tak hula, czy otwarcie, czy skrycie. Bardzo często namocniej hulają ci, którzy najgłośniej z ambon krzyczą o potwornościach mąk piekielnych. Pomyśl, dlaczego.

Najważniejszym wnioskiem tych wszystkich rozważań są następujące trzy słowa:

Bóg mnie kocha!!!!!!!!!!

Wszystko teraz nabiera sensu! Pomyśl, jak bardzo mocno można kochać swoje dziecko, swoją żonę czy męża, pomnóż to razy nieskończoność i tak oto kocha nas Bóg! Tak samo jak ty nigdy nie skrzywdzisz swojego dziecka, cokolwiek by ci zrobiło, tak samo i ciebie nigdy nie skrzywdzi Bóg, niezależnie od tego, czy jesteś osobą wierzącą, czy nie, czy grzeszysz strasznie, czy tylko troszeczkę!

Jeżeli kiedykolwiek będziesz mieć na ten temat wątpliwości, pomyśl o Chrystusie! On nie umarł za grzecznych chrześcijan, bo kiedy umierał, w ogóle chrześcijan jeszcze nie było! A gdy poczytasz o najbardziej hołubionych postaciach biblijnych zobaczysz, że nikt z nich za grzecznego uchodzić według żadnych norm by nie mógł!

suffering-jesus

Bóg mnie kocha, i aby w to wierzyć, nie muszę przeczyć własnej logice i udawać, że wszystko ma sens, choć go w ogóle nie ma. A takiego udawania wymaga wiara w Boga pełnego miłości smażącego ludzi w piekle. Oczywiście, pełnego zrozumienia świata i prawideł nim rządzących mieć nie będziemy nigdy, ale jeżeli Bóg zachęca nas do miłości dając za przykład swoją własną, to znaczy, że tyle akurat zrozumieć możemy. Zamiast przeczenia logice musimy jedynie zaprzeczyć tradycji religijnej. Jakkolwiek trudne się to wydaje, i jakkolwiek przytłaczająca jest większość myśląca tradycyjnie, warto się wysilić i myśleć samodzielnie, bo w perspektywie otrzymamy pokój duszy, o którym reszta może tylko marzyć.

A przecież tylko zdechłe ryby płyną z prądem.

* * *

Na początku artykułu zadałem pytanie, co dla ciebie znaczy być szczęśliwym.

Jeżeli usiłujesz zbudować swoje szczęście na kochaniu innych ludzi, to będziesz szczęśliwy tylko od czasu do czasu, gdyż nie potrafisz kochać nieustannie, doskonale.

Jeżeli usiłujesz zbudować swoje szczęście na byciu kochanym, to masz jeszcze trudniej, gdyż w tym wypadku już w ogóle nie masz na to wpływu.

Nieustanne szczęście natomiast może być spowodowane świadomością faktu, iż kocha cię Bóg – miłością doskonałą i nieustającą – która nie tylko nie ustaje wtedy, kiedy robisz coś (albo i wszystko) źle, ale nie ustanie również wtedy, kiedy umrzesz. Poznanie tej miłości ma moc przemieniania życia – a jej ogrom będzie przelewał się przez ciebie na innych ludzi!

A kiedy umrzesz? Wtedy poznasz tę miłość o wiele lepiej, bo zobaczysz Boga twarzą w twarz. I miłość ta w jednej chwili napełni cię taką radością, że wystarczy jej na wieczność.

Dosłownie.

light-tunnel

Ostanio edytowany: 19 lipca 2016.

Chrzest

dziecko chrzczone

Czy wiesz, jakie jest pochodzenie wyrazu „chrześcijanin”?
Wielu (większość?) uważa, iż od wyrazu „chrzcić”. Nie jest to jednak prawda. „Chrześcijanin” pochodzi od słowa „Chrystus”. Tak, jak powszechne jest przekonanie, iż chrzest jest nierozerwalnie związany z chrześcijaństwem, powszechna jest również opinia, iż „chrześcijanin” to „ktoś, kto się daje ochrzcić”.

Powszechna, ale… czy słuszna?

Z poniższego artykułu możesz dowiedzieć się kilku naprawdę zaskakujących rzeczy, potrzebujesz jednak się bardzo otworzyć na możliwość zmiany swoich poglądów. Im lepiej znasz Biblię, tym – paradoksalnie – otwartość ta może okazać się trudniejsza.
child reading bible

* * *

Temat chrztu dzieli chrześcijaństwo. Chrzcimy niemowlęta czy tylko dorosłych? Wystarczy pokropić, czy trzeba zanurzyć? W imię Jezusa Chrystusa czy Boga, Ojca i Syna? A niektóre wyznania nawet określają, czy woda ma być stojąca czy może to być rzeka albo jak należy być podczas chrztu ubranym.

No i jaki w ogóle jest cel chrztu? Włączenie do kościoła? Zbawienie? Świadectwo swojej wiary?

Oczywiście… wszystkie wyznania twierdzą, iż opierają się na Biblii!

I – haha – ja też twierdzę, iż się na niej opieram. Moja opinia jednak… nie zawiera się w żadnej z wyżej wymienionych.

Podobno byłem ochrzczony jako niemowlę. Nie pamiętam, nie będę się upierać. Gdy miałem 20-kilka lat uznałem, że ważny chrzest jest tylko wtedy, kiedy się jest tego świadomym. Oparłem to na tym wersecie:

Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16:16)

„Uwierzy i przyjmie chrzest” – a nie „przyjmie chrzest I uwierzy” – stwierdziłem, razem w wielomilionową rzeszą większości protestantów ewangelicznych – iż kolejność jest kluczowa.
Poszedłem do kościoła baptystycznego i okazało się, że nie ma problemu, abym mógł być tam ochrzczony, wpierw jednak muszę odbyć coś w stylu lekcji przygotowującej. Podczas tej lekcji, cytowany wyżej Mk 16:16 pojawił się natychmiast (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jest to zdecydowanie najczęściej cytowany przez baptystów wers). I wtedy po raz pierwszy w głowie zaświtało mi niewygodne, heretyckie pytanie:

A czy ci, którzy uwierzą, ale nie przyjmą chrztu, też będą zbawieni, czy już nie?

 

Zadałem to pytanie. Zobaczyłem nieco zmieszane spojrzenie prowadzącego lekcję, i po chwili w odpowiedzi usłyszałem… ten sam werset przeczytany raz jeszcze. I żadnego wyjaśnienia.

I wiecie co? To samo pytanie zadawałem później wielu ludziom, i nigdy nie dostałem żadnej zadowalającej mnie odpowiedzi. Większosć, jak się okazało, nigdy się w ogóle nad tym nie zastanawiała.

Baptyści w ogromnej większości nie wierzą w konieczność chrztu do zbawienia, i nauczają, iż zbawienie odbywa się wyłącznie dzięki wierze. Faktem jednak jest, iż werset, który w temacie chrztu cytują najczęściej, mówi bardzo wyraźnie – aby zostać zbawionym należy uwierzyć i ochrzcić się.

Przez większą część życia zupełnie nie rozumiałem tego wersetu. Długo byłem przekonany, wraz z niemałą grupą biblistów, iż szesnastego rozdziału w Ewangelii Marka w ogóle być nie powinno. Dzisiaj myślę, że jak najbardziej być powinien, i stoi w absolutnej harmonii z resztą Biblii, wpierw jednak należy zapoznać się z kontekstem i terminologią. Zachęcam też do przeczytania artykułu rozważającego, co w Biblii może oznaczać wyraz „zbawiony”.

W czasie, gdy podchodziłem do chrztu, niewiele z tego wszystkiego rozumiałem, przyjąłem jednak cąłą protestancką teologię na zasadzie – skoro wszyscy w to wierzą, znaczy, że może ja jestem za głupi, by to zrozumieć.

Proszę – nie popełniaj tego samego błędu i nie myśl tak! Historia nie raz wykazywała, iż 99% populacji może być w totalnym błędzie. Prawda nie zna zasad demokracji!

Wiele lat później byłem na spotkaniu biblijnym w innym kościele baptystycznym, tym razem w USA, i nagle prowadzący spotkanie wypalił, że… był ochrzczony tylko jako niemowlę. Byłem w szoku. W Polsce raczej oczywiste bylo, iż osoba nieochrzczona świadomie nie może być w ogóle członkiem Kościoła baptystycznego, nie mówiąc o prowadzeniu grup biblijnych. Kiedy usłyszałem to wyznanie, zacząłem gorączkowo w myślach szukać jakiegoś wersetu, takiego w stylu „zaprawdę powiadam ci, lepiej ci kamień przywiązać do szyi, niż, będąc nieochrzczony, grupę biblijną prowadzić„. Albo przynajmniej „wyłączcie spośród siebie tych, którzy w wodzie zanurzeni świadomie nie zostali”.

Szukałem, szukałem… i w końcu otwarłem usta. Ze zdziwieniem usłyszałem własne słowa:

„Właśnie po raz pierwszy w życiu uświadomiłem sobie, że w Biblii nie znajduje się ani jedno miejsce, w którym nakazuje się, lub nawet zaleca, aby osoby wierzące się chrzciły„.

I jest to, czy się komuś podoba, czy nie, fakt.

Biblia zawiera zapis poleceń danych konkretnym ludziom. Oto jeden z najczęściej cytowanych fragmentów:

Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego.  (Dz 2:38)

Moment – może ktoś powiedzieć – przecież ten tekst wyraźnie jednak mówi „niech każdy z was ochrzci się” – czyż nie?

Mówi, ale komu? Każdemu z „was”!

Księga Wyjścia 32:37 mówi „Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Każdy z was niech przypasze miecz do boku.”. Czy naprawdę możemy odnosić tę kompletnie unikalną sytuację do nas? Duch Święty zstępuje na ludzi. Mówią innymi językami. Piotr wygłasza płomienne kazanie. I do kogo to kazanie? Kieruje je do „mężów Judejczyków i mieszkańców Jerozolimy” (Dz 2:14). Do Żydów.

swiecznik zydowski

Zapamiętaj ten fakt – do Żydów!

Jeśli ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, czy werset ten (Dz 2:38) możemy odnosić do siebie, proszę rozważyć następujące uwagi:

  • Kończy się on słowami „a weźmiecie w darze Ducha Świętego”. Czy protestanci wierzą, iż w momencie chrztu wodnego otrzymują Ducha Świętego? Nie.
  • Chrzest ten jest ” na odpuszczenie grzechów waszych ” – czy protestanci wierzą, iż chrzest odpuszcza grzechy? Nie.
  • A fakt, iż chrzest ten jest „w imię Jezusa Chrystusa”, a zdecydowana większość protestantów chrzci używając formuły trynitarnej, to już drobny szczegół.

Mamy do wyboru: albo zupełnie zignorować połowę tego wersetu (jak robi to niemal całe współczesne chrześcijaństwo) albo… uznać, iż fragment nie ma nic wspólnego z chrztem dzisiaj praktykowanym. Zwłaszcza tym praktykowanym przez protestantów. Jedynie bardziej tradycyjne – głównie katolickie – Kościoły – mogą go użyć do argumentacji swojej teologii. Ale na pewno nie baptyści, zielonoświątkowcy, i w ogóle niemal wszyscy protestanci ewangeliczni.

Czym zatem jest w  Biblii chrzest?

Prawda w tym wypadku jest zupełnie prosta, tylko na ogół nieznana i nierozumiana.

Zacznijmy może jednak od podstaw.

Co oznacza wyraz „chrzcić” w Biblii?

Oryginalne greckie słowo –  βαπτίζω  – baptizo – ma, owszem, podstawowe znaczenie jako „zanurzać”, ale używanie tego faktu jako argumentu, iż chrzest musi odbywać się przez zupełne zanurzenie jest nieuzasadnione. Podobnie jak w języku polskim czasownik ten może być używany w rozmaitych znaczeniach, dosłownych lub przenośnych.

Jeżeli zobaczysz zdanie „zanurzyła się w płynącej z głośników muzyce”, czy myślisz o kimś odbywajacym chrzest wodny? Nie. Z jakiegoś jednak dziwnego powodu większość chrześcijan widzi chrzest wodny wszędzie tam, gdzie w Biblii ów czasownik baptizo, zanurzać, występuje.

Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. (Mt 3:11)

Dosłownie brzmiałoby to „ja was zanurzam w wodzie dla nawrócenia (…) On was zanurzać będzie w Duchu Świętym i ogniu”. Widać świetnie, iż Biblia mówi też o innych rodzajach chrztu niż o tym w wodzie.

Popatrzmy jeszcze na ten werset:

Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?  (Mk 10:38)

Tutaj bez cienia wątpliwości słowa chrzest/ochrzczony nie mają nic wspólnego z wodą!

Geneza chrztu

Większość uważa, iż chrzest został wprowadzony przez Jana Chrziciela. To nie jest prawda. Zauważmy, iż gdy Jan rozpoczął swoją misję, nikt się nie pytał, co on robił. Pytali się go, dlaczego chrzci, z czyjego upoważnienia (J1:25), ale nikt się nie dziwił, czym chrzest jest, gdyż ta idea znana była już od dawna.

Popatrzmy na fragment Listu do Hebrajczyków:

 Są to tylko przepisy tyczące się ciała, nałożone do czasu naprawy, a /polegają/ jedynie na pokarmach, napojach i różnych obmyciach. (Hbr 9:10)

Autor pisze tu o przepisach Zakonu – Starego Testamentu, Starego Przymierza, i pisze o obmyciach. „Obmycia” zaś to w oryginale –  βαπτισμοῖς –  wyraz niemal identyczny z chrztem w liczbie mnogiej. Pierwszą wzmiankę o takim rytualnym użyciu wody znajdujemy w Księdze Wyjścia (2 Mojżeszowej):

Tak też powiedział Pan do Mojżesza: Uczynisz kadź z brązu, z podstawą również z brązu, do obmyć, i umieścisz ją między przybytkiem a ołtarzem, i nalejesz do niej wody. Aaron i jego synowie będą w niej obmywać ręce i nogi. (Wyjścia 30:17-19)

Różne wzmianki o obmyciach pojawiają się też w innych częściach Starego Testamentu (Kapłańska 15:13, Liczb 8:7), jednak konkretne przepisy formułujące znany dzisiaj chrzest znajdujemy dopiero w czasach międzytestamentalnych. W żydowskiej księdze religijnej Misznie znajduje się rozdział Mikwaot z opisem mykw.

mykwa

Mykwa

Mykwy to odpowiednik dzisiejszych protestanckich baptysteriów (chrzcielnic) i używa się ich zarówno do rytualnych obmyć z nieczystości, jak i do przyjmowania neofitów w poczet wyznawców judaizmu.Dzisiaj używane są głównie przez ortodoksyjnych żydów. Chasydzi przykładowo mają obowiązek skorzystania z nich codziennie przed modlitwą.

Nie ma 100% pewnego źródła podającego kiedy rozpoczęto praktykę chrztu prozelickiego, tzn. chrztu ludzi pragnących przystapić do narodu Izraela, ale „zwoje z Qumran” wskazują, iż praktykowali go Eseńczycy od II wieku pne i że był bardzo popularny, także kiedy wystąpił Jan Chrzciciel, niemal wszyscy w okolcy Jerozolimy już ten chrzest znali. Dziwne mogło być jedynie to, iż Jan chrzcił Żydów, gdyż oni – we własnym mniemaniu – tego symbolu obmycia nie potrzebowali.

Kazania Jana Chrzciciela były oszałamiająco skuteczne.

Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając /przy tym/ swe grzechy. (Mk 1:5)

Co ciekawe, nawet jeśli przyjmiemy iż „wszyscy” i „cała kraina” w powyższym wersie oznacza, dajmy na to, połowę populacji, mielibyśmy wciąż do czynienia co najmniej ze stu tysiącami ludzi. Jeśli wyobrażamy sobie, iż ludzie klękali przy Janie, odbywali spowiedź i Jan zanurzał ich w wodzie – Jan pewnie do dzisiaj musiałby pełnić tę misję. Najprawdopodobniej chrzcił obryzgując wodą całe grupy ludzi a „wyznawanie grzechów” mogło być formą spowiedzi powszechnej, niekoniecznie nawet ktokolwiek otwierał przy tym usta. Samo przyjście na miejsce chrztu było wyznaniem grzechów.

W każdym razie odbiorcą tego chrztu byli wyłącznie Żydzi.

Oprócz Jana, w Ewangeliach również chrztu wodnego udzielają uczniowie Chrystusa (J 4:2), wciąż jednak jedynymi adresatami wszystkich działań są wyłącznie Żydzi.

Wróćmy jeszcze raz do 16. rozdziału Ewangelii Marka. Sekciarze lubią wyrywać z kontekstu, czyż nie? Nie bądźmy sekciarzami i popatrzmy na nieco szerszy kontekst:

 I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą;  węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. (Mk 16 15-18)

Kiedy głosisz innym Ewangelię, czy nosisz ze sobą truciznę, aby sprawdzić, czy ktoś naprawdę uwierzył? Albo przynajmniej grzechotnika w klatce? Bo „nowe języki” to nic trudnego, nawet hindusi nimi mówią (konia z rzędem jednak temu, kto taki język wiarygodnie przetłumaczy).

A ci odzyskają zdrowie” Dlaczego wciąż zatem hospicja wciąż funkcjonują, i codziennie umierają w nich ludzie, przecież według Mk 16:18 wszyscy wierzący mają dar uzdrawiania! Jak to jest? Czy Jezus się mylił? Czy Ewangelia Marka się myli?

A jeśli ani jedno ani drugie, to… o co chodzi?

Wyjątkowo – nie o pieniądze.

Proszę o szczególną uwagę!

Ewangelie w ogromnej większości nie są częścią Nowego Testamentu.

A Jezus Chrystus przyszedł wyłącznie do Żydów.

Brzmi heretycko? No i fajnie! Nie przejmuj się tym, jak to brzmi. Popatrz, co znajdziesz w Biblii na poparcie lub obalenie tych twierdzeń. Jeśli uznasz, że Biblia głosi coś innego, po prostu je odrzucisz.

Oto, co ja widzę w Biblii:

Przymierza, generalnie, zawierane były między Bogiem a Izraelem:

Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice.  (Rz 9:3)

A co z ostatnim przymierzem, zwanym „Nowym”, o którym wspomina Biblia?

 Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej (1 Kor 11:25b)

I teraz proszę o szczególną uwagę.

Do niedawna byłem przekonany, iż Stare Przymierze, czyli Stary Testament („testamentum” to po łacinie przymierze) zawarte było z Izraelem, a Nowy – z całym światem.

Niestety, byłem w błędzie (nie wiem jak to w ogóle możliwe, ha ha ha). Zupełnie zignorowałem nadzwyczaj jasne fragmenty, w których Nowe Przymierze pojawia się po raz pierwszy.  A jest to Księga Jeremiasza. Łatwe do zapamiętania namiary na tekst, 31:31 –

Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy zawrę z domem Izraela i z domem judzkim nowe przymierze. (Jer 31:31)

Z kim Bóg zawiera przymierze? Z domem Izraela i Judy! Z Żydami!

W dalszej części 31. rozdziału Jeremiasza znajdują się też następujące, dobrze znane, słowa:

Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. (Jer 31:33b)

Czy chodzi tu o chrześcijan? O jakich prawach pisał Jeremiasz? Pisał o zakonie Mojżesza, bo tylko do niego odnosi się termin „prawo” w całej Biblii. Czy chrześcijanie mają w sercu wypisane obrzezanie, system ofiarniczy i pozostałe przepisy (w sumie 613) Prawa?

Nie. To tylko jeden z dowodów na to, że Nowe Przymierze nie zostało nigdy zawarte z poganami.

Czyżby niemal 100% Biblii dotyczyło Żydów?

Zanim odpowiem na to pytanie, przeczytaj jeszcze jeden werset:

(mówi Jezus:) Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. (Mt 15:24)

Nie zdziwiłbym się, jeśli czytasz ten tekst pierwszy raz. Współczesna religia lubi go omijać, nie za bardzo wie, jak go wyjaśniać. Nie sposób jednak odczytać go inaczej, niż dosłownie. Jezus przyszedł do Żydów, mieszkał wśród nich i to, co mówił, mówił do Żydów. Znajdziemy w Biblii kilka przykłady sytuacji, kiedy to rozmawiał z przedstawicielami innych narodów, i jest to tak nadzwyczajne, iż za każdym razem narodowść rozmówcy jest dokładnie opisana.

Popatrzmy też na nakaz, który daje przy innej okazji swoim uczniom:

Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. (Mt 10:5-7)

„Inne owce” z J 10:16 nie odnosi się wcale do pogan – pamiętajmy, iż Żydzi to nie tylko dom Izraela, ale i dom Judy, i to do Judy odnosi się to wyrażenie. Poganie nigdzie w Biblii nie nazywani byli owcami.

Ewangelie zatem opisują historię misji, którą Syn Boży, Jezus Chrystus, skierował do pogan. Nie oznacza to jednak, że my – nie Żydzi – powinniśmy usunąć tę część z Biblii jako nieużyteczną – musimy za to pamiętać, iż wiele rzeczy, które mówił Jezus, do nas się po prostu nie odnoszą. Analogicznie, jak nie odnosi się do nas 613 przykazań, które Bóg przekazał Mojżeszowi.
mojzesz
Popatrzmy jeszcze na kolorowo zaznaczone słowa z wyżej cytowanego Mt 10:5-7 – bliskie jest… co to znaczy „bliskie”? Większość ludzi widzi w „królestwie niebieskim” zapowiedź końca świata – totalnego zniszczenie grzechu i szatana i wspólnego życia wszystkich zbawionych z Bogiem. Minęło jednak 2000 lat i nic takiego się nie stało – a wyraz tłumaczony jako „bliskie” jest używany tylko do czegoś co ma się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Jest użyty i w tym tekście:

Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. (Mt 26:45)

„Nadeszła godzina” i „bliskie” to to samo słowo w greckim oryginale! Więc nie może tu być mowy o żadnym „końcu świata”. Koniec świata brzmi jednak świetnie, jeśli chcesz kogoś nastraszyć, i zmusić do częstszego chodzenia do kościoła, i do większych ofiar pieniężnych.

Czym zatem jest „królestwo niebios”?

Po pierwsze, wyraz „niebios” jest bardzo chybionym tłumaczeniem.  Greckie wyrażenie „ouranos” występuje wyłącznie w Ewangelii Mateusza, w równoległych tekstach Ewangelii Marka i Łukasza znajdziemy wyrażenie „Królestwo Boże” lub „Boga”. Mało znanym faktem jest bowiem to, że pobożni Żydzi nie tylko unikali wymawiania imienia Bożego (Jahwe), ale nawet czasem zastępowali same słowo „Bóg” innymi słowami, w tym i „niebiosa”, natomiast Ewangelia Mateusza skierowana jest właśnie do nich. Kiedy słyszymy „Królestwo Niebios” wydaje nam się, że chodzi o królestwo w „Niebie”, tymczasem chodzi o Królestwo Boga. Królestwo to – przepraszam rozczarowanych – obiecane było wyłącznie Izraelowi. Nigdzie w Biblii nie znajdziemy żadnej wzmianki o obecności pogan w Królestwie Bożym.
Jest to niewątpliwie temat na co najmniej bardzo obszerny artykuł – na razie ograniczę się do przekazania swoich wniosków – jeśli będzie taka potrzeba, ujmę ten temat osobno. W wielkim zatem skrócie – zauważmy ciekawą rzecz: Królestwo Boże oferowane było Izraelowi trzykrotnie, i za każdym razem miało to związek z chrztem w wodzie.

1. Jan Chrzciciel

jan chrzciciel

W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa:  Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie.  (…) Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. (fragmenty Mt 3:1-6)

I jak zareagował Izrael?

Na polecenie ówczesnego króla (dokładniej – tetrarchy) żydowskiego Heroda Antypasa, został zamordowany.

2. Jezus Chrystus

jezus

A kiedy Pan dowiedział się, że faryzeusze usłyszeli, iż Jezus pozyskuje sobie więcej uczniów i chrzci więcej niż Jan – chociaż w rzeczywistości sam Jezus nie chrzcił, lecz Jego uczniowie (J 4:1-2)

I jak zaregował Izrael?

Za namową starszyzny żydowskiej, został zamordowany przez rzymskie wojsko.

3. Apostołowie

szczepan

Mowa Piotra tuż po „Dniu Pięćdziesiątnicy”:

Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. (Dz 2:38)

I jak zareagował Izrael?

Począwszy od ukamienowania Szczepana, prześladował wszystkich apostołów.

Trzykrotnie skierowano zaproszenie do Izraela, i trzykrotnie zostało odrzucone.

I wtedy… pojawia się ktoś, kto jest zapewne ostatnią osobą na kuli ziemskiej, którą moglibyśmy podejrzewać o spełnianie woli Bożej – Szaweł (Saul), gorliwy Żyd, prześladujący uczniów Chrystusa na wszelkie możliwe sposoby, nie wyłączając morderstw. (Dz 7-8).

W Dz 9 dzieje się rzecz niesamowita. Szaweł zostaje przemieniony przez samego Chrystusa. Zamiast niesienia śmierci zaczyna nieść miłość.

A temat chrztu w wodzie… przestaje istnieć.

I nie sądzę, aby dzisiaj powinien istnieć w ogóle.

Zgadzam się, że moja teza może brzmieć rewolucyjnie. Wspominałem już we wstępie – chrześcijanie kłócą się w jakim wieku i w jaki sposób chrzcić, ale wszystkie jednak ważniejsze denominacje nie mają wątpliwości co do tego, że trzeba chrzić. A ja spytam – gdzie Biblia nakazuje mi chrzest? We wszystkich miejscach, gdzie mowa jest o chrzcie w wodzie, mogę wykazać, że chrzczeni byli wyłącznie Żydzi lub prozelici przyłączający się do Izraela.

A co, ktoś powie, zrobimy z faktem, iż sam Apostoł Paweł chrzcił?

Owszem, ochrzcił kilka osób (1 Kor 1:16), ale kilka słów dalej stwierdza, iż Chrystus go nie posłał, by chrzcić (1 Kor 1:17), a nie może to oznaczać po prostu tego, że Paweł zlecał nie chrzcił osobiście, tylko zlecał to innym (bo co, sam miał reumatyzm?). Teraz jeszcze raz proszę o szczególną uwagę – czasami pojedyncze słowa mają wielkie znaczenie, i tak jest tutaj. Mówiąc „chrzcił” Paweł nie mówił o czynności zanurzania w wodzie. Pisząc „nie posłał mnie Chrystus, bym chrzcił, ale bym głosił Ewangelię” Paweł przeciwstawia chrzest Ewangelii! A pisząc „chrzest”  odnosi się oczywiście nie do samego chrztu, lecz wcześniejszej Ewangelii – Ewangelię Królestwa Bożego, której elementem jest chrzest w wodzie dla odpuszczenia grzechów, Ewangelii Łaski, która sam głosi. Pierwsza skierowana była wyłącznie dla Żydów, druga – dla całego świata. Zachęcam tutaj do przeczytania artykułu „Ile jest Ewangelii„.

Dlaczego jednak Paweł kogokolwiek ochrzcił? Zapewne z tego samego powodu, dla którego… obrzezał Tymoteusza! (Dz 16:3b) Biedny Tymoteusz! Aby nie gorszyć religijnych Żydów!

Począwszy od patriarchów, kontynuując przez królów, proroków, kończąc na uczniach i apostołach – wszyscy głosili religię z elementami ceremonii. Ludzie tego chcieli. O wiele łatwiej zrozumieć coś, co się widzi. O wiele łatwiej jest być uczestnikiem czegoś, w czym się bierze fizyczny udział. Ale nie to było celem Bożym. Co naprawdę ciekawe, rozumienie tego, iż dopiero Paweł zaczął głosić Ewangelię wolności, w której nie istnieją żadne ceremonie i gdzie przykazania nie są już wymaganiem do czegokolwiek, rzuca nowe światło na mnóstwo fragmentów Nowego Testamentu, które brzmią bardzo legalistycznie.

  • Ojciec nam nie przebaczy, jeśli my nie przebaczymy ludziom (Mt 6:15)?
  • Tylko ten wejdzie do Królestwa, kto spełnia wolę Boga (Mt 7:21)?
  • Jeśli się nie nawrócimy, wszyscy tragicznie zginiemy (Łk 1:5)?
  • Wielu będzie chciało być zbawionymi, ale nie będą (Łk 13:24)?

Nie, te groźby nas nie dotyczą. Nie stoimy przed tymi wydarzeniami historycznymi, co wtedy Izrael, i nikt nie oferuje nam królowania w Jerozolimie.

No a co zrobić z faktem, że blisko 100% chrześcijan – czyli 30% populacji świata – wierzy, iż chrzest jest doktryną chrześcijańską?

Cóż, onegdaj blisko 100% populacji świata wierzyło, iż Ziemia jest płaska.

plaska ziemia

Niesamowite trudności i sprzeciwy musiały towarzyszyć pierwszym ludziom, którzy twierdzili coś przeciwnego. Ale gdyby nie oni, i gdyby nie mnóstwo innych, którzy odważyli się porzucić wygodny brak samodzielnego myślenia, świat stałby w miejscu.

Bóg dzisiaj nie wymaga od ludzi ani chrztu, ani niczego innego, aby mogli doświadczyć od Niego miłości i przebaczenia. Cokolwiek było ze strony człowieka do zrobienia, Chrystus zrobił to za nas. Gdyby ten fakt stał się powszechnie znany, zniknęłyby instytucje religijne, których tak naprawdę jedynym celem jest zarabianie pieniędzy na wystraszonych piekłem ludziach.

Powodzenia w zmienianiu świata!

ostatnia edycja: 1 stycznia 2017

Pewność Zbawienia

diabel-niebo-pieklo-aniol
Zbawić, zbawiony, zbawienie – te słowa są jednymi z najczęściej używanych przez chrześcijan. Tak często, że nikt nie kwestionuje, co one oznaczają. Przez wiele lat aktywnego uczestnictwa w wielu wspólnotach chrześcijańskich – zarówno katolickich jak i protestanckich – słyszałem mnóstwo pytań typu „kto może być zbawiony” albo „czy można utracić zbawienie”, podczas gdy nikt nie spytał „co to znaczy zbawiony?” lub „co to jest zbawienie?”.

Dlaczego???

Nikt nie pytał… ja też nie! Przez wiele lat przynależności do różnych grup chrześcijańskich, setek studiów biblijnych i rozmów, nigdy nie przyszło mi do głowy zadać takich pytań. Może było to na tej samej zasadzie, przez którą większość ludzi nigdy nie zastanawia się, mieszanką jakich gazów tak naprawdę oddycha?

A zadanie tego pytania mogło by zmienić moje życie wiele lat temu. Ty nie musisz tracić wielu kolejnych lat i możesz zmienić je już dzisiaj!

 Co to jest zbawienie?

Odpowiedź religii – zbawienie to ułaskawienie od pójścia na wieczne męki do piekła.

happy_devil

A ja spytam – czy Biblia gdziekolwiek mówi coś takiego?

Czy ktokolwiek może mi pokazać jeden, jedyny werset, który to mówi?

 Nie.

W Biblii, wyraz tłumaczony jako „zbawienie” to grecki wyraz σωτηρία (czyt. soteria) lub hebrajski יְשׁוּעָה (czyt. jeszua – brzmi znajomo?). Czasownik „zbawić” z kolei to grecki wyraz σῴζω (sozo) lub hebrajski יָשַׁע (jasza). W sumie słowa te występują prawie 300 razy w Starym Testamencie i 200 w Nowym.

Mają różne znaczenia (wyrazy w greckim i – zwłaszcza – hebrajskim – mają zazwyczaj mnóstwo znaczeń), ale wszystkie słowniki są zgodne, że w przygniatającej większości przypadków, powinno się je tłumaczyć bądź to „ratować” lub „uzdrawiać„.

Uzdrowienie nie jest w Biblii prawie wcale używane w „uduchowiony” sposób i tam, gdzie się pojawia, w kontekście jest najczęściej konkretna choroba.

jesus_healing

Poniżej na czerwono zaznaczam wyrażenia, które tłumaczone są z tych samych greckich słów, które gdzie indziej są tłumaczone jako „zbawić/zbawiony”.

 Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa (sothesomai – będę uzdrowiona) – . Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła (sezoken – uzdrowiła). (Mt 9:21-22)

 

Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała (sothe – była uzdrowiona) i żyła. (Mk 5:23)

 

On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła (sezoken – uzdrowiła), idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! (Mk 5:34)

 

A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie (esozonto – byli uzdrawiani). (Mk 6:56b)

 

A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem (sozei – uzdrowi) i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. (Jk 5:15)

Będąc konsekwentnym w tłumaczeniu, należałoby powyższe wyrażenia przetłumaczyć odpowiednio: będę zbawiona, została zbawiona, bądź zbawiona, zostali zbawieni i zbawi.

Zwróćmy uwagę na poetycką wyobraźnię tłumaczy. Ktoś, kto czyta Biblię wyłącznie po polsku, nie ma szans na zapoznanie się z faktem, iż owe „ocaleć”, „być zdrowym” lub „być ratunkiem” to tak naprawdę to samo słowo, które tłumaczy się gdzie indziej jako „zbawić”.

Niewątpliwie w kontekście fizycznego uzdrawiania nie ma ani słowa o piekle. W ogóle nie dotyczy to życia „pozagrobowego”.

W Starym Testamencie również nie ma mowy o zbawieniu od wiecznych mąk w piekle, jako że – temat życia pozagrobowego prawie nie istnieje w Starym Testamencie. Bóg dał ludziom przykazania i obiecał, że jak ich będą przestrzegali, będzie im się wiodło na ziemi, będą mieli długie, dostatnie i bezpieczne życie; w przeciwnym wypadku spadać będą na nich różne nieszczęścia. Ani słowa o tym, co po śmierci.

Zbawienie = ratunek

Zróbmy eksperyment – zapytajmy 10 ludzi, czym jest ratunek. Lub poprośmy, aby podali przykład ratunku. Wątpię, czy wypowiedzi chociażby dwojga z nich się pokryją. Ratunek to pojęcie bardzo ogólne. Można ratować od głodu, od choroby, od wypadku samochodowego. Sąsiad może nas poratować od braku cukru w domu a zdolny specjalista od reklamy może uratować firmę przed bankructwem.

Słowo „ratunek” jest w naszym języku bardzo wieloznaczne i bez dokładnego kontekstu nie mamy szans na zorientowanie się, o jaki rodzaj ratunku chodzi.

rescue_wheel
„KOŁO ZBAWIENIA” ? 🙂

W językach biblijnych jest podobnie. W Biblii jednak – niestety dla nas – dość rzadko kontekst tego wyrazu umieszczony jest w tym samym zdaniu. Bez dokładnej analizy kontekstu nic nie zrozumiemy, podobnie jak niewiele zrozumiemy, gdy zobaczymy w gazecie tytuł „Uratowano pana Zdenka” bez przejrzenia jego treści.

Oto pięć pierwszych wystąpień wyrazu „jeszua” (zbawienie) w Biblii (jego tłumaczenie zaznaczę na czerwono):

Zbawienia twego oczekuję, Panie. (Rdz 49:18)

 

Na to rzekł Mojżesz do ludu: Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj!

Egipcjan, których dzisiaj oglądacie, nie będziecie już nigdy oglądali.(Wj 14:13)

 

Pan jest mocą i pieśnią moją, i stał się zbawieniem moim. On Bogiem moim, przeto go uwielbiam; On Bogiem ojca mojego, przeto go wysławiam. (Wj 15:2)

 

Utył Jeszurun i wierzga -Utyłeś, stłuściałeś, zgrubiałeś – I porzucił Boga, który go stworzył, Znieważył skałę zbawienia swojego. (Pwt 32:15)

 

I modliła się Anna i rzekła:Weseli się serce moje w Panu,Wywyższony jest róg mój w Panu, Szeroko rozwarte są usta moje nad wrogami mymi, Gdyż raduję się ze zbawienia twego. (1 Sm 2:1)

(Tym razem użyłem tłumaczenia Biblii Warszawskiej, ale zachęcam do sprawdzenia, jak to brzmi w najpopularniejszej w Polsce Biblii Tysiąclecia – ona o wiele rzadziej używa terminu „zbawienie”).

Zachęcam do skorzystania z konkordancji biblijnej aby się przekonać – zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie wyrazy zbawienie i zbawić najczęściej nie precyzują w tym samym zdaniu, od czego owe zbawienie (ratunek) jest.

I tu jest właśnie szerokie pole do religijnych przekrętów!

Weźmy ostatni z wyżej cytowanych wersetów. Anna modli się słowami „raduję się ze zbawienia twego”.

Anna cieszy się, że nie pójdzie do piekła?

A kontekst jest taki: Anna uprzednio cierpiała, gdyż nie miała syna. W odpowiedzi na jej modlitwy Bóg dał jej syna, i Anna była wdzięczna za tę pomoc – wyraz zbawienie oznacza w tym kontekście właśnie pomoc.

Podkreślę ponownie – Stary Testament nie zajmuje się życiem pozagrobowym.

Kiedy popatrzymy na więcej przykładów ze Starego Testamentu okaże się, że zbawienie najczęściej oznacza tam ratunek przed śmiercią – bardzo często w kontekście bitew i wojen, przykładowo:

Nie waszą rzeczą będzie tam walczyć, ustawcie się tylko i stójcie, i oglądajcie ratunek Pana, o Judo i Jeruzalemie! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyjdźcie przed nich, a Pan będzie z wami! (2 Krn 20:17)

 

A co w przypadku Nowego Testamentu?

Tym razem poszukam nie rzeczownika, a czasownika – będzie to „sozo” (zbawić). Oto pięć jego pierwszych wystąpień w Nowym Testamencie:

Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . (Mt 1:21)

 

Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: Panie, ratuj, giniemy! (Mt 8:25)

 

Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. (Mt 9:21)

 

Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mt 10:22)

 

Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! (Mt 14:30).

Dla dokładności nadmienię, że pominąłem wers Mt 9:22 – jako że zawiera to samo słowo co użyte w wersecie go poprzedzającym.

Czy w każdym z wyżej wymienionych fragmentów jest mowa o zbawieniu od mąk w piekle?

Czy w… którymkolwiek?

Pierwszy z wymienionych fragmentów (Mt 1:21) w ogóle nie podaje definicji, co oznacza „zbawić od grzechów”, jednak droga od „zbawienia od grzechów” do „zbawienia od piekła” jest długa, kręta, i… zmyślona przez religię.

Drugi fragment (Mt 8:25) – mówi o zbawieniu – ratunku – od śmierci w morzu. To samo z fragmentem ostatnim (Mt 14:30)

Mt 9:21 – tu sozo oznacza uleczenie od choroby.

Mt 10:22 – w kontekście są prześladowania uczniów Chrystusa tu, na ziemi, a zbawienie oznacza uratowanie od śmierci. Odnosiło się to do konkretnego czasu i do nas w ogóle nie ma zastosowania, choć wiele denominacji wyrwało ten werset z kontekstu i naucza, że jeśli się odstąpi od wiary przed śmiercią, pójdzie się do piekła… i tym podobne bzdety.

Ponownie zachęcam – weź do ręki konkordancję i prześledź więcej przykładów wystąpienia słów sozo i soteria w Nowym Testamencie! Jeśli czas ci pozwoli – znajdź wszystkie! Wtedy przekonasz się, że wyraz „zbawienie” nigdzie nie występuje w kontekście losu człowieka po śmierci! Terminy te nigdy nie stoją w kontekście życia wiecznego z Bogiem, piekła, nieba, niemal zawsze natomiast odnoszą się ratunku od śmierci, choroby lub niedostatku. Nowy Testament zawiera też sporo proroczych ostrzeżeń przed pogromem Żydów przy zniszczeniu Jerozolimy w roku 70 (według  historyków zginęło wtedy ponad milion Żydów). Niewątpliwie o tym mówi Jezus w Mt 24.

Apostoł Paweł używa często pojęcia „zbawienia” w jeszcze innym znaczeniu, i podanie jego definicji wyłącznie na podstawie Biblii jest trudne, gdyż sam Paweł również jej nie podaje, choć często terminem zbawić/zbawienie się posługuje. Bez wątpienia jednak też nie jest to zbawienie od piekła… jako że wyrazu „piekło” brak w słowniku Pawła. Brak go również w słowniku któregokolwiek innego autora Biblii, choć tłumacze, oczywiście, mogą wykazywać się w tej kwestii fantazją.

* * *

Co w tej chwili myślisz? Że to, co piszę, wygląda bardzo sekciarsko? Zgodzę sie. Pozwolę sobie na kilka osobistych akapitów.

Chciałbym móc zobaczyć swoją reakcję 10 lat temu, gdybym przeczytał ten artykuł. Bardzo możliwe, że po dwóch akapitach przestałbym czytać.

Dlaczego?

Dlatego, że chociaż nic z tego, co tu piszę, nie brzmi (moim skromnym zdaniem) fantastycznie, argumenty przedstawiam jasno i opieram się na ogólnodostępnych i niekwestionowanych źródłach jak popularne słowniki i leksykony biblijne, to najstraszniejszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że… stoi to w opozycji do niemal całego współczesnego chrześcijaństwa. A przeciętny człowiek lubi żyć w społeczeństwie i być w jakiś sposób do niego przystosowany, a nie odstawać na kilometr.

Kościoły takie jak rzymskokatolicki, prawosławny, ewangelicko-augsburski czy zielonoświątkowy różnią się między sobą w wielu istotnych kwestiach diametralnie, niemniej w jednym temacie mają identyczną opinię – pod pojęciem zbawienia rozumieją głównie życie wieczne po śmierci i ratunek od piekła. Akceptując to, co tutaj piszę, wyłączasz się zatem nie tylko z głównego nurtu chrześcijaństwa, ale niemal z całego chrześcijaństwa. A ty wygląda na sekciarstwo.

Ja, jak większość Polaków, wychowałem się w typowej rodzinie katolickiej. Wierzyłem w sakramenty. Do bierzmowania podszedłem świadomie i z wiarą. Jeszcze jako nastolatek modliłem się różańcem. Później zaś stopniowo moje poglądy zaczęły ewoluować i nagle ilość osób, z którymi pod względem doktrynalnym mogłe się identyfikować, zaczęła maleć. Wiele razy byłem w sytuacji, gdy czułem się zupełnie odizolowany i bardzo poważnie kwestionowałem własne zdrowie psychiczne. Czyż nie szaleństwem bowiem można nazwać uważanie, że ma się rację, podczas gdy stoi się w opozycji do… całej rodziny… wszystkich znajomych… 2000-letniej tradycji Kościoła… całej chrześcijańskiej Polski… albo i świata??

Kwestionowanie własnej normalności nigdy mnie nie opuściło, tak na wszelki wypadek, i wciąż myślę, że spełniam warunki bycia „normalnym człowiekiem”. Zdałem na prawo jazdy. Skończyłem studia. Nie karany. Mam obywatelstwo dwóch krajów. Rodzinę. Stałą pracę od wielu lat. Może po prostu jestem zdrowo walnięty tylko w kwestii religii? 🙂

Swoje przekonania analizowałem wielokrotnie, bo wcalę nie czerpię jakiejś dzikiej radości z posiadania przekonań odmiennych od blisko 100% chrześcijan. Bardzo bym chciał nie musieć kłócić się z całym światem. Chciałbym móc zgodzić się z teologią jakiejś większej denominacji. Gdzieś przynależeć.Jednak za każdym razem gdy proszę ludzi o argumenty, otrzymuję emocje podpierane tradycją. Nawet nie jedna na sto spotykanych osób chce i może prowadzić dyskusje na argumenty. Religia – obok kilku innych tematów – wywołuje ogromne emocje.

Anger

Dlaczego?

Myślę, że najważniejszą przyczyną jest lęk przed ostracyzmem. Większość praktykujących chrześcijan pozostaje całe życie w tym samym wyznaniu, w którym jest jego środowisko: rodzina, przyjaciele. Zmiana denominacji oznacza w najlepszym wypadku ochłodzenie relacji, w najgorszym – bycie wygnanym, wyklętym.

Kiedy ktoś zatem podważa czyjeś przekonania religijne, chwieje niemal całym jego światem. I powoduje lęk. I ten lęk powoduje agresję, i trudno rozmawiać spokojnie.

Kwestia piekła przykładowo: jako 20-latek raczej nie wątpiłem, że piekło istnieje. Logiczne wydawało mi się, że zło musi być jakoś ukarane. Wszyscy, których znałem, wierzyli w istnienie piekła. Tych, którzy nie wierzyli, nazywano sekciarzami. Wiedziałem sporo o różnych sektach, wiedziałem o „praniu mózgów”, i stąd łatwa była droga do stwierdzenia, że wszyscy, którzy nie wierzą w istnienie piekła, mają wyprane mózgi.

Z upływem lat coraz mniej idea wiecznych mąk wydawała mi się logiczna, ale nauczony też byłem, iż logiką nie mamy prawa oceniać wyroków Bożych.

Olśnienie przyszło, kiedy uświadomiłem sobie, iż Bóg jest miłością, i skoro nas stworzył na swój obraz, nasza miłość i Jego miłość idą tym samym torem. Bóg nieskończenie wybacza, i nam każe nieskończenie wybaczać. A miłość bliźniemu złego nie wyrządza (Rzymian 13:10).

 Bóg jest miłością, piekło – jej zaprzeczeniem.

No tak, ale co z Biblią?

Zakładając, że piekło istnieje, bo… musi istnieć, jasne, znajdziemy sporo w Biblii na temat piekła. Jeśli tylko delikatnie nagniemy zasady interpretacji tekstowej, w Biblię można „wczytać” co się chce, czego dowodzi istnienie tysięcy różnych wyznań w chrześcijaństwie.

Zakładając, że piekło to naleciałość pochodząca z innych religii i nie mająca żadnego odzwierciedlenia w Biblii… nic tam o piekle nie znajdziemy. Więcej o piekle piszę tutaj.

Być może, czytając ten tekst, również przychodzą ci do głowy przerażające myśli utraty przyjaciół lub nawet rodziny. Nie kwestionuję, iż wizja ta może przerażać. Najczęściej jednak – i wiem to ze swojego doświadczenia – ci, którzy nas naprawdę kochają, po jakimś czasie przyzwyczają się do naszej „inności”. Relacje, które upadną tylko z powodu różnic doktrynalnych, nie są zaś warte podtrzymywania. Ja osobiście nigdy nie straciłem relacji z nikim z rodziny z powodu doktryn.

Co zaś zyskałem? Cudowną wolność. Słuchając się religii, ciąglę się bałem. Teraz wiem, że wbrew polskim przysłowiom, Boga nie należy się bać, bo Bóg jest miłością.

Przerwałem główny temat artykułu, kiedy doszedłem do tematu zbawienia w Listach apostoła Pawła. Być może zrobiłem to celowo, gdyż nie chciałem się przyznać do niewiedzy? 🙂 Przyznaję bowiem, że nie rozumiem kilku fragmentów. I, jak na złość, Paweł prawie nigdy nie podaje wyjaśnienia, o zbawieniu od czego pisze. Często „zbawieni” używane w czasie przyszłym w Nowym Testamencie odnosi się do zniszczenia Jerozolimy i hekatomby Żydów z 70 AD, niemniej niektórych fragmentów raczej nie sposób do tego odnieść.

I na pewno zabawne byłoby odnoszenie ich do życia wiecznego.

 [kobieta] dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i w miłości, i w świątobliwości, i w skromności. (1 Tm 2:15)

Bezdzietne kobiety będą się smażyć w piekle? Albo te, które tak… nie do końca wytrwają w miłości, świątobliwości i skromności?

smiley with halo

Jest jeszcze kilka fragmentów, w których Paweł używa czasownika „zbawić” w czasie przeszłym dokonanym. Z jednej strony mam pokusę, aby poczekać z dokończeniem tego tekstu, aż się wszystkiego dowiem, z drugiej – nie jest to jednak wcale potrzebne.

Po pierwsze dlatego, że celem tego artykułu nie jest dzielenie się tym, co wiem, ale zachęcenie czytelnika do ponownego zastanowienia się czy to, w co wierzy, jest prawdą.

Po drugie – być może nigdy się nie dowiem, co Paweł miał wtedy na myśli? Mam oczywiście nadzieję, że się dowiem, ale pewności mieć nie mogę. Ale to nie jest takie ważne! Ważne jest natomiast to, że zbawienie w żadnej części Biblii nie ma nic wspólnego z życiem po śmierci!

Po trzecie – temat tego artykułu – jak i całej witryny – to „pewność zbawienia”. Wiem, że większość chrześcijan zmaga się z pewnością zbawienia. A pozostali… tego nie przyznają 🙂 Widziałem po sobie, że typowe metody rozprawiania się z tymi zmaganiami – dyskusje, czytanie komentarzy do Biblii, studia – nie działają. Świadomość tego, że istnieje piekło, w którym większość ludzkości będzie wiecznie się smażyć, jest tak sprzeczna z wszelkimi definicjami miłości czy dobroci, iż musimy się uciekać do zagłuszania głosu własnego rozumu, aby jakoś móc pogodzić Boga będącego miłością z tak bezsensowną karą.

Większość katolików, zwłaszcza tych „niedzielnych” (w Polsce to zdecydowana większość) ma nadzieję na zbawienie „bo nie są tacy źli”. Jednak po pierwsze – co daje nam pewność, iż właściwie oceniamy ilość i jakość tego dobra i zła? Po drugie – nawet jeśli dzisiaj jesteśmy bardzo dobrzy, kto zagwarantuje nam, że tak samo będzie jutro? Za 10 lat?

pieklo_niebo

„Spowiedź oczyszcza z grzechów” – tak uczą, ale co ze mną będzie, jeśli nie zdążę dojść do konfesjonału przed śmiercią? Teologia katolicka mówi, że do piekła idzie się, jeśli umiera się bez spowiedzi po popełnieniu grzechu ciężkiego. Nie jest to wesoła perspektywa, jeśli uświadomi się, że grzechem ciężkim według owej teologii są takie rzeczy jak wątpienie w jakąś prawdę wiary czy dobrowolne opuszczenie niedzielnej Mszy.

Większość protestantów natomiast utrzymuje, że będą zbawieni, bo „wierzą w Chrystusa”. Problem jednak w tym, że każdy inaczej definiuje wiarę. Czy wystarczy wierzyć, że Jezus istniał? Czy wiara w Jego śmierć na krzyżu ma istotne znaczenie? Czy trzeba też wierzyć, że Biblia jest Słowem Bożym?

A co, jeśli moja wiara jutro ustanie? Utracę zbawienie i pójdę do piekła? A co z Jakubem, który napisał, że wiara bez uczynków jest martwa? Czy martwa wiara też mnie zbawi? Ile dobrych uczynków potrzeba dziennie wykonać, aby wiara nie była martwa?

Widzimy, że zarówno katolicka, jak i protestancka wiara w bycie zbawionym ma więcej pytań, niż odpowiedzi. Można oczywiście udać, że się tych pytań nie widzi… niemniej takie udawanie przed samym sobą może doprowadzić do poważnych schorzeń psychicznych.

Można też – i TRZEBA – zadać sobie te pytania otwarcie, może najlepiej  je zapisać – i jeśli nie znajdziemy na nie logicznych odpowiedzi, to może coś z naszymi dogmatami jest… nie tak?

Szukajcie a znajdziecie!

Nikt w Biblii nie stawia sobie pytania „czy jestem zbawiony”. Nikt nie boi się tego, co po śmierci. Jedyne teksty, które traktują o tym, co wtedy będzie, wyrażają oczekiwanie w radości, podekscytowaniu, bo choć tak niewiele szczegółów mamy na temat tego, co tam nas czeka, wiemy, iż będzie to coś niesamowicie dobrego, gdyż Bóg jest dobry, i Bóg jest miłością.

Pewność zbawienia możesz mieć opierając się tylko na jednym fakcie – że Bóg jest miłością. Jeżeli miałbyś jakiekolwiek wątpliwości, zobacz, co uczynił Jezus, aby nam tę miłość pokazać. I jak ty byś nie zaprzestał starań o swoje dziecko, tak i Bóg nie zaprzestanie starań o ciebie.

(tekst ostatnio edytowałem 29 lipca 2015)

Ile jest Ewangelii?

Witra? FOZ-DZOE

Kiedy przed ponad dwudziestu laty chodziłem na spotkania Oazy (młodzieżowej organizacji w Kościele rzymskokatolickim) popularne było podchwytliwe pytanie, które brzmiało: „Ile jest Ewangelii?”

Co światlejsi uczestnicy odpowiadali po chwili wahania (a ci bardzo światlejsi nawet nie musieli podliczać na palcach Mateusza, Marka, Łukasza i Jana), że, no, przecież, CZTERY!

Na to pytająca osoba z triumfalnym uśmiechem oznajmiała, że wcale nie, bo Ewangelia jest jedna, tylko w czterech wersjach!

Oczywiście, jest to tylko czepianie się słówek, bo chyba nikt w Kościele rzymskokatolickim nie uważa, iż Marek głosił odmienną Ewangelię niż Mateusz.

Pytanie „Ile jest Ewangelii” dzisiaj najczęściej zadawane jest chyba w temacie tzw. Ewangelii apokryficznych, czyli innych starożytnych pism mieniących się Ewangeliami a nie włączonymi do Nowego Testamentu. Najlepiej znana tu jest Ewangelia Tomasza. Pamiętam, że gdy miałem chyba z 10 lat, przeczytałem gdzieś, że były setki ewangelii, i wybrano z nich 4, które komuś najlepiej pasowały. Zwątpiłem wtedy na chwilę w wiarygodność Biblii, ale później przyjrzałem się faktom i prawda jest tak, iż tylko znane biblijne Ewangelie napisane były w I wieku naszej ery, pozostałe – setki lat później. Upadł kolejny argument wyssany z palca, a używany przez ludzi niechętnych chrześcijaństwu.

 Jak to zatem jest – Ewangelia jest jedna ale w czterech wersjach? Spójrzmy na następujące słowa Apostoła Pawła:

Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Gal 1:8)

Popularna interpretacja tego tekstu jest taka – jest jedna, jedyna Ewangelia, i ktokolwiek głosiłby inną, niechaj będzie przeklęty (na marginesie – owe przeklęty nie oznacza życzenia złamania nogi, śmierci ani wrzucenia do piekła; apostoł Paweł nie życzyłby nikomu nic złego; dociekliwi mogą sprawdzić użycie tego samego słowa (indeks Stronga 331) – w Dz 23:14).

I ja też przez większą część życia tak myślałem. No przecież Biblia tak mówi… wszyscy dokoła tak mówią… katolicy, protestanci – więc jakże temu nie wierzyć?

fly had a shower

Na kuli ziemskiej jest 17 biliardów much (17 000 000 000 000 000, albo inaczej – 17 milionów miliardów) {przynajmniej zdaniem portalu Wikianswers }. Skoro wszystkie te muchy uwielbiają lizać, wąchać, i w ogóle przebywać w okolicy odchodów zwierząt wszelakich, kimże ja jestem, by przeczyć takiej liczbie i jakże bym śmiał twierdzić, że to obrzydliwe?

Ludzie! Jedzcie kupę! Biliardy much nie mogą się mylić!

Ja jednak, dziękuję, pozostanę przy swojej opinii, i te 17 biliardów much nie robi na mnie żadnego wrażenia.

Żadnego wrażenia też już, niestety, nie robią na mnie te zaledwie 2 miliardy chrześcijan (w końcu much jest 8 i pół miliona razy więcej!). Dlaczego? Bo statystyka nie ma zastosowania w kwestiach posiadania racji lub nie! Tysiąc lat temu zapewne nikt by nie uwierzył w istnienie prądu elektrycznego – czy to znaczy, że elektryczność wtedy nie istniała?

Staram się nie żyć przeszłością, ale czasami nachodzi mnie myśl, jak fajne by moje życie było, gdybym od dziecka nauczył się zupełnie nie przejmować opinią większości. Niestety, przejmowałem się, i długo wierzyłem w to, co mi podawano do wierzenia, nie dopuszczając nawet myśli, że wszyscy, których znam, mogą się mylić…. Miliardy chrześcijan… tysiące lat tradycji… to brzmi doniośle, kimże jestem ja, robaczek, by się temu przeciwstawiać?

Do rzeczy! Robaczek ma głos 🙂

Jedyne, co było dla mnie pewnego na tym świecie, to Biblia. Doszedłem do tego na podstawie logicznego rozumowania. Nie namawiam do swojego poglądu tu nikogo – tylko go prezentuję. Jeśli Bóg pokazał wielu ludziom na przestrzeni dziejów niezbicie, iż chce, aby ludzkość mogła Go poznać, dlaczego tylko tamci ludzie mieli by być wyróżnieni tym przywilejem poznania Go? Po co Bóg pokazał się apostołowi Pawłowi – czy tylko po to, by on sam mógł Boga poznać, ewentualnie tym, którym Paweł bezpośrednio ewangelię zwiastował… a miliardy ludzi urodzonych po jego śmierci już nie miałoby żadnego wiarygodnego źródła objawienia, skoro – jak uważa większość ludzi – bo Biblia obarczona jest licznymi błędami?

Czy inni mieliby polegać na zwykłym przekazie ludzkim, obarczonym przekłamaniami? Nie wiem, czy istnieje na świecie dzisiaj człowiek, który rozmawiał z Bogiem ‘twarzą w twarz’, a nawet jeśli tak jest, pewnie bym mu nie uwierzył. A zatem, jeśli Biblia nie jest wiarygodna, nic o Bogu na pewno nie wiadomo. Mało tego – Biblia musi być absolutnie wiarygodna, gdyż nawet 99% jej poprawności nie zagwarantuje żadnej pewnej wiedzy, skoro przecież nie było by wiadomo, gdzie jest ten 1% błędu.

Blblia jest jednak jednocześnie księgą napisaną przez ludzi. Tłumaczoną przez ludzi. Drukowaną przez ludzi. Interpretowaną przez ludzi. Ten ludzki aspekt jest obecny, i on powoduje, iż szaleństwem byłoby głoszenie, że każda literka Biblii jest święta i nienaruszalna… Co ważne jednak, te wszystkie drobiazgi dotyczą zupełnie nieistotnych rzeczy; to, co ważne, napisane jest nie raz, i w taki sposób, że pomimo problemów z manuskryptami czy tłumaczeniami nikt nie musi się domyślać, o co chodziło autorom.

Takie problemy na ogół występują i dzisiaj, gdy przykładowo tłumaczymy książkę z jednego języka na drugi. Gdyby dwóch tłumaczy przełożyło Hamleta w oryginalnej XVI wiecznej angielszczyźnie współczesny angielski, pewnie mielibyśmy setki różnic,nikt jednak by się nie oburzał, że do końca nie wiadomo, o czym jest Hamlet! Jeszcze więcej różnic by było, gdyby były to przekłady na język polski. Ech,co to dużo mówić – dzisiaj polityk mówi coś w radio, i różne ugrupowania polityczne wykazują, iż zupełnie inaczej go zrozumiały. Podsumowując – nasza ludzka komunikacja jest obarczona błędem, niemniej nikt się tym nie przejmuje, i czasem z problemami, zawsze jednak się dogadujemy 🙂 Szerzej temat wiarygodności Biblii omawiam w artykule Biblia a Nauka http://www.predi.us/pewnosc-zbawienia/biblia-a-nauka/.

Przyznam dzisiaj, że przez większą część życia nie do końca szczery byłem – nawet przed samym sobą – w tym uznawaniu Biblii za bezbłędną. Istniało bowiem mnóstwo fragmentów, których nie rozumiałem; mnóstwo wersetów, które – zestawione ze sobą – wydawały się sobie wzajemnie przeczyć. O ile możemy przejść do porządku dziennego nad problemami z pojedynczymi słowami, czy nawet zdaniami, to czy można pominąć wrażenie, że przekaz całych ksiąg biblijnych zdarza się być odmienny?

 

Jako dwudziestokilkulatek przeczytałem w Liście do Rzymian szokujący wyraz – DARMO. List do Rzymian 3:24 – usprawiedliwienie (uznanie przez Boga za sprawiedliwego, przebaczenie grzechów) jest DARMOWE.

Ten wyraz zmienił moje życie.

Dotychczas myślałem, że Bóg jest kimś w rodzaju matematyka z ogromnym kalkulatorem, który odejmuje złe uczynki od dobrych, i – jeśli liczba jest dodatnia – będziemy zbawieni, jeśli ujemna – PIEKŁOOOOOOO… Okazało się, że się myliłem, i wiele jeszcze następnych lat zajęło mi zrozumienie, jak bardzo się myliłem.

No dobrze, tylko jak z darmowym usprawiedliwieniem pogodzić następujący tekst?

I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. (Mt 18:34-35)

Jezus konkluduje tutaj przypowieść słudze króla, któremu darowano wielki dług, ale on sam nie chciał darować swojemu znajomemu.

 

Popatrzmy na kilka innych fragmentów Ewangelii Mateusza… a, przepraszam, Ewangelia jest jedna, to jest Ewangelii Według Świętego Mateusza 🙂

Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. (Mt 5:22)

 

W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. (Mt 7:22-23)

 

Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. (Mt 25:41-42)

Jaki zatem obraz Ewangelii wyłania się z… Ewangelii Mateusza?

Musisz się bardzo starać, nie popełniać żadnych grzechów, nie wyzywać ludzi, pomagać potrzebującym, to będziesz zbawiony, a jeśli tego nie uczynisz, pójdziesz do piekła?

Powiesz – nie, Ewangelia taka nie jest. Ale przecież widzisz, co powyższe wersety sugerują!

Gdyby poprosić przeciętnego chrześcijanina znającego dobrze Biblię o streszczenie w kilku słowach Ewangelii, brzmiałoby to zapewne podobnie do najlepiej znanego wersetu z Biblii:

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (J 3:16)

Jak zatem można to pogodzić z fragmentami Ewangelii Mateusza, które wyżej cytowałem?

Powiesz, że to wyrwane wersety z kontekstu? Zobacz sam. Nie są wyrwane z kontekstu. Popatrz na podsumowanie tej Ewangelii:

 

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. (20) Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28:19-20)

Bynajmniej sytuacja ta nie dotyczy tylko Ewangelii Mateusza. Przeczytajmy fragment z Ewangelii Marka:

 

Gdy [Jezus] wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. (Mk 10:17:23)

W skrócie: chcesz być zbawiony? przestrzegaj wszystkich przykazań, ale nie myśl, że to wystarczy. Rozdaj wszystko, co masz! To jeszcze gwarancji jednak nie daje, jest jeszcze jeden punkt – idź za Jezusem – cokolwiek miałoby to oznaczać.

 

Hmmm… pomyśl, jak w świetle tego fragmentu plasujesz swoje szanse na zbawienie?

Jaka to jest „Dobra Nowina”? Że przestrzeganie nawet wszystkich przykazań nie wystarczy do zbawienia?

Po co w ogóle Jezus umarł na krzyżu?

Czy wiara ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie?

 

Popatrz teraz na to z innej strony – czy apostoł Paweł kiedykolwiek pisał, co mają uczynić adresaci jego Listów, aby zostać zbawieni?

Nie!

On im pisał jedynie, że już są zbawieni, i że nie ma to nic wspólnego z tym, co robili lub robią:

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. (List do Efezjan 2:8-9)

 

Ponieważ ulituję się nad ich nieprawością i nie wspomnę więcej na ich grzechy. (List do Hebrajczyków 8:12)

 

Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów (2 List do Koryntian 5:19)

 

[Chrystus odpuścił] nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża; (List do Kolosan 13:b-14)

Możesz powiedzieć – no tak, Paweł nie musiał pisać odbiorcom Listów o zbawieniu, gdyż pisał wyłącznie do zbawionych ludzi. Argument nie jest prawdziwy – dla odparcia fałszywych doktryn Paweł musiał nie raz wyjaśniać całą naukę doktryny od początku.

Czyżby zatem apostoł Paweł miał zupełnie inną koncepcję zbawienia, niż sam Jezus Chrystus… na którego Paweł zresztą się wciąż powołuje?

Czy może… istnieje więcej, niż jedna Ewangelia?

Otóż wyraz „ewangelia” w Biblii to wyraz potoczny, a nie nazwa własna. W języku oryginalnym jest to „εὐαγγέλιον„, wymawiane „juangelion”, i pochodzi od dwóch greckich słów – przysłówka ‚εὐ‚ oznaczającego „dobrze” i rzeczownika „ἄγγελος” – posłaniec, niosący wiadomość. Nie będzie wielkim uproszczeniem, jeśli zatem przetłumaczy się „ewangelię” jako „dobrą wiadomość„. W Biblii Nowego Testamentu jest to wyraz dość często występujący – 76 razy jako rzeczownik i 56 jako czasownik εὐαγγελίζω – „juangelizo” – głosić ewangelię. Nie jest ograniczony tylko do Ewangelii i występuje często również w wielu Listach i kilkakrotnie w Dziejach Apostolskich.

Wyobrażasz sobie, że na twoje pytanie „czy są dzisiaj jakieś dobre wiadomości?” ktoś patrzy na ciebie dziwnie i mówi – „jakie dobre wiadomości? przecież istnieje tylko jedna dobra wiadomość!”. Nie, każda informacja z jakimś potencjalnie pozytywnym przekazen jest dobrą wiadomością. Istnieje wiele wiadomości. Myśląc nieco po grecku – istnieje wiele ewangelii.

 

Przyjrzyjmy się kilku przypadkom użycia owego słowa. Zacznijmy od fragmentu z początku Listu do Galacjan (Galatów), z którego cytowałem we wstępie 1:8:

Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Gal 1:6-8)

angel

Nawet anioł z nieba…

Wydaje się, że Paweł pisze tutaj wyraźnie, że jest tylko jedna Ewangelia, czyż nie? Ale przecież sam stwierdza w wersie 6. że ktoś głosi inną Ewangelię? Wniosek z tego taki, iż jednak istnieją inne ewangelie, a Paweł stwierdza, że tylko jedna z nich jest poprawna.

Nazywa ją czasami „moją Ewangelią” (Rz 2:16, 2 Tm 2:8), najczęściej jednak Ewangelią Chrystusa lub Chrystusową (np. Rz 15:19, 2 Kor 9:13, Flp 1:27).

Wyraz „ewangelia” występuje kilkukrotnie we wszystkich ewangeliach synoptycznych. Ewangelia” to drugi wyraz najstarszej z Ewangelii, Marka:

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. (Mk 1:1)

W Ewangelii Mateusza i Łukasza często występuje razem jako „Ewangelia Królestwa Bożego” lub „Ewangelia o Królestwie”.

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. (Łk 8:1a)

 

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. (Mt 9:35)

 

Zauważmy, że apostoł Paweł nigdy nie używa wyrażenia „Ewangelia Królestwa”. Nazywa ją naatomiast Ewangelią łaski Bożej (Dz 20:24).

Bardzo ciekawy dla tych rozważań fragment znajduje się w Liście do Galacjan:

Wręcz przeciwnie, stwierdziwszy, że mnie zostało powierzone głoszenie Ewangelii wśród nieobrzezanych, podobnie jak Piotrowi wśród obrzezanych (Gal 2:7)

Nie ma tu nic ciekawego jeśli weźmiemy pod uwagę tłumaczenie Biblii Tysiąclecia. Spójrzmy jednak na tłumaczenie słowo w słowo (wzorowane na Young’s Literal Translation): ale przeciwnie, ujrzawszy że powierzono mi dobrą nowinę nieobrzezania tak jak Piotrowi [dobrą nowinę] obrzezania.

Przy tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia „obrzezanych” i „nieobrzezanych” tekst tylko mówi, że Paweł głosi ewangelię nie-Żydom a Piotr Żydom. Takie tłumaczenie jednak nie jest tłumaczeniem, a interpretacją. W oryginale owe „obrzezanie” to rzeczownik w liczbie pojedyńczej, „obrzezani” byłby w liczbie mnogiej. Poza tym powinien być użyty biernik (głosić komu?) a nie, jak jest w rzeczywistości, dopełniacz.

Czy próbuję udowodnić, iż Paweł i Piotr głosili sprzeczne ze sobą wersje dobrej nowiny? Absolutnie nie. Zauważmy jednak, co – według tego fragmentu – jest treścią przesłania Piotra:

Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. (Dz 2:38)

baby baptism

 

Czy treścią przesłania Pawła było kiedykolwiek „nawróćcie się i ochrzcijcie”? To może być szokiem dla większości współczesnych chrześcijan, ale nie. Apostoł Paweł mówił wyłącznie o wierze. Zanim jednak dojdziemy do wniosku, że ewangelie Pawła i Piotra się różnią, zwróćmy uwagę na istotny fakt – czas, w jakim głosił Paweł i Piotr się różnił. Zdanie z wyżej cytowanego Dz 2:38 wypowiedziane było najprawdopodobniej w 33 roku naszej ery, natomiast Apostoł Paweł zaczął głosić Ewangelię w 36.

Czy te 3 lata to wielka różnica? Czasem jeden dzień zmienia historię. Popatrzmy na jeden fakt, który znowu większości będzie trudny do uwierzenia, jednak… pozostaje faktem.

Brak w Biblii jakiejkolwiek wzmianki, by przez ponad 3 lata od śmierci i zmartwchwychwstania Jezusa ewangelia była głoszona wśród kogokolwiek prócz Żydów. Dopiero w Dz 10 (ok. roku 36) Piotr otrzymuje od Boga wizję, która poucza go, iż poganie również są odbiorcami łaski Bożej. Przed Dz 10:34 Piotr uważał, iż Bóg kieruje ewangelię tylko do Żydów!

Tak! Istnienie Kościoła Chrystusowego, obejmującego również pogan, było tajemnicą dla wszystkich, aż do objawienia, które otrzymał apostoł Paweł – początkowo nawet dla Piotra i pozostałych apostołów!

Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym (Kol 1:26, por. Ef 3:4-9; Rz 16:26)

Zatem Ewangelia głoszona przez Piotra w roku 33 nie mogła być tą samą, którą głosił Paweł kilka lat później, gdyż ta druga po prostu jeszcze nie była znana.

Grecki wyraz będący pochodną „juangelion” pojawia się również w odniesieniu do… Starego Testamentu:

Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę, jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli (Hbr 4:2)

„Tamci” w kontekście to to Izraelici czasów Mojżesza! Ewangelia na pustyny Synaj? Nic dziwnego, jeśli się zrozumie, że wyraz Ewangelia to naprawdę określenie potoczne.

Przy zrozumieniu tych prawideł nagle może okazać się, że niemal cały tekst Ewangelii Nowego Testamentu spisanych w Biblii

 

Bóg w Chrystusie pojednał świat – tak brzmi najważniejsza dziś Ewangelia. Dobra nowina. Nie zapominajmy jednak, że Bóg na kartach Biblii słał ludziom inne dobre nowiny. Ich liczba jest trudna do określenia – 50? 200? Nieważna liczba, ważne jest to, że wszystkie one mają jedną cechę wspólną – mówią o Bożej miłości do każdego człowieka.

love awesome colors

Wszystkie są prawdziwie dobrymi nowinami. Jeżeli „dobra nowina”, którą słyszysz, zawiera w sobie elementy strachu, jeżeli opowiada o mściwym Bogu, który torturuje swoich przeciwników – nie ma ona nic wspólnego z żadnymi Ewangeliami, nawet tymi starotestamentalnymi.

„Ewangelie” w Biblii różnią się od siebie, bo często odnoszą się do bardzo konkretnych ludzi w bardzo konkretnym czasie, także świadomośc, kto pisał, do kogo, kiedy i po co, jest istotna, abyśmy potrafili czytać Biblię ze zrozumieniem. Niektóre przekazy odnoszą się bezpośrednio do nas, a niektóre nie; niektóre obowiązywały tylko do jakiegoś momentu w czasie, inne – po nim. Bóg dał nam rozum i nigdy nie mówił, aby go nie używać, czytając Biblię. Dobra restauracja może mieć sto potraw i wszystkie z nich są wspaniałe – ale gdy weźniemy kawałeczek każdej z nich i położymy je na jednym talerzu, nie otrzymamy smacznego dania, a coś o wyglądzie równie apetycznym, co śmietnik. Podobnie Biblia – jest cała pożyteczna, ale wyrywając na ślepo wersety i starając się je bez namysłu stosować do siebie otrzymamy tylko sprzeczności i konflikty, którymi wypełnione są wszystkie systemy religijne.

Stary Testament? Nowy Testament?

bible

Temat, który zamierzam poruszyć, jest krótki, bardzo konkretny, bardzo powszechnie niezrozumiany ale jednocześnie bardzo istotny do poprawnego rozumienia Biblii.
Biblia – kilkadziesiąt ksiąg spisywanych przez dwa tysiące lat – podzielona jest na dwie części – Stary Testament i Nowy Testament.

Co to oznacza?

Najzabawniejsi dyletanci głoszą, iż Stary Testament skierowany jest do Żydów (tak naprawdę powinienem jednocześnie zacząć ten wyraz dużą literą jak i małą – gdyż chodzi zarówno o religię jak i narodowość – ale nie wiem, jak to zrobić, więc aby nikt się nie obraził, użyłem dużej), a Nowy Testament dla chrześcijan. Istnieją nawet denominacje (choć nieliczne, i głównie sytuacja ta ma miejsce w krajach arabskich), które zupełnie odrzucają Stary Testament jako bądź to nieaktualny – przedawniony – bądź też twierdzą, iż nigdy nie był natchniony (marcjonizm), niemniej to sytuacje marginalne.

Większość chrześcijan uważa (tak przynajmniej głoszą główne teologie protestanckie i katolickie), że zarówno Stary jak i Nowy Testament są natchnione i pożyteczne dla chrześcijan. Zabawne jest jednak to, że każdy rozumie to inaczej.
Weźmy przykładowo przykazanie o przestrzeganiu szabatu. Oryginalnie brzmi ono tak:

Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. (Wj 20:9-10)

Biblia nazywa niedzielę pierwszym dniem tygodnia, zatem siódmy jest sobotą. I to jedyny szczegół, w którym członkowie wszystkich wyznań się zgadzają. Członkowie kilku denominacji – m.in. Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego – wciąż starają się go dosłownie przestrzegać. Żydzi, oczywiście, też.

menorah
Niektórzy głoszą, że fakt, iż Chrystus zmartchwychwstał w niedzielę, jest dla nas znakiem, iż powinno się święcić właśnie niedzielę. Zależność przyczynowo-skutkowa jest tutaj poza moimi możliwościami poznawczymi. Kościół rzymksokatolicki zaś mówi, iż ma autorytet dokonać zmiany święcenia niedzieli zamiast soboty. No i wreszcie sporo chrześcijań mówi, iż jest to przykazanie Starego Testamentu, i wobec tego – nieaktualne.
Te wszystkie wymienione opinie są łatwe do obalenia. Przykazania Zakonu Mojżesza stanowią całość i albo się je przestrzega, albo nie. Jakiekolwiek zmiany, udoskonalenia, wybiórczość, oznaczają jego nieprzestrzeganie (Jk 2:10). Ale to nie ma i tak dla nas żadnego znaczenia, bo zakon został dany wyłącznie Izraelowi, i wyłącznie na określony czas. I czas ten już minął. Więcej znajdziesz tu.

Gdzie zatem leży prawda?

Pozwolę sobie na trzy niesamowicie szalone twierdzenia:

1. Pierwsza księga Starego Testamentu nie należy do Starego Testamentu.
2. Pierwsza księga Nowego Testamentu nie należy do Nowego Testamentu.
3. Ani Stary, ani Nowy Testament nie są dla chrześcijan.
Nie musisz się ze mną zgadzać. Ja nigdzie się nie upieram, że w ogóle mam rację w czymkolwiek. Proponuję tylko – przeczytaj, co mam na ten temat do powiedzenia, zastanów się, i nie uważaj za argumentu tego, że znaczna większość ludzi w coś wierzy. Większość w pewnych dziedzinach z reguły nie ma racji.

Co oznacza wyraz „testament”? Nie ma nic wspólnego z ostatnią wolą – testament spisany na łożu śmierci i testament biblijny to tylko homonimy bez związku znaczeniowego.

Pochodzi z łaciny – łaciński wyraz testamentum oznacza przymierze. Czyli Biblia podzielona jest na Stare i Nowe Przymierze. A przymierze to układ między co najmniej dwiema stronami, gdzie określone są warunki (choć nie zawsze) i obietnice, które się wypełnią w przypadku spełnienia warunków (lub spełnią się bezwarunkowo).

W dzisiejszym języku Stary i Nowy Testament rozumiane są po prostu jako część Biblii,  i w tym sensie, oczywiście, powyższe trzy punkty są nieprawdziwe, jednak dla potrzeb lepszego zrozumienia zagadnienia, postarajmy się teraz rozróżniać Stary Testament jako część Biblii i Stary Testament jako Stare Przymierze.

Co to jest dokładnie Stare Przymierze?

Przymierzy w Biblii jest kilka:
Przymierze z Adamem (Rdz 1:26-30; 2:16-17; 3:15-19) – Bóg określa ludzką odpowiedzialność za grzech, zapowiada ciężkie życie, ale i zapowiada przyszłe rozwiązanie problemu
Przymierze z Noem (Rdz 9:8-17) – przymierze bezwarunkowe. Bóg obiecuje, że już nigdy więcej nie zniszczy ziemi powodzią.
Przymierze z Abrahamem (Rdz 12:1-3, 6-7; 13:14-17; 15; 17:1-14; 22:15-18) – również przymierze bezwarunkowe. Bóg obiecuje Abrahamowi, że jego potomkowie zostaną wielkim narodem, któremu Bóg będzie wyjątkowo błogosławił i który posiądzie wytyczone ziemie,  a imię Abrahama będzie rozsławione.
Przymierze z Mojżeszem (m.in. Pwt 11) – przymierze warunkowe. Bóg daje człowiekowi Prawo i obiecuje błogosławieństwo – dobrobyt i wolność od nieprzyjaciół – jeśli człowiek będzie go przestrzegał. Jeśli człowiek Prawo to zlekceważy, Bóg zapowiada rozbicie narodu Izraela i niewolę.
Przymierze Palestyńskie (Pwt 30:1-10) – obietnica warunkowa; jeśli Izrael po okresie nieposłuszeństwa wróci do przestrzegania Prawa, Bóg zbierze go na obiecane ziemie i sprawi, iż posłuszeństwo Bogu stanie się doskonałe.
Przymierze z Dawidem (2 Sm 7:8-16) – Bóg obiecuje Dawidowi powodzenie i trwałość jego królestwa oraz narodzenie potomka, od którego Bóg nie cofnie błogosławieństwa.
Nowe Przymierze – termin ten pojawia się po raz pierwszy w Księdze Jeremiasza:

Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy zawrę z domem Izraela i z domem judzkim nowe przymierze. (Jer 31:31)

Używa go również Jezus przy ostatniej przed ukrzyżowaniem wieczerzy z uczniami:
Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc:

Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. (Łk 22:20)

Niektóre z tych przymierzy są uzupełnieniem innych – czy można zatem odpowiedzieć, które przymierze jest „Starym Przymierzem”? Można – jest nim przymierze z Mojżeszem.

commandments1

W trzecim rozdziale 2 Listu do Koryntian Paweł pisze, że staliśmy się sługami Nowego Przymierza, i przeciwstawia mu stare, zapisane „literami w kamieniu”:

On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia. Lecz jeśli posługiwanie śmierci, utrwalone literami w kamieniu, dokonywało się w chwale, tak iż synowie Izraela nie mogli spoglądać na oblicze Mojżesza z powodu jasności jego oblicza, która miała przeminąć, (2 Kor 3:6-7)

Sprawdźmy teraz, w którym momencie historycznym rozpoczyna się Stare Przymierze (Testament), w którym – Nowe, i dokładnie z kim Bóg je zawierał.

Stare Przymierze rozpoczyna się wraz z nadaniem Prawa Mojżeszowi, i opis tego zaczyna się w rozdziale 20. Księgi Wyjścia. Zatem poprzednie 19 rozdziałów tej Księgi, jak również wszystkie wydarzenia opisane w Księdze Rodzaju nie należą do Starego Przymierza – czyli Starego Testamentu.

A kiedy zaczyna się Nowe Przymierze? Tutaj zdania są podzielone, jednak rozbieżność nie jest duża. Jedni uważają, że Jezus ustanawia je w czasie Ostatniej Wieczerzy, inni mówią, że je wtedy tylko zapowiada, a zawarte ono zostaje w momencie śmierci Jezusa. Istnieją też nieliczne nurty teologiczne które mówią, że Nowe Przymierze zaczyna obowiązywać dopiero po wypełnieniu proroct o zniszczeniu Jerozolimy, to jest w roku 70. W każdym razie niewątpliwie nie stało się to nie wcześniej, niż podczas Ostatniej Wieczerzy.

Czyli rzeczywiście ani pierwsza księga Biblii nie należy do Starego Testamentu, ani też pierwsza księga Nowego Testamentu (jako części Biblii) – Ewangelia Mateusza – a przynajmniej znaczna jej większość – z wyjątkiem dwóch ostatnich rozdziałów – nie należy do Nowego Testamentu (w rozumieniu przymierza).

I jeszcze jedno – z kim Nowy i Stary Testament został zawarty? Paweł podsumowuje to krótko w Liście do Rzymian 9:4 – wszystkie przymierza zostały zawarte z Izraelem. O ile raczej nikt nie ma wątpliwości co do Starego Przymierza, to może wydawać się dziwne, że i Nowe Przymierze zostało zawarte z Izraelem. Popatrz jednak:

Lecz On [Jezus] odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. (Mt 15:24)

Czy wiesz o tym, że dopiero kilka lat po śmierci Jezusa oferta zbawienia zaczęła być kierowana do ludzi spoza Izraela?

Bóg wybrał Izrael i zawierał z nimi na przestrzeni historii różne przymierza, jednak przymierza nie były, jak na ogół ma to miejsce w przypadku ludzi, charakter eksluzywny („wybieram cię, aby nie wybrać kogoś innego”) ale inkluzywny („wybieram cię, a poprzez ten wybór wszyscy, którzy do ciebie dołączą, będą również wybrani”).

Obrazując to w prosty sposób – mogę porównać tę sytuację do nauczycielki, która ma torebkę cukierków, i zamiast podchodzić do każdego z uczniów osobno, wybiera jednego, i daje mu tę torebkę, aby rozdał cukierki pozostałym.
Zapowiada to już Izajasz:

Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. (Iz 49:6)

Apostoł Paweł zaś wyjaśnia to ostatecznie w Liście do Rzymian w rozdziałach 9-11. Najkrócej ujmuje to Jezus:

Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. (J 4:22)

Boży wybór Izraela nie oznacza „wybieram Izraela i nikt inny nie będzie zbawiony” ale „wybieram Izraela, aby przez niego wszystkie inne narody były zbawione”. Izrael jest, owszem, pierwszy, ale po to, aby być posłańcem dobrej nowiny.
Zatem skoro i Stare i Nowe Przymierze zostało zawarte z Izraelem, nie zostało zawarte z chrześcijanami! I tutaj kończę dowodzenie „trzech niesamowicie szalonych twierdzeń”. Wszystkie punkty okazały się prawdziwe.

Świadomość tych wszystkich faktów jest szalenie istotna i absolutnie niezbędna do poprawnego rozumienia Biblii! Znaczna większość tego, co mówił Jezus, kierowana była tylko do Izraela, natomiast religia dzisiaj każde słowo odnosi do chrześcijan. Co za bzdura! Niemal wszystkie Kościoły popełniają ten błąd (o ile nie wszystkie) i jakoś nikomu nie przeszkadza, iż wielu słów Jezusa nie da się w żaden sensowny sposób odnieść do ludzi żyjących dzisiaj!

jesus-heals-a-blind-man
Jezus nie przyszedł na ziemię w bezpośredni sposób dla mnie i ciebie, tylko dla Żydów, ale po prostu takie jest działanie Boga na przestrzeni historii – wybiera poszczególne narody, poszczególnych ludzi, i tylko im komunikuje swoje przesłanie, zostawiając im misję niesienia Dobrej Nowiny dla innych. To prawda, Izraelowi powierzone zostały tajemnice – wszystkie z wyjątkiem jednej – ale za to właśnie ta ostatnia tajemnica jest najbardziej radosna! I jest skierowana do nas – do pogan!

Jego sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa: mam wypełnić /posłannictwo głoszenia/ słowa Bożego.  Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym, którym Bóg zechciał oznajmić, jak wielkie jest bogactwo chwały tej tajemnicy pośród pogan. (Kol 1:25-27a)

Jakuba 2 – Czy wiara bez uczynków może zbawić?

Człowiek ma zadziwiającą umiejętność bycia ślepym i głuchym na nauki, które sam głosi.

Jedną z pierwszych podstaw teologii biblijnej, które poznaje każdy adept teologii, jest zasada kontekstowości. Biblia nie jest stosem niczym nie powiązanych zdań i zawsze każdy fragment należy rozpatrywać w kontekście. Zarówno w kontekście bezpośrednim – czyli kilka, kilkanaście zdań przed i po rozważanym tekście, oraz w kontekście pośrednim – czyli w harmonii z resztą Biblii.

Oderwijmy się na chwilę od teologii 🙂 Przeczytaj, proszę, poniższy tekst.

zupa_ogorkowa

Wczoraj nabrałem ochoty na zupę ogórkową, pojechałem więc do sklepu. Kupiłem kiszone ogórki i jakieś mięso. Wróciłem do domu, wstawiłem wodę w największym garnku, jaki mam, zagotowałem, wrzuciłem mięso. Gotowałem je tak z godzinę i 20 minut. Nie wiem, jak to się stało, ale zgubiłem gdzieś ogórki. Niestety, musiałem wsiąść w samochód i jechać ponownie do sklepu.

Nic ciekawego, prawda?

Wyobraź sobie teraz, iż pan Iksiński pokazuje Ci powyższy tekst i usiłuje wmówić, iż jest on o czymś zupełnie innym, niż gotowanie zupy. Że jest on o silnikach okrętowych.

Wniosek pana Iksińskiego po przeczytaniu powyższego tekstu jest następujący:

Moce największych spalinowych silników okrętowych sięgają 80 megawatów.

ship engine

Pytasz go, jak doszedł do od zupy ogórkowej do silników okrętowych, a on na to: –
No, co  w tym dziwnego? W tekście występuje wyraz „największy”, Narrator poza tym wsiadł w samochód, który ma silnik. No i godzina 20 minut – nie rozumiesz? Godzina = 60 minut. 60 + 20 = 80. Kojarzysz z 80 megawatami?

Taki poziom argumentacji odpowiada niestety poziomowi większości współczesnej teologii. Teologowie przyzwyczaili się do wielu tradycyjnych interpretacji i powtarzają je z uporem godnym lepszej sprawy, absolutnie ignorując kontekst!

Apeluję w tej chwili do ciebie – pokaż mi werset w Biblii, który Cię niepokoi. Pokaż, które słowa sprawiają, że boisz się Boga, boisz się kary, boisz się Jego gniewu, a ja bez żadnego problemu wykażę, że ten fragment rozumiany w taki sposób, w jaki go rozumiesz dzisiaj, ma tyle wspólnego z Biblią, co zupa ogórkowa z silnikami okrętowymi.

Czytanie akapitami

Gdy dzisiaj słyszymy wyraz ‚list’, mamy na ogół na myśli e-mail. Emaile często bywają bezładne, podobne do mowy potocznej. W mowie potocznej zdarza nam się nagle coś wtrącić, bo właśnie przyszło nam to do głowy, ale w przypadku listu tradycyjnego coś takiego nie pojawia się prawie nigdy, bo chcemy być dobrze zrozumiani; a jeśli już wtrącamy coś na inny temat niż kontekst, wyraźnie to zaznaczamy. Staramy się i bardzo uważamy, bo ani nie mamy ochoty wysyłać pokreślonych kartek, ani nie uśmiecha nam się przepisywać wszystkiego od nowa. Dzisiaj co prawda koszt nowej kartki papieru już raczej nie jest zauważalny (chyba że korzystamy z jakiejś nieziemsko snobistycznej papeterii), nie wolno nam jednak zapominać, iż w czasach pisania Listów koszt zarówno papirusu jak i pergaminu był znaczący.

Z tego to powodu teologia uczy tzw. czytania akapitami i w pierwszym rzędzie odnosi tę zasadę do Listów Apostolskich. (niektórzy teologowie stotują ją wyłącznie do nich). Zasada ta mówi, że nie wolno formułować żadnego wniosku na podstawie żadnego wersetu z Listów, jeżeli akapit, w którym występuje, jest na inny temat. Jeżeli przykładowo Paweł pisze w danym akapicie o odwiedzinach w Rzymie, nie wolno na podstawie żadnego wersetu z tego akapitu formułować żadnych innych nauk, na przykład o zbawieniu, o zasadach życia we wspólnocie i tak dalej.

Innymi słowy – jeden akapit = jedna nauka. Nie więcej.

paragraph

Zasada czytania akapitami opiera się na dwóch faktach:

1) Wstawianie zdań wyrwanych z kontekstu jest wysoce nieprawdopodobne (o czym mówi powyższa argumentacja)
2) Bariery językowe i kulturowe po 2000 latach są na tyle poważne, iż nawet gdyby Listy zawierały jakieś wyrwane z kontekstu wyrażenia, bezdyskusyjne odczytanie ich byłoby niemożliwe.

W praktyce zasadę tę stosujemy następująco – jeżeli chcemy się dowiedzieć, co któryś z Apostołów pisał  o małżeństwie, szukamy całego akapitu na ten temat. Ignorujemy wszystkie pojedyncze wersety, które – jak nam się wydają – mogą coś dodać do tematu.

Poprzez akapit raczej nie rozumiem drukowanego akapitu, który mamy w naszym wydaniu Biblii, ale logiczną część Listu; chociaż już lepiej uważać na te drukowane niż na żadne.

Wróćmy do tytułowego 2. rozdziału Listu Jakuba.

Przez wiele lat wierzyłem, że jest to jeden z najtrudniejszych fragmentów Biblii. Nie wymyśliłem tego sam; powtarzałem to po sporej licznie teologów. Sam Luter nie rozumiał, o co Jakubowi chodziło, nazwał ten List „słomianą wiarą” i stwierdził, że w ogóle nie powinien być w kanonie Nowego Testamentu.

martinluter

Część współczesnych liberalnych teologów uważa, że w pierwszym wieku istniały dwa nurty chrześcijaństwa, pierwszy z nich – reprezentowany przez apostoła Pawła, twierdził, iż człowiek bywa „zbawiony” – potocznie „idzie do nieba” {{1}} [[1]] używam cudzysłowia w obu wyrażeniach, bo oba są używane na ogół w sposób nieprecyzyjny i daleki od generalnego przesłania Biblii [[1]] na podstawie samej wiary. Drugi nurt – reprezentowy m.in. przez Jakuba – miał głosić, że do „zbawienia” potrzebne są zarówno wiara, jak i uczynki.

No i jak się nie zgodzić, jeśli zobaczymy obok siebie te dwie wypowiedzi – Pawła i Jakuba?

 Uważamy bowiem, że człowiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę, niezależnie od uczynków zakonu. (Rzymian 3:28)

Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary. (Jakuba 2:24)

Czy rzeczywiście Jakub i Paweł się ze sobą… kłócą?

klotnia

Jeśli tak, to całą teologię biblijną możemy uznać za nic nie wartą. Jeżeli Biblia zawiera jedynie luźne pomysły różnych ludzi, i nie ma w tym wszystkim natchnienia Bożego… to nie ma sposobu sprawdzić, które z tych poglądów są prawdziwe, które nie. Pozostaje nam zostać agnostykami.

Jeśli Bóg natomiast nie chciał, abyśmy zostali agnostykami, musiał przy Biblii czuwać, aby doktryna nie została znieszktałcona. Wierzę zatem, iż Biblia jest całkowicie spójna. Jakub zatem nie może przeczyć Pawłowi.

Rozwiązaniem tego „arcytrudnego tekstu” (który wcale trudny nie jest) jest zastosowanie zasady kontekstowości, o której wyżej wspomniałem. Zasada ta pozwoliłaby mi zrozumieć 2. rozdział Listu Jakuba pewnie ze 20 lat wcześniej.

Tradycyjne tłumaczenie omawianego rozdziału wnioskuje, iż Jakub przestrzega wiernych, iż każdy, w którego życiu nie widać konkretnych owoców nawrócenia, zbawiony nie jest, i czeka go wieczne potępienie.

Jaki jednak w tym sens, jeśli nigdzie nikt wyraźnie nie określa, jakie te owoce mają być? Wszystkie Kościoły głoszą, iż każdy człowiek jest daleki od doskonałości i wciąż grzeszy, a granica grzeszenia zbawionego człowieka i niezbawionego człowieka jest inna gdzie nie popatrzysz. W Polsce wielu chrześcijan uważa ludzi palących papierosy za niezbawionych. Trzeba było zobaczyć miny członków jednego kościoła baptystycznego, gdy zaproszeni baptyści z Irlandii po nabożeństwie odpalali jeden od drugiego!

Koniec końcem nikt do końca nie wie, czy jest zbawiony czy nie, a religia na tym ubija świetny interes, bo gdy wierni żyją w strachu, kasa kościelna pusta raczej nie będzie.

Jak religia tłumaczy drugi rozdział Listu Jakuba?

Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? (Jakuba 2:14)

Tłumaczenie religii: Jakub rozpoczyna udowadnianie, że na podstawie samej wiary nikt nie może być zbawiony.

Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą. (Jakuba 2:19)

Tłumaczenie religii: Nawet diabeł ma wiarę w Boga, a mimo wszystko zbawiony nie będzie.

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? (Jakuba 2:21)

Abraham poszedłby do piekła, gdyby Izaaka nie ofiarował? Wprawdzie nie słyszałem nigdy, by ktoś tak to ujął, niemniej takie są implikacje religijnego rozumienia omawianego rozdziału.

 Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary. (Jakuba 2:24)

Tłumaczenie religii: Sama wiara bez uczynków prowadzi człowieka do otchłani piekielnych.

Sam się sobie dziwię, że kiedyś bez większych zastrzeżeń akceptowałem taką interpretację tego tekstu. Trzeba mieć naprawdę grubą zasłonę na oczach, aby takie idiotyzmy akceptować.

Pomyśl przez chwilę – Abraham został usprawiedliwiony na podstawie wiary…

Wtedy uwierzył Panu, a On poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. (Rdz 15:6)

I po około 20 latach wykazał, że jego wiara owocuje uczynkami…

I rzekł: Weź syna swego, jedynaka swego, Izaaka, którego miłujesz, i udaj się do kraju Moria, i złóż go tam w ofierze całopalnej na jednej z gór, o której ci powiem. (Rdz 22:2)

Jeśli zatem martwisz się, iż twoja wiara nie ma wystarczających uczynków do tego, by cię zbawić, nie martw się – Abraham wykonał jeden uczynek po 20 latach, i to wystarczyło 🙂 Jeszcze śmieszniejsze jest rozpatrywanie w kontekście życia wiecznego przykładu Rachab. Prostytutka, która ukryła dwóch wywiadowców, a później kłamała na ten temat? Zaiste, uczynki wykazujące niezbicie, iż jesteśmy zbawionymi dziećmi Bożymi!!

Popatrzmy też jeszcze raz na 2:19 – jest tam dwukrotnie użyty czasownik „wierzyć”  – ale czy ta wiara ma cokolwiek wspólnego z życiem wiecznym? „Ty wierzysz, że Bóg jest jeden” – czy ktokolwiek głosi, że aby zostać zbawionym trzeba tylko wierzyć, że jest jeden Bóg? Nie! Widzę tu jedynie odniesienie do głównego wyznania wiary Izraela: „Słuchaj, Izraelu! Pan jest Bogiem naszym, Pan jedynie!” (Pwt 6:4). Wyznania, którym szczycił się każdy żyd. Jakub pokazuje, iż sam fakt wiary w Boga nie jest powodem do chluby, a bliźnim naszym nie przynosi żadnej korzyści.

O czym w ogóle Jakub pisze w drugim rozdziale tego Listu?

 Bracia moi, nie czyńcie różnicy między osobami przy wyznawaniu wiary w Jezusa Chrystusa, naszego Pana chwały. Bo gdyby na wasze zgromadzenie przyszedł człowiek ze złotymi pierścieniami na palcach i we wspaniałej szacie, a przyszedłby też ubogi w nędznej szacie, a wy zwrócilibyście oczy na tego, który nosi wspaniałą szatę i powiedzielibyście: Ty usiądź tu wygodnie, a ubogiemu powiedzielibyście: Ty stań sobie tam lub usiądź u podnóżka mego, to czyż nie uczyniliście różnicy między sobą i nie staliście się sędziami, którzy fałszywie rozumują? (Jakuba 2:1-4)

Nie czyńcie różnicy między osobami” – czytałem kilka prześmiesznych wypocin teologicznych, gdzie autorzy byli przekonani, iż w tym zwrocie Jakub przestrzega, aby nie oddawać jednej osobie „Trójcy Świętej” większej czci niż innej, ale teraz nie czas na nielogiczne i wyrwane z kontekstu tłumaczenia, a te… normalne.

Nie trzeba być geniuszem, by potrafić przeczytać, o czym Jakub tutaj pisze. Pisze o stronniczym traktowaniu ludzi z uwagi na wielkość ich majątku. Jakże aktualny to temat dzisiaj! Daj księdzu czy pastorowi odpowiednią „ofiarę”, a twoje imię wyryje złotymi literkami przy wejściu. Niejeden ksiądz odmówi pochówku na kościelnym cmentarzu kogoś, kto nie chodził do kościoła, ale daj 10 tysięcy na ofiarę, to zmieni zdanie. Pieniądze rządziły i żądzą światem. Gdy nimi rzucasz traktują cię lepiej, i leczą szybciej, i modlą się więcej, a przy załatwianiu spraw – twoja będzie załatwiona poza kolejnością.

milosc_pieniedzy

Jakub używa mocnych słów i argumentuje ten sam temat na kilka sposobów, pokazując, jak istotna jest to sprawa.

– Wykazuje, iż Bóg wybrał przede wszystkich biednych w oczach tego świata (2;5)

– Odnosi się do doświadczeń adresatów – przecież ucisk, jakiego zwykli ludzie doświadczają, na ogół pochodzi od bogatych (2:6-7)

– Odnosi się do zakonu (Jakub pisze do wierzących w Chrystusa żydów – popatrz na rozpoczynające List słowa – dla których zakon jest wciąż ważnym odniesieniem i częścią kultury) (2:9-12)

– Dalej podaje kilka logicznych argumentów potępiających pogląd, iż sama wiara wystarczy, aby wszyscy żyli szczęśliwie. (2:9-15nn).

W kontekście jest tylko i wyłącznie stronniczość odbiorców listu! I tylko nasze obecne, ziemskie życie! Jakub w ogóle nie odnosi się do życia wiecznego – bądź wiecznego potępienia – strofuje adresatów tak samo, jak i my strofujemy nasze dzieci, kiedy coś nabroją – ale tak samo jak i my dzieci piekłem nie straszymy {{2}} [[2]] a jeśli straszymy, to powinniśmy szukać pomocy psychiatry[[2]] tak samo i on! Jeszcze raz popatrz, o jakiej wierze mówi Jakub – „że Bóg jest jeden” – pod tymi przecież i współcześni żydzi moga się podpisać, i nawet muzułmanie!

Wiem, że używanie przez Jakuba czasownika „usprawiedliwić” wydać się może dziwnie, gdyż termin ten głównie odnosi się do relacji między człowiekiem i Bogiem, podczas gdy cały akapit opisuje jedynie relacje między ludźmi, ale zapewne używa tu pewnej skomplikowanej stylistyki którą dzisiaj trudno odczytać. Żeby było jeszcze ciekawiej, popatrz, co pisze Paweł:

Bo jeśli Abraham z uczynków został usprawiedliwiony, ma się z czego chlubić, ale nie przed Bogiem. (Rz 4:2)

Czy Paweł pisze o dwóch rodzajach usprawiedliwienia – jedno przed Bogiem, drugie przed ludźmi? Czy do tego drugiego rodzaju odnosi się Jakub?

Ciekawe pytania! Wychodzą jednak poza temat tego artykułu.

Przestań wierzyć religii! Jakub nigdzie w swoim liście nie zajmuje się w ogóle tematem życia wiecznego, nawet nie wspomina ani słowem nic na ten temat. Zajmuje się tylko i wyłącznie tematem zachowania, które przystoi chrześcijanom. Jakakolwiek wstawka na temat życia wiecznego, zbawienia lub jego braku, byłaby w tym liście dziwna, gdyż nie pasowałaby do całej tematyki. Spróbuj przeczytać cały List do Jakuba za jednym razem, wyobrażając sobie, że czytasz go pierwszy raz. Nie odnoś groźnie brzmiących słów do „życia po śmierci”, jeżeli nie jest jasno powiedziane, że chodzi o to – skup się na tym, na czym skupia się Jakub – na naszym życiu tu i teraz!

 

Przykazania – dla kogo i dlaczego?

Zastanów się przez chwilę nad pytaniem – czym się różni chrześcijanin od człowieka niewierzącego?

(Zastanawiasz się. Chwilę. Nie czytasz dalej. Dlaczego czytasz dalej? Nie oszukuj, proszę, przerwij czytanie i zastanów się. Na chwilę!)

Uważne przeczytanie powyższego pytania może doprowadzić do następującego wniosku – chrześcijanin to ktoś, kto wierzy. W końcu przeciwstawiony jest w nim komuś nie-wierzącemu.

W co wierzy? Większość zapewne się zgodzi, że lepiej spytać – w kogo wierzy? Oczywiście, w Jezusa.

Chrześcijanami zatem jest mnóstwo ludzi. Katolicy, protestanci, mormoni, świadkowie Jehowy, a nawet i muzułmanie, bo i oni wierzą w istnienie Jezusa, choć nie uważają Go za proroka ważniejszego od pozostałych.

I tutaj mogę wkleić kilka trylionów stron o tym, jak poszczególne grupy ludzi wymyślają swoje definicje chrześcijaństwa, jak definicje te zmieniają się w czasie, jak grupy te się dzielą (na ogół), łączą między sobą (hmm… w tej chwili nie potrafię przypomnieć sobie takiego wydarzenia),czasem nawet walczą ze sobą i wzajemnie mordują. Tak naprawdę na przestrzeni wieków działo się to o wiele częściej, niż czasem, i dzieje się do dzisiaj.

Czy zatem możliwe jest w ogóle stwierdzenie, czym wyróżniają się chrześcijanie?

Albo – jak odróżnić chrześcijan prawdziwych od udających?

Kiedyś chciałem bardzo, by każdy chrześcijanin miał jakiś cudowny znak wyróżniający od innych – może nie aureolkę jak ze starych obrazów (spać by się przy tej światłości nie dało, choć w zamian za to jakie oszczędności w rachunkach za prąd!), ale może jakiś drobny znak na czole, albo umiejętność robienia jakiegoś drugorzędnego cudu?

To było kiedyś, dzisiaj myślę, że i to by nic nie dało. Zapewne znowu byśmy się podzielili kłócąc, czy na pewno każdy znak jest tego samego rodzaju… albo w ogóle, czy dobrze jest go mieć, czy lepiej nie mieć. I dalej by nie wiadomo było, kto jest prawdziwym chrześcijaninem.

Część chrześcijan robi spis doktryn, po zaliczeniu których, mogą kogoś nazwać chrześcijanem. Wiarę w bóstwo Jezusa, w Trójcę, w nieomylność Biblii, w nieomylność danego Kościoła, w powtórne przyjście Jezusa… ilość tych wierzeń i różne ich zestawienia mogą przyprawić o ból głowy. To, czego wyznawanie dla jednych „chrześcijan” jest dowodem wiary, dla innych jest dowodem jej braku.

Jest jednak jeden problem z doktrynami – stosunkowo łatwo jest w nie uwierzyć. Jeszcze łatwiej powiedzieć, że się wierzy. Wyobraź sobie, że należysz do Kościoła, który za warunek zbawienia uznaje wiarę w to, że Mojżesz był łysy. Niszczysz rytualnie wszystkie dostępne ci rysunki Mojżesza z bujną czupryną (czyż nie jest ciekawe, na marginesie, że Mojżesz rysowany jest z taką czupryną chyba zawsze, chociaż historia twierdzi, że długie włosy u płci brzydszej – choć silniejszej – były wówczas raczej wyjątkiem? Identycznie zresztą ma się sprawa z Jezusem).

commandments3

Kontynuując tę historię, Kościół twój organizuje misje do różnych krajów, by nawracać ludzi na łysego Mojżesza. Kiedy spotykacie kogoś, pytacie się go – czy wierzysz, że Mojżesz był łysy? I jeśli mówi on, że nie, przekonujecie go aż do skutku (albo aż wam ucieknie), i – jeżeli się uda – zaznaczacie w notesiku „kolejna uratowana dusza” i idziecie dalej.

A teraz wyobraź sobie, że spotykasz jakiegoś wesołego Wacka blisko budki z piwem. Zaczynasz temat, a Wacek – z uwagi na wyśmienity humor – łaskawie cię słucha. W końcu jednak zaczynasz go nudzić i Wacek pyta:

– Czy to znaczy, że jeśli uwierzę w łysego Mojżesza, będe zbawiony?
– No, tak – odpowiadasz.
– No to wierzę, i spływaj już stąd – mówi Wacek.

No i tak naprawdę, jedyne, co możesz zrobić, to… spłynąć. Nie masz możliwości weryfikacji, czy Wacek rzeczywiście wierzy. Nie możesz temu zaprzeczyć, wystarczy, że mówi, że wierzy. Sfrustrowany odchodzisz, myśląc, że Wacek jednak w cichości serca wyznaje długie włosy Mojżesza, a ty nic z tym nie możesz zrobić.

I podobnie sfrustrowana jest religia. Nie mogąc zweryfikować wiary swoich wiernych, a jednocześnie musząc ich kontrolować, stworzyła straszną rzecz – PRZYKAZANIA.

commandments1

Czekaj, czekaj – powiesz – przecież przykazania stworzył Bóg, czyż nie?

Bóg stworzył też cyjanek potasu. To, że Bóg coś stworzył, jeszcze nie oznacza, że masz to bezmyślnie używać. Bezmyślnie – podkreślam – nie oznacza, że wcale. Cyjanek potasu, oprócz bycia bardzo silną trucizną, jest nieocenioną pomoca przy wydobywaniu złota.

Popatrzmy na temat przykazań w Biblii.

Spisane przykazania pojawiają się dopiero za czasów Mojżesza („dopiero”, bo co najmniej dwa i pół tysiąca lat po Adamie), co nie oznacza, że wcześniej na ziemi panowało totalne bezprawie. W szóstym rozdziale Księgi Rodzaju znajdziemy początek historii Noego i potopu; potop był karą za grzech, lecz jak Bóg mógłby sądzić ludzi za ich grzech, jeśliby wcześniej nie określił, czym grzech jest? Ludzie więc musieli mieć dane jakieś przykazania, jednak ponieważ Biblia nie wspomina o szczegółach, nie będę spekulować. Adam i Ewa mieli też zresztą przykazane, co mają robić, i czego nie mają; a skoro Bóg rozmawiał z Kainem o dobrym i złym postępowaniu, znaczy się, że i Kain jakieś zasady miał dane.

Pierwsze przykazania, które jasno nazwane są w Biblii przykazaniami, to prawo dane Mojżeszowi (inaczej: zakon mojżeszowy). Dane one zostały Izraelowi w XV wieku pne, i stanowiły część Przymierza. Przeczytaj początek 5. rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa (5 Mojżeszowej):

Mojżesz zwołał całego Izraela i rzekł do niego: Słuchaj, Izraelu, praw i przykazań, które ja dziś mówię do twych uszu, ucz się ich i dbaj o to, aby je wypełniać.  Pan, Bóg nasz, zawarł z nami przymierze na Horebie. Nie zawarł Pan tego przymierza z ojcami naszymi, lecz z nami, którzy tu dzisiaj wszyscy żyjemy. (5M 5:1-3)

Przymierza były wtedy bardzo powszechne we wszystkich kulturach, zawierane z innymi ludźmi, jak i również z pogańskimi bożkami. Przymierze z Izraelem nie jest też pierwszym przymierzem, które zawarł Bóg z ludźmi, wcześniej Biblia wspomina na przykłąd o przymierzach z Noem (1M 9:1-17) lub z Abrahamem (1M 17:1-22). Jeśli przeczytacie w Biblii te fragmenty, zobaczycie istotę przymierze – to zobowiązanie jest zawsze dwustronne. Bóg wymaga coś od ludzi ale Bóg i coś ludziom za to obiecuje, przy czym poszczególne przymierza bardzo różnią się od siebie. W przymierzu z Abrahamem widzimy na przykład wielki nacisk na obietnice – Bóg je wymienia, nie stawiając żadnych warunków – dopiero później wspomina o kilku drobnych szczegółach – w tym i o obrzezaniu. Przymierze za czasów Mojżesza natomiast skupia się na wymaganiach, które Bóg miał od Izraela, jednak obietnice też, bardzo konkretne, są w nim zawarte.

Ostatnie zdanie w wyżej cytowanym fragmencie z 5 Mojżeszowej pokazuje też jasno, że to przymierze jest jedyne w swoim rodzaju.

Bóg wymaga od Izraela przestrzegania prawa – i w zamian obiecuje mu m.in. szczególną pozycję wśród narodów, szczególną pomoc, dobrobyt itp. Ludzie zaś zobowiązują się do przestrzegania danych im przykazań.

Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym. (…)Wtedy cały lud jednogłośnie powiedział: Uczynimy wszystko, co Pan nakazał. (2M 19: 5-6a.8a).

Przymierze to jednak było tylko cieniem Nowego Przymierza:

Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach – wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem. (Jer 31:33)

Większość jest zdziwiona, gdy dowiaduje się, że Nowe Przymierze także zostało zawarte z Izraelem, a nie z całym światem. A czy wiesz, że przez ponad 3 lata od wniebowstąpienia Jezusa jedynymi chrześcijanami byli Żydzi, albo przynajmniej stanowili przygniatającą większość, jako że w Dz 10:45 dziwią się bardzo, że poganie również otrzymali dar Ducha Świętego, a w Dz 11:1nn wciąż dziwią się, że Piotr w ogóle przebywa z poganami. W poprzednim rozdziale Dziejów opisana jest natomiast (a w 11. powtórzona) wizja, którą Piotr otrzymał do Boga, w wyniku której Piotr nie uważał już za nieczyste ani żadne pokarmy, ani żadnych ludzi.  Czyż nie oznacza to coś bardzo wyjątkowego i niezwykle istotnego, że Bóg aż musiał posługiwać się szczególną wizją, i to powtarzaną trzykrotnie (zobacz Dz 10:9-16.11:5-10)? Zauważ też, że Jezus powtarzał wiele razy, że Jego misja jest przeznaczona wyłącznie dla Żydów (por. Mt 10:5-7.15:24).

Czy ja – poganin – mam zatem jakikolwiek udział w Nowym Przymierzu, jeśli zostało one zawarte wyłącznie z Izraelem?

Tak! Apostoł Paweł porównuje Izrael do szlachetnych gałęzi oliwnych, pogan zaś do dzikich, i proces dołączenia pogan do Przymierza porównuje do odcięcia gałęzi szlachetnej i wszczepienia dzikiej (por. Rz 11). Izrael z powodu niewiary został odcięty od Przymierza, jednak – jak też można wyczytać to z Rz 11 – nie zostało wypowiedziane w tym temacie jeszcze ostatnie słowo. W tej chwili nie liczy się, w jakim kraju się rodzimy. Paweł wielokrotnie zapewnia, że w Chrystusie pojednany jest ze sobą cały świat i wszyscy jesteśmy jednością:

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście jednością w Chrystusie Jezusie. (Gal 3:28)

Poza tym plan uczynienia wszystkich ludzi uczestnikami obietnic nie był dla Boga zaskoczeniem – już Izajasz pisał:

Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. (Iz 49:6b)

Podsumowując temat – istniały dwa przymierza, Stare i Nowe. Stare zawarte było między Bogiem i Izraelem, Nowe również, ale do Nowego dostęp otrzymali również poganie. Wszyscy ludzie.

Prawo – czyli dokładnie 613 różnych przykazań, zawartych od 2 do 5 Księgi Mojżeszowej, a zaczynających się od tych zwanych dzisiaj Dekalogiem, było jedynie częścią pierwszego Przymierza – tego starego.

Wniosek z tego taki, że prawo mnie, poganina, nie obowiązuje. Niezależnie od tego, w jakich czasach bym się nie urodził.

Nowy Testament nigdzie nie uczy pogan żadnych przykazań! Wręcz przeciwnie (por. Dz 15)! Jeżeli zapamiętasz choć tylko jedną rzecz z tego artykułu, będę szczęśliwy, jeśłi będzie to fakt, iż Dekalog nigdy nie obowiązywał pogan {{1}} [[1]]niektóre prawa obowiązywały również pogan,ale tylko tych, którzy chcieli mieszkać razem z ludem Izraela [[1]], i jeśli ktoś uczy cię inaczej, wynika to albo z jego słabej znajomości Biblii, albo złej woli.

A co, jeślibym był Żydem? Obecnie nie ma różnicy, bo Stare Przymierze przestało obowiązywać przy przyjściu Chrystusa:

Na cóż więc Prawo? Zostało ono dodane ze względu na wykroczenia aż do przyjścia Potomka, któremu udzielono obietnicy; przekazane zostało przez aniołów; podane przez pośrednika (…) Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, /który miał prowadzić/ ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy (Gal 3:19.23-25)

Prawo Mojżesza mnie nie obowiązuje!

Dekalog mnie nie obowiązuje!!!

Dzisiaj protestanci wojują z katolikami o prawdziwy wygląd Dekalogu. Protestanci mówią, że katolicy usunęli 2. przykazanie, a 10. rozdzielili na dwie części, by dalej było 10. Katolicy zaś zauważają, że w biblijnym Dekalogu jest więcej niż 10 nakazów/zakazów, i ich podział jest rzeczą umowną, a rozdzielenie „ani żadnej rzeczy która jego jest” od „żony bliźniego swego” podyktowana jest szacunkiem dla kobiet, gdyż umieszczenie jej razem z przedmiotami obniżałoby jej godność. Dobre!! No, i – zapomniałbym – Adwentyści Dnia Siódmego i inni sabatarianie nazywają resztę chrześcijan heretykami, bo sabat z Dekalogu zastąpili niedzielą.

Podobny sens mają kłótnie, czy w śniadaniu Marsjan przeważają węglowodany czy białko. DEKALOG JUŻ NIE OBOWIĄZUJE NIKOGO!

Czy nie chcesz wykrzyczeć w tej chwili pytania: to jak, teraż można zabijać, kraść, i w ogóle robić to, na co ma się ochotę?

Odpowiem Ci tak: pomyśl teraz o osobie, którą bardzo kochasz. Może o współmałżonku lub kandydacie na niego, o rodzicach, dzieciach, kimkolwiek.

Czy masz już w myślach tę konkretną osobę? Dobrze. Odpowiedz teraz na naprawdę proste pytanie:

Czy kiedykolwiek wsadziłeś lub wsadziłaś tej osobie palec w oko?

commandments4

Mam nadzieję, że Twoja odpowiedź brzmiała „nie”. Jeżeli było inaczej, proszę, wyobraź sobie drugą osobę, którą kochasz. Jeżeli wciąż odpowiedź brzmi „tak”, weź trzecią. Jeżeli wciąż mówisz „tak”, mam nadzieję, że przebywasz w tej chwili w jakimś zakładzie zamkniętym. Albo, że jesteś okulistą lub chirurgiem ocznym.

Nie włożyłeś? A dlaczego? Czy w Biblii jest przykazanie na ten temat? Nie ma.

Czy w szkole uczyli cię, by nie wsadzać nikomu palca w oko? Nie uczyli.

Czy w polskim prawodawstwie jest zakaz wsadzania palca w oko? Nie ma.

A wyobraź sobie, że poznajesz jakąś osobę. W momencie poznania osoba ta wyjmuje papier i mówi: musimy ustalić zasady naszej znajomości. Bez zasad nic nie będzie działało dobrze. Zasada pierwsza: nie będziesz mi wkładać palca w oko. Zasada druga – nie będziesz mi wkładać długopisa w oko…

Dosyć tej błazenady, nazwijmy rzeczy po imieniu – nie można oprzeć relacji z kimś na spisie rzeczy dozwolonych i zakazanych.  A Bóg chce relacji z nami. Jezus nazwał nas przyjaciółmi. W Biblii czytamy, jak Bóg okazywał wielokrotnie szaloną wręcz miłość ku ludziom, gorącą, pełną emocji.

Popatrz raz jeszcze na cytowany wyżej fragment z Jeremiasza 31:33 – „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. „ – nie oznacza to wcale, że nagle na pamięć będziemy znali 613 przykazań, bo oznaczać by to również musiało powrót do składania ofiar. Prawo jest całością, jeśli kiedykolwiek usłyszysz, że ktoś próbuje cię przekonać, iż prawo dzieli się na część obowiązującą do dziś i część już nieaktualną – uciekaj stamtąd, ta osoba nie ma pojęcia o Biblii. Zakon stanowi nierozerwalną całość, i oparty jest on na systemie ofiar. Nie ma podziału na Dekalog i pozostałe 603 przykazania, nie ma podziału na prawo moralne i ceremonialne, to tylko wymysły religii,  nie poparte w ogóle Biblią. Jeżeli ktoś chce przestrzegać prawa, musi przestrzegać też składania ofiar. Co gorsza, jeśli należy do płci pięknej inaczej, musi też się obrzezać, jeśli jeszcze tego nie uczynił.

Wpisanie prawa tego na naszym sercu natomiast oznacza co najmniej dwie istotne rzeczy: że nie będziemy meili wątpliwości, jakie te prawa są (popatrz tylko na kłótnie między denominacjami), i także, że będziemy je traktowali jako nasze prawa – bo serce to w końcu cząstka nas samych. Czyli, że nikt nie będzie ich kwestionował. Ktoś może zmusić nas do ślepego posłuszeństwa, ale nie powiemy wtedy, że jego prawa mamy w sercu. W sercu możemy mieć to, do czego serce te oryginalnie zostało przeznaczone.

Jakie zatem prawo Bóg wpisuje w „głębi naszego jestestwa” {{2}} [[2]]cokolwiek jestestwo ma oznaczać, ale to już chyba tylko tłumacze 1000-latki wiedzą[[2]]? NOWE prawo. Prawo miłości, prawo wolności. Kochaj i rób co chcesz! – słyszysz czasami i wydaje ci się to herezją? Popatrz co pisze Paweł w 1 Kor 6:12 – wszystko mi wolno! Zaraz jednak dodaje, że nie wszystko przynosi korzyść. Mogę iść do sklepu monopolowego, kupić piwo, i je wypić? Mogę. Mogę też kupić 10 litrów wódki i je wypić? Mogę. Rozum jednak podpowiada mi, że ta druga rzecz będzie dokładnie odwrotna do „przynoszącej korzyść”. (Ta pierwsza rzecz jest dla wielu chrześcijan jednym z ulubionych tematów do kłótni, więc … zakończę tu temat :-))

Popatrzmy na te genialne w swojej prostocie słowa Jezusa:

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem (J 13:34)

Brakuje ci przykazań? Proszę bardzo, masz przykazanie! Ważne kiedyś, ważne dzisiaj, dla każdego! A co się stanie, kiedy je złamiesz? Cokolwiek się stanie, stało się już, przecież łamiesz je codziennie. Łamiemy je wszyscy. Przymierze jednak trwa dalej, przymierze jest nierozerwalne, wieczne, a konsekwencje naszej niewierności są już w 100% poniesione – przez ofiarę Jezusa! Cóż za wspaniała to wieść dla nas!!! Gdyby wszystkie umowy tak wyglądały!

Bóg okazał nam niesamowitą miłość i pokazał jedyne w swoim rodzaju bezwarunkowe wybaczenie. Nie jesteśmy w stanie zrobić niczego, co spowodowałoby Jego dezaprobatę! Wybrał nas zresztą przed założeniem świata, znając przyszłość i wszystko, co zrobimy, także niczym Go nie zdziwimy!

Kochaj i rób, co chcesz – tak mówi Bóg, ale nawet jeśli z tej zasady zostawiamy tylko drugą część, Bóg nas wciąż kocha tak samo!

[Miłość] wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje (1 Kor 13:7-8a)

 

Bóg jest miłością (1J 3:1.4:8)

Czy zatem mogę jutro na przykład zamordować kogoś, kogo nie lubię?

Mogę, jestem wolnym człowiekiem. Czy Bóg mnie za to ukarze? Nie. Mam pełne przebaczenie grzechów (Ef 1:7). Ukarze mnie za to ktoś inny. Ława przysięgłych.

Czy gdyby przykładowo jutro okazało się, że nastąpiła pomyłka w tłumaczeniach, i że Biblia wcale nie zakazuje mordowania, zacząłbym zabijać, na przykłada wszystkich tych, których nie lubię? Nie. Nie robię tego dzisiaj nie dlatego, że przykazanie mówi – nie zabijaj! Jestem na tyle dojrzały by rozumieć, że to głupie. Czy wszyscy są tak dojrzali? Na pewno nie. Dzieci raczej nie. Osoby z niektórymi rodzajamy upośledzeń – również nie. Choć morderstwo tylko za to, że kogoś nie lubię, jest bardzo prostym moralnie wyborem (przynajmniej dla większości). Istnieje natomiast mnóstwo rzeczy, które już tak proste nie są. Dlatego, owszem, potrzebujemy zasad. Im mniej dojrzali jesteśmy, tym więcej ich potrzebujemy. Ale zasady te potrzebne są tylko w tym samym sensie, w jakim znajomość przepisów drogowych potrzebna jest do jazdy samochodem. Przepisy te nie mówią mi, czy mam dzisiaj jechać do babci, czy do sklepu. Nie mówią mi też, czy mam gdzieś jechać, czy nie.

Zdaję sobie sprawę, że to, co piszę wyżej, może niektórym wydać się zagmatwane i niejasne. Jak poczytasz spory teologiczne, zobaczysz, że zwolennicy wszystkich opcji zdają się mieć poparcie w Biblii. Ta sama Biblia nazywa przykazania pożytecznymi i nieużytecznymi.

A przeto poprzednie przykazanie zostaje usunięte z powodu jego słabości i nieużyteczności,  (Hbr 7: 18)

 

Tak więc zakon jest święty i przykazanie jest święte i sprawiedliwe, i dobre.  (Rz 7:12)

Skąd ta dwoistość? Nie chcę tutaj arbitralnie niczego rozstrzygać, i nie temu służy ten artykuł. Moim zdaniem stopień, w jakim dotyczą nas przykazania, zależy od poziomu naszej dojrzałości, ale absolutnie niedopuszczalne jest ocenianie innych i dyktowanie im, jak mają żyć. Kluczowy jest tutaj 14. rozdział Listu do Rzymian, gdzie Paweł zajmuje się głównie praktykowaniem świąt i wyłączaniem pewnych pokarmów w celach religijnych. Jego wniosek jest następujący:

Kim jesteś ty, co się odważasz sądzić cudzego sługę? (…) Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga.(…) A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem. (Rz 14:4.10.22)

Ten strasznie brzmiący „Trybunał Boga”, wspomniany również w 1 Kor 5:10, to na pewno nie miejsce selekcji zbawiony – niezbawiony; kontekst wykazuje, że raczej odbywa tam się rozdawanie nagród.

Słyszałem kiedyś historię o tym, jak świeży chrześcijanin, chcąc pomóc komuś w tarapatach finansowych, dokonał napadu rabunkowego na stację benzynową, tłumacząc później, że uczono go, iż pomoc potrzebującym to priorytet dla każdego chrześcijanina.

commandments2
Wydaje ci się to głupie? Sam bym dokonał napadu rabunkowego, gdybym na przykład mógł tym uratować czyjeś życie. Priorytety nie zawsze są czarno-białe, na ogół nie znamy wszystkich okoliczności, także najsensowniej wydaje się po prostu zastosować do słów Pawła: „A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem„.

Na koniec wspomnę jeszcze o dość popularnym w protestantyzmie poglądzie, iż chrześcijan obowiązują te spośród przykazań starotestamentowych, które powtórzone są w Nowym Testamencie.

Po pierwsze, Biblia nigdzie nic takiego nie głosi.

Po drugie, kwestią dyskusyjną jest, czy Ewangelie należą do Nowego Testamentu, czy do Starego. Ja osobiście uważam, że do Starego.

Po trzecie, pogląd taki otwiera możliwość do niekończcących się sporów na temat mnóstwa fragmentów. Co obowiązuje wiecznie, co jest uwarunkowane kulturowo, co Paweł pisał tylko do Koryntian, do do nas wszystkich, co jakie słowo oznacza w którym kontekście, itp itd…

Unikaj natomiast głupich dociekań, rodowodów, sporów i kłótni o Prawo [Mojżeszowe]! Są bowiem bezużyteczne i puste. (Tyt 3:9)

Dokładnie!

Zacytuję na koniec Jana z jego pierwszego Listu. List ten ma mnóstwo do powiedzenia na temat przykazań, jednak przykazania te definiuje tylko raz. I nie znalazłem lepszego podsumowania przykazań, które mnie obowiązują.

 A to jest przykazanie jego, abyśmy wierzyli w imię Syna jego, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie, jak nam przykazał (1 J 3:23)

Dusza – co to naprawdę jest?

soul1
Jest sobie jeden taki wyraz. Często występuje w Biblii, i niektórzy używają go też bardzo często w języku potocznym. Niektórzy nie używają go niemal nigdy. Wszyscy myślą, że wiedzą, co on oznacza. I wszyscy.. się mylą. Ha, ha! 🙂

Bardzo często w moich artykułach zaznaczam, że czegoś do końca nie wiem, że mam wątpliwości, niemniej tutaj ich nie mam zupełnie. Prawie wszyscy, od ludzi świeckich po duchownych, używają tego wyrazu, nie mając pojęcia, co on oznacza! A dla człowieka nie omamionego religą, kwestia ta prosta jest jak słońce. I jasna jak drut.I nie należy to bynajmniej do jakiejś utajnionej dziedziny wiedzy… i nawet Wikipedia zna prawdę! Co, zdaniem niektórych, jest ewenementem rzadkim jak cielę o dwóch głowach. A ludzie religijni – nie znają jej! Jak daleko religijność może zaburzyć nasze władze poznawcze?

Złe rozumienie wyrazu tego przyczynia się do błędnego rozumienia sporej liczby fragmentów Biblijnych, z czego religia się cieszy, bo pomaga to wywoływaniu w wiernych strachu…

Ten wyraz to DUSZA.

W Biblii, tam, gdzie widzimy „dusza”, w językach oryginalnych jest używany albo wyraz „néfesz” (w Starym Testamencie) albo „psyché” (w Nowym). Na szczęście dla nas, nie ma w Biblii innych słów oznaczających duszę, także sprawa musi być prosta.

Poszczególne odłamy teologiczne różnie tłumaczą, czym jest dusza, i chyba najczęściej kontrowersja pojawia się przy okazji pytania „czy dusza jest nieśmiertelna”.  Okazuje się zresztą przy okazji, że istnieją różne definicje nieśmiertelności… Czy nieśmiertelność oznacza nieprzerwaną świadomość? Czy może dusza ginie na jakiś czas, i później wstaje do… życia? I tak dalej.

Zawsze zastanawiało mnie, po co ludzie się tak zawzięcie o to kłócą. Przykładowo, świadkowie Jehowy uważają katolików  za heretyków, bo wyznają wiarę w nieśmiertelność duszy; a katolicy świadków za to, że jej nie wyznają. Jakie ta kwestia ma praktyczne znaczenie dla kogokolwiek? Co mnie obchodzi, czy po śmierci jestem natychmiast gdzieś wskrzeszany, czy też „śpię”, skoro i tak we śnie nie mam żadnej świadomości? Czy ktokolwiek po przespanej bez przerw nocy wstaje i narzeka, że mu się dłużyło??

Nikt się natomiast nie zajmuje meritum sprawy – co to dokładnie jest dusza? Nie „co myślę, że wiem, co oznacza dusza” ale jaka to pojęcie rozumieli autorzy biblijni, Czyli – uwaga – nie rozważam tu zagadnienia, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, ale jedynie zajmuję się wyrazem tłumaczonym w naszych Bibliach jako „dusza”.

Wyraz „dusza” występuje ok. 750 razy w Starym Testamencie i ok. 100 razy w Nowym! Pomimo, że jest to zatem jeden z częściej używanych w Biblii terminów, nie sądzę, że nawet jedna na sto osób ją czytających wie, co ten wyraz oznacza! Większośc myśli, że dusza to nasza niematerialna cząstka, innymi słowy że jest to wynik równania ‘człowiek minus ciało’. Encyklopedyczna definicja: dusza jest „pierwiastkiem ożywiającym ciało, który człowiek otrzymał od Boga Stwórcy, trwającym także po śmierci ciała”.

soul3

Jeżeli trwa ona po śmierci ciała, jak wytłumaczymy następujący werset?

Dusza, która grzeszy, ta umrze  (Ezechiela 18:4, Biblia Gdańska)

Umrze dusza? Jak to? Przecież to nie pasuje do naszej przenajświętszej koncepcji „nieśmiertelnego pierwiastka”! Co robi religia? Wygodnie wycofuje się z tłumaczenia „nefesz” jako „dusza” w tym miejscu, choć tłumaczy go jako „dusza” niemal wszędzie indziej:

Umrze tylko ta osoba, która zgrzeszyła. (Biblia Tysiąclecia)
Każdy, kto grzeszy, umrze (Biblia Warszawska)

Zarówno Biblia Tysiąclecia jak i Warszawska bardzo często tłumaczą psyche jako dusza – (np. w Mk 8:37 lub  Mt 10:28), jednak, kiedy tłumaczenie wydaje się przeczyć założeniom i wyznawanej doktrynie, lekko się je zmienia… Tylko stara i dobra Biblia Gdańska przekłada je dosłownie. Jakkolwiek bardzo często tłumaczenie dosłowne nie jest poprawne (choćby w przypadku idiomów), widać – nazywajmy rzecz po imieniu – teologiczne oszustwo, kiedy jeden termin tłumaczy się na różne sposoby, w zależności od potrzeb.

Oczywiście, wieloznaczność terminów to zjawisko powszechne w każdym języku, i niektórzy teologowie nim to właśnie próbują tłumaczyć fakt, że nefesz i psyche są tak odmiennie tłumaczone w różnych miejscach. Wieloznaczość jednak w żadnym języku nie wywołuje nieporozumień – na ogół dotyczy terminów bardzo prostych, i nigdy ich różne znaczenia nie są do siebie zbliżone. Zamek (taki w kurtce) i zamek (królewski) są tym samym wyrazem, jednak nigdy nie wywołują nieporozumień. Odnośnie wieloznaczności, zauważmy też, że w wielu kościołach po każdej mszy ksiądz wypowiada pewne zwroty, które można odczytywać jako zapowiedzi modlitwy, a można też jako groźby pozbawienia życia (zaduszę Jana, zaduszę Stanisława – czy ksiądz ich chce zadusić?).

 Co Biblia rozumie pod pojęciem „dusza”?

Dusza pierwszy raz pojawia się na samym początku Biblii, w Księdze Rodzaju (I Mojżeszowej) 2:7:

Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. (Rdz 2:7)

Nie widać tu wyrazu „dusza”; jest w oryginale tam, gdzie widzisz słowo „istota”. Brawo! Choć raz Biblia Tysiąclecia oddaje zwięźle i jasno istotę tak kontrowersyjnej rzeczy! Tak naprawdę temat duszy można zamknąć właśnie tak:

DUSZA = ISTOTA ŻYJĄCA

Co zatem ze zwierzętami? Chyba każdy choć raz w życiu się zastanawiał, czy zwierzęta mają duszę? Jeżeli dusza to istota żyjąca, a zwierzęta są istotami żyjącymi, to – według Biblii – nie można co prawda powiedzieć, że mają duszę, ale że – uwaga – SĄ duszą!

I dowód – kilka wersetów dalej:

Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę istota żywa (Rdz 2:19)

Wcale mi nie chodzi o udowodnienie, że człowiek nie różni się od zwierzęcia, ani że zwierzęta idą „do nieba” – osobiście nie wyznaję ani pierwszego, ani drugiego poglądu – tutaj tylko chcę wyjaśnić, co należy rozumieć, gdy w Biblii widzimy wyraz „dusza” – i przy okazji chcę też pokazać, jak daleko religia poszła w ogłupianiu świata – tak przekręciła jeden z częściej używanych terminów biblijnych, że tylko nieliczne jednostki wiedzą, co on naprawdę oznacza. Uwaga! Jesteś na najlepszej drodze do zostania taką jednostką – a może już nią jesteś? 🙂 Może jeszcze nie do końca przekonaną, bowiem kiedy całe życie wierzy się w coś, trudno tak nagle się przestawić.

Przetłumaczę hasło, które jest w anglojęzycznej Wikipedii pod tytułem „ Soul in the Bible” – „Dusza w Biblii”:

„Nie znaleziono tradycyjnego chrześcijańskieg konceptu niematerialnej i nieśmiertelnej duszy w judaiźmie przed wygnaniem babilońskim”… „Wyraz hebrajski nefesz, chociaż tłumaczony jako ‘dusza’ w niektórych starszych Bibliach, tak naprawdę ma znaczenie zbliżone do „istoty żywej”. Nefesz został oddany słowem psyche w Septuagincie {{1}} [[1]]Septuaginta – tłumaczene Starego Testamentu na język grecki dokonanym w latach 250-150 pne [[1]], greckim słowem tłumaczonym jako dusza. Nowy Testament również używa słowa psyche, ale w znaczeniu hebrajskim, a nie greckim.” (http://en.wikipedia.org/wiki/Soul_in_the_Bible)

I nagle wszystko staje się jasne! Grecy używali terminu psyche tak, jak dzisiaj większość ludzi używa terminu dusza! A filozofia grecka  – toż to przecież podwaliny dzisiejszej teologii większości Kościołów chrześcijańskich – głównie rzymskokatolickiego! Szczytowe osiągnięcie umysłu ludzkiego! Wciąż jednak, ludzkiego…

Nie ma stuprentowej pewności, która kultura wymyśliła nieśmiertelną duszę. Spotkałem się z opinią, iż zrobili to już starożytni Egipcjanie (tak podaje Herodot, V wiek pne); niewątpliwie doktrynę tę bardzo rozbudował Platon, uczeń Sokratesa. Po napisaniu Nowego Testamentu nastąpiło „drobne przesunięcie” – wyraz psyche w znaczeniu pozabiblijnym – jako „nieśmiertelna cząstka człowieka” – zaczął przenikać do kręgów chrześcijańskich – zastępując jego biblijne znaczenie, to jest „istotę żywą”.

Dość łatwo mogę zrozumieć, dlaczego proces taki zaszedł w pierwszych wiekach naszej ery – wtedy przeszukanie Wikipedii lub uruchomienie aplikacji, która wyświetli 20 różnych tłumaczeń jedno pod drugim, było nieco trudne. Ba, nawet zwykłej konkordancji ludzie wtedy nie mieli (zresztą na niewiele by się przydała, skoro Biblia nie miała numerów rozdziałów ani wersetów). Dzisiaj jednak dostęp do informacji jest niewiele trudniejszy od dostępu do powietrza! Dlaczegoż więc wciąż nikt nie wie, co do licha oznacza wyraz DUSZA???

I dlaczego religii zależy na tym, by wmawiać ludziom, iż biblijna dusza oznacza nieśmiertelną cząstkę człowieka?

Moim zdaniem, religia nie miała wyjścia. Odrzucając ideę nieśmiertelnej duszy, musianoby również odrzucić sporo „chrześcijańskich filozofów”, między innymi tych zwanych „Ojcami Kościoła”, głównie samego Augustyna, do którego pism wielki szacunek pochodzi również z wielu Kościołów protestanckich. Warto dodać, że Augustyn, tworząc swoją filozofię, korzystał obficie z dzieł Platona… i wierzył też, że tylko mężczyzna jest stworzony na obraz Boży 🙂

Najważniejszym jednak, według mnie, powodem, dla którego religia podtrzymuje fałszywe rozumienie duszy jest to, że istnieje sporo fragmentów biblijnych, w których autorzy mówili o utracie życia – śmierci – a religia, po przekształceniu „życia” w „duszę” otrzymała kolejne narzędzia straszenia maluczkich. Bądź grzecznny, bo dusza twoja smażyć się będzie wiecznie w piekle!

Popatrzy na ten o pomstę do nieba wołający przykład:

Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.  Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16:25-26, BT)

A teraz popatrzmy na oryginał:

ος γαρ αν θελη την ψυχην αυτου σωσαι απολεσει αυτην ος δ αν απολεση την ψυχην αυτου ενεκεν εμου ευρησει αυτην τι γαρ ωφελειται ανθρωπος εαν τον κοσμον ολον κερδηση την δε ψυχην αυτου ζημιωθη η τι δωσει ανθρωπος ανταλλαγμα της ψυχης αυτου (Mt 16:25-26, Stephanus)

Zakładam, że jeżeli na poważnie traktujesz Biblię, starożytną Grekę czytasz bieglej niż język polski! Mnie jednak często na poważnie nie ma co brać, bo teraz oczywiście żartuję. Wkleiłem, wyjątkowo, fragment z oryginału, by unaocznić, jak religia kłamie…

Na marginesie – jeżeli widzisz, że wyróżnione powyżej cztery greckie słowa nie są identycznie identyczne – gratuluję spostrzegawczości i czepiania się szczegółów (współczuję twoim bliskim) – i śpieszę donieść, że trzy pierwsze z nich są w bierniku, czwarty – w dopełniaczu – ale jest to ten sam rzeczownik – w leksykonie Stronga nr 5590.

Jak można w jednym akapicie jeden powtarzany wyraz tłumaczyć jako zupełnie odmienne znaczenia? Niemal każdy dzisiaj pod pojęciem „życie” rozumie życie fizyczne, które się kończy z chwilą śmierci, natomiast „duszę” rozumie jako coś, co nie kończy się nigdy – ale oryginał używa tylko jednego słowa! I powinno się je przetłumaczyć też przy pomocy jednego polskiego słowa!!

No tak, ale po tej zmianie fragment ten już nie będzie siał strachu. Obecnie rozumie się go tak: jeśli nie będziecie doskonali, i nie będziecie się nie bali stracić swojego życia na ziemi dla mnie, to poniesiecie szkodę na swojej wiecznej duszy – czyli będziecie się smażyć w piekle!

soul4burning

A jeśli przetłumaczymy psyche za każdym razem jako życie, okaże się, że Jezus w ogóle nie odnosił się do życia wiecznego, i fragment ten strachem już raczej nas napawać nas nie będzie, tym bardziej że dzisiaj szansa utraty życia z powodu swojej wiary jest niewielka, zwłaszcza w znanym nam dobrze Kraju nad Wisłą.

Powiem ci teraz coś, w co dość długo ciężko mi było uwierzyć: otóż temat życia wiecznego jest bardzo rzadki na kartach Biblii. W Starym Testamencie niemal nie występuje zupełnie. Biblia koncentruje się na TU I TERAZ, o skoro przyszłym życiem się rzadko kiedy zajmuje, znak to dla mnie jasny, że nie ma się czym martwić! Zwłaszcza, że Jezus zapewnił nam zupełne przebaczenie grzechów!

Jest za to mnóstwo ostrzeżeń przed problemami na tym świecie, wynikającymi z lekceważenia Bożych zasad. Nie, to nie Bóg karze za grzechy! Grzechów naszych Bóg już nigdy więcej nie wspomni (Hrb 10:17)! Jeżeli wyskoczę z trzeciego piętra, złamanie nogi nie będzie karą za grzechy! Może to zresztą nie najlepszy przykład, bo nie przypominam sobie biblijnego przykazania o skakaniu z okna, ale daruję sobie wydłużanie tego artykułu. Po prostu prosze sobie wyobrazić 11. przykazanie o nieskakaniu z trzeciego piętra.

Biblia nie zajmuje się za bardzo przyszłym życiem, bo… najwidoczniej… można być o nie spokojnym. Nikt w Biblii nie martwi się „czy będę zbawiony”. Nigdzie żaden z Apostołów nie napomina, byśmy biegli i nawracali wszystkich członków rodziny na chrześcijaństwo, bo inaczej przez całą wieczność będziemy im mogli wysyłać pocztówki do piekła! Kościoły natomiast, przez większą część swojej historii, epatowały w niemal każdym kazaniu straszeniem wiernych, a jeżeli dzisiaj się to zmieniło, to nie dlatego, że zmieniły się wierzenia, tylko po prostu większość ludzi nie ma ochoty słuchać w ogóle żadnych napomnień. A kiedy nie mają ochoty słuchać, nie przychodzą do kościoła, i kasa kościelna świeci pustkami. Jeszcze 50 lat temu w Polsce do kościoła co niedziela szedł praktycznie każdy, i robiłby to choćby ksiądz okładał każdego przed kazaniem kijem. Wtedy księża i pastorzy mówili to, co naprawdę chcieli.

Właśnie uświadomiłem sobie, że większość dyskusji teologicznych, których kiedyś bywałem świadkiem lub uczestnikiem, dotyczyła właśnie życia wiecznego, a opierała się na wersetach, które – jak dzisiaj widzę zupełnie wyraźnie – w 99% nie dotyczyła życia wiecznego!

Popatrzmy jeszcze, na koniec, na kilka fragmentów, gdzie użyte jest słowo ‚dusza’, i gdzie nijak nie można zastosować do niej encyklopedycznej definicji „niematerialnej i nieśmiertelnej cząstki człowieka”:

lecz i włos z głowy waszej nie zginie, przez wytrwałość swoją zyskacie dusze wasze (Łk 21:18-19)

 

Wyraźne odniesienie do życia na ziemi (włos z głowy)!

Rzekł mu Piotr: Panie! Czemu nie mogę teraz iść za tobą? Duszę swoją za ciebie położę. Odpowiedział mu Jezus: Duszę swoją za mnie położysz? (Jana 13:37n)

Czyż nie oczywiste jest, że sensownie by to brzmiało, gdyby zamiast „duszę swoją” było „życie swoje”? Nie dla tłumaczy Brytyjki…

   niewielu, to jest osiem dusz, ocalało przez wodę (1 P 3, 20)

Jak to, nieśmiertelne dusze pomarły?

Albowiem krwi dusz waszych będę się domagał (Rdz 9, 5)

Czy dusza ma krew?

Zabili też każdą dusze która była w nim, ostrzem miecza mordując”. (Joz 11, 11)

To duszę można zamordować? I to mieczem?

dusza, która grzeszy, ta umrze” (Ez 18, 4)

Nie może być!

I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle. (Mt 10:28)

Jak to – duszę zniszczyć? Przecież jest nieśmiertelna!

Ostatni z fragmentów w ogóle wydaje się na pierwszy rzut oka (na drugi i trzeci też) dziwny. Jak można zabić ciało, nie pozbawiając jednocześnie życia (dusza=życie)? Poświęcę osobny artykuł jednego pięknego dnia, być może jeszcze w tym wieku, temu fragmentowi, bo sprawa jest trudna do zrozumienia z uwagi na skomplikowany kontekst. Na razie tylko nadmienię, że cały rozdział 10. Ewangelii Mateusza opisuje wysłanie 12 Apostołów na misję i wszystko, co w nim jest, dotyczy TEGO ŚWIATA, a nie pośmiertnej rzeczywistości. Wiem, zapewne trudno sobie w głowie to poukładać, jeżeli ileś tam lat religia wkładała nam do głowy, że Jezus karze tutaj bać się wiecznego ognia piekielnego.

No dobrze, ale jak zatem najlepiej tłumaczyć nefesz/psyche na język polski?

Nie istnieje słowo, które w każdym miejscu w Biblii, gdzie występuje psyche/nefesz, brzmiałoby sensownie. Najczęściej świetnym tłumaczeniem wydaje się słowo życie. Innym razem – istota żywa. To, jak myślę, wyczerpuje ponad 90% przypadków użycia nefesz/psyche w Biblii.

Najwspanialszym owocem poprawnej znajomości biblijnego terminu „dusza” jest to, że od tej pory – kiedy zobaczysz zwrot „zbawienie duszy”, będziesz wiedzieć, że wcale nie chodzi o życie wieczne z Bogiem, ale ratunek przed śmiercią tu, na ziemi!

Na koniec chciałbym podkreślić jeszcze raz, iż artykuł ten dotyczył wyłącznie biblijnej terminologii. Nie sądzę, że wiara w niematerialną cząstkę człowieka, która żyje dalej po śmierci ciała, istnieje, jest zbrodnią. Czyż nie prześwietne są sceny z filmów, gdzie człowiek umiera, i jego ciało leży, a drugie ciało – z przeźroczystością 75% – wstaje i zaczyna się zastanawiać, co jest grane? Również wiara w to, że doświadczenia ludzi podczas śmierci klinicznej są prawdziwe, nie jest sprzeczna z Biblią. Ale nie jest też nią poparta, i na pewno nie ma to nic wspólnego ze słowem DUSZA.

soul2

Piekło (2/2) – czy to jest biblijne?

hell04

W ostatnich latach nie pisze się tyle o piekle, co kiedyś, niemniej wcale nie dlatego, że temat ten zniknął ze świadomości ludzkiej. Dowód? Podam za ‚Wprost’ (http://www.wprost.pl/ar/182304/W-co-wierza-Polacy/), że  65% Polaków wierzy w istnienie piekła. Wprost nie pisze jednak, ilu z tych ludzi ma absolutnie niezmąconą pewność, że się tam nie znajdzie, ale opierając się na dyskusjach z ludźmi jestem pewien, że liczba ta byłaby dziesięcio-, a może i stukrotnie mniejsza. „Przecież nie jestem taki najgorszy!” 🙂

W poprzednim artykule pokazałem, ile logicznych niespójności zawiera doktryna piekła, jednak logika nie może przesądzać o istnieniu piekła. To, że czegoś nie rozumiemy, nie musi wcale oznaczać, że jest to nieprawdą. Dzisiaj zajmę się – niestety, pobieżnie – tym, co Biblia mówi na temat „piekła”.

Piszę ‚pobieżnie’, bo chociaż uważam, że Biblia o piekle nie pisze absolutnie nic, to ludzka pomysłowość jest na tyle duża, że trudno znaleźć kartę Biblii, na której ktoś nie odnalazł odniesienia do piekła, i jeślibym chciał zająć się wszystkimi przypadkami, zajęłoby mi to kilka lat. Jeśli pojawi się taka potrzeba, rozwinę jeden z omawianych punktów w osobnym artykule.

Czytając powyższe być może od razu zakładasz, że nie będę pisał prawdy, gdyż widzisz w Biblii słowo ‚piekło’, a ja utrzymuję, że Biblia nic o piekle nie pisze. Zacznę zatem od kwesti nazewnictwa.

Odniosę się troszkę do języków oryginalnych, w których nie jestem bynajmniej ekspertem, jednak zaraz zobaczysz, że ekspertem tutaj być wcale nie trzeba.

Pisząc ‚piekło’ będę miał – naśladując to, co głosi większość Kościołów – na myśli miejsce/stan, w którym nie zbawieni umarli znajdują się po śmierci lub po Sądzie Ostatecznym, i w którym pozostaną tam na wieczność. Tak naprawdę nie ma znaczenia, kiedy/jak się tam znajdą, ważne jest, że jest to stan wieczny. Mniejsza też o to, czy dosłownie smażą się tam w ogniu lub przechodzą przez inne tortury czy też piekło jest to stan oddalenia od Boga. Naprawdę istotne są tylko dwie rzeczy, aby uczynić zadość tej definicji piekła:

1.  że jest to forma kary, dotyczy ono ludzi niezbawionych, i,

2. że nie ma końca.

Jeżeli dana rzecz/stan/miejsce nie spełnia obu punktów, to piekłem nie jest.

Wyraz ‚piekło’ występuje w polskich tłumaczeniach od zera do ok.50 razy. Spójrzmy na wszystkie wyrazy tłumaczone na język polski jako piekło, a wiele ich nie ma.

1. Szeol / hades

Wyrazem często tłumaczonym jako ‚piekło’ jest szeol (w Starym Testamencie ) i ‚hades‚ (w Nowym). Są one równoważne; kiedy autorzy NT cytują ST z wyrazem szeol, używają terminu ‚hades‚ – np. Ps 16:10 – Dz 2:31). Kiedy będę zatem mówił o szeolu, mam również na myśli hades.

Nie jest to bardzo popularny termin, 64 przypadki wystąpienia ‚szeol’ i 11 ‚hades’ to, patrząc na objętość Biblii, niewiele. Termin ‚Pan’ występuje przykładowo 8000 razy, ‚ziemia’ i ‚miasto’ – po 1000 razy.

Co ciekawe, Biblia nigdzie nie definiuje terminu ‚szeol’. Kiedy znajdziemy i poczytamy w konkordancji wszystkie wersety, w których on występuje, widzimy, że jest to miejsce, do którego ‚idą’ umarli. Napisałem ‚idą’ w cudzysłowiu, bo w jaki sposób się tam znajdują, też nie jest nigdzie wyjaśnione. Idą tam wszyscy, niezależnie od tego, czy należeli do Narodu Wybranego, także jeżeliw którymś miejscu w Biblii jest napisane, że ktoś chce tam nie iść, oznacza to tylko tyle, że ‚jeszcze’ chce tam nie iść, czyli nie chce jeszcze umrzeć.

Czyli – iść do szeolu = umrzeć.

Zacytuję wspomniany wyżej Dz 2:31:

widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.

 

Odnosi się to do Chrystusa – czyli, że i On był w ‚hadesie’. W Jego przypadku nie mogła być to kara za grzechy!

Zauważ, przy okazji, że ostatnie wydania Biblii tłumaczą hades jako otchłań – prawie wszędzie – a niegdyś tłumaczony był jako piekło. Czyżby i największy z istniejących Kościołów dostawał światło poznania… stopniowo?

Jak widać zatem, punkt pierwszy definicji piekła jest niespełniony, bo szeol dotyczy wszystkich ludzi.

A punkt drugi?

Cytowany wyżej Dz 2:31 pokazuje jasno, że pobyt w otchłani nie jest nieskończony. Nie tyczy się to tylko Jezusa, bo pierwotny autor tych słów – Dawid – mówił przede wszystkim o sobie. Jeśli Bóg nie zostawi czyjejś duszy w hadesie, nie jest to miejse wieczne. Punkt drugi – obalony.

Jakkolwiek zwolennicy piekła by tego nie chcieli, szeol nie może oznaczać piekła w dzisiejszym, ‚chrześcijańskim’, tego słowa znaczeniu.

Pójdźmy krok dalej – jako, że nie ma żadnej definicji ‚szeolu’, pojawia się pytanie, czy to jest w ogóle miejsce, czy może po prostu stan śmierci? To już jednak jest gdybanie.

Jedynym fragmentem, który wyłamuje się z tego opisu szeolu, jest przypowieść o bogaczu i żebraku, ale – jak wykażę w jednym z następnych artykułów – jest to alegoria. „Łono Abrahama”, do którego odnosił się Jezus, to nie jest przecież prawdziwe miejsce.

devil_hell

2. Gehenna

Ten dziwny wyraz głównie „odpowiedzialny” jest za powstanie doktryny o wiecznych mękach w piekle. W najpopularniejszych polskich przekładach – Tysiąclatce i Biblii Warszawskiej – gehenna tłumaczona jest jako piekło.

Gehenna pochodzi od nazwy miejsca Gehinnom – co oznacza Dolinę Syna Chinnoma. Jest to jedna z dwóch dolin obok Jerozolimy. W Starym Testamencie można znaleźć odniesienia do tego miejsca w 2 Krn 28:3 i 33:6 oraz w Jer 7:31 i 19:2-6. Dowiadujemy się z nich, że w miejscu tym dokonywano bałwochwalczych ofiar na ludziach – konkretnie, spalano tam dzieci w ofierze bożkom: Molochowi, Baalowi i innym. Z tego powodu miejsce uważane to było za przeklęte.

Powszechnie uważa się, że w późniejszym okresie palono tam śmieci, i ogień był tam obecny non stop, ale kiedy szukałem rzetelnych źródeł tej informacji… nie znalazłem żadnych. Bardzo możliwe, że ktoś to kiedyś wymyślił, a wszyscy powtarzają.

 

Wyraz gehenna pochodzi od tego miejsca… ale nie jest do końca jasne, co współczesny Chrystusowi człowiek myślał, kiedy go słyszał. Na pewno nie samo miejsce, tak jak się dzieje kiedy my słyszymy na przykład wyraz Gdańsk. Uważam, że wyraz ten wszedł do obiegowego języka, ale nie sposób się dowiedzieć, jak był na codzień używany, bo 12 przykładów użycia w Nowym Testamencie, w dodatku wszystkie – z wyjątkiem jednego – w identycznym kontekście, to tak naprawdę bardzo niewiele.

Zajrzyjmy do Biblii.

Gehenna występuje w Biblii 12 razy, 11 razy w Ewangeliach synoptycznych i jeden raz w Liście Jakuba, przy czym w tym ostatnim przypadku użycie jest wyraźnie metaforyczne:

Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym [Gehenny] rozpala krąg życia. (Jakuba 3:6b)

Zostaje nam zatem 11 fragmentów, w których wyraz gehenna jest użyty. We wszystkich użyty jest w tym samym kontekście. Zajrzyjmy do jednego fragmentu, w którym gehenna występuje 2 razy:

Ewangelia Marka 9:43-48
Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony.
I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła.
Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.

Kiedyś czytałem ten tekst mnóstwo razy… i powodował u mnie lęk… dzisiaj natomiast widzę, że tak naprawdę nie widziałem, co tu jest napisane; widziałem jedynie kościelną interpretację. Bo gdybym widział sam tekst, powinienem poczynić kilka interesujących obserwacji. Takich jak:

Sprawy opisane w tym fragmencie dotyczą ludzi żywych, nie umarłych.

Jakkolwiek nieprawdopodobne może się to wydać, odpowiedz na pytanie – kiedy powinniśmy sobie odciąć ręce, by uniknąć piekła? Teraz czy po śmierci? Przecież, jeżeli odetnę sobie rękę tutaj, to, gdy umrę, w momencie ‚sądu’ albo będę bezkształtnym duchem (jak wierza niektórzy), albo zmartwychwstanę z nowym ciałem i obiema rękami. Czy jeżeli ktoś w wypadku straci ręce i nogi, w ‚życiu wiecznym’ też będzie pozbawiony kończyn? Nie chciałbym, szczerze mówiąc, takiego życia wiecznego.

No tak, ale przecież ‚życie wieczne’ lub ‚Królestwo Boże’ nie dotyczą spraw na ziemi, czyż nie?

Sprawa nie jest tak banalnie prosta, jak się może wydawać. Tylko dlatego, że religia podaje te rzeczy ‚do wierzenia bez wątpliwości, wcale nie oznacza, że wątpliwości tu żadnych nie ma. Zajmę się tymi tematami jak tylko czas pozwoli w osobnych artykułach, na razie tylko nadmienię, że oba te terminy – Królestwo Boże i życie wieczne – nie są zupełnie tak oczywiste, jak to wygląda. Na razie zauważmy ciekawą konstrukcję – tak naprawdę omawiany tekst jest to jeden pomysł, rozwinięty trzykrotnie, z użyciem częściowo różnych słów.

Dzięki temu ten sam termin mamy podany na trzy różne sposoby, co powinno pomóc:

 Życie wieczne = Królestwo Boże = życie

ogień nieugaszony=piekło(Gehenna)=piekło, gdzie robak nie umiera

Życie wieczne – jeżeli myślisz, że to absolutnie jasne, że życie wieczne = życie bez końca, mam złą wiadomość: to nie jest zupełnie jasne.

Wyraz aionios, tłumaczony tu jako ‚wieczny’, jest powodem ogromnych sporów. W Nowym Testamencie i w Wulgacie (greckim, starożytnym tłumaczeniu Starego Testamentu) tłumaczony jest przeróżnie, przykładowo jako ‚dawny’, ‚stary’ (Psalm 77:6; Przysłów 22:28). Coś nie tak, by ten sam wyraz raz tłumaczyć jako ‚stary’, a kiedy indziej ‚wieczny’, czyż nie? Tłumaczenie aionios jako wieczny wydaje się też dyskusyjne w Hbr 6:12 – co to znaczy wieczny sąd? Bóg będzie kogoś sądził bez końca? Albo Mk 3:29 – wieczny grzech? Ktoś zamierza popełniać jakiś grzech w nieskończoność?

Widać bezspornie, że przynajmniej w niektórych przypadkach, aionios nie oznacza wieczny, a więc wybranie go do omawianego fragmentu było interpretacją tłumaczy, niekoniecznie poprawną!

 

Dosłownie aionios pochodzi od aion – wiek, pewien okres czasu. Aionios dosłownie oznacza ‚odnoszący się do wieków’ lub ‚trwający wieki’. W anglojęzycznej literaturze często spotykałem się z następującym stwierdzeniem – niemożliwe jest, aby wyraz ‚aionios’ mógł oznaczać coś nieskończonego, skoro aion oznacza coś skończonego – wiek, okres czasu.

W języku angielskim ciężko to sobie wyobrazić, mało wspólnego mają wyrazy eternal i age – ale po polsku? Wieczny i wiek! Także nie jest to dobry argument. Zastanawiam się tylko, czy podobieństwo między ‚wiek’ i ‚wieczny’ w języku polskim nie ma swojej genezy w nadinterpretacji Biblii, którą ktoś rozpowszechnił setki lat temu 🙂

Osobiście uważam, że w Biblii nie występuje słowo, które można przetłumaczyć na ‚wieczny’. Może uda mi się przeprowadzić rzetelną analizę tego wyrazu w osobnym artykule, na razie poprzestanę na stwierdzeniu faktu, że tłumaczenie tego wyrazu jest na ogół dyskusyjne.

Nie jest natomiast dyskusyjny zwrot ‚gdzie robak nie umiera‚. W umysłach wyszkolonych przez religię powstaje obraz wiecznie płonącego robaka, który cierpiąc, nie umiera; albo robaka zjadającego przez nieskończoność nasze ciało… I znajdziesz takie wyjaśnienie nawet w popularnych komentarzach biblijnych! Tymczasem sprawa jest banalna; aby ją zrozumieć, wszystko, co musisz zrobić, to zajrzeć w inne miejsce Biblii:

A gdy wyjdą, ujrzą trupy ludzi, którzy się zbuntowali przeciwko Mnie: bo robak ich nie zginie, i nie zagaśnie ich ogień, i będą oni odrazą dla wszelkiej istoty żyjącej. (Iz 66:24)

O kim tu mowa? O trupach! Jest to bardzo wyraźna analogia do omawianego fragmentu z Mk  9! Mamy i ogień nie gasnący, i robaka, który nie ginie. Ciała ludzi zostaną zniszczone! Nie ma mowy o torturach!

Niełatwo zrozumieć dosłownie zwrot ‚ich robak nie umiera’, ale z grubsza chodzi o to, że ludzie umrą, a ich ciała zgniją do końca, robaki dokończą dzieła i nie ustaną, aż wszystko nie zginie. Lub, aż ciała spłoną w niegasnącym ogniu – ogień nie zgaśnie, zanim nie dokona swojego dzieła zniszczenia.

Nie wydaje się to wszystko banalnie proste, zgodzę się! Tekst ten pisany był 2000 lat temu, pojęcia w tamtej kulturze językowej mogą być dzisiaj niezrozumiałe nawet przez językoznawców, ale kontekst pokazuje ponad wszelką wątpliwość, że nie chodzi tutaj o żywych ludzi i ich cierpienia!

O czym jednak Jezus mówił w tym fragmencie? I co to w ogóle jest gehenna?

Uwaga, bardzo ważny akapit, proszę o maksymalne skupienie:

W 70 roku naszej ery dokonała się niewyobrażalna rzeź ludzi. Rzymianie oblegli i zaatakowali Jerozolimę. Według współczesnego tamtym czasom historyka Józefa Flawiusza, zginęło wówczas milion sto tysięcy Żydów. Zmasakrowaniu mieszkańców towarzyszyło spalenie miasta. Nowy Testament zawiera wiele ostrzeżeń przed tym wydarzeniem, jednak religia wypacza ich sens i interpretuje je jako zapowiedzi wiecznych tortur w piekle.

(Tacyt podawał, że zginęło 600 tysięcy Żydów, wiele nowszych źródeł podawało jeszcze o wiele mniejsze liczby, niemniej bez wątpienia była to hekatomba nie mająca współcześnie podobnych).

Proszę, przeczytaj powyższy akapit… tyle razy ile trzeba. Czy pamiętasz to zdanie, wypowiedziane przez Jezusa?

Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. (Mt 24:34)

Wiele sekt musiało się zmierzyć z tym tekstem, gdy obliczali swoje daty końca świata; cóż to oznacza ów wyraz – pokolenie? W zależności od tego, co przyjmiemy, możemy dojść do różnych wniosków. Może ‚pokolenie’ oznacza Izrael? Może chrześcijan, Kościół?

Na ogół w Biblii najprostsze wyjaśnienie jest prawdziwe. Grecki wyraz oznaczający pokolenie – γενεὰ – genea – występuje w Nowym Testamencie 43 razy i zawsze odnosi się do zwykłego pokolenia ludzi – jak np. tu:

Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń (Mt 1:17)

Ciekawostka – z prostych obliczeń Biblijnych dat (zainteresowanych odeślę do źródeł), wynika że Biblijne pokolenie ma 44-45 lat.

A zatem co najmniej niektóre z rzeczy, o których Jezus mówił, miały spełnić się w ciągu następnych 45 lat. I spełniły się – w 70 roku. Wtedy do Rzymianie wtargnęli do Jerozolimy, spaliwszy ją wraz z mieszkańcami w… ogniu nieugaszonym

Wydaje się to naciągane? Piekło naciągane jest o wiele bardziej.

Poza tym… jeśli Mk 9:43-48 mówi realnie o piekle, jeśli człowiek chce zostać zbawiony, ma dwie alternatywy: bezgrzeszność albo stopniowe pozbawianie się różnych organów. Dlaczego bezgrzeszność? A dlatego, że we fragmentach, gdzie mowa o gehennie, normy moralne zdają się być absurdalnie podniesione a kary niewspółmierne do przewienień – do tego stopnia, że trzeba być chyba wolnym od najmniejszych przewinień, bo za byle co czeka… piekło… Spójrz na fragment z Kazania na Górze:

A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. (Mt 5:22)

Nie wiem, jak ty, ale ja nie raz używałem tego rodzaju epitetu w stosunku do ludzi – choć zapewne były to bardziej nowoczesne wersje słowa ‚bezbożnik’. Czyli idę do piekła – i ty zapewne też. Jeżeli mamy to wszystko rozumieć dosłownie.

Jeśli ręka jest dla ciebie powodem do grzechu, lepiej ją odetnij… czy KTOKOLWIEK, KIEDYKOLWIEK, słyszał, aby nawet najwięksi religjijni fanatycy (i nie używam tego wyrazu pejoratywnie) coś takiego robili?

Ilu z 1.2 miliarda ludzi, którzy się obecnie podają za chrześcijan odcięło sobie kończyny lub wyłupało oczy?

Obawiam się, że nikt. O tym raczej pisałyby gazety.

Czy więc nikt nie zważa na słowa Jezusa?

A czemu ja sam sobie nic nie odciąłem, chociaż uważam każde słowo Biblii za natchnione?

Dlatego, że nie wierzę, że dzięki temu osiągnę bezgrzeszność. Czy wyłupanie oka zagwarantuje mi czystość? Będę miał drugie oko. Wyłupię oba? Zostanie mi wyobraźnia. A mózgu sobie nie wyłupię.

Z tego wszystkiego wysnuwa się jeden wniosek – niezależnie od tego, jak tłumaczy ten fragment przeważająca większość Kościołów, nie możemy go odczytywać dosłownie, bo dochodzimy do wielu absurdów!

Wiem doskonale po sobie, że bardzo trudno zmienić sposób odczytywania jakiegoś fragmentu Biblii, jeżeli widziało się go w jakiś konkretny sposób przez wiele lat… i jeżeli twój ksiądz czy pastor nie ma wątpliwości, że jest to sposób dobry. Na jakiej podstawie mogę twierdzić, że oni się mylą? Myślę, że wykazałem powyżej. I nie – nie podaję ci, w co masz wierzyć. Apeluję jednak – poszukaj w tym wszystkim logiki. Religia każe ci wierzyć i indoktrynuje cię od dziecka. Skoro wszyscy w coś wierzą, jak można to kwestionować?

Skoro miliony much lubią lizać odchody, też powinniśmy to robić?

Oprócz wyjaśnienia mówiącego, że gehenna opisywała wydarzenia z 70 roku, jest jeszcze taka możliwość, że Jezus odnosił się do jakiegoś podania/wierzenia żydowskiego. Proszę się nie oburzać, że sugeruję, że Jezus wierzył w bajki – dzisiaj często odnosimy się przykładowo do Robin Hooda, zupełnie nie wnikając w prawdziwość tej historii, i nie czyni nas to kłamcami. Jezus uczynił coś takiego na przykład podając przypowieść o Bogaczu i Łazarzu.

Tyle na temat słowa Gehenna.

A zatem…

 Co Biblia mówi na temat piekła?

Nic. Mówi o hadesie/szeolu, który jest po prostu grobem wszystkich zmarłych; i mówi o gehennie, która jest wydarzeniem historycznym.

Gdyby piekło było prawdziwe, byłaby to niewątpliwie najbardziej przerażająca rzeczywistość, jaką sobie możemy wyobrazić. Dziwię się chrześcijanom wierzącym w istnienie piekła, że nie biegają nieustannie po szpitalach, hospicjach, i nie błagają ludzi, by uwierzyli, bo jak nie, to czeka ich wieczność w ogniu.

Dziwię się też Apostołowi Pawłowi. On był Apostołem Pogan, czyli – naszym (a na pewno moim). Jest autorem połowy ksiąg Nowego Testamentu… i nigdzie nie widzę, by gdziekolwiek wspominał o piekle. Nie widzę nawet, by namawiał odbiorców swoich Listów do ewangelizacji wszystkich ludzi. Nie pisał, byśmy pomyśleli o naszych niezbawionych dzieciach/współmałżonkach/rodzicach i modlili się o nich i agitowali ich, by ‚oddali swe życie Jezusowi’. W ogóle nic takiego w Nowym Testamencie nie widzę!

Strach przed życiem po śmierci jest w Nowym Testamencie zupełnie nieobecny! Nikt się nie boi! Jest za to sporo zapowiedzi przed spaleniem Jerozolimy AD 70 – zapowiedzi, które już są od prawie dwóch tysięcy lat nieaktualne!

Wierzę w natchnienie każdego słowa Biblii i im więcej ją studiuję, tym bardziej się zdumiewam – jednak nie tylko nad jej geniuszem, ale także nad przewrotnością rodzaju ludzkiego, który wymyślił tak pokrętną jej interpretację, że Dobra Nowina jest pełna strachu i niepewności… i wciąż, ogromna większość chrześcijan przyjmuję ją bezkrytycznie!

Uwolnienie umysłu z tego systemu nie jest bynajmniej proste – i często trwa lata, aż naprawdę przestaniesz się bać religjijnych bzdur. Ale warto – odmieni to sposób, w jaki widzisz Boga. Nie trzeba będzie się więcej zastanawiać, jak miłosierny Bóg stworzył tak potworną karę – bo nikt jej nie stworzył, poza chorą wyobraźnią przywódców religijnych!!!

devil