Modlitwa, na którą Bóg nie odpowiada

pray03

Wszyscy ludzie wierzący się modlą – jedni godzinę dziennie, inni pięć minut rocznie, ale wszyscy. Chociaż słyszymy cudownie brzmiące teorie idealnej modlitwy a chrześcijańskie księgarnie wypełnione są książkami na ich temat, nasza rzeczywistość na ogół ideału zupełnie nie przypomina. Kiedy mamy wrażenie, że wszystko w naszym życiu jest z grubsza w porządku, zapominamy o modlitwie. A jak trwoga, to do Boga – prawdopodobieńswo padnięcia na kolana jest proporcjonalne do ilości problemów, przez które w danym czasie przechodzimy.

Czujemy, że tak być nie powinno, ale najczęściej tak jest.

Dlaczego tak się dzieje? Mamy osobisty dostęp do samego Boga, mnóstwo zachęty w Biblii; czyż nasze serce nie powinno się wyrywać do modlitwy?

***

Niektórzy ludzi mówią, że wierzą w Boga „od dzieciństwa”. Wielu chrześcijan, zwłaszcza ewangelicznie wierzących, potrafi jednak podać czas – czasem nawet dokładnie godzinę – o której zaczęli wierzyć i był to wtedy ogromny przełom w ich życiu. U prawie wszystkich modlitwa wtedy płynęła bez problemu, kilku latach jednak okazało się, że jakoś wyparowała z ich życia niemal zupełnie.

Jestem przekonany, że winą takiego stanu rzeczy są błędne nauki, którmi karmi się chrześcijan w kościołach. Błędne nauki na temat samej modlitwy, ale przede wszystkim – na temat Boga i zagadnienia kiedy i dlaczego wysłuchuje On i odpowiada na nasze modlitwy.

Zrób prosty test.

Odpowiedz na pytanie – czy wierzysz, że Bóg zawsze słyszy twoją modlitwę? Zawsze,ale to zawsze, w 100% przypadków?

Wielu chrześcijan odpowie, że nie. Przecież, gdyby słyszał, odpowiedziałby?

A teraz wyobraź sobie, że za chwilę zaczniesz przeklinać Boga. Użyjesz najgorszych niecenzuralnych obelg, jakie znasz.

Zrobisz to? Czy wtedy będziesz miał jakiekolwiek wątpliwości, że tym razem do Boga twoja „modlitwa” dojdzie?

Zapewne tak.

Jaki jest zatem Bóg, w jakiego wierzysz??? Nie wysłucha modlitw ale na pewno dojdą do Niego bluźnierstwa?

W niniejszym artykule chciałbym obalić kilka przesądów na temat modlitwy. Przesądów, które, choć często głoszone z ambon, są niezwykle szkodliwe dla naszego zdrowia psychicznego, i powodują, że większość chrześcijan na świecie nie modli się wcale.

Uwaga wstępna – jak często podkreślam, nie głoszę na blogu tym „jedynej prawdy”. Skupiam się na zadawaniu pytań na które każdy może sobie sam odpowiedzieć; ewentualnie łatwiej mi o wiele wykazać, gdzie na pewno… lub niemal na pewno… prawdy nie ma.

Modlitwa… mówi się o niej wiele w niemal wszystkich religiach świata. Historia notuje wiele przypadków, gdy zatwardziali ateiści, w momencie zagrożenia życia, krzyczeli „Boże, ratuj!”. I większość z nas, kiedy na horyzoncie pojawia się jakaś tragedia, woła tak samo, mając nadzieję,że Bóg odmieni okoliczności, uleczy, przywróci dostatek…

I często Bóg zdaje się nic nie robić. Tragedia dochodzi do skutku. Pojawia się bardzo naturalne pytanie:

 Dlaczego Bóg nie odpowiedział na moją modliwę?

pray01

Ilość odpowiedzianych modlitw globalnie oscyluje zapewne wokół kilku procent. Znajdziesz setki książek rozważających pytanie „dlaczego Bóg nie odpowiada na nasze modlitwy?”. Ja, dla odmiany, chcę napisać, dlaczego nie – nie odpowiada. Ech, to wyglądało lepiej w mojej głowie, zanim to napisałem. Innymi słowy – jakie na pewno nie są przyczyny, dla których Bóg nie odpowiada na modlitwy. No nie, to wygląda jeszcze gorzej! Spróbuję jeszcze raz:

Jakie idiotyzmy na ogół usłyszymy, kiedy spytamy, dlaczego Bóg nie odpowiada na nasze modlitwy?

Dalej nie brzmi to doskonale, ale przynajmniej sens jest już jasny. Mam nadzieję.

 Idiotyzm pierwszy: Bóg nie odpowiada na modlitwę, jeżeli ma się zamierzany lub nie wyznany grzech w życiu.

Prawie zawsze przy okazji tego bzdurnego argumentu pada ten werset:

 Gdybym w mym sercu zamierzał nieprawość, Pan by mnie nie wysłuchał. (Ps 66, 18)

Zacznijmy od tego – jeżeli ktokolwiek uzasadnia jakąkolwiek doktrynę na podstawie jednego wersetu wyrwanego z któregoś z Psalmów, najlepiej będzie, jeśli odwrócisz się i pójdziesz w drugim kierunku. Lepiej być niegrzecznym niż karmić się kiepską teologią.

Psalmy służą pomocą w wielbieniu, w moditwie, są niemal czystą poezją i zawierają metafory, które nierzadko dziś brzmią śmiesznie i niezrozumiale. Znaleźć tam można też opisy bardzo autentycznych ludzkich emocji – na tyle autentycznych, że wielu ludzi religijnych nigdy by się pod nimi nie podpisało.

Psalmy jeszcze gdzieniegdzie zawierają elementy prorocze, i bywało nawet, iż Jezus lub apostołowie odnosili się do nich w sposób teologiczny, jednak nikomu nie wolno używać ich zgodnie z jakimś widzimisię… Chyba że uważamy, iż jesteśmy powołany do dopisania kilku ksiąg do Biblii.

Co to w ogóle znaczy „zamierzany grzech w życiu”? Czy jeżeli zamierzam iść do kina, zamiast podzielić się z ubogimi, czyż to już jest zamierzany grzech? A pospanie dłużej w niedzielę? Czy jeżeli w ogóle dopuszczam jakąkolwiek alternatywę oprócz totalnej świętości na każdą pozostałą sekundę mego życia, czy nie jest to już zamierzany grzech?

Szkoda czasu na to gdybanie. Opieranie się ja wyrwanym z kontekstu zdaniu z Psalmów jest niepoważne.

A cóż to jest „nie wyznany grzech”? Załóżmy, że naprawdę trzeba wyznawać grzechy (a czy trzeba – piszę o tym tutaj) – czy ktoś naprawdę wierzy, że jest w stanie pamiętać każdy swój grzech? Aby w to uwierzyć musisz przyjąć bardzo luźną definicję grzechu. Ja znam dwie dopuszczalne definicje – pierwsza to przekroczenie dowolnego z 613 przykazań Prawa Mojżesza, druga – to każde chybienie woli Bożej.

Wiele lat temu, pastor kościoła, do którego wtedy chodziłem, opowiadał mi, jak to przyszli do niego dwaj młodzi mężczyźni mówiąc, że potrzebują chrztu.

Pastor – Dlaczego tak myślicie?
Oni – Staliśmy się chrześcijanami.
Pastor – Skąd to wiecie?
Oni – Już nie grzeszymy?
Pastor – Nie grzeszycie???
Oni – Już nie.
Pastor – Może ze sobą  już nie grzeszycie… 🙂

Problem jednak jest o wiele głębszy, niż jakiś źle zrozumiany werset z Psalmów. Religia nie może pogodzić się z faktem, że Bóg niczego nie warunkuje naszym zachowaniem. Bóg odpowie na moją modlitwę nie dlatego, że powstrzymuję się od grzechów. Chrystus pojednał ze sobą nie tylko tych, którzy z całych sił starają się nie grzeszyć. I nie tylko tych, którzy w ogóle nie grzeszą. Rozwinę tę myśl za chwilę.

Idiotyzm drugi: Bóg odpowiada zawsze; czasem TAK, czasem NIE, czasem CZEKAJ.

Sam długo wierzyłem, że ta nauka jest prawdziwa; co gorsza, nauczałem nią innych, także rozumiem, dlaczego wydaje się poprawna. Są jednak dwa maleńkie problemy – po pierwsze, nauka ta jest zupełnie niebiblijna. Po drugie, dokładnie takie same rezultaty modlitwy otrzymamy, modląc się do pluszowego misia.

Nie wierzysz? Spróbuj. Postaw sobie pluszowego misia i pomódl się od niego w dowolnej intencji. Później czekaj i obserwuj. GWARANTUJĘ że otrzymasz jedną z tych trzech odpowiedzi – TAK, NIE albo CZEKAJ. To, że co drugi – jak nie lepiej – chrześcijanin powtarza tę tezę, nie oznacza, że ma cokolwiek z prawdą.

Idiotyzm trzeci – Bóg nie odpowie na twoje modlitwy z powodu jakiegoś konfliktu, który z kimś masz.

Podstawa prawna: 1 Piotra 3:7.

Sprawdźmy, co werset ten mówi:

 Podobnie mężowie we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym! Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski, [to jest] życia, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom (1 P 3:7, BT)

Podobnie wy, mężowie, postępujcie z nimi z wyrozumiałością jako ze słabszym rodzajem niewieścim i okazujcie im cześć, skoro i one są dziedziczkami łaski żywota, aby modlitwy wasze nie doznały przeszkody. (1 P 3:7, BW)

Wstawiłem najpopularniejsze katolickie i protestanckie tłumaczenie, by zobaczyć, gdzież to teologia odczytuje, że Bóg nie odpowie na modlitwę, kiedy jestem z kimś w konflikcie… ale tak naprawdę dalej tego nie widzę! Używanie tego argumentu pokazuje nie tyle czyjąś mierną teologię, ale wręcz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. „Aby modlitwy wasze nie doznały przeszkody” – no jasne, skoro mężczyzna nie okazuje żonie czci (czyli po prostu szacunku), trudno, żeby małżeństwo takie żyło zgodnie, a jakże można się razem modlić nie żyjąc w pokoju? Ten tekst w ogóle nic nie mówi o odpowiadaniu na modlitwy przez Boga, tylko o samym procesie wspólnej modlitwy!!

Równie dobrze tekst mógłby brzmieć „Nie stójcie na jednej nodze, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom”. Stanie na jednej nodze nieco rozprasza, i – z wyjątkiem rekordzistów – czyni modlitwę bardzo krótką – ale nie ma to nic wspólnego z Bogiem!

Idiotyzm czwarty – kiedy będziesz miał wystarczająco mocną wiarę, Bóg odpowie na twoją modlitwę.

To najczęściej być może i najbardziej szkodliwy idiotyzm. Zupełnie zdejmuje odpowiedzialność z Boga i zostawia ją na człowieku. Bóg chce uzdrowić każdego, tylko nie każdy ma wiarę! I tutaj pojawiają się liczne cytaty.

Proponuję jeszcze raz przyjrzeć się uzdrowieniom w Biblii. Pomyślec, dlaczego czasem odbywały się zupełnie bez udziału osób uzdrawianych. Dlaczego Jezus powiedział słowa „twoja wiara cię uzdrowiła” ale nie powiedział nikomu „Bóg cię uzdrowił”.

No i z niemowlętami chorującymi i umierającymi? Brak im wiary? Czy są odpowiedzialne sa brak wiary rodziców? Odpowiedzialność zbiorowa? Co za głupoty.

Pewien chrześcijanin chciał zrobić film dokumentalny o jednym z najpopularniejszych w USA „uzdrowicieli chrześcijańskich” (piszę w cudzysłowiu, bo żadni z nich uzdrowiciele, i żadni chrześcijanie). Nazywa się Benny Hinn. Pojechał na jeden z jego seansów, i usiadł obok drobnej kobiety, która opiekowała się dorosłym mężczyzną na wózku inwalidzkim z zaawansowanym porażeniem mózgowym.

Po chwili rozmowy wiedział, że jest to jej syn, a ona przyjechała tu sama z nim, i że mieszka kilkaset kilometrów od tego miejsca.

– I tak mocno wierzyłaś, że przyjechałaś tu tak daleko? – spytał
– Tak daleko? Na seansie Benny’ego Hinna jestem już czwarty raz. Pierwszy raz musiałam pokonać ponad 2 tysiące kilometrów!
– Dlaczego jeździsz tak często?
– Widać, mam słabą wiarę. Kiedy moja wiara będzie wystarczająco silna, mój syn będzie uzdrowiony. Tak mówi Benny! Chciałabym jeździć częściej, ale nie mam pieniędzy. Podróż kosztuje no i całe pozostałe oszczędności daję Benny’emu, bo on mówi, że ile na tacę włożysz, tyle błogosławieństwa dostaniesz z powrotem.

 Od czasu, kiedy widziałem tę scenę, uważam, że owi „uzdrowiciele” zasługują na proces i wyrok nie mniejszy od zbrodniarzy wojennych.

Wielki sukces tych oszustów nie pojawił się jednak tylko dzięki ich przebiegłości. Wykorzystują oni bzdury, kóre ludzie słyszą w kościołach. Religia wmówiła ludziom, iż Bóg odpowie na każdą modlitwę, jeżeli będziemy mieć wystarczająco wiary. Przy okazji, cóż jest większym dowodem wiary, niż wzięcie kredytu gotówkowego i przekazanie pieniędzy uzdrowiecielowi?

A co z sytuacjami, gdy umiera chore dziecko, i modli się za nie cała wielka wspólnota ludzi, a dziecko jednak umiera? Nikt nie miał wystarczająco wiary? Może to dziecko jej nie miało? Co za bzdury!!

Zbrodniarze Ci manipulują kilkoma wyrwanymi wersetami z Biblii, dokładając do nich dowolnie wymyślone ideologie! Najczęściej przypominają przykłady, gdy Jezus uzdrawiał chorych. Chory poprosił, Jezus uzdrowił. Zauważmy jednak, iż Jezus nie domagał się za to pieniędzy. Ani nie założył zgromadzenia gdzie co tydzień zbierano mnóstwo pieniędzy, z których On brał sporo procent. Szkoda czasu na omawianie argumentów tych uzdrowicieci. To jest, chciałem napisać, uzdrowicieli.

Na pewno znalazłoby się więcej idiotyzmów, które głosi się z ambon na temat modlitw, niemniej niemal zawsze mają jakiś związek z wymienionymi czterema.

pray02

Bóg odpowie na modlitwę nie dlatego, że moje życie jest wystarczająco dobre! To, czy odpowie, nie zależy od tego, czy w ubiegłym tygodniu byłem w kościele i czy pomogłem staruszce przejść przez ulicę! Bóg nie poczytuje już ludziom grzechów (2 Kor 5:19)! Aby przyjść do Boga nie potrzeba „stanu łaski uświęcającej”, czystości życia, zadośćuczynienia ludziom za popełnione krzywdy! Nie potrzeba też strachu!

Spójrz na poniższą listę – jeżeli używasz niektórych spośród wymienionych wyrażeń podczas modlitwy, oznacza to, że nie znasz swojej pozycji względem Boga i/lub nie znasz Jego obietnic:

„jestem niegodny”
„przebacz mi, o Panie”
„proszę, bądź ze mną”
„Ty obiecałeś, że gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni są…”
„zabierz te pokusy ode mnie”
„uczyń mnie lepszym”

W Chrystusie jesteśmy napełnieni wszelkim duchowym błogosławieństwem (Ef 1:3)! W Nim mamy całkowite odpuszczenie grzechów (Ef 1:7)! Bóg nie ma już nam czego przebaczać, nie możemy być w większym stopniu pojednani z Nim, niż jesteśmy!

Wkrótce po nawróceniu modlitwa płynie sama, bo człowiek jest zachwycony niesamowitą łaską Bożą, i Jego dobrocią. Widzi, że dla Boga nie zrobił przecież nic – dopiero przecież w Niego uwierzył – a Bóg zrobił dla nas tak wiele! Stopniowo jednak religia sieje ziarno cielesności – że Boża łaska jest jednak uwarunkowana naszymi staraniami – i w końcu większość ludzi ulega presji i przestawia się na religijny sposób myślenia.

O tym pisze Paweł m.in. w Liście do Galatów (Galacjan).

Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełnienia Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem? (Gal 3:2-3)

Nie „kończ ciałem”! Nie popadaj w błędne myślenie, że własnym złym postępowaniem masz jakikolwiek wpływ na to, czy Bóg słyszy twoje modlitwy i czy na nie odpowiada!

Módl się kiedy zechcesz i jak zechcesz, nie dbaj o słowa, nie musisz zaczynać swoich modlitw od pełnych pompy tytułów „O Boże wspaniały, wiekuisty, straszliwy, przedziwny, który stworzyłeś świat słowem mocy swojej…” Bóg wie, jaki jest i wie, co stworzył, i nie trzeba Mu tego przypominać! Jezus większość swoich modlitw, jakie znamy, zaczynał od słowa „Ojcze” – a my mamy prawo modlić się za jego przykładem!

Nie znajdziesz w Biblii ułożonych modlitw do „odmawiania”, wyliczonych dopuszczonych postaw modlitewnych czy zaleceń, że najlepiej modlić się między 5 a 6 rano. Jezus, owszem, modlił się rano, ale nigdzie nie ma zalecenia, by robić to samo, a wiele osób przez pierwsze 2 godziny po przebudzeniu są niemal nieprzytomni, więc modlitwa mijałaby się z celem. Poza tym nigdzie nie jest napisane, że Jezus modlił się rano codziennie albo że modlił się tylko rano.

* * *

Trudno znaleźć stronę Biblii gdzie modlitwa nie jest zalecana. Paweł pisze krótko – bez ustanku się módlcie (1 Tes 5:17). Modlitwy żaden człowiek cię nie nauczy, ale tak naprawdę nie musisz się niczego uczyć – jedyne, co musisz, to się modlić! Czy jednak Bóg odpowie na każde modlitwy? Oczywiście, że nie. W tym artykule (link za kilka dni) dowiesz się więcej.

Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie. (Flp 4:6-7)

pray04

(ostatnia aktualizacja – 2017-08-25)

Przykazania – dla kogo i dlaczego?

Zastanów się przez chwilę nad pytaniem – czym się różni chrześcijanin od człowieka niewierzącego?

(Zastanawiasz się. Chwilę. Nie czytasz dalej. Dlaczego czytasz dalej? Nie oszukuj, proszę, przerwij czytanie i zastanów się. Na chwilę!)

Uważne przeczytanie powyższego pytania może doprowadzić do następującego wniosku – chrześcijanin to ktoś, kto wierzy. W końcu przeciwstawiony jest w nim komuś nie-wierzącemu.

W co wierzy? Większość zapewne się zgodzi, że lepiej spytać – w kogo wierzy? Oczywiście, w Jezusa.

Chrześcijanami zatem jest mnóstwo ludzi. Katolicy, protestanci, mormoni, świadkowie Jehowy, a nawet i muzułmanie, bo i oni wierzą w istnienie Jezusa, choć nie uważają Go za proroka ważniejszego od pozostałych.

I tutaj mogę wkleić kilka trylionów stron o tym, jak poszczególne grupy ludzi wymyślają swoje definicje chrześcijaństwa, jak definicje te zmieniają się w czasie, jak grupy te się dzielą (na ogół), łączą między sobą (hmm… w tej chwili nie potrafię przypomnieć sobie takiego wydarzenia),czasem nawet walczą ze sobą i wzajemnie mordują. Tak naprawdę na przestrzeni wieków działo się to o wiele częściej, niż czasem, i dzieje się do dzisiaj.

Czy zatem możliwe jest w ogóle stwierdzenie, czym wyróżniają się chrześcijanie?

Albo – jak odróżnić chrześcijan prawdziwych od udających?

Kiedyś chciałem bardzo, by każdy chrześcijanin miał jakiś cudowny znak wyróżniający od innych – może nie aureolkę jak ze starych obrazów (spać by się przy tej światłości nie dało, choć w zamian za to jakie oszczędności w rachunkach za prąd!), ale może jakiś drobny znak na czole, albo umiejętność robienia jakiegoś drugorzędnego cudu?

To było kiedyś, dzisiaj myślę, że i to by nic nie dało. Zapewne znowu byśmy się podzielili kłócąc, czy na pewno każdy znak jest tego samego rodzaju… albo w ogóle, czy dobrze jest go mieć, czy lepiej nie mieć. I dalej by nie wiadomo było, kto jest prawdziwym chrześcijaninem.

Część chrześcijan robi spis doktryn, po zaliczeniu których, mogą kogoś nazwać chrześcijanem. Wiarę w bóstwo Jezusa, w Trójcę, w nieomylność Biblii, w nieomylność danego Kościoła, w powtórne przyjście Jezusa… ilość tych wierzeń i różne ich zestawienia mogą przyprawić o ból głowy. To, czego wyznawanie dla jednych „chrześcijan” jest dowodem wiary, dla innych jest dowodem jej braku.

Jest jednak jeden problem z doktrynami – stosunkowo łatwo jest w nie uwierzyć. Jeszcze łatwiej powiedzieć, że się wierzy. Wyobraź sobie, że należysz do Kościoła, który za warunek zbawienia uznaje wiarę w to, że Mojżesz był łysy. Niszczysz rytualnie wszystkie dostępne ci rysunki Mojżesza z bujną czupryną (czyż nie jest ciekawe, na marginesie, że Mojżesz rysowany jest z taką czupryną chyba zawsze, chociaż historia twierdzi, że długie włosy u płci brzydszej – choć silniejszej – były wówczas raczej wyjątkiem? Identycznie zresztą ma się sprawa z Jezusem).

commandments3

Kontynuując tę historię, Kościół twój organizuje misje do różnych krajów, by nawracać ludzi na łysego Mojżesza. Kiedy spotykacie kogoś, pytacie się go – czy wierzysz, że Mojżesz był łysy? I jeśli mówi on, że nie, przekonujecie go aż do skutku (albo aż wam ucieknie), i – jeżeli się uda – zaznaczacie w notesiku „kolejna uratowana dusza” i idziecie dalej.

A teraz wyobraź sobie, że spotykasz jakiegoś wesołego Wacka blisko budki z piwem. Zaczynasz temat, a Wacek – z uwagi na wyśmienity humor – łaskawie cię słucha. W końcu jednak zaczynasz go nudzić i Wacek pyta:

– Czy to znaczy, że jeśli uwierzę w łysego Mojżesza, będe zbawiony?
– No, tak – odpowiadasz.
– No to wierzę, i spływaj już stąd – mówi Wacek.

No i tak naprawdę, jedyne, co możesz zrobić, to… spłynąć. Nie masz możliwości weryfikacji, czy Wacek rzeczywiście wierzy. Nie możesz temu zaprzeczyć, wystarczy, że mówi, że wierzy. Sfrustrowany odchodzisz, myśląc, że Wacek jednak w cichości serca wyznaje długie włosy Mojżesza, a ty nic z tym nie możesz zrobić.

I podobnie sfrustrowana jest religia. Nie mogąc zweryfikować wiary swoich wiernych, a jednocześnie musząc ich kontrolować, stworzyła straszną rzecz – PRZYKAZANIA.

commandments1

Czekaj, czekaj – powiesz – przecież przykazania stworzył Bóg, czyż nie?

Bóg stworzył też cyjanek potasu. To, że Bóg coś stworzył, jeszcze nie oznacza, że masz to bezmyślnie używać. Bezmyślnie – podkreślam – nie oznacza, że wcale. Cyjanek potasu, oprócz bycia bardzo silną trucizną, jest nieocenioną pomoca przy wydobywaniu złota.

Popatrzmy na temat przykazań w Biblii.

Spisane przykazania pojawiają się dopiero za czasów Mojżesza („dopiero”, bo co najmniej dwa i pół tysiąca lat po Adamie), co nie oznacza, że wcześniej na ziemi panowało totalne bezprawie. W szóstym rozdziale Księgi Rodzaju znajdziemy początek historii Noego i potopu; potop był karą za grzech, lecz jak Bóg mógłby sądzić ludzi za ich grzech, jeśliby wcześniej nie określił, czym grzech jest? Ludzie więc musieli mieć dane jakieś przykazania, jednak ponieważ Biblia nie wspomina o szczegółach, nie będę spekulować. Adam i Ewa mieli też zresztą przykazane, co mają robić, i czego nie mają; a skoro Bóg rozmawiał z Kainem o dobrym i złym postępowaniu, znaczy się, że i Kain jakieś zasady miał dane.

Pierwsze przykazania, które jasno nazwane są w Biblii przykazaniami, to prawo dane Mojżeszowi (inaczej: zakon mojżeszowy). Dane one zostały Izraelowi w XV wieku pne, i stanowiły część Przymierza. Przeczytaj początek 5. rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa (5 Mojżeszowej):

Mojżesz zwołał całego Izraela i rzekł do niego: Słuchaj, Izraelu, praw i przykazań, które ja dziś mówię do twych uszu, ucz się ich i dbaj o to, aby je wypełniać.  Pan, Bóg nasz, zawarł z nami przymierze na Horebie. Nie zawarł Pan tego przymierza z ojcami naszymi, lecz z nami, którzy tu dzisiaj wszyscy żyjemy. (5M 5:1-3)

Przymierza były wtedy bardzo powszechne we wszystkich kulturach, zawierane z innymi ludźmi, jak i również z pogańskimi bożkami. Przymierze z Izraelem nie jest też pierwszym przymierzem, które zawarł Bóg z ludźmi, wcześniej Biblia wspomina na przykłąd o przymierzach z Noem (1M 9:1-17) lub z Abrahamem (1M 17:1-22). Jeśli przeczytacie w Biblii te fragmenty, zobaczycie istotę przymierze – to zobowiązanie jest zawsze dwustronne. Bóg wymaga coś od ludzi ale Bóg i coś ludziom za to obiecuje, przy czym poszczególne przymierza bardzo różnią się od siebie. W przymierzu z Abrahamem widzimy na przykład wielki nacisk na obietnice – Bóg je wymienia, nie stawiając żadnych warunków – dopiero później wspomina o kilku drobnych szczegółach – w tym i o obrzezaniu. Przymierze za czasów Mojżesza natomiast skupia się na wymaganiach, które Bóg miał od Izraela, jednak obietnice też, bardzo konkretne, są w nim zawarte.

Ostatnie zdanie w wyżej cytowanym fragmencie z 5 Mojżeszowej pokazuje też jasno, że to przymierze jest jedyne w swoim rodzaju.

Bóg wymaga od Izraela przestrzegania prawa – i w zamian obiecuje mu m.in. szczególną pozycję wśród narodów, szczególną pomoc, dobrobyt itp. Ludzie zaś zobowiązują się do przestrzegania danych im przykazań.

Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym. (…)Wtedy cały lud jednogłośnie powiedział: Uczynimy wszystko, co Pan nakazał. (2M 19: 5-6a.8a).

Przymierze to jednak było tylko cieniem Nowego Przymierza:

Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach – wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem. (Jer 31:33)

Większość jest zdziwiona, gdy dowiaduje się, że Nowe Przymierze także zostało zawarte z Izraelem, a nie z całym światem. A czy wiesz, że przez ponad 3 lata od wniebowstąpienia Jezusa jedynymi chrześcijanami byli Żydzi, albo przynajmniej stanowili przygniatającą większość, jako że w Dz 10:45 dziwią się bardzo, że poganie również otrzymali dar Ducha Świętego, a w Dz 11:1nn wciąż dziwią się, że Piotr w ogóle przebywa z poganami. W poprzednim rozdziale Dziejów opisana jest natomiast (a w 11. powtórzona) wizja, którą Piotr otrzymał do Boga, w wyniku której Piotr nie uważał już za nieczyste ani żadne pokarmy, ani żadnych ludzi.  Czyż nie oznacza to coś bardzo wyjątkowego i niezwykle istotnego, że Bóg aż musiał posługiwać się szczególną wizją, i to powtarzaną trzykrotnie (zobacz Dz 10:9-16.11:5-10)? Zauważ też, że Jezus powtarzał wiele razy, że Jego misja jest przeznaczona wyłącznie dla Żydów (por. Mt 10:5-7.15:24).

Czy ja – poganin – mam zatem jakikolwiek udział w Nowym Przymierzu, jeśli zostało one zawarte wyłącznie z Izraelem?

Tak! Apostoł Paweł porównuje Izrael do szlachetnych gałęzi oliwnych, pogan zaś do dzikich, i proces dołączenia pogan do Przymierza porównuje do odcięcia gałęzi szlachetnej i wszczepienia dzikiej (por. Rz 11). Izrael z powodu niewiary został odcięty od Przymierza, jednak – jak też można wyczytać to z Rz 11 – nie zostało wypowiedziane w tym temacie jeszcze ostatnie słowo. W tej chwili nie liczy się, w jakim kraju się rodzimy. Paweł wielokrotnie zapewnia, że w Chrystusie pojednany jest ze sobą cały świat i wszyscy jesteśmy jednością:

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście jednością w Chrystusie Jezusie. (Gal 3:28)

Poza tym plan uczynienia wszystkich ludzi uczestnikami obietnic nie był dla Boga zaskoczeniem – już Izajasz pisał:

Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. (Iz 49:6b)

Podsumowując temat – istniały dwa przymierza, Stare i Nowe. Stare zawarte było między Bogiem i Izraelem, Nowe również, ale do Nowego dostęp otrzymali również poganie. Wszyscy ludzie.

Prawo – czyli dokładnie 613 różnych przykazań, zawartych od 2 do 5 Księgi Mojżeszowej, a zaczynających się od tych zwanych dzisiaj Dekalogiem, było jedynie częścią pierwszego Przymierza – tego starego.

Wniosek z tego taki, że prawo mnie, poganina, nie obowiązuje. Niezależnie od tego, w jakich czasach bym się nie urodził.

Nowy Testament nigdzie nie uczy pogan żadnych przykazań! Wręcz przeciwnie (por. Dz 15)! Jeżeli zapamiętasz choć tylko jedną rzecz z tego artykułu, będę szczęśliwy, jeśłi będzie to fakt, iż Dekalog nigdy nie obowiązywał pogan {{1}} [[1]]niektóre prawa obowiązywały również pogan,ale tylko tych, którzy chcieli mieszkać razem z ludem Izraela [[1]], i jeśli ktoś uczy cię inaczej, wynika to albo z jego słabej znajomości Biblii, albo złej woli.

A co, jeślibym był Żydem? Obecnie nie ma różnicy, bo Stare Przymierze przestało obowiązywać przy przyjściu Chrystusa:

Na cóż więc Prawo? Zostało ono dodane ze względu na wykroczenia aż do przyjścia Potomka, któremu udzielono obietnicy; przekazane zostało przez aniołów; podane przez pośrednika (…) Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, /który miał prowadzić/ ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy (Gal 3:19.23-25)

Prawo Mojżesza mnie nie obowiązuje!

Dekalog mnie nie obowiązuje!!!

Dzisiaj protestanci wojują z katolikami o prawdziwy wygląd Dekalogu. Protestanci mówią, że katolicy usunęli 2. przykazanie, a 10. rozdzielili na dwie części, by dalej było 10. Katolicy zaś zauważają, że w biblijnym Dekalogu jest więcej niż 10 nakazów/zakazów, i ich podział jest rzeczą umowną, a rozdzielenie „ani żadnej rzeczy która jego jest” od „żony bliźniego swego” podyktowana jest szacunkiem dla kobiet, gdyż umieszczenie jej razem z przedmiotami obniżałoby jej godność. Dobre!! No, i – zapomniałbym – Adwentyści Dnia Siódmego i inni sabatarianie nazywają resztę chrześcijan heretykami, bo sabat z Dekalogu zastąpili niedzielą.

Podobny sens mają kłótnie, czy w śniadaniu Marsjan przeważają węglowodany czy białko. DEKALOG JUŻ NIE OBOWIĄZUJE NIKOGO!

Czy nie chcesz wykrzyczeć w tej chwili pytania: to jak, teraż można zabijać, kraść, i w ogóle robić to, na co ma się ochotę?

Odpowiem Ci tak: pomyśl teraz o osobie, którą bardzo kochasz. Może o współmałżonku lub kandydacie na niego, o rodzicach, dzieciach, kimkolwiek.

Czy masz już w myślach tę konkretną osobę? Dobrze. Odpowiedz teraz na naprawdę proste pytanie:

Czy kiedykolwiek wsadziłeś lub wsadziłaś tej osobie palec w oko?

commandments4

Mam nadzieję, że Twoja odpowiedź brzmiała „nie”. Jeżeli było inaczej, proszę, wyobraź sobie drugą osobę, którą kochasz. Jeżeli wciąż odpowiedź brzmi „tak”, weź trzecią. Jeżeli wciąż mówisz „tak”, mam nadzieję, że przebywasz w tej chwili w jakimś zakładzie zamkniętym. Albo, że jesteś okulistą lub chirurgiem ocznym.

Nie włożyłeś? A dlaczego? Czy w Biblii jest przykazanie na ten temat? Nie ma.

Czy w szkole uczyli cię, by nie wsadzać nikomu palca w oko? Nie uczyli.

Czy w polskim prawodawstwie jest zakaz wsadzania palca w oko? Nie ma.

A wyobraź sobie, że poznajesz jakąś osobę. W momencie poznania osoba ta wyjmuje papier i mówi: musimy ustalić zasady naszej znajomości. Bez zasad nic nie będzie działało dobrze. Zasada pierwsza: nie będziesz mi wkładać palca w oko. Zasada druga – nie będziesz mi wkładać długopisa w oko…

Dosyć tej błazenady, nazwijmy rzeczy po imieniu – nie można oprzeć relacji z kimś na spisie rzeczy dozwolonych i zakazanych.  A Bóg chce relacji z nami. Jezus nazwał nas przyjaciółmi. W Biblii czytamy, jak Bóg okazywał wielokrotnie szaloną wręcz miłość ku ludziom, gorącą, pełną emocji.

Popatrz raz jeszcze na cytowany wyżej fragment z Jeremiasza 31:33 – „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. „ – nie oznacza to wcale, że nagle na pamięć będziemy znali 613 przykazań, bo oznaczać by to również musiało powrót do składania ofiar. Prawo jest całością, jeśli kiedykolwiek usłyszysz, że ktoś próbuje cię przekonać, iż prawo dzieli się na część obowiązującą do dziś i część już nieaktualną – uciekaj stamtąd, ta osoba nie ma pojęcia o Biblii. Zakon stanowi nierozerwalną całość, i oparty jest on na systemie ofiar. Nie ma podziału na Dekalog i pozostałe 603 przykazania, nie ma podziału na prawo moralne i ceremonialne, to tylko wymysły religii,  nie poparte w ogóle Biblią. Jeżeli ktoś chce przestrzegać prawa, musi przestrzegać też składania ofiar. Co gorsza, jeśli należy do płci pięknej inaczej, musi też się obrzezać, jeśli jeszcze tego nie uczynił.

Wpisanie prawa tego na naszym sercu natomiast oznacza co najmniej dwie istotne rzeczy: że nie będziemy meili wątpliwości, jakie te prawa są (popatrz tylko na kłótnie między denominacjami), i także, że będziemy je traktowali jako nasze prawa – bo serce to w końcu cząstka nas samych. Czyli, że nikt nie będzie ich kwestionował. Ktoś może zmusić nas do ślepego posłuszeństwa, ale nie powiemy wtedy, że jego prawa mamy w sercu. W sercu możemy mieć to, do czego serce te oryginalnie zostało przeznaczone.

Jakie zatem prawo Bóg wpisuje w „głębi naszego jestestwa” {{2}} [[2]]cokolwiek jestestwo ma oznaczać, ale to już chyba tylko tłumacze 1000-latki wiedzą[[2]]? NOWE prawo. Prawo miłości, prawo wolności. Kochaj i rób co chcesz! – słyszysz czasami i wydaje ci się to herezją? Popatrz co pisze Paweł w 1 Kor 6:12 – wszystko mi wolno! Zaraz jednak dodaje, że nie wszystko przynosi korzyść. Mogę iść do sklepu monopolowego, kupić piwo, i je wypić? Mogę. Mogę też kupić 10 litrów wódki i je wypić? Mogę. Rozum jednak podpowiada mi, że ta druga rzecz będzie dokładnie odwrotna do „przynoszącej korzyść”. (Ta pierwsza rzecz jest dla wielu chrześcijan jednym z ulubionych tematów do kłótni, więc … zakończę tu temat :-))

Popatrzmy na te genialne w swojej prostocie słowa Jezusa:

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem (J 13:34)

Brakuje ci przykazań? Proszę bardzo, masz przykazanie! Ważne kiedyś, ważne dzisiaj, dla każdego! A co się stanie, kiedy je złamiesz? Cokolwiek się stanie, stało się już, przecież łamiesz je codziennie. Łamiemy je wszyscy. Przymierze jednak trwa dalej, przymierze jest nierozerwalne, wieczne, a konsekwencje naszej niewierności są już w 100% poniesione – przez ofiarę Jezusa! Cóż za wspaniała to wieść dla nas!!! Gdyby wszystkie umowy tak wyglądały!

Bóg okazał nam niesamowitą miłość i pokazał jedyne w swoim rodzaju bezwarunkowe wybaczenie. Nie jesteśmy w stanie zrobić niczego, co spowodowałoby Jego dezaprobatę! Wybrał nas zresztą przed założeniem świata, znając przyszłość i wszystko, co zrobimy, także niczym Go nie zdziwimy!

Kochaj i rób, co chcesz – tak mówi Bóg, ale nawet jeśli z tej zasady zostawiamy tylko drugą część, Bóg nas wciąż kocha tak samo!

[Miłość] wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje (1 Kor 13:7-8a)

 

Bóg jest miłością (1J 3:1.4:8)

Czy zatem mogę jutro na przykład zamordować kogoś, kogo nie lubię?

Mogę, jestem wolnym człowiekiem. Czy Bóg mnie za to ukarze? Nie. Mam pełne przebaczenie grzechów (Ef 1:7). Ukarze mnie za to ktoś inny. Ława przysięgłych.

Czy gdyby przykładowo jutro okazało się, że nastąpiła pomyłka w tłumaczeniach, i że Biblia wcale nie zakazuje mordowania, zacząłbym zabijać, na przykłada wszystkich tych, których nie lubię? Nie. Nie robię tego dzisiaj nie dlatego, że przykazanie mówi – nie zabijaj! Jestem na tyle dojrzały by rozumieć, że to głupie. Czy wszyscy są tak dojrzali? Na pewno nie. Dzieci raczej nie. Osoby z niektórymi rodzajamy upośledzeń – również nie. Choć morderstwo tylko za to, że kogoś nie lubię, jest bardzo prostym moralnie wyborem (przynajmniej dla większości). Istnieje natomiast mnóstwo rzeczy, które już tak proste nie są. Dlatego, owszem, potrzebujemy zasad. Im mniej dojrzali jesteśmy, tym więcej ich potrzebujemy. Ale zasady te potrzebne są tylko w tym samym sensie, w jakim znajomość przepisów drogowych potrzebna jest do jazdy samochodem. Przepisy te nie mówią mi, czy mam dzisiaj jechać do babci, czy do sklepu. Nie mówią mi też, czy mam gdzieś jechać, czy nie.

Zdaję sobie sprawę, że to, co piszę wyżej, może niektórym wydać się zagmatwane i niejasne. Jak poczytasz spory teologiczne, zobaczysz, że zwolennicy wszystkich opcji zdają się mieć poparcie w Biblii. Ta sama Biblia nazywa przykazania pożytecznymi i nieużytecznymi.

A przeto poprzednie przykazanie zostaje usunięte z powodu jego słabości i nieużyteczności,  (Hbr 7: 18)

 

Tak więc zakon jest święty i przykazanie jest święte i sprawiedliwe, i dobre.  (Rz 7:12)

Skąd ta dwoistość? Nie chcę tutaj arbitralnie niczego rozstrzygać, i nie temu służy ten artykuł. Moim zdaniem stopień, w jakim dotyczą nas przykazania, zależy od poziomu naszej dojrzałości, ale absolutnie niedopuszczalne jest ocenianie innych i dyktowanie im, jak mają żyć. Kluczowy jest tutaj 14. rozdział Listu do Rzymian, gdzie Paweł zajmuje się głównie praktykowaniem świąt i wyłączaniem pewnych pokarmów w celach religijnych. Jego wniosek jest następujący:

Kim jesteś ty, co się odważasz sądzić cudzego sługę? (…) Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga.(…) A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem. (Rz 14:4.10.22)

Ten strasznie brzmiący „Trybunał Boga”, wspomniany również w 1 Kor 5:10, to na pewno nie miejsce selekcji zbawiony – niezbawiony; kontekst wykazuje, że raczej odbywa tam się rozdawanie nagród.

Słyszałem kiedyś historię o tym, jak świeży chrześcijanin, chcąc pomóc komuś w tarapatach finansowych, dokonał napadu rabunkowego na stację benzynową, tłumacząc później, że uczono go, iż pomoc potrzebującym to priorytet dla każdego chrześcijanina.

commandments2
Wydaje ci się to głupie? Sam bym dokonał napadu rabunkowego, gdybym na przykład mógł tym uratować czyjeś życie. Priorytety nie zawsze są czarno-białe, na ogół nie znamy wszystkich okoliczności, także najsensowniej wydaje się po prostu zastosować do słów Pawła: „A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem„.

Na koniec wspomnę jeszcze o dość popularnym w protestantyzmie poglądzie, iż chrześcijan obowiązują te spośród przykazań starotestamentowych, które powtórzone są w Nowym Testamencie.

Po pierwsze, Biblia nigdzie nic takiego nie głosi.

Po drugie, kwestią dyskusyjną jest, czy Ewangelie należą do Nowego Testamentu, czy do Starego. Ja osobiście uważam, że do Starego.

Po trzecie, pogląd taki otwiera możliwość do niekończcących się sporów na temat mnóstwa fragmentów. Co obowiązuje wiecznie, co jest uwarunkowane kulturowo, co Paweł pisał tylko do Koryntian, do do nas wszystkich, co jakie słowo oznacza w którym kontekście, itp itd…

Unikaj natomiast głupich dociekań, rodowodów, sporów i kłótni o Prawo [Mojżeszowe]! Są bowiem bezużyteczne i puste. (Tyt 3:9)

Dokładnie!

Zacytuję na koniec Jana z jego pierwszego Listu. List ten ma mnóstwo do powiedzenia na temat przykazań, jednak przykazania te definiuje tylko raz. I nie znalazłem lepszego podsumowania przykazań, które mnie obowiązują.

 A to jest przykazanie jego, abyśmy wierzyli w imię Syna jego, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie, jak nam przykazał (1 J 3:23)