Świątynia – co to jest?

Ten artykuł będzie krótki i prosty, być może jednak ciężko będzie ci w niego uwierzyć.

Pojęcie świątyni jest nierzadko używane w języku polskim. Najczęściej chyba w odniesieniu do kościoła – budynku, gdzie chodzi się co niedzielę. Wielu też słyszało o budowanej Świątyni Opatrzności Bożej i zżymało się nad ileś-tam-set milionami złotych wydanych na nią do tej pory.

Zaraz wykażę, że znaczenie pojęcia ‚świątynia’ jest tylko jedno.

W języku polskim, podobnie zresztą jak w koine – języku oryginalnym Nowego Testamentu – wyraz ‚świątynia’ jest pochodną wyrazu ‚święty’, ‚oddzielony’. Biblijnie rzecz ujmując, autorem prawdziwej świętości jest tylko Bóg. Święty – oddzielony od naszej niedoskonałości -jest tylko Bóg – ale również to, co On sam uzna za święte – oddzielone przez Niego.

I tak przykładowo świętymi nazywa się wszystkich chrześcijan. Tak, wszystkich! Zwrotu tego w ten sposób używa często Apostoł Paweł (na przykład w Rzymian 1:7, 2 Koryntian 6:1, Efezjan 1:1).

Paweł wielokrotnie nazywa też wierzących – jako ogół – świątynią. Porównaj 1 Koryntian 3:16-17.

I z wyjątkiem fragmentów z Listu do Hebrajczyków i Księgi Objawienia, gdzie mowa jest o miejscu w Niebie, wszystkie pozostałe przypadki użycia w Biblii wyrazu ‚świątynia’ odnoszą się tylko i wyłącznie do pojedynczego budynku w Jerozolimie!

I tu dochodzimy do sedna – nie ma ‚świątyń’ w liczbie mnogiej! Świątynia to jeden, jedyny budynek – wybudowany w połowie X wieku pne, zniszczony przez Babilończyków w 586 roku pne. Odbudowany ponownie w 516 roku pne, ostatecznie zburzony w czasie najazdu rzymian z 70 roku ne.

Zdaniem chrześcijan dosłownie traktujących pewne proroctwa biblijne, świątynia odbudowana będzie po raz kolejny, i będzie to jednym z ostatnich znaków ‚końca czasów’.

Świątynia określana była jako miejsce zamieszkania Boga i miała specjalnie oddzielone miejsa –  ‚święte’ i ‚najświętsze’ – natomiast dzisiejsze kościoły nie mają nic takiego! Nazywanie ich ‚świątyniami’ to jakaś koszmarna mieszanka Starego i Nowego Testamentu!

Jeśli popatrzymy, jak rozwijał się Kościół chrześcijański na początku, zobaczymy, że ludzie po prostu spotykali się po domach (Dzieje Apostolskie 2:46) i jakkolwiek uzasadnione może wydać się postawienie jakiegoś budynku, kiedy liczba chrześcijan przewyższy pojemność domów, o tyle nazywanie takich budynków ‚świątyniami’ dowodzi zerowej znajomości Biblii.

Pomyśl. Większość ludzi bezmyślnie nazywa kościół świątynią, choć to tak odległe pojęcia. Ile innych rzeczy w ich religijności nie ma żadnego związku z prawdą, i powtarzają to, co usłyszeli od innych?

Ile takich rzeczy powtarzam ja? Ile ty?

Ojcze Nasz – modlitwa też nasza?

Na początku 2012 roku w stanie Delaware w USA miał miejsce ciekawy proces. Kilku radnych wystąpiło z zażaleniem, że każde obrady rozpoczynają się modlitwą „Ojcze Nasz”, i że jest to niekonstytucyjne, bowiem Konstytucja USA zabrania faworyzowania jakiejkolwiek religii, a ‚Ojcze Nasz’ jest modlitwą chrześcijańską.

Co naprawdę mnie zaciekawiło w tym wszystkim, to słowa sędziego – Leonarda P. Starka. Podsumowując zakończenie pierwszych obrad sądu powiedział, że dano mu bardzo trudną sprawę, gdyż wbrew opinii przygniatającej większości, on osobiście nie widzi, żeby modlitwa ta była modlitwą chrześcijańską. Nie ma w niej odniesienia do Jezusa, a w czasie jej powstania nikt nie wiedział, co to jest chrześcijaństwo.

Mnóstwo ludzi się oburzyło. Jak to nie chrześcijańska? Przecież wszystkie chrześcijańskie kościoły się nią modlą!

Poprawka: nie wszystkie.A nawet gdyby… to równie dobrze wszystkie mogą się mylić.

Owszem, modltwa ‚Ojcze Nasz’ jest w Biblii, ale jest w niej również polecenie ukamienowania nieposznych synów (Pwt 21:18-21). Delikatnie mówiąc – nie każde słowo Biblii skierowane jest bezpośrednio do nas dzisiaj.

Odrzucając zatem uprzedzenia i statystyki kościelne, odpowiedzmy na jedno pytanie – czy modlitwa ‚Ojcze Nasz’, zwana również Modlitwą Pańską, jest skierowana do chrześcijan?

Odpowiedź na to pytanie jest prostsza, niż się wydaje.

Sędzia Stark miał absolutną rację – Modtlitwa Pańska nie mogła być skierowana do chrześcijan, bo w tym czasie nie było chrześcijan! Przeczytaj 16. rozdział Ewangelii Jana – Jezus nie mógł nawet wyjaśnić uczniom zasad chrześcijaństwa, bo uczniowie nie byli w stanie jeszcze jej zrozumieć. Jezus zapowiedział że zrozumieją ją w późniejszym czasie (J 16).

Czy zatem nic z tego, co Jezus mówił, nie odnosi się do chrześcijan?

To również niepoprawne uproszczenie. Należy zawsze czytać kontekst sytuacji. Niektóre rzeczy Jezus mówił tylko do Żydów. Niektóre – wyłącznie do apostołów. Inne – do uczniów. Pewnego razu Jezus dał specjalną misję wybranym 72 uczniom. Roztrzygnięcie, do kogo dane słowa były skierowane, nie przesądza o tym, czy słowa te skierowane są również do nas. Należy dokonać analizy kontekstowej.

 

Planuję kiedyś szerzej opisać tekst Modlitwy Pańskiej bo jest to tekst bardzo ciekawy – i rzadko kiedy poprawnie rozumiany – teraz ograniczę się do wskazania jednego, jedynego miejsca, które przesądza o tym, że modlitwa ta nie jest modlitwą chrześcijańską.

i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom

W Starym Testamencie całkowicie oczywistym było, że prosiło się Boga o przebaczenie grzechów. Cały system ofiarniczy, na którym zbudowane było Prawo, był prośbą do Boga o przebaczenie. Nie tyle jednak chodziło o to, by odmienić nastrój Boga – a jedynie o to, by Bóg łaskawie zmienił naturalne konsekwencje grzechu przewidziane w Prawie.

A co mówi Nowy Testament?

W nim [Chrystusie] mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego, (Efezjan 1:7)

Jeśli mamy przebaczenie grzechów, dlaczego mielibyśmy wciąż prosić o przebaczenie? Nie powinniśmy! Możemy za nie jedynie dziękować!

To fakt, że modlitwa ‚Ojcze Nasz’ odmawiana jest w mnóstwie kościołów – może nawet w większości – co  niedzielę. Powinno zmusić to nas do refleksji – jak to jest, że człowiek, choć istotą myślącą będący, tak często wyłącza myślenie w kwestii religii?

A ile z tego, w co sam wierzę, jest przyjęte bezkrytycznie od innych?

Dobrze zadawać sobie samemu takie pytanie codziennie. Pobudzać innych – i siebie – do myślenia. Spróbuj postawić znajomemu, biblijnie wierzącemu chrześcijaninowi takie pytanie – skoro wierzysz, że Jezus wybaczył ci wszystkie grzechy, dlaczego wciąż w Modlitwie Pańskiej prosisz Go o nie? Gwarantuję, że większość chrześcijan osłupieje po takiego pytania usłyszeniu!

 

edycja II, 2017-11-29

Jakuba 2 – sama wiara na nic?

Jednym z najczęściej przeciwstawianych doktrynie darmowego zbawienia z łaski przez wiarę fragmentów Biblii jest fragment z 2. rozdziału Listu Jakuba. O fragmencie tym mówi się i pisze bardzo dużo – tak dużo, że większość ludzi widzi już tylko to, co się mówi i pisze, nie widząc, o czym rzeczywiście Jakub pisze. I wtedy całość rzeczywiście zaczyna wydawać się bardzo skomplikowana – na tyle, że część teologów liberalnych wysnuło nawet teorię, że początkowo istniały dwa nurty chrześcijaństwa – Pawłowe i Jakubowe. Paweł nauczał, że zbawienie jest wyłącznie z wiary, zaś Jakub, że z wiary i uczynków.

Na przestrzeni wieków nie raz pojawiali się teologowie, którzy, nie rozumiejąc zupełnie tego fragmentu, odmawiali Listowi Jakuba miejsca w kanonie pism natchnionych. Jednym z tych teologów był sam Luter!

Fragment ten też jest jednym z ulubionych podczas dyskusji katolików z protestantami o sposobie zbawienia. Abstrahuję teraz od rzeczywistej teologii różnych Kościołów, która na ogół jest niemal nikomu nie znana, piszę, co przeciętny katolik i protestant powiedzą.

Katolik – Fragment ten pokazuje, że aby zostać zbawionym, sama wiara nie wystarczy, ale potrzebne są też uczynki.

Protestant – Fragment ten pokazuje, że uczynki dowodzą, że wiara jest prawdziwa. Jeśli nie ma uczynków, znaczy to też, że nie ma prawdziwej wiary.

(Tutaj różne frakcje protestanckie będą różnie kontynuować. Przy wyznawanej nieutracalności zbawienia padnie tekst, że brak uczynków oznacza, że zbawienia nigdy nie było; pozostali zaś powiedzą, że zbawienie ktoś, przez trwanie w grzechu, po prostu utracił).

Postaram się wykazać, że obie opcje są mylne. Wpierw jednak, trochę anegdotycznie, podam często przytaczany przez katolików (choć nie tylko katolików) argument. Mówią – wy, protestanci, tak często kładziecie nacisk na slogan ‚tylko wiara’, podczas gdy wyrażenie ‚tylko wiara’ występuje tylko raz w Biblii, w Liście Jakuba, we fragmencie w którym autor właśnie pisze, że sama wiara nie może nikogo zbawić!!!

Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary (Jakuba 2:24)

Argument wygląda  porządnie, czyż nie? Zaraz zobaczymy!

Zauważmy, że Jakub odnosi się do tego samego przykładu, co Apostoł Paweł, kiedy ten ostatni pisze o usprawiedliwieniu z samej wiary – do przykładu Abrahama. Porównajmy:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? (Jakuba 2:21)

Bo jeśli Abraham z uczynków został usprawiedliwiony, ma się z czego chlubić, ale nie przed Bogiem. (Rz 4:2)

Jeśli połączę te wersety, otrzymam to, co następuje:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków (ale nie przed Bogiem), gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?

Czyżby zatem istnieją dwa rodzaje usprawiedliwienia – przed Bogiem i nie-przed-Bogiem? Przed ludźmi?

Nie wnioskuję tutaj niczego, tylko pytam…

 

Usprawiedliwienie przed Bogiem jest niezbędnym warunkiem zbawienia. Grzech musi być ukarany. Grzeszny, nieusprawiedliwiony człowiek, nie może mieć żadnej społeczności z Bogiem; nie może przebywać przed Jego obliczem. Jakub nie może pisać o takim rodzaju usprawiedliwienia. Oto dowody:

Tematem całego Listu Jakuba jest zachowanie chrześcijan, nie doktryna.

Popatrzmy na rozdział 2. Jakub krytykuje w nim dyskryminację biednych ludzi. W wersie 15. opisuje dokładnie sytuację, w której ktoś tylko mówi o pomocy, nie dając jej. Czy same słowa pomogą któregokolwiek człowiekowi? Czy sama wiara pomoże… jakiemukolwiek człowiekowi?

W kontekście jest „TU I TERAZ”, a nie „co będzie na tamtym świecie”!

Gdyby jednak ktoś naprawdę chciał odczytywać ten fragment jako odnoszący się do zbawienia wiecznego, mamy ciekawy wzorzec do naśladowania. Abraham został usprawiedliwiony:

Wtedy uwierzył Panu, a On poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. (Rodzaju 15:6)

A Jakub pisze:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?  (Jakuba 2:21)

Tak się składa, że  między tym dwoma wydarzeniami minęło około 20 lat.

Więc kiedy ktoś uwierzy, wystarczy, że na przestrzeni 20 następnych lat wykaże się jednym uczynkiem, i to wystarczy, by zweryfikować jego wiarę?

Absurd.

Religia używa drugiego rozdziału Listu Jakuba jako narzędzia siania strachu, przy czym każda grupa religjijna ma swoją listę uczynków, które dowodzą, że jesteś zbawiony lub dowodzą, że nie jesteś.

Jezus nie przyszedł na ziemię po to, by dać nam kolejny zestaw przykazań, jak robi to dzisiaj ogromna większość Kościołów. Przyszedł po to, by dać odpoczynek od prawa. Radość, pokój. Choć nieraz przez łzy.

Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. (Mateusza 11:28)

Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym. (Rzymian 17:17)

Jeśli powżysze wersety nie spełniają się w Twoim życiu, najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że wierzysz kłamstwom, które nauczyła cię religia.

Nie musisz tego dalej robić!

Biblia a nauka

Przez wiele lat… a tak naprawdę przez większą część mojego życia, moje poczucie bezpieczeństwa było w pewnym sensie oparte na wiarygodności Biblii.

Ponieważ uważałem, iż są w niej pewnego rodzaju instrukcje, jak po śmierci trafić do nieba, zamiast do piekła, zrozumiałe jest, iż zarówno wiarygodność jak i sposób interpretacji Biblii był dla mnie bardzo ważny – i można użyć stwierdzenia, że była to dla mnie kwestia życia i śmierci.

Kiedy wreszcie nadszedł czas, gdy nauczyłem się odczytywać Biblię bez narzuconej mi przez religię interpretacji, odetchnąłem z ulgą jak nigdy dotąd, i wkrótce wiedziałem już na 100%, że z rąk Boga nic mi nie grozi. Zrozumiałem, na czym Kościoły oparły swoje kłamliwe groźby o srogim Bogu i wtedy też okazało się dla mnie jasne, iż przesłanie o nieskończenie dobrym Bogu jest przesłaniem nie tylko chrześcijaństwa, ale i całego świata. Spowodowało to, iż nawet gdyby ktoś mi dzisiaj udowodnił, iż każde słowo Biblii jest nieprawdziwe – nie zaburzy to mojego spokoju. Tak się jednak składa, iż Biblię wciąż kocham i szanuję, pomimo tego, iż jej wiarygodność jest podważana jak żadnej innej księgi świata.

Zdaniem przeciwników Biblii, jest ona księgą pełną błędów, sprzeczności, zmienianą i fałszowaną tysiące razy; krótko mówiąc – zupełnie niewiarygodną. Wielu chrześcijan, gdy słyszy takie zarzuty, jak to się mówi – kładzie uszy po sobie. Nie wiedzą, co odpowiedzieć.  Nie chcą przyznać racji, bo wydaje im się, że to oznaczałoby wyrzeczenie się swojej wiary; ale nie znają sposobów, by podważyć te „niepodważalne argumenty”.

Piszę o chrześcijanach ale mam na myśli nie tylko ich – istnieje sporo ludzi kochających Biblię i kierujących się jej naukami, którzy zupełnie nie utożsamiają się z głównym nurtem chrześcijaństwa.

To prawda, Biblia nie jest książką łatwą w odbiorze. Przepaść kulturowa i językowa stanowią nie lada wyzwanie, a mnogość Kościołów i wypaczeń interpretacyjnych dodatkowo przyprawia o ból głowy.

Czy w ogóle kwestia wiarygodności Biblii jest aż tak ważna?

Mnóstwo chrześcijan odetchnęłoby z ulgą, gdyby dowiedziało się, że ich wiara może dalej istnieć spokojnie nawet, jeśli podważy się wiarygodność Biblii. Niestety, nie jest to prawdą. Chrześcijaństwo jest jednak „religią księgi”. Nie wszyscy jednak są chrześcijanami. Skoro jednak ty jesteś, i opierasz swoje przekonania na Biblii, zastanów się, co to oznacza.

Podważając jakąkolwiek część Biblii, podważamy jej całość.

Mnóstwo chrześcijan nie zgodzi się z powyższym stwierdzeniem. Wielu uważa część Biblii za mało wiarygodną, przykładowo opowieść o stworzenia świata i pierwszych ludziach lub o zatrzymaniu Słońca przez Jozuego; i nie przeszkadza im to zupełnie wierzyć w każde słowo Ewangelii lub Listów Pawła. Zastanówmy się jednak na chwilę, czy takie podejście jest logiczne

Albo chrześcijaństwo opiera się na Biblii, albo nie.

Jeżeli teologia pewnej denominacji odrzuca część Biblii uznając ją za mało wiarygodną, denominacja ta już tak naprawdę się nie opiera na Biblii, ale na… swojej własnej teologii. „Mam rację, bo postanowiłem, że mam rację”. Dowódcom armii nie zależy na żołnierzach, którzy będą posłuszni 95% rozkazów – te 5% nieposłuszeństwa oznaczałoby klęskę. Jeżeli Biblia myli się na przykład co do liczby żołnierzy w jakiejś bitwie, jakże można założyć, że nie myli się co do zmartwychwstania Chrystusa? Jeżeli teologię opieram na części Biblii, mogę najwyżej powiedzieć, że moja teologia jest inspirowana Biblią, nie zaś oparta na niej.

Uważanie się zatem za biblijnie wierzącego chrześcijanina i odrzucanie choćby kilku kartek Biblii jest pewnego rodzaju hipokryzją, a co najmniej – niekonsekwencją. Podobną niekonsekwencję widzimy analizując sondaże dotyczące wierzeń polskich katolików – liczba ludzi wierząca we wszystkie podstawowe dogmaty katolickie jest kilkukrotnie mniejsza od ludzi określających się mianem katolików [http://www.fronda.pl/a/47-procent-polakow-wierzy-w-zmartwychwstanie-a-w-smierc-na-krzyzu-o-procent-wiecej,32795.html] , choć Kościół rzymskokatolicki nie dopuszcza żadnej wybiórczości głównych dogmatów i kto przykładowo nie wierzy w istnienie szatana, automatycznie jest z Kościoła wyłączany. O tym się jednak głośno z ambon nie mówi aby nie zniechęcić ludzi, gdyż każda owieczka przekłada się na konkretną sumę pieniędzy, niezależnie od przekonań religijnych owej owieczki.

Niektórzy próbują pogodzić swoją wybiórczość w stosunku do tekstu Biblijnego opierając się na swojej logice. Problem w tym, iż choć teoretycznie logika to nauka absolutna, w praktyce… każdy ma swoją. Jeżeli uda nam się przekonać samych siebie, że pewne fakty Biblii są mniej ważne od innych, w najlepszym przypadku zostajemy pewnego rodzaju agnostykami – będziemy musieli, przy okazji każdego tekstu biblijnego, zastanawiać się, czy ta część jest wiarygodna, czy nie.

Zastanówmy się zatem – czy przy obecnym stanie nauki jesteśmy w stanie stwierdzić, czy Biblia jest wiarygodna w całości?

Spróbuję odpowiedzieć na te pytania odnosząc się do sześciu najczęściej używanych argumentów przeciwników wiarygodności Biblii.

1.         „Tekst Biblii był zmieniany tyle razy, że nawet nie wiadomo, co w niej tak naprawdę na początku było”.

Argument ten obaliły liczne odkrycia archeologiczne. Kiedy przykładowo w latach 50 i 60 znaleziono Rękopisy z Qumran, niektóre z nich były setki lat starsze od najstarszych ówcześnie posiadanych. I teksty były praktycznie identyczne. Był to olbrzymi cios dla tej części naukowców, która uważała, że tekst biblijny znacznie zmieniał się w czasie. Okazało się, że przez wiele setek lat kopiści potrafili zachować niezmieniony tekst biblijny.

Co jest również naprawdę niesamowitego i jedynego w swoim rodzaju to ilość posiadanych biblijnych rękopisów. Dysponujemy przykładowo jedynie siedmioma starożytnymi rękopisamy dzieł Platona. Mamy 20 sztuk rękopisów Tacyta (dane podaję za http://carm.org/manuscript-evidence). I tak jest ze znaczną większością dzieł starożytnych. O wiele lepiej jest z dziełami Sofoklesa (49 manuskryptów), a miejsce drugie (pod względem ilości posiadanych manuskryptów) zajmuje Iliada z oszałamiającą ilością 643 rękopisów.

A miejsce pierwsze? Nowy Testament, 5600 manuskryptów. I to w języku oryginalnym. W innych językach – kilka razy tyle. Razem około 20 000  tysięcy starożytnych manuskryptów.

Przy czym, o ile Iliada została napisana ok. 900 roku pne, a najstarszy posiadany manuskrypt pochodzi z 400 pne, więc jest napisany 500 lat później, niż oryginał. Najstarsze posiadane manuskrypty Nowego Testamentu są starsze o tylko 100 lat od ich oryginałów.

Ciekawe, dlaczego nikt nie kwestionuje autentyczności Iliady…

2.         „Było mnóstwo tekstów, z nich wybrano te, które pasowały do ówczesnej doktryny, a reszty się pozbyto.”

Kiedyś słyszałem, że podobno istniało 400 ewangelii, a Kościół wybrał sobie z nich te, które mu pasowały. Kłamstwo. 4 Ewangelie z Biblii są jedynymi z I wieku naszej ery i – jeżeli istniały jakieś inne, to wzmianki o nich nawet nie przetrwały 50 lat. Znamy kilka (KILKA – bodajże 3 czy 4) które napisane były w II, III i IV wieku, i większość badaczy uważa je za mało udane próby modyfikacji Ewangelii oryginalnych. Również sam fakt, że powołują się na autorstwo apostołów lub ludzi bliskich Jezusowi świadczy jednoznacznie o ich zerowej wiarygodności. Podczas ich pisania apostołowie nie żyli od wieluset lat.

To prawda, że sporów co do wyboru ksiąg Nowego Testamentu w pierwszych wiekach było sporo, ale księgi, które dzisiaj uważamy za apokryfy (czyli księgi włączane przez grupy mniejszościowe do Biblii, a odrzucane przez główny nurt), były poza dyskusją (z niewielkimi wyjątkami). Owszem, wielu chrześcijańskich myślicieli odrzucało księgi, których nie rozumiało. Luter uznał przykładowo, że List Jakuba nie jest natchniony, bo nie rozumiał kilku jego fragmentów – i bardzo nie pasowały one do jego nauczania. Mowa na przykład o słowach „widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary” (Jakuba 2:24), a Luter bardzo chciał akcentować usprawiedliwienie z samej wiary.

Stary Testament zawiera kilka ksiąg powstałych w sekciarskich kręgach żydowskich (m.in. Księga Barucha, Księgi Machabejskie), ale ortodoksyjni żydzi nigdy nie traktowali ich jako części Pism świętych, robiły to jedynie różne sekty żydowskie żyjące w rozproszeniu. Do kanonu Starego Testamentu włączył je oficjalnie Kościół rzymskokatolicki dopiero XVI wieku, ale nawet jeśli byłyby autentyczne, wciąż mowa tylko o kilku księgach.

Kiedy ktoś, kto Biblię dobrze zna, zacznie czytać księgi z niej odrzucone, różnicę widzi natychmiast. Występują w nich infantylne zwroty, promowana jest wiara w zabobony a sporo fragmentów stoi w jasnej sprzeczności z całością przesłania Biblii. Być może napiszę osobny artykuł na ten temat, z podaniem przykładów, bo znam ich sporo.

Nawet z czysto świeckiego punktu widzenia różnice między księgami kanonicznymi i niekanonicznymi są dobrze widoczne – w apokryfach występują liczne udowodnione błędy historyczne i logiczne, ilość istniejących rękopisów jest znikoma, a ich autorstwo w widoczny sposób zafałszowane.

Jest jeszcze jeden argument, który szczególnie do mnie przemawia. Jeśli ktoś dobrze zna różne wyznania chrześcijańskie i różnice doktrynalne między nimi wie, że każde wyznanie ma swoje „trudne” lub wręcz „niewygodne” fragmenty Biblii. Większość teologów byłoby szczęśliwych, gdyby mogło wybrac 5 wersetów, które w Biblii znalazły się „przez pomyłkę” i je wyrzucić. Nikt im jednak nigdy tej opcji nie oferował. I to jest najlepszym dowodem na to, że nikt przy Biblii nie manipulował. Manipulacje jakiejkolwiek opcji spowodowałyby zniknięcie choć części problematycznych framgentów. Mnóstwo chrześcijan byłaby też bardzo szczęśliwa, gdyby w Biblii było kilka jasnych – to znaczy jasnych według dzisiejszych norm – stwierdzeń typu „Jezus jest Bogiem równym Ojcu” lub „chrzest wodny jest niezbędny do zbawienia” albo też „każdy chrześcijanin w momencie nawrócenia jest chrzczony Duchem Świętym”.

Uważam, że to z powodu Bożego poczucia humoru stwierdzeń takich w Biblii jednak nie znajdziemy 🙂

3.         Odkrycia naukowe przeczą Biblii.

Ten temat jest doskonale omówiony na wielu witrynach internetowych, przykładowo https://archeologiabiblijna.wordpress.com. Czy odkrycia obalają wiarygodności Biblii? Prawda jest odwrotna. Kolejne odkrycia z różnych dziedzin nauki potwierdzają zapisy biblijne. Przykładem jest wspominany kilkukrotnie w Biblii ród Chetytów (Rodzaju 15:20, Wyjścia 3:8.17 i inne). Historycy długo uważali, że jest to naród wymyślony, ewentualnie że było to nic nie znaczące małe plemię. W Biblii jednak Chetyci byli przedstawiani jako znaczący naród (choć bez szczegółów). Odkrycia historyczne z przełomu XIX i XX wieku potwierdziły niezbicie istnienie imperium chetyckiego.

I… tak na marginesie, to nieprawda, że w Biblii jest napisane, że Ziemia jest płaska!

4.         Teoria Ewolucji przeczy Biblii.

Teorię Ewolucji celowo oddzielam od punktu 3. o odkryciach naukowych – ale nie tu miejsce, na tłumaczenie dlaczego.

Biblia nie zajmuje się biologią ani genetyką. Nie próbowała w naukowy sposób tłumaczyć , jak powstawały gatunki, dlatego dyskutowanie o tym, czy jest przeciwko czy za ewolucją jest pozbawione sensu… Biblia się do ewolucji w ogóle nie odnosi.

Kiedy w Biblii czytamy, że stworzył je Bóg, tak naprawdę nie wiemy, co to znaczy, bo pojęcie „stwarzania” jest nam zupełnie obce. Nikt z nas nigdy niczego nie stworzył – my potrafimy jedynie przetwarzać, nie stwarzać. Stworzyć oznacza powołać do istnienia, ale w jaki sposób dokładnie Bóg to zrobił – nie wiemy.

5. W Biblii są sprzeczności.

Po wielu latach studiów i szukania tych sprzeczności, osobiście odpowiem – ja ich tam nie znalazłem. Są fragmenty trudne do zrozumienia, ale nie ma ani jednej stuprocentowej sprzeczności.

Najczęściej się wspomina o sprzecznościach między poszczególnymi Ewangeliami. Większość tych „argumentów” jest wręcz infantylna i nie potrzeba naukowego stopnia by je wyjaśnić.

Ewangelie pisane były przez różnych autorów i skierowane były do różnych odbiorców. Jeżeli jedna osoba powie, że dzisiaj w Polsce było zimno a druga, że było ciepło, czy jest to sprzeczność? Niekoniecznie, jeśli jedna z nich tyle co przyjechała z Afryki a druga z Arktyki.

Znaczna większość pozornych sprzeczności daje się wyjaśnić właśnie poprzez uświadomienie sobie różnic w odbiorze tych samych faktów. Różnice w liczbach często powodowane są przez różne zaokrąglenia. 850 i 1000 to niekoniecznie różne liczby, ale mogą być przybliżeniem tej samej.

Wezmę jeden przykład „sprzeczności”, uważanej nawet przez wielu ortodoksyjnych chrześcijan za niewytłumaczalną. Ostatnie słowa Jezusa na krzyżu. Jak one brzmiały? Mateusz zgadza się z Markiem, ale zarówno wersje Łukasza jak i Jana są już zupełnie odmienne.

Wtrącając ciekawe pytanie… jeżeli, jak wielu przeciwników Biblii utrzymuje, Ewangelie były wielokrotnie zmieniane i poprawiane, dlaczego nie „poprawiono” tych fragmentów? Dlaczego nie uzgodniono jednej wersji? Myślę, że te pozornie sprzeczne wersje stały się tak wielkim problemem dopiero w naszych czasach. Ale do rzeczy.

Spójrzmy na to zagadnienie z typowo logicznego punktu widzenia.

Mateusz i Marek piszą, że Jezus pytał, dlaczego Bóg go opuścił, po czym „zawołał ponownie i oddał ducha”.

Łukasz pisze, że Jezus powiedział „Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mego”, i powiedziawszy to, skonał.

Jan pisze, że Jezus powiedział ‚Dokonało się”, po czym skłonił głowę i oddał ducha.

Zauważmy następujący prosty fakt – żaden ewangelista nie pisze dosłownie „oto ostatnie słowa Jezusa”. Użycie imiesłowu czynnego „powiedziawszy” może wskazywać na niemal jednoczesność zdarzeń (Updadłwszy, złamał kark), a może jedynie wskazywać następstwo, nawet baaaaaardzo oddalone w czasie (Wynalazłwszy koło, ludzkość wynalazła i samochód).

Moja osobista opinia jest taka, że Marek i Mateusz usłyszeli to, co Jezus krzyczał głośno – być może byli najdalej od krzyża  – po czym Jezus powiedział – być może dużo ciszej – to, co spisał Łukasz. Najbliżej krzyża stał Jan i tylko on słyszał rzeczywiście ostatnie słowa Jezusa – wykonało się.

Nie mam zamiaru bynajmniej się upierać przy tym tłumaczeniu. Jak to się mówi, „głowy bym nie dał”. Dałbym natomiast głowę za to, że w Biblii stuprocentowej sprzeczności nie ma. Wszystkie, które widziałem, mogłem wyjaśnić. Niezależnie od tego, co mówi się o chrześcijanach, część z nich to ludzie o analitycznych umysłach. Gdyby w Biblii była absolutnie pewna sprzeczność, każdy by o niej wiedział. A tak… wszystkie zestawienia biblijnych „błędów i wypaczeń” wymieniają nie jeden, a dziesiątki, albo i setki „błędów”, podczas gdy wystarczyłby jeden niezbity błąd, aby zdyskredytować całe chrześcijaństwo.

 6. Tekst Biblii jest…niepewny.

Na koniec zostawiłem najtrudniejszą kwestię.

To prawda, że mamy wiele tysięcy starożytnych manuskryptów, i że nie ma wśród nich dwóch identycznych.

Po takim tekście można już zakończyć czytanie i odłożyć Biblię na półkę z bajkami, czyż nie?

Nie tak szybko! Fakt braku istnienia dwóch identycznych manuskryptów przedstawiany jest jako coś dyskredytującego Biblię ale pomija się to, że niemal wszystkie różnice dotyczą rzeczy nic nie znaczących – interpunkcji, odmiennych pisowni wyrazów lub błędów ortograficznych.

Ponieważ zaś mamy manuskryptów tych tysiące, opierając się na dacie ich powstania, jakości i ogólnej wiarygodności możemy bez wątpienia stwierdzić, która wersja jest bardziej wierna oryginałowi. Krótko mówiąc, dzisiejszy tekst Biblii jest w daleko więcej niż 99.9% pewny. Owszem, są niepewne miejsca, ale żadne z nich nie dotyczy kwestii kluczowych dla doktryn wiary.

Ze Starym Testamentem jest nieco gorzej, nie tyle z jakością posiadanego tekstu, co z tłumaczeniami. Słowa hebrajskie mogą mieć mnóstwo znaczeń, zupełnie odmiennych od siebie, a składnia i gramatyka tego języka są bardzo skomplikowane. Znowu jednak, nie ma to żadnego znaczenia doktrynalnego i nie ma też wątpliwości co do przebiegu żadnych wydarzeń historycznych.

Tłumaczenie Biblii to osobne, bardzo ważne i rozległe, zagadnienie. Wszystkie tłumaczenia mają jakieś wady, i każdy zestaw tłumaczy troszkę próbował zbaczać w stronę swoich założeń doktrynalnych. Taka już nasza natura. Ale znowu napiszę to samo – te niuanse nie mają dużego znaczenia dla całego przesłania Biblii. Z wyjątkiem tłumaczeń typowo sekciarskich, przesłanie to przedstawione jest tak samo jasno we wszystkich dostępnych tłumaczeniach.

Jednym problemów z tłumaczeniami jest to, że większość współczesnych języków ma mniejszy zestaw słownictwa niż języki Biblijne. Matematycznie oczywiście współczesne słownictwo jest najbogatsze gdyż nauka i technologia wymogły tworzenie setek tysięcy terminów, ale ustępuje bogactwu języków biblijnych pod względem niuansów stylistycznych nadających wyrażeniom bardzo subtelne różnice znaczeniowe. Weźmy przykład z dialogu z 21. rozdziału Ewangelii Jana.

Lecz zapytał go znów, po raz drugi: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?
Odpowiedział: Tak, Panie! Ty wiesz, że Cię kocham.
Pan na to: Paś moje owce.
W końcu zapytał go po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Piotr zasmucił się, że go Pan zapytał już po raz trzeci: Czy kochasz Mnie? I odpowiedział: Panie! Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham.
Jezus na to: Dbaj o moje owce. (Jana 21:16-17)

To tłumaczenie zupełnie spłyca tekst i czyni niezrozumiałym trzykrotne powtórzenie tego samego pytania. W rzeczywistości Jezus i Piotr używają innych czasowników. W pierwszym i drugim pytaniu Jezus pyta, czy Piotr go kocha (agapao), Piotr odpowiada innym czasownikiem – owszem, kocha, ale czasownikiem philoeo. W języku polskim bowiem jest jeden czasownik „miłować” (ma tylko pewne formy archaiczne), a w greckim – cztery. Polskie „kochać” ma znaczenie wszystkich czterech w zależności od kontekstu, niemniej czasami dochodzi do nieporozumień. Biblijna odmiana greckiego tego problemu nie miała!

(Widziałem, co prawda, któreś polskie tłumaczenie które tłumaczyło „philoeo” jako „kochać”, a „agapao” jako „miłować”, nie rozwiązało to jednak problemu – w języku polskim to są przecież synonimy.)

W trzecim pytaniu Jezus zmienia pytanie i tym razem używa czasownika philoeo.

Nie będę zajmował się teraz tym, co do dla tekstu oznacza, ale zachęcam do studium tego fragmentu znając te fakty. Czyli nawet jeśli dojdę do wniosku, że Biblia błędów nie ma, nie mogę tego samego powiedzieć o żadnym ze współczesnych tłumaczeń. Grecki język ma 4 czasowniki tłumaczone jako „kochać” i jak do tej pory, nikt nie wymyślił zadowalających tłumaczeń oddających różnice między nimi.

Czy to oznacza, ze nie znamy Biblii, zanim nie nauczymy się biblijnych odmian hebrajskiego i greckiego?

Na szczęście nie. W sytuacjach wątpliwych po prostu musimy posługiwać się kilkoma tłumaczeniami, znając wcześniej ich mocne i słabe strony, i również przynajmniej mieć dostęp do tłumaczeń interlinearnych i słowników – co dzisiaj jest wszystko dostępne w mgnieniu oka dzięki Internetow.

 *   *   *

Zdaję sobie sprawę, że ledwo dotknąłem tematu. Biblia jest w końcu bardzo pojemną księgą 🙂 Są tysiące argumentów za i przeciw i… kłótnia nie ma sensu. Jeśli ktoś bardzo w coś chce wierzyć, będzie w to wierzyć.

Ja sam bardzo lubię naukę i uważam, że zgłębianie jej jest także realizacją polecenia „czyńcie ziemię poddaną”. Gdyby w Biblii było twierdzenie bezsprzecznie błędne, sprzeczne z naszą wiedzą (a nie spekulacjami), napisałbym o tym na tym blogu. Ale w chwili obecnej takiej rzeczy nie znam.

 Biblia jest najbardziej wiarygodną książką na świecie.

Ostatnia edycja – 12 stycznia 2018