Świątynia – co to jest?

Ten artykuł będzie krótki i prosty, być może jednak ciężko będzie ci w niego uwierzyć.

Pojęcie świątyni jest nierzadko używane w języku polskim. Najczęściej chyba w odniesieniu do kościoła – budynku, gdzie chodzi się co niedzielę. Wielu też słyszało o budowanej Świątyni Opatrzności Bożej i zżymało się nad ileś-tam-set milionami złotych wydanych na nią do tej pory.

Zaraz wykażę, że znaczenie pojęcia ‚świątynia’ jest tylko jedno.

W języku polskim, podobnie zresztą jak w koine – języku oryginalnym Nowego Testamentu – wyraz ‚świątynia’ jest pochodną wyrazu ‚święty’, ‚oddzielony’. Biblijnie rzecz ujmując, autorem prawdziwej świętości jest tylko Bóg. Święty – oddzielony od naszej niedoskonałości -jest tylko Bóg – ale również to, co On sam uzna za święte – oddzielone przez Niego.

I tak przykładowo świętymi nazywa się wszystkich chrześcijan. Tak, wszystkich! Zwrotu tego w ten sposób używa często Apostoł Paweł (na przykład w Rzymian 1:7, 2 Koryntian 6:1, Efezjan 1:1).

Paweł wielokrotnie nazywa też wierzących – jako ogół – świątynią. Porównaj 1 Koryntian 3:16-17.

I z wyjątkiem fragmentów z Listu do Hebrajczyków i Księgi Objawienia, gdzie mowa jest o miejscu w Niebie, wszystkie pozostałe przypadki użycia w Biblii wyrazu ‚świątynia’ odnoszą się tylko i wyłącznie do pojedynczego budynku w Jerozolimie!

I tu dochodzimy do sedna – nie ma ‚świątyń’ w liczbie mnogiej! Świątynia to jeden, jedyny budynek – wybudowany w połowie X wieku pne, zniszczony przez Babilończyków w 586 roku pne. Odbudowany ponownie w 516 roku pne, ostatecznie zburzony w czasie najazdu rzymian z 70 roku ne.

Zdaniem chrześcijan dosłownie traktujących pewne proroctwa biblijne, świątynia odbudowana będzie po raz kolejny, i będzie to jednym z ostatnich znaków ‚końca czasów’.

Świątynia określana była jako miejsce zamieszkania Boga i miała specjalnie oddzielone miejsa –  ‚święte’ i ‚najświętsze’ – natomiast dzisiejsze kościoły nie mają nic takiego! Nazywanie ich ‚świątyniami’ to jakaś koszmarna mieszanka Starego i Nowego Testamentu!

Jeśli popatrzymy, jak rozwijał się Kościół chrześcijański na początku, zobaczymy, że ludzie po prostu spotykali się po domach (Dzieje Apostolskie 2:46) i jakkolwiek uzasadnione może wydać się postawienie jakiegoś budynku, kiedy liczba chrześcijan przewyższy pojemność domów, o tyle nazywanie takich budynków ‚świątyniami’ dowodzi zerowej znajomości Biblii.

Pomyśl. Większość ludzi bezmyślnie nazywa kościół świątynią, choć to tak odległe pojęcia. Ile innych rzeczy w ich religijności nie ma żadnego związku z prawdą, i powtarzają to, co usłyszeli od innych?

Ile takich rzeczy powtarzam ja? Ile ty?

Ojcze Nasz – modlitwa też nasza?

Na początku 2012 roku w stanie Delaware w USA miał miejsce ciekawy proces. Kilku radnych wystąpiło z zażaleniem, że każde obrady rozpoczynają się modlitwą „Ojcze Nasz”, i że jest to niekonstytucyjne, bowiem Konstytucja USA zabrania faworyzowania jakiejkolwiek religii, a „Ojcze Nasz” jest modlitwą chrześcijańską.

Co naprawdę mnie zaciekawiło w tym wszystkim, to słowa sędziego – Leonarda P. Starka. Podsumowując zakończenie pierwszych obrad sądu powiedział, że dano mu bardzo trudną sprawę, gdyż wbrew opinii przygniatającej większości, on osobiście nie widzi, żeby modlitwa ta była modlitwą chrześcijańską. Nie ma w niej odniesienia do Jezusa, a w czasie jej powstania nikt nawet nie wiedział, co to jest chrześcijaństwo.

Mnóstwo ludzi się oburzyło. Jak to nie jest chrześcijańska??? Przecież wszystkie chrześcijańskie kościoły się nią modlą!!!

Poprawka: nie wszystkie.A nawet gdyby… to równie dobrze wszystkie mogą się mylić.

Owszem, modltwa ‚Ojcze Nasz’ jest w Biblii, ale jest w niej również polecenie ukamienowania nieposznych synów (Pwt 21:18-21). Nie każde słowo Biblii skierowane jest bezpośrednio do nas dzisiaj.

Odrzucając uprzedzenia i statystyki kościelne, i nie przejmując się co myśli większość ludzi, odpowiedzmy na jedno pytanie – czy modlitwa „Ojcze Nasz”, zwana również Modlitwą Pańską, jest skierowana do chrześcijan?

Odpowiedź na to pytanie jest prostsza, niż się wydaje.

Sędzia Stark miał absolutną rację – Modtlitwa Pańska nie mogła być skierowana do chrześcijan, bo w tym czasie nie było chrześcijan! Przeczytaj 16. rozdział Ewangelii Jana – Jezus mówił swoim apostołom że jeszcze nie potrafią wszystkei zrozumieć, i nie wszystko może im powiedzieć. (J 16). Jezus był Żydem, mówił do Żydów, i niemal wszystko, co mówił, było tak głęboko osadzone w religii i kulturze Izraela że odnoszenie tego bezpośrednio do chrześcijan może wywołać jedynie nieporozumienia.

Czy zatem nic z tego, co Jezus mówił, nie odnosi się do chrześcijan?

To również niepoprawne uproszczenie. Należy zawsze czytać kontekst sytuacji. Niektóre rzeczy Jezus mówił tylko do Żydów. Niektóre – wyłącznie do apostołów. Inne – do uczniów. Pewnego razu Jezus dał specjalną misję wybranym 72 uczniom. Roztrzygnięcie, do kogo dane słowa były skierowane, nie przesądza o tym, czy słowa te skierowane są również do nas. Należy po prostu czytać z kontekstem – zadać sobie pytanie – w jakiej sytuacji padły te słowa? Czy są wskazówki, że to jakaś prawda uniwersalna, czy może tylko polecenie skierowanei do określonej grupy ludzi w określonym czasie?

Planuję kiedyś szerzej opisać tekst Modlitwy Pańskiej bo jest to tekst bardzo ciekawy –  teraz ograniczę się do pobieżnego wskazania kilku miejsc, które moim zdaniem jasno pokazują, iż nie jest to modlitwa chrześcijańska.

Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi (oparte na Mt 6:10)

Czy nasza modlitwa może zmienić fakt, czy w niebie spełnia się wola Boża? Wybaczcie że się czepiam, ale czy nie mam prawa wiedzieć, o co chodzi? Czy w niebie są jakieś strajki, protesty, zamieszki? Chciałbym przynajmniej wiedzieć dokładnie, o co mam się modlić 🙂

odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom (oparte na Mt 6:12)

W Starym Testamencie całkowicie oczywistym było, że prosiło się Boga o przebaczenie grzechów. Cały system ofiarniczy, na którym zbudowane było Prawo, był błaganiem Boga o przebaczenie. Nie tyle jednak chodziło o to, by odmienić nastrój Boga – a jedynie o to, by Bóg łaskawie zmienił naturalne konsekwencje grzechu przewidziane w Prawie.

A co mówi Nowy Testament?

W nim [Chrystusie] mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego, (Efezjan 1:7)

Jeśli mamy przebaczenie grzechów, dlaczego mielibyśmy wciąż prosić o przebaczenie? Nie powinniśmy! Możemy za nie jedynie dziękować!

W tym wersecie jednak najbardziej razi mnie jego zakończenie… czy Boże przebaczenie rzeczywiście naśladuje sposób, w jaki my przebaczamy? Oj, biada mi, mogę być grzeczniutkim chrześcijaninem ale raz mnie ktoś tak zrani, że nie zechcę mu wybaczyć… a może po prostu zapomnę mu przebaczyć… i mam przechlapane? Jak mogę myśleć o zbawieniu jeśli Bóg mi czegoś nie przebaczył! Czeka mnie piekło!!!

Jakby ktoś miał wątpliwości, czy ten tekst naprawdę grozi tym, proszę, dalej znajdziemy dobitne wyjaśnienie:

Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień. (Mt 6:15)

i nie wódź nas na pokuszenie ale nas zbaw ode złego (oparte na Mt 6:13)

Mam poważne problemy ze zrozumieniem tego fragmentu.

Jak to – Bóg nas wodzi na pokuszenie? Przecież Jakub temu zaprzecza:

Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi.(Jak 1:13)

I poza tym… Bóg nas generalnie kusi, ale jeśli go poprosimy…. przestanie???

No i co z tą prośbą „zbaw nas ode złego” – czy jeśli Bóg ma w mocy nas zbawić od „złego”, cokolwiek to „zło” znaczy, czy nie zrobiłby tego po prostu ot, tak? Czy trzeba Go o to prosić? Nie rozumiem.

A może.. można to zrozumieć, tylko zastanówmy się nad jakością tłumaczenia i doczytajmy kontekst?

Na koniec powiem, jak ja rozumiałem Mt 6:13 jak miałem kilka lat. Może 4, może 6, nie pamiętam.

Mama zawsze rozmawiała ze mną o Bogu, ale nie wchodziła za bardzo w szczegóły, zwłaszcza te niewygodne. Nauczyła mnie na pamięć „Ojcze nasz” i kiedy zadałem kilka pytań, i nie otrzymałem na nie odpowiedzi, przestałem pytać… przynajmniej na jakiś czasu. Nie miałem pojęcia, co to znaczy „wódź” i nie wiedziałem co to znaczy „pokuszenie”; wiedziałem, co to jest pokruszenie. Jak jadłem ciasta, częstu kruszyłem i robiłem bałagan na podłodze i rodzice mieli do mnie o to pretensje. Ale co może znaczyć „wódź”? Nie wiedziałem, skojarzyło mi się to jednak z „budź”.

Wierzcie lub nie, w tym wieku byłem święcie przekonany, że fragmentem Modlitwy Pańskiej jest „nie budź mnie na pokruszenie” – czyli jeśli śpię, niech śpię dalej, bo w czasie snu na pewno nie będę jeść ciastek i nie nabałaganię.

Może nie równie zabawnie (niełatwo być zabawniejszym ode mnie 🙂 ), ale jestem pewien, że co najmniej połowa odwiedzających w niedzielę kościoły powtarza część „Ojcze Nasz” rozumiejąc go zupełnie opacznie, bądź nie rozumiejąc w ogóle. Co znaczy zatem fakt, że modlitwa „Ojcze Nasz” odmawiana jest w mnóstwie kościołów – może nawet w większości – co  niedzielę? Powinno zmusić to nas do refleksji – jak to jest, że człowiek, choć istotą myślącą będący, tak często wyłącza myślenie w kwestii religii?

A ile z tego, w co sam wierzę, jest przyjęte bezkrytycznie od innych?

Dobrze zadawać sobie samemu takie pytanie codziennie. Pobudzać innych – i siebie – do myślenia. Spróbuj postawić znajomemu, biblijnie wierzącemu chrześcijaninowi takie pytanie – skoro wierzysz, że Jezus wybaczył ci wszystkie grzechy, dlaczego wciąż w Modlitwie Pańskiej prosisz Go o nie? Gwarantuję, że większość chrześcijan osłupieje 🙂

 

ostatnia edycja: 9 kwietnia 2019.

Jakuba 2 – sama wiara na nic?

Jednym z najczęściej przeciwstawianych doktrynie darmowego zbawienia z łaski przez wiarę fragmentów Biblii jest fragment z 2. rozdziału Listu Jakuba. O fragmencie tym mówi się i pisze bardzo dużo – tak dużo, że większość ludzi widzi już tylko to, co się mówi i pisze, nie widząc, o czym rzeczywiście Jakub pisze. I wtedy całość rzeczywiście zaczyna wydawać się bardzo skomplikowana – na tyle, że część teologów liberalnych wysnuło nawet teorię, że początkowo istniały dwa nurty chrześcijaństwa – Pawłowe i Jakubowe. Paweł nauczał, że zbawienie jest wyłącznie z wiary, zaś Jakub, że z wiary i uczynków.

Na przestrzeni wieków nie raz pojawiali się teologowie, którzy, nie rozumiejąc zupełnie tego fragmentu, odmawiali Listowi Jakuba miejsca w kanonie pism natchnionych. Jednym z tych teologów był sam Luter!

Fragment ten też jest jednym z ulubionych podczas dyskusji katolików z protestantami o sposobie zbawienia. Abstrahuję teraz od rzeczywistej teologii różnych Kościołów, która na ogół jest niemal nikomu nie znana, piszę, co przeciętny katolik i protestant powiedzą.

Katolik – Fragment ten pokazuje, że aby zostać zbawionym, sama wiara nie wystarczy, ale potrzebne są też uczynki.

Protestant – Fragment ten pokazuje, że uczynki dowodzą, że wiara jest prawdziwa. Jeśli nie ma uczynków, znaczy to też, że nie ma prawdziwej wiary.

(Tutaj różne frakcje protestanckie będą różnie kontynuować. Przy wyznawanej nieutracalności zbawienia padnie tekst, że brak uczynków oznacza, że zbawienia nigdy nie było; pozostali zaś powiedzą, że zbawienie ktoś, przez trwanie w grzechu, po prostu utracił).

Postaram się wykazać, że obie opcje są mylne. Wpierw jednak, trochę anegdotycznie, podam często przytaczany przez katolików (choć nie tylko katolików) argument. Mówią – wy, protestanci, tak często kładziecie nacisk na slogan ‚tylko wiara’, podczas gdy wyrażenie ‚tylko wiara’ występuje tylko raz w Biblii, w Liście Jakuba, we fragmencie w którym autor właśnie pisze, że sama wiara nie może nikogo zbawić!!!

Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary (Jakuba 2:24)

Argument wygląda  porządnie, czyż nie? Zaraz zobaczymy!

Zauważmy, że Jakub odnosi się do tego samego przykładu, co Apostoł Paweł, kiedy ten ostatni pisze o usprawiedliwieniu z samej wiary – do przykładu Abrahama. Porównajmy:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? (Jakuba 2:21)

Bo jeśli Abraham z uczynków został usprawiedliwiony, ma się z czego chlubić, ale nie przed Bogiem. (Rz 4:2)

Jeśli połączę te wersety, otrzymam to, co następuje:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków (ale nie przed Bogiem), gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?

Czyżby zatem istnieją dwa rodzaje usprawiedliwienia – przed Bogiem i nie-przed-Bogiem? Przed ludźmi?

Nie wnioskuję tutaj niczego, tylko pytam…

 

Usprawiedliwienie przed Bogiem jest niezbędnym warunkiem zbawienia. Grzech musi być ukarany. Grzeszny, nieusprawiedliwiony człowiek, nie może mieć żadnej społeczności z Bogiem; nie może przebywać przed Jego obliczem. Jakub nie może pisać o takim rodzaju usprawiedliwienia. Oto dowody:

Tematem całego Listu Jakuba jest zachowanie chrześcijan, nie doktryna.

Popatrzmy na rozdział 2. Jakub krytykuje w nim dyskryminację biednych ludzi. W wersie 15. opisuje dokładnie sytuację, w której ktoś tylko mówi o pomocy, nie dając jej. Czy same słowa pomogą któregokolwiek człowiekowi? Czy sama wiara pomoże… jakiemukolwiek człowiekowi?

W kontekście jest „TU I TERAZ”, a nie „co będzie na tamtym świecie”!

Gdyby jednak ktoś naprawdę chciał odczytywać ten fragment jako odnoszący się do zbawienia wiecznego, mamy ciekawy wzorzec do naśladowania. Abraham został usprawiedliwiony:

Wtedy uwierzył Panu, a On poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. (Rodzaju 15:6)

A Jakub pisze:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?  (Jakuba 2:21)

Tak się składa, że  między tym dwoma wydarzeniami minęło około 20 lat.

Więc kiedy ktoś uwierzy, wystarczy, że na przestrzeni 20 następnych lat wykaże się jednym uczynkiem, i to wystarczy, by zweryfikować jego wiarę?

Absurd.

Religia używa drugiego rozdziału Listu Jakuba jako narzędzia siania strachu, przy czym każda grupa religjijna ma swoją listę uczynków, które dowodzą, że jesteś zbawiony lub dowodzą, że nie jesteś.

Jezus nie przyszedł na ziemię po to, by dać nam kolejny zestaw przykazań, jak robi to dzisiaj ogromna większość Kościołów. Przyszedł po to, by dać odpoczynek od prawa. Radość, pokój. Choć nieraz przez łzy.

Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. (Mateusza 11:28)

Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym. (Rzymian 17:17)

Jeśli powżysze wersety nie spełniają się w Twoim życiu, najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że wierzysz kłamstwom, które nauczyła cię religia.

Nie musisz tego dalej robić!